Reportaż: Człowiek lasu i sceny
Bohaterem reportażu W.Skowrońskiego jest muzyk ze Śląska Andrzej Domżoł, który mimo swojego talentu nie udziela się w mediach. I tu powstaje pytanie - jaka jest tego przyczyna? Nasz bohater pochodzi z Kobióra, dlatego mówi się o nim - człowiek lasu i sceny, i taki tez jest tytuł reportażu w realizacji Jakuba Hyrii.
No i właśnie te emocje są dla nich ważne. Pierwsza moja płyta, myśmy mieli wtedy chyba po 16 lat z chłopakami, zapakowaliśmy do takiego malucha starego sprzęt i pojechaliśmy do Studio Rondo w Rybniku do Legionarnego i nagraliśmy tam taki, taki pobrok to był, zespół się nazywał bardzo śmiesznie, zabawnie, ktoś coś nazywał Strefa Odlotu. Myśmy grali takie popowo-rockowe granie i ta płyta gdzieś jest, tylko ja nie wiem gdzie, musiałem znaleźć. Nagraliśmy tam 10 utworów, z tym, że to strasznie zajeżdżało jakimś takim perfektym Lady Punkiem, bo to były takie czasy, że nic nie było na rynku ciekawego, myśmy się wzorowali na tych kapelach.
Rafał Chirowski. Po pierwsze, jako człowiek, który również zajmuje się nagrywaniem i wydawaniem własnej muzyki w sposób totalnie niezależny, to mam ogromny szacunek dla kogoś, kto wbrew trendom, modom, pod prąd i pod wiatr, uparcie robi swoje. No bo właśnie dokładnie to robi Andrzej Domżoł i jest tym... I wydawać by się mogło, że w dobie kiedy muzyka lat osiemdziesiątych, zwłaszcza to brzmienie charakterystyczne dla drugiej połowy Ejtisów, czyli trochę rockowego pazura, ale w takiej nieco popowej, trochę słodkawej oprawie. Czyli powiedzmy takie Lady Punk, ale z czasów płyty Tatsy Sami, Byme z czasów Białej Armii, trochę Van Halen, ale już z samym Hagarem na wokalu, czyli w dużym uproszczeniu pop rock.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.