#32 - Przygody Młodego Ojca
Przyznam, że powoli zaczyna mnie męczyć nadawanie tytułów, robienie opisów, bo mam odczucie, że musze coś wyprodukować, a nie spełnia to żadnej potrzeby. Możemy się umówić, że od dzisiaj są niespodzianki? :)
Halo, halo, dzień dobry, co tam u Państwa, nadaję do Państwa z Wrocławia, to ja, gdybyście się nie poznali po głosie, Remigiusz, nie mam pojęcia maciaszek. Pojęcia nie mam, pojęcia nie mam, pojęcia nie mam. Odwrotnie powiedziałem. U mnie jest niedziela dzisiaj, a u Państwa prawdopodobnie, u wielu z Państwa jest poniedziałek, albo jeszcze jakiś inny dzień, więc macie gorzej niż ja. Poniedziela to jest dobry dzień, bo można się poobijać trochę, ale czy ja się obijam? Nie. Od samego rana, samiusienkiego rana siadam, nagrywam podcast. Ale to sama przyjemność, nie? Ale też wstałem wcześnie, bo moja córka wstaje wcześnie w sobotę i w niedzielę, bowiem jest przyzwyczajona do wstawania o siódmej do przedszkola, zatem z jej perspektywy nic się nie zmienia poza nazwą dnia tygodnia. I tego czemu przedszkola nie ma?
Możemy iść do przedszkola? Prosię. Tak mnie tutaj napastuje moja córka. Mówię, nie kochanie, no teraz jest weekend, przedszkole jest zamknięte. Ale proszę, przestań mnie prosić. Nic nie mogę na to poradzić. Chcesz kanapkę z nutelną? Dobrze. No okej, takie są rodzicielskie. I powiecie, o ja cię, karmi dziecko słodyczami. No proszę państwa, proszę państwa, przyznaję się, przyznaję się. No ale nie można być przecież za każdym razem idealnym, perfekcyjnym rodzicem, który robi wszystko. Idealnie i perfekcyjnie. Od czasu do czasu człowiek idzie na łatwiznę. Robi rzeczy tak, żeby było łatwiej. Żeby dziecko nie mówiło prosię, prosię. Tylko dobrze masz. Masz, zjedz. Daj tacie odpocząć.
Chyba na stronę Radia Z, akurat pierwsza mi wyskoczyła, wpisałem niedzielę handlowe lipiec. Cała lista artykułów mi wyskoczyła i ja już wiem, jak te artykuły są napisane. Musisz tam wejść, wkliknąć się w ten artykuł, przejrzeć cały, tam jest ściana tekstu, nie wiem o czym, nie wiem, bo nie mogę na to patrzeć nawet, nie próbowałem skupić na tym wzroku i na samym końcu, w ostatnim pieprzonym akapicie jest informacja, że w lipcu wszystkie niedziele są handlowe. I mogę iść spokojnie do sklepu. I mówię sobie, no kurde, co za hańba ten internet współczesny, że z jednej strony mówi się, a dostęp do informacji, wszystkiego dużo, ale aż za dużo i dużo niepotrzebnych rzeczy.
Nie napiszą tego w nagłówku, żeby Google tego nie pokazało na pierwszej stronie, tylko zrobią to wewnątrz artykułu gdzieś na samym końcu, żebyś wszedł, przeskrolował, zobaczył pierdyliard reklam po drodze. Och, jaka to jest patologia. Ktoś musi wymyślić lepszy system. Ale to pierwsze, ale cały czas jestem bardzo szczęśliwy i zadowolony, bo no czemu miałbym się denerwować, no przecież niedziela jest, z córką spędzam czas, zaraz będzie kanapka z nutelną, jak tylko wrócimy ze sklepu. No i idę sobie z moją córką i moja córka dostrzega psa, właściciel z panem psem. No i ten pies załatwia swoją potrzebę, tą taką cięższego kalibru, no więc pan stoi z workiem i tam zbiera tą potrzebę po jej wykonaniu. I tak zaśmiałem się do siebie, mówię, o kurde, jak ja to sprytnie powiedziałem, nie użyłem żadnego wulgaryzmu tutaj, nie użyłem prostackiego języka, po prostu fantastycznie.
