Mentionsy Mentionsy
Reportaż Radia Lublin
Reportaż Radia Lublin

Małgorzata Sawicka "Ogród pełen ludzi"

15.10.2025 ·35 min 24 s

Reportaż Małgorzaty Sawickiej to reporterski zapis letniego dnia Janusza Winiarskiego, wieloletniego dziennikarza i prezesa Radia Lublin oraz twórcy Redakcji Reportażu w rozgłośni. Sztuka artystycznego kształtowania ogrodów była jedną z jego pasji. W życiu zawodowym dążył do wypracowania jak najdoskonalszego programu radiowego i  perfekcyjnego funkcjonowania radia jako instytucji. Zawsze cenił dojrzałość i aktywność obywatelską. Należał do organizatorów NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych, w związku z czym został pozbawiony pracy i aresztowany w stanie wojennym; potem pracował w zespole negocjatorów "okrągłego stołu", organizował w Lublinie Komitet Obywatelski i częściowo wolne wybory 1989 roku, a w latach 90 - tych przekształcił regionalną rozgłośnię w samodzielną spółkę Radio Lublin S.A. W październiku przypada rocznica jego śmierci. Fot. z archiwum Janusza Winiarskiego

Z tego, co ja pamiętam, to tak. Najpierw, że się ukazują listy z nazwiskami ubeków, że ich rodziny i oni są do wymordowania. Że Solidarność będzie ich mordowała. Prowokacja, jawna prowokacja. Potem wieczorem nadchodziły sygnały, że już niektórzy działacze Solidarności są zatrzymywani. I pamiętam wieczorem położyliśmy dzieci spać i stoimy z Daną przy oknie w kuchni z widokiem na dzisiejsze centrum Zana, centrum handlowe Zana. Wtedy tam nie było tych bloków i ulica oświetlona, śnieg, dość mroźna noc się zapowiadała.

No i Janek Wójcicki przyjeżdża ze wsi. Taki działacz Solidarności Rolników Indywidualnych. Jak usłyszał o stanie wojennym, no to mówił, przyjeżdżam do was, że was zamkną i żeby dzieci zabrać. Janek miał dość dużą sumę pieniędzy, bo handlował wówczas jabłkami i wioził jabłka z Lubelszczyzny na Śląsk. Deponuje te pieniądze chyba u Marysi Brzezińskiej. Zostawia sobie niewielką kwotę. Za te pieniądze wynajmujemy taksówkę i jedziemy do Świdnika. Wacek Biały, Janek Wójcicki i ja. Tam już jest strajk okupacyjny. Wszystkie bramy są zablokowane wózkami widłowymi, powiązanymi wielkimi łańcuchami i zatarasowane wszystkie wejścia do zakładu.

po jakieś różne specyfiki lekarstwa. Była taka apteka zaprzyjaźniona z Podziemną Solidarnością Róg Świętoduskiego Krakowskiego Przedmieścia naprzeciw kawiarni, wiesz, tuż koło Kościoła Świętego Ducha. I pamiętam, że te panie mi gdzieś tam prosiły na zaplecze, żebym na coś tam zaczekał. I zaczęliśmy rozmawiać na temat sytuacji politycznej. I właśnie wtedy dostałem jakiegoś takiego Nie wiem, co to jest. Coś takiego, co w człowieku wyzwala jakiś skobyt taki wewnętrzny. Pomieszanie żalu z bezsilnością, z czymś, ważnym, a utraconym.

I pamiętam, że ja chwilę się wahałem, potem wyszedłem na scenę, ale nie pamiętam, co mówiłem. Ale chciałem dać świadectwo, że jednak są dziennikarze wśród tych ludzi, którzy się zerwali do lotu o niepodległość. A potem to już była działalność prawie od rana do nocy. To już czasy Solidarności? Tak. Byłem sam sobie starym ukrętem żeglarzem. Prowadziłem jednoosobową komórkę przy tymczasowym zarządzie regionu, przy ulicy Okopowej, tam gdzie mieściła się kiedyś cenzura. I w zasadzie przez parę miesięcy... Sam kierowałem tą organizacją Solidarności.

Potem ona się nazywała Solidarność Rolników Indywidualnych, ale to jest zupełnie inny rozdział. No i do stanu wojennego w zasadzie cały czas byłem oddelegowany i pracowałem potem w zarządzie regionu. Zarząd regionu dużej Solidarności, tak wówczas nazywaliśmy to. Wspomagał materialnie, organizacyjnie, finansowo Solidarność Rolników. Ja tak, muszę pojechać do przychodni, muszę Baśkę zawieźć, zabieg, po zakupy i tak dalej. I ja dogorywam w mieście. Ja ledwo żyję, wiesz, muszę się mobilizować, ona mi kupuje kole, poi mnie wodą, żebym tylko dowiózł ją z powrotem.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.