Katarzyna Michalak "Światło na stepie"
Najbardziej niesamowite historie, które z trudem wyobraziłby sobie pisarz lub scenarzysta filmowy, zdarzają się naprawdę, a ich bohaterami są zwyczajni ludzie, którzy dostali się w tryby wielkiej historii. Do takiej refleksji skłania reportaż „Światło na stepie” – opowieść babci i wnuka.Babcia – to 90-letnia Henryka Paśnik, która w 1940 roku, jako młoda dziewczyna, została wywieziona przez Sowietów na Sybir, a następnie do Kazachstanu. O swoich przeżyciach nie mogła opowiadać przez dziesięciolecia, jako że temat deportacji w głąb ZSRR był w komunistycznej Polsce zakazany. Dopiero niedawno otworzyła świat swych wspomnień przed wnukiem – Arkadiuszem. Opowiedziała o cierpieniu, okrucieństwie, ale i o miłości…Czy mogła przypuszczać, że jej ukochany wnuk pojedzie Koleją Transsyberyjską na drugi koniec świata, aby zdjąć z niej najcięższe brzemiona i by wypełnić obietnice sprzed lat, by zapalić światło na stepie?Realizacja dźwięku Piotr Król.
To były takie długie, długie baraki. To nas było, ja wiem, z 11 rodzin w takim baraku. Dali każdemu siekierę, piłę. I drzewa piłować do lasu. A przy drzewie była okropna praca, okropna. I myśmy tylko w Boga wierzyli, że my musimy kiedyś wrócić do Polski, że ta Polska będzie. I tak na duchu nas podtrzymywali. Mój tato na przykład był wielki patriota. I on nam zawsze mówił, dzieci musimy wrócić do Polski. Chociaż nie dbał o dzieci, bo on załamał się, załamał się od razu. I tak jak żeśmy się zeszyli, tośmy tylko mówili o jedzeniu. Co byśmy zjedli, co w domu się gotowało, jak pojedziemy, to będziemy gotować.
Oto cały czas było takie. Człowiek był głodny. Proszę panią, przez sześć lat nie byłam najedzona. Mówiłam, Boże, daj mi się raz do syta chleba najeść i wcale mi nie będzie szkoda umierać. Umrę, bo mówię, bo mam pełny żołądek. Ja nie mogłam patrzeć, jak te moi bracia, jak to po 20 deko chleba dostawało, to było na raz. A co reszta cały dzień? Pytam się. To dobrze, jak te jagody były i maliny, to jeszcze dzieci jadły, ale zima przychodziła, nie było co jeść. A myśmy tam dwie zimy byli. Bo później przywieźli nas z Sybiru do Kazachstanu. To trwało trzy miesiące.
I napisałem, że babcia we śnie wciąż pędzi pociągiem bestią i nie może zasnąć, kiedy w domu kończy się chleb. Kiedyś mi o tym powiedziała, że Arek, ja nie pójdę spać, jak ja nie mam w domu chleba. Ja nie usnę, ja się boję. Transport, w którym jechała babcia, został skierowany do takiej miejscowości Shu. To już jest niedaleko chińskiej granicy. Dzisiaj sytuować między tarasem a Aumaaty. Taka miejscowość Shu. Ciemna noc, Boże kochany. I tam na stepie w miejscowości Enbek ich porzucono. Prowadzili nas do takiej chałupki, takiej rzymlanki takiej, takie sklicone z tego.
Proszę sobie wyobrazić, co musiała czuć, opuszczając swoje rodzeństwo, ale musiała zważyć światy, albo podpiszę i zostanę jakby wcielona i już nigdy nie zobaczę ojczyzny, albo jednak nie podpiszę, no i złożę to w ręce Boga, ten chyob ciągle nam wraca. I jest rok 1944, jest marzec, wtedy zostaje zwolniona z tego więzienia. Wraca z wielką radością do kołchozu i tam dowiaduje się, że tata nie żyje. Mnie zabrano do więzienia, dzieci wzięli do sierocińca, to już tato został bezradny sam. I tak chodził co kilka dni do tych dzieci, do domu dziecka i oni dostawali po 20 deko chleba, to jeszcze odłamywali kawałeczek, żeby jak tato przyjdzie, żeby mu dać, żeby on coś zjadł.