Mogę trafić do telewizji wręcz. Więc idziemy i ten pan zbiera tę potrzebę z trawnika i dwa metry później pies się zatrzymuje i znowu, a pan już ma cały worek pełen tej potrzeby. W prawej ręce trzyma tę potrzebę, w lewej ręce trzyma psa. Ja myślę sobie, że jeżeli pies spełnia swoją potrzebę na raty, to trochę trudne jest zbieractwo wtedy, bo ile się orientuje, te woreczki są tak skonstruowane, że się je nakłada na rękę, bo potem się potrzebę podnosi i się tą potrzebę, jakby odwraca się ten worek, tak, tył naprzód czy środkiem na zewnątrz. No i to jakby w bardzo higieniczny i czysty sposób pozwala to zrobić. No ale jak już pan ma wewnątrz tego worka całą masę wcześniejszych potrzeb, to nie wiem, jak sobie poradzi z kolejną.
Chyba kolejny worek będzie mu potrzebny. Pewnie zna swojego psa. Pewnie wie, co trzeba robić i jak. I idzie z tym workiem, idzie potem i myślę sobie, cholera, zauważyłem, że właściwie... W mojej okolicy i też w paru innych okolicach, w których bywałem, jest jeden bardzo niepokojący deficyt. Deficyt koszy na śmieci. Nie ma ich wystarczająco duże. Za każdym razem, jak idę z jakimś papierkiem, chcę go wyrzucić, to idę, idę, idę 100-200 metrów, zanim trafię na mały śmietniczek. Nie wiem co to. Wydaje mi się, że... W czasach mojej młodości tych śmietników było znacznie więcej, a też nie było takiej potrzeby, bo większość ludzi wyrzucała papierki na ziemię. Takim, żeśmy jeszcze żyli w społeczeństwie nie do końca kulturalnie wychowanym, że bardzo dużo ludzi śmieciło gdzieś tam.
Jeszcze wywalił śmieci przy kamerze. Zaraz go złapiemy. I go złapali. Dali mu mandat. I cała Polska oburzona. Co? Jak tak śmiecić można? Hańba! Hańba! Zbanicję go skazać. Deportację. Deportować to można chyba tylko osobę, która jest imigrantem. Polaka nie można z Polski deportować. Można go wybanitować. Wybanicjować go można. To jest ekstradycja, banicja i deportacja. To są różne terminy, proszę państwa. Nie będę teraz tutaj słownikowo ich obrabiał. No ale wracając, wracając do pana z potrzebą w garści. Otóż pomyślałem sobie, że bardzo mi go żal, że musi tak z tą potrzebą zasuwać przez całe podwórko, szukając tego śmietnika i że jest mało tych śmietników dzisiaj i nie wiem, dlaczego jest tych śmietników mało tak bardzo.
A ja mam 130, bo dźwigam córkę na plecach, ale tego mój zegarek nie wie. I potem sprawdzam wydajność poniżej, grubo poniżej normy. Ej! Come on, zegarek. Córkę niosłem na plecach. No nie zapisuj mi tych danych. No ale już zapisuję, żeby mi się trening wliczył w mój czas. Muszę codziennie 20 minut ćwiczeń uskuteczniać, co nie jest żadnym problemem. Z reguły mam codziennie około godziny albo nawet dłużej. Dużo dłużej mam. To jest około 80 minut, bo ćwiczę. To opowiadałem, chwaliłem się Państwu. Odszukuję samo zadowolenie w satysfakcji wynikającej z tego, że ćwiczyłem danego dnia. Już nie tyle same ćwiczenia mnie kręcą, co świadomość, że ćwiczyłem i że się zmęczyłem i że dokonałem wysiłku i zadziałałem wbrew sobie i że się zdyscyplinowałem.
