Reportaże: Miłosierni na ulicy
Reportaż Wojciecha Paculi „Miłosierni na ulicy” przedstawia comiesięczną akcję kuchni polowej dla osób ubogich. Wolontariusze z diecezji sosnowieckiej od lat prowadzą działalność polegającą na niesieniu pomocy i dokarmianiu osób bezdomnych oraz żyjących w ubóstwie.
A nagle się uśmiecham i to jest po prostu ta moc, nie? Ta moc. Jeśli dotychczasowe życie porzucisz, dotychczasowe myślenie porzucisz, Wychwycisz się tego Słowa, które Cię rozwija, które Cię buduje i które naprawdę daje Ci moc na każdy dzień. Dla mnie to jest modlitwa, ponieważ ona stała się takim wyznacznikiem mojego działania, tego, że to nie ja, żeby nie polegać na sobie, że to nie ja jestem Panem własnego losu, ale gdzieś tam ten Bóg czuwa nade mną. Ja wierzę, że Pan Bóg przebacza. Bracie, dzień dobry.
Jutro śniadanie będę miał. Napewnione, to wiadomo, no. To szczęść Boże. No i szczęść Boże. Trzymaj się, przyjaciele. Jacek Konarski wspiera takie akcje, bo gdzieś w duszy pomoc ludziom, tak? Wpisana po prostu. No to z jednej strony pomoc ludziom, a poza tym to jest kościół mobilny, czyli na pierwszym miejscu nie tyle pomoc materialna i wspieranie ubogich, tylko ewangelizacja.
Więc na to chyba przede wszystkim chodzi, bo inaczej to nie musiałoby się nazywać kościół mobilny, tylko jakaś mobilna instytucja charytatywna. Czasem skorzystam z tej jadłodajni, to znaczy zjem kiełbaskę, ale generalnie przychodzę tu po to, żeby z kimś porozmawiać. Porozmawiać o Bogu. Konkretnie. Na tyle konkretnie, na ile to jest możliwe. Ja, gdybym był w potrzebie, to też bym po tę kiełbasę przyszedł. Jestem dzisiaj od czwartej na nogach, jestem po pracy, przyjechałem tutaj trochę popodsługiwać. Uciekłem od obowiązków domowych. I mobilny kościół głównie był nastawiony, żeby wychodzić do ludzi, rozmawiać, rozmawiać o Bogu, o tym głosić też, że Bóg jest kochający i że to jest... Czy nie ma Pan wrażenia, że jesteście jedną z wielu takich grup, których w wielu miejscowościach można spotkać?
Sądzę, że tak, a szczególnie chyba w naszej diecezji i to, co pan zadał pytanie, czy rywalizują. Tu w Sosnowcu takie inicjatywy, bo jest oczywiście karyntacja, jest wspólnota Betlejem z Jaworza, która z nami współpracuje. Oni swoją mają drogę. Mam kolegów pracy i oni nas widzą. I często później w pracy, a bo ja Cię widziałem na mobilnym, co Ty tam robiłeś? I wtedy tak face to face rozmawiam, o czym, co robimy, że jesteśmy tą żywą częścią Kościoła, że jesteśmy tymi osobami świeckimi, które mają żony, dzieci, mężów, kredyty i inne wszystko, ale że możemy głosić Słowo Boże. Że możemy być, mimo tego brudu, który się wylał w tej naszej diecezji. Nie jest ważna kiełbasa i kawa.
Tutaj na mobilnym kościele przychodzą przeważnie ludzie tacy złamani życiem. Bardzo często były rozmowy Z ludźmi, którzy siebie nie szanowali, siebie uważali już za niegodnych po prostu bycia człowiekiem. Rozmawiałam z panią, która powiedziała od razu, że jest skazana przez Boga, jest alkoholiczką, bo zabiła męża. Odsiedziała 20 lat, a teraz wyszła z więzienia i ludzie ją potępiają. I ona nie potrafi żyć, bo ludzie jej po prostu nie dają żyć. Dla Boga nie ma nikogo straconego. Często widzę też, że jak mówi się do ludzi, że Bóg za Tobą tęskni i On z Ciebie nie zrezygnował, to jest jeden wielki płacz. Bo ludzie już z siebie dawno zrezygnowali i potępili się za to, że są alkoholikami, za to, że jakoś im się życie nie poukładało, czasami byli w więzieniach.
I miałam też rozmowy z ludźmi, którzy mają taki ból duchowy, że na przykład jeden Pan opowiadał, że się tnie. Kiedy go boli wewnętrznie, to on woli się ciąć ciało, żeby nie czuć tego ducha, więc no to są naprawdę trudne sytuacje niektóre i widać, jak ci ludzie potrzebują pomocy, a dla Boga nikt nie jest przegrany i nikt nie jest skazany, bo dla Niego każdy ma szansę. To jest najbardziej przykro kobiet, które są uzależnione od mężczyzn i one wchodzą we współzależnienie przy nich, więc jest mi bardzo przykro ich, jak widzę takie kobiety, bo mężczyzna jakoś mi się wydaje, że sobie bardziej da radę, a one z taką świadomością, może niskim poczuciem wartości jakoś się tak przyklejają do nich
No i potem trudno im wyjść z tego. Mam taką miłość do tych ludzi, nie brzydzę się. Wydaje mi się, że to jest jakąś łaską właśnie taka przychylność do tych ludzi. My nie wiemy, jak oddziałują nasze słowa, gesty, spojrzenie nawet. My nie wiemy, co kto potrzebuje. Dajemy to, co mamy, a Bóg robi resztę. Jest pozwolenie na organizowanie takiego mobilnego kościoła, gdzie możemy dzielić się i jedzeniem, i kawą, i herbatą, i muzyką, no i Bogiem, żywym Bogiem, bo uważam, że On tu jest. Pomagamy jak umiemy. Ja się wkręciłem tutaj w ten kościół mobilny od roku. Bardzo przyjemni ludzie, sympatyczni, przyjaźni. Chcą pomagać, także mnie to ino graj.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Siostra Emanuela opisuje akcję Miłosierni na ulicy, gdzie katolicy pomagają bezdomnym.
Osoba opowiada o swoim upadku i nowym początku dzięki pomocy Miłosierni na ulicy.
Osoba rozmawia z reporterem o codzienności i znaczeniu wierzy w Boga.
Siostra Emanuela opisuje cele i strukturę akcji Miłosierni na ulicy.
Osoba omawia rywalizację z innymi grupami pomagającymi bezdomnym.
Beata Pawlaczyk opowiada o swoim doświadczeniu w akcji Miłosierni na ulicy.
Osoba rozmawia z reporterem o znaczeniu i sukcesach akcji Miłosierni na ulicy.
Osoba podsumowuje swoje doświadczenia i wierzę w znaczenie akcji Miłosierni na ulicy.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.