Znajdź swoją 5:05 - Modny Tata
Michał Będźmirowski, znany jako Modny Tata, opowiada o tym, jak świadomie budować swój styl życia — nie tylko w modzie, ale też w ruchu, zdrowiu i podejściu do codzienności. W szczerej rozmowie rozkładamy na czynniki pierwsze trening w zgodzie z własnym sumieniem, poranne rytuały, filozofię klubu „5:05” i znaczenie codziennej małej wygranej ze sobą.Zapraszam Piotr Galus
Kto pierwszy odniesie kontuzję? I ten, który ma tych włókien więcej, bo był ruchliwym dzieciakiem, po prostu będzie miał szybciej przyrosty, w tym momencie już tylko hipertroficzne mięśnie, będzie szybciej chudł, bo ma więcej włókien mięśniowych, a każde jest oczywiście odpowiedzialne za spalanie kalorii, więc to widać później w dorosłości. To jest fantastyczny argument, a drugim argumentem jest to, że faktycznie nie siedzi w tych komputerach. Czyli możesz być spokojny o niego w przyszłości, że jakikolwiek sport zacznie uprawiać, będzie po prostu szybciej odnosił sukcesy i efekty będzie miał szybciej. Dobra, jedzenie, trenowanie, miłość zakładam, że ogarnięta jest Paulina, jest Bruno. Modlitwa. No, co tam chcesz wiedzieć? No dobrze, rozmawialiśmy off the record, biegasz do kościoła.
Codziennie, codziennie jestem w kościele, kiedy wybiegam rano, wpadam do kościoła, ale dosłownie na 2-3 minutki, nawet krócej czasami złożyć. Czyli to nie są msze? Nie, no co to, bez przesady. Po pierwsze, nie mam na to czasu, a poza tym... Kościół jako instytucja to jest pojęcie względne, każdy ma swoje zdanie, natomiast gdzieś tam wierzę, że ten najwyższy na górze sprawuje nad nami troszkę kontroli i gdzieś tam wskazuje tą dobrą drogę. Także codziennie wpadam do tego kościoła i sobie tam wymienię z nim kilka zdań w ramach podziękowania za kolejny udany dzień i w ramach też próśb, żeby kolejny, następny był równie cudowny i tak sobie gadamy od dłuższego czasu. Kto jest po 5 rano w kościele? Właśnie nikogo nie ma. Kościół jest otwarty o 5? Jest, jest o godzinie 6, a o godzinie 5 staję, jak wybiegam to jest 6 po 6, więc nikogo nie ma, cisza, spokój, no coś cudownego.
W ogóle uważam, że kościół, jeśli chodzi o budynek, to jest tak fantastyczne miejsce, żeby sobie wpaść i chwilę ze sobą pobyć. Ja nie mówię na mszę, bo to wiadomo, że to jest skupisko ludzi, natomiast kiedy nie ma mszy, kiedy może sam przyjść, te mury, ta cisza, ten chłód taki delikatny i gdzieś tam sobie pogadać z tym na górze i to jest fajna sprawa. Pamiętam jako dziecko, kiedy zdarzało mi się być w kościele, taki napis na filarze, to jest kościół, ubieraj się godnie. Ty tam wpadasz w stroju sportowym. Czasy się zmieniły, kościół musi być też bardziej elastyczny. Pewnie tak, chociaż gdzieś tam kiedyś wbiegłem do kościoła i pokazałem na stories i ktoś tam mi w dość niefajnych słowach zwrócił uwagę, że do kościoła to się powinno chodzić elegancko i tak dalej.
Na co mu odpisałem, że dobra, nieważne co mu odpisałem. Ale elegancko mu odpisałeś. Nie, nie elegancko, sportowo. Natomiast uważam, że w jakimkolwiek stroju bym nie wpadł do kościoła, jeśli oddaję cześć temu na górze, jeśli postępuję zgodnie z jakimiś jego wytycznymi, jeśli jestem dobrym człowiekiem, to czy ja wpadnę? W biegu czy elegancko w niedzielę to nie ma różnicy, ważne, żeby być dobrym człowiekiem, a wydaje mi się, że to bardziej jest takie godne pochwały, że człowiek znajduje czas podczas tego biegania, żeby zrobić przystanek i pogadać. Wpadłeś kiedyś na jakiegoś duchownego, który cię zaczepił, co pan tutaj robi? Nie, na szczęście nie. Nie zastanawiali się? Nie, nie, nie. Wydaje mi się, że dosyć miło mam aparycje, więc nie wpadam tam, żeby zrobić burudę w kościele, czy coś wziąć.
Tylko po prostu sobie zawsze staję gdzieś tam z boczku. Mówię, chwilkę pogadam, dosłownie to są trzy, cztery zdania, jestem na górze. To brzmi jak medytacja po prostu. Kolejna chwila taka dla siebie. Gdzieś tam sobie, nie wiem, odkąd zacząłem chodzić do kościoła, a to jest tak regularnie, bo wcześniej absolutnie stroniłem od tej instytucji, jakoś tak nie do końca to bym przemawiało, natomiast odkąd zacząłem chodzić jakieś dwa lata temu, prawie codziennie, jakkolwiek to nie brzmi, codziennie w kościele, przelotem jestem, bo tak powiem, przebiegam. Jest mi dobrze. Jak łapię zadyszkę, to wpadam. Jest mi po prostu dobrze i może to kogoś wywoływać uśmiech, może ktoś to powątpiewać. Dla mnie to było zastanawiające. Natomiast mi, jako Michałowi, dużo to daje i mam takie wrażenie, poczucie, odczucie, że fajnie się dogadujemy.
Ale co jest fajne, jeśli chodzi o kościoły, to jeszcze tylko Ci pomnę, że gdziekolwiek nie jestem, Rzymy, nie Rzymy i tak dalej i tak dalej, to zawsze wpadam i te budowle, one są... Zawsze są chłodne. I zawsze są piękne. Ja mówię, nigdy nie byłem osobą nad wyraz wierzącą i nadal nie jestem. Natomiast jest coś w tym wszystkim. Michał, dzięki za tę rozmowę, pełną spokoju, autentyczności, inspiracji. Pokazałeś nam, że trening nie musi oznaczać rywalizacji czy jakichś wyrzeczeń. No właśnie, wyrzekasz się? Czy to wszystko jest tak w 100% zgodne? Jest wszystko dobrze zorganizowane, o tak powiem. I właśnie, może być codziennym rytuałem, czy też po prostu sposobem na dobre życie, a nawet modą na siebie po prostu. Oczywiście, że tak. Modny na siebie. Jest to, że ci dokończę jeszcze, bo Modny Tata niekoniecznie brzmi, że to się odnosi tylko i wyłącznie do mody.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.