To były długie zdania, aż mi zabrakło powietrza, ale wracając do Pana z potrzebą w garści. Pomyślałem sobie, ja bardzo dużo rozmyślam o psach i o tym, że też chciałbym mieć psa, ale wiem, że to na razie się nie uda, bo moje dzieci są na tyle absorbujące, a boję się, że one też oczywiście bardzo chciałyby mieć psa, ale nie są na tyle obowiązkowe, bym potem ja miał ludzik. Nie, nie, potem ja będę musiał zasuwać z tym psem zimie, latem, rano, wcześnie, późno wieczorem i będę chodził z tym woreczkiem i też będę chodził z potrzebą w garści, szukając śmietnika. więc myślę sobie, nie, aż takim dobrym człowiekiem nie jestem, żeby się trzecią istotą żywą zajmować intensywnie. Jeszcze przyjdzie mój czas, okej, dzieci, dzieci dorosną, nie będzie żadnego w domu, to sobie wtedy psa zorganizuję, nie wiem, adoptuję, kupię, nie wiem, strach cokolwiek powiedzieć, bo teraz powiesz, że adoptujesz.
W ogóle z posiadaczami psów i zwierząt to jest problem. Ja dostrzegłem to już dawno, dawno temu. Gdzieś tam, a nie będę Państwu całej genezy tej historii opowiadał, prawda wygląda tak, że jak powiesz coś negatywnego na temat albo posiadania zwierząt, albo ludzi, którzy posiadają zwierzęta, to możesz się spotkać z poważną falą niechęci. Powiedziałbym, że nawet nienawiści. Ludzie, którzy posiadają takie pupile, mają skłonność do myślenia dobrze o sobie. W sensie... Jest to uzasadnione w pewnym stopniu, no bo opiekują się inną istotą żywą, dbają o nią i to też buduje, nawet podświadomie, buduje samoocenę. Więc jeżeli ktoś w jakikolwiek sposób podważy tę samoocenę albo próbuje podważyć tę samoocenę, to się spotyka z reakcją niezwykle silną, często niespecjalnie adekwatną do tego, co się powiedziało.
Więc z właścicielami psów i pupili przeróżnych trzeba bardzo uważać, bo... potrafią wybuchnąć, potrafią wybuchnąć, zwłaszcza na YouTube, ale nie jesteśmy na YouTube, jesteśmy na Spotify, więc ja mogę sobie opowiadać różne rzeczy. I co mi państwo zrobią? Napiszą mi państwo mail? Jak państwo piszą maila, to jest taka tendencja, że jak już kogoś nie lubisz bardzo i chcesz mu pokazać, że go nie lubisz, ale potem zaczynasz pisać, piszesz, piszesz, piszesz i na skutek tego pisania, bo maile z reguły są dłuższe, dochodzisz do wniosku, a może jednak nie, może jednak mógłbym bardziej produktywnie spędzić ten czas. Więc ostatecznie ludzie nie piszą takich krytycznych maili. Coś musi ich bardzo, bardzo poruszyć. I mam taki jeden mail poruszonego słuchacza, właściwie dwa takie. To będę musiał uprostować, bo to ja jestem tutaj winowajcą tego gniewu słuchacza.
Ale dzisiaj będzie więcej takich osobistych opowiastek, a te maile tylko tak zahaczę Państwu, no bo to nikt nie lubi prostować i się przyznawać do błędu, nie? Myślicie, jak to ten Remigiusz taki uczony jakieś błędy popełnił na podcaście? Niewiarygodne, niewiarygodne, a jednak. Może nie błędny. Kwestia interpretacji rzeczywistości, być może. O czym to ja mówię? O panu z potrzebą. O, no właśnie, i tak sobie cały czas rozmyślam o tych psach. Już a propos napastując właścicieli zwierząt. Ja zawsze uważam tak, że... Oczywiście właściciele zwierząt mają taką podświadomą skłonność do tego, by myśleć o sobie dobrze, ponieważ opieka nad psem wymaga pewnej dyscypliny, poświęcenia itd.
Więc w ogóle też uważam, że ludzie, którzy mają zwierzęta, to są z reguły trochę lepsi ludzie. Bardziej empatyczni, wyrozumiali i to są okej. To, żeśmy już ustalili. że ja dobrze myślę o ludziach, którzy posiadają zwierzęta i też chciałbym kiedyś zwierzę posiadać, by móc myśleć także o sobie dobrze i zająć, zaopiekować się, zaadoptować tym zwierzęciem, uratować je, zrobić mu dom, nie, zrobić dom, zaprosić go do domu, dać mu dom, o, tak się mówi, dać mu dom, ale myślę sobie, że w ciekawym świecie żyjemy, że... Bardzo staram się z takiej ludzkiej perspektywy czasami spojrzeć na posiadanie zwierząt. Gdyby takie zwierzęcie było człowiekiem i warunki, w jakich żyje, i rzeczy, które są mu odbierane, i rzeczy, które są mu dawane, są takie nieludzkie bardzo.
W ogóle nie oceniam kogokolwiek, tak sobie tylko rozmawiam na skutek moich przemyśleń z facetem, który chodził z potrzebą w garści. No dziwne, znaczy dziwne, no takie jest, to takie, takie... To trudne do zrozumienia, jak to jest, że takie rzeczy się robi i że to jest dobre mimo wszystko, a z tyłu głowy mam wrażenie, że to chyba nie powinno być dobre, ale jednak jest. Że żyjemy w takiej rzeczywistości, że tego typu zachowania w odniesieniu do naszych pupili są traktowane jako rzecz dobra i są właściwie dobre. I nie potrafię znaleźć argumentów, które by przemawiały na nie. Poza takim wewnętrznym niepokojem. O, to jest to.
Że nie potrafię nic mądrego w tej sprawie powiedzieć, ale mam taki wewnętrzny niepokój, że coś tu jest jednak nie tak. ale nie wiem do końca co. I teraz pewnie Państwo będą się do mnie denerwować. Proszę, nie denerwujcie się na mnie. Ten podcast się nazywa Pójęcie. Mam takie wewnętrzne przemyślenia, ale pewnie dostanę ze dwa, trzy maile takie Remigiusz, posłuchaj uważnie. Mam tutaj coś do Ciebie. A to ja dziękuję. Dziękuję za takie maile. W sensie napiszcie. Nie przejmujcie się, jak czujecie taką potrzebę. Może ja się czegoś mądrego nauczę, może ten niepokój we mnie zniknie, bo to niedobrze mieć pewien niepokój tego typu, nie? Tak sobie myślę, więc może się dowiem czegoś, a też będę. Za każdym razem, kiedy się pojawia jakaś taka... albo jakiś program, albo jakiś artykuł na temat, zwłaszcza sterylizacji zwierząt, to słucham bardzo uważnie i godzę się z tymi argumentami, które są za, bo mądrzejsi ludzie niż ja to wymyślili i to ma sens, ale to wcale nie powoduje, że przestaję odczuwać tego ukłucia niepokoju, że coś tam, że coś tak jest jakby nie tak.
Ale kto wie. No więc tak. Idziemy sobie do tego sklepu. Moja córka jest z reguły, zwłaszcza, jak powiedziałem wcześniej, że moja córka jest zadaniowa. Jak ma zadanie wyznaczone, to potrafi w jego ramach, w jego granicach bardzo dobrze funkcjonować. To jest też takie trochę niepokojące, bo... Wiele razy opowiadałem o tym, że najciekawsi ludzie to są tacy, którzy wychodzą poza te ramy, poza granice. Ale moja córka jest jakby z wychowawczego punktu widzenia to jest dobra, bo łatwiej ją opanować, łatwiej nad nią zapanować, łatwiej ją ogarnąć i jest szansa, że kiedyś będzie mi robiła kawę. Ona lubi. Każdym razem jak robię kawę, to ona musi przyjść, wcisnąć te wszystkie guziki na ekspresie. To trwa oczywiście cztery razy dłużej, ale polubi to, nauczy się. Ja będę tylko krzyczał z dołu, Ola, zrób mi kawę.
Z cukrem, tato? Ola, przecież wiesz, że nie lubię z cukrem. Wiem, tato, wiem, żartowałam. Całą wizję przyszłości. Jak to będzie wyglądało? W każdym detalu, w każdej drobnej rzeczy. Oczywiście przyszłość bywa rzeczą zabawną i z reguły się nie spełnia. W sensie przewidywania się nie spełniają. Co tutaj? Muszę trochę sobie... ochłodzić w tej mojej piwniczce. Tak gorąco się robi. No i wchodzimy do sklepu i ona oczywiście, też wyznaczam jej zadania, potrzymaj koszyk. Ona trzyma koszyk, ja wtedy ładuję bułki. Oczywiście ten cały proces, bo trzeba ubrać maseczkę w sklepie. Gorąco jak szlak, okulary mi parują, to jest, nienawidzę tych maseczek, nienawidzę, nienawidzę, ale noszę.
