Mentionsy Mentionsy
Radio Wnet
Radio Wnet

Robert Jagła – Studio Wilno – 