Tato, ja przyjadę po ciebie, czy wcześniej, czy później, ja cię stąd zabierę, żebyś nie leżał w tej obcej ziemi. Ty tak chciałeś wrócić do Polski, zobaczyć, jak to będzie, bo mój tato był legionista Piłsudskiego i on tak chciał wrócić. Ja mówię, tato, ja cię zabiorę, chociaż i po śmierci, ale nie mogłam go zabrać. To mnie całe życie gryzło. Ja mówię, Boże, nawet mu nikt świeczki nie zaświeci. Zabiera garść ziemi z grobu, wraca do Griszy. I babcia opowiada mu o tym, o tej obietnicy. Ma rozdarte serce. Nam nie mówili nigdy, że my wrócimy do Polski. I to nie wiadomo skąd było tak nagle.
I proszę sobie wyobrazić, że moja mama nigdy nie widziała swojego ojca. Nawet kiedyś chciałem się pokusić, żeby taka pani artystka namalowała z pamięci, ale jakoś się powstrzymywałem, bo jednak Tak jak na początku byłem bardzo zapalony, tak potem wycofałem się, bo jednak to będzie czyjaś ręka i czyjaś wizja, kogoś, kto nigdy nie widział, kto tylko z pamięci wie. I sobie pomyślałem, że niech tak zostanie, niech nie wiemy, nie musimy wszystkiego wiedzieć. I moja mama przez całe życie tęskniła za tym. Może nawet jakoś miała pretensje do Pana Boga,
Może do babci nie, ale do Pana Boga, że nawet zdjęcie się nie zachowało. Tu jest list mojej mamy. Ona tutaj to pisze, bo po latach ja nie przeczytam całego. Ale takie pierwsze słowa listu mojej mamy. Tato, niewidziany, nieznany, nawet fotografia zginęła w tragicznych okolicznościach. Ale mama zachowała pamięć o Tobie, ciągle żywą i bolesną. Proszę sobie wyobrazić tęsknotę, żeby dziecko zobaczyło twarz ojca. Jak we mnie była ta ogromna tęsknota. Zachowało się kilka zdjęć z zesłania, ludzie przywozili i z tego sierocińca, tam byli różni mężczyźni, ja powiększałem te zdjęcia, mówię, babciu, może to jest mój dziadek, przypatrz się dobrze. A, Ruś, nie, ja bym go od razu poznała, ja wiem, że ty potrzebujesz, ale to nie jest twój dziadek.
Ja mówię, że jest dziecko, to moja mama. I ona mówi tak pięknym rosyjskim językiem, mniej więcej takie słowa, że dzisiaj wielka radość od Boga, że Bóg dzisiaj nam pobłogosławił, że myśmy się odnaleźli, że nasze dziecko Przyjechało do nas. Wkłada nam tak ręce na głowę. Taki mają zwyczaj. I zaprasza oczywiście do domu. Wchodzimy do domu. Ja pytam, czy jest zdjęcie Griszy, bo my nie mamy zdjęcia. A ona mówi, że są zdjęcia. One na ciebie czekały. Ja pytam się, czy będę mógł wziąć dla mamy jedno zdjęcie. A ona mówi, to jest twoje, to jest twoja własność, ty to zabierz dla siebie.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Najbardziej niesamowite historie, które z trudem wyobraziłby sobie pisarz lub scenarzysta filmowy, zdarzają się naprawdę, a ich bohaterami są zwyczajni ludzie, którzy dostali się w tryby wielkiej historii. Do takiej refleksji skłania reportaż „Światło na stepie” – opowieść babci i wnuka.
Babcia – to 90-letnia Henryka Paśnik, która w 1940 roku, jako młoda dziewczyna, została wywieziona przez Sowietów na Sybir, a następnie do Kazachstanu. O swoich przeżyciach nie mogła opowiadać przez dziesięciolecia, jako że temat deportacji w głąb ZSRR był w komunistycznej Polsce zakazany. Dopiero niedawno otworzyła świat swych wspomnień przed wnukiem – Arkadiuszem. Opowiedziała o cierpieniu, okrucieństwie, ale i o miłości…
Czy mogła przypuszczać, że jej ukochany wnuk pojedzie Koleją Transsyberyjską na drugi koniec świata, aby zdjąć z niej najcięższe brzemiona i by wypełnić obietnice sprzed lat, by zapalić światło na stepie?
Realizacja dźwięku Piotr Król.