Więc pakuję, oczywiście trzeba ubrać foliową rękawiczkę, jako że jest gorąco, ręka trochę spocona, to zanim wcisnę tą rękę w tę rękawiczkę, trzy razy porwę, muszę dwa razy zmienić. Oh my god. Ale widzę, że są cztery bułki. Zapakowałem te cztery bułki. Oczywiście nie są to bułki z dzisiaj, mimo że tam w tym sklepie, w którym kupuję to też bułki wypiekają na bieżąco i z reguły są dobre, ale te chyba były wczorajsze. Nie szkodzi. Trzeba było kupić wczoraj, a nie dzisiaj i narzekać. Kupujesz bułki w niedzielę? Chciałbyś mieć jeszcze świeżo z pieca? Dobre sobie. Więc nie, nie mam wielkich oczekiwań. Tak tylko Państwu opowiadam historię. Więc kupiłem trochę bułek i oczywiście jako, że Moja córka idzie do sklepu, to trzeba jej zakupić jakiegoś batonika. Kupuje najmniejszego, jaki tylko może być. Z reguły jest to Prince Polo, taki malutki.
To ciekawe, bo to było chyba statyczne ćwiczenie. Jak to jest? H-I-I-T się nazywa, to High Intensity Training. Nie wiem, do czego służy to drugiej. High Intensity... Przecież mamy internet. H-I-I-T What does that mean? What does that mean? High intensity interval training. A, to tak, to tak. Interwal tutaj jest dobrze. Ja lubię, ja lubię, to uskuteczniam zawsze. Zresztą przy moich treningach z ringfitem to jest właśnie to. High intensity interval training. Bardzo przyjemna opcja. No, no, więc wracam do domu, jakieś tam krótkie ćwiczenie zaliczone, odstawiam córkę na górę, robię jej jeszcze kanapki z tych świeżych bułek, gadamy, robimy kawę, budzimy moją żonę, moja żona zastępstwo, znaczy tak, moja żona mnie zastępuje, ja wracam, siadam z kawką do nagrywania podcastu.
I teraz powinien być koniec. Takie zamknięcie by było, ale nie, proszę Państwa. Odkryłem fajną, ciekawą funkcję ostatnio na moich urządzeniach Apple. Otóż pewnie Androidy też to mają, ale akurat tutaj mam tak, że Apple ma wbudowane takie jakby te standardowe aplikacje, ma notatki, nie? I każdą rzecz, którą się znajdzie w internecie, można po prostu udostępnić sobie w notatkach, czyli zapisać jako artykuł. I w związku z tym teraz każda rzecz, którą przeczytam w internecie i która mnie zainteresuje i o której chciałbym przez chwilę pogadać, to tylko klikam jeden raz i mi się dodaje do notatek i teraz sobie siadam przed tymi notatkami i patrzę, od razu mam wszystko. I dwie rzeczy mi wpadły w oko, a jeszcze sobie potem przyjrzymy, co nam BBC, co na świecie, ale chyba ze dwie osoby mi napisały na temat cukru, że moje obawy i oczekiwania, że po pierwsze moje obawy są nieuzasadnione, a moje oczekiwania się spełniają powoli.
Jakie były moje obawy? Moje obawy były takie, że te wszystkie zmiany związane z podatkami cukrowymi, te takie rzeczy, które są... rządowo wskazywane, nie zadziałają na korporacje produkujące napoje słodkie i będą nadal to robić i nadal będą pakować dużo cukru, więc to były moje obawy. Natomiast moje wymagania, już nie wiem, czy się mylą te wyrazy, ale czujecie, o czym mówię, moje potrzeby, moje... że sami będą zmniejszać ilość cukru, że będą go powoli zastępowali słodzikami. Ja bardzo lubię te napoje, zwłaszcza coli. Lubię napoje zero. W sensie bardzo lubię, okej? To za dużo powiedziane. Zdecydowanie toleruję te napoje, które mają zero. Totalnie nie toleruję tych, które mają cukier, jakikolwiek. W ogóle nie piję słodkich napojów.
Więc okazuje się w tym artykule, że artykuł w ogóle zaczyna się tak. To jest na Spiderweb. Nie będę go całego przytaczał, ale zacznij żegnać się z cukrem w napojach Coca-Coli. Producent zrozumiał, skąd bierze się otyłość. To bardzo jest chwytliwy nagłówek. Efekt jest taki, że cola obiecała obniżyć zawartość cukru w swoich napojach o 10% do 2025 roku, co w zasadzie nie jest jakimś wielkim osiągnięciem. W tej chwili chyba tam jest 12%, na przykład w funcie, no to co, obniżą to o 10%, czyli będzie 11, 10%, no tyle co nic, to nie ma dużego znaczenia, ale nieważne. Ważne, że to robią, natomiast drugi punkt jest dużo ważniejszy, że będzie większy nacisk kładziony na produkcję napojów właśnie określonych tym... tą, jak to się mówi?
że to jest dobry scenariusz, bo nikt nie zmieni korporacji. Korporacje zawsze będą myślały o pieniądzach, to jest zawsze biznes, najlepiej o pieniądzach kosztem ludzi. Ale dobry system koryguje to na tyle, że te korporacje muszą iść w tę stronę, która jest dla ludzi pozytywna, dobra. I to jest, jakby nie zmienimy świata, nie zniszczymy korporacji, to nie o to chodzi. Nie tędy droga. Ale trzeba skłonić korporacje, by same chciały funkcjonować w ramach rzeczy pozytywnych. i zarabiając przy tym, że i dla jednych dobrze, i dla drugich dobrze. Chociaż to jest oczywiście pewnie, jak to się mówi, utopia, że takiego idealnego systemu się nie da uzyskać, ale jeżeli z jednej strony połączy się ten wpływ pewnych systemów, mechanizmów ograniczających działanie korporacji, a z drugiej strony naszą osobistą świadomość i ostrożność w dobieraniu produktów, no to efekt jest pozytywny.
Ale dostałem dwa takie maile, gdzie panowie mnie tutaj mocno skrytykowali, znaczy mocno, tak kulturalnie, tak z sympatią, skrytykowali mnie w związku z tym, że ja się tutaj negatywnie wyrażam na temat węglowodanów. I muszę powiedzieć, że chyba żeśmy się nie do końca dobrze zrozumieli a propos tych węglowodanów. Po pierwsze, ja się bardzo negatywnie wyrażam na temat cukru, ale też nie tak, że cukier jest rzeczą złą, natomiast przemycanie tego cukru np. w napojach w dużych ilościach jest rzeczą złą moim zdaniem. Przemycanie tego cukru w całej masie różnych produktów, nad którymi się nawet nie zastanawiamy, jak musztardy, keczupy, jakieś sosy, jakieś takie gotowe sosy np. do makaronów, tam się bardzo dużo cukru ładuje, to mi się nie podoba, bo człowiek taki trochę z zaskoczenia jest brany.
Więc dlatego nazywam to przemycanie. To mi się bardzo nie podoba, do tego jestem negatywnie nastawiony. Natomiast obecność cukru w przyrodzie i w naszym organizmie akceptuję. To nie jest coś, z czym zamierzam walczyć. Jakby rozumiem, że są batoniki i że one są słodkie i to jest okej, bo to jest od początku do końca produkt, który jest jasno informuje, że każdy wie, że to jest słodycz, że nie można przesadzać. Więc nie jestem przeciwnikiem w ogóle produktów słodkich. Wiem, że one są słodkie, jeżeli nie będę ich jadł, to po prostu nie będę dostarczał tego dodatkowego cukru. To jest taka rzecz, kiedy jesteśmy świadomi tego, co się gdzie znajduje, to jesteśmy bezpieczni, to nasz zdrowy rozsądek decyduje o tym, czy chcemy, czy nie chcemy, mamy wybór, jesteśmy wolnymi ludźmi.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Przyznam, że powoli zaczyna mnie męczyć nadawanie tytułów, robienie opisów, bo mam odczucie, że musze coś wyprodukować, a nie spełnia to żadnej potrzeby. Możemy się umówić, że od dzisiaj są niespodzianki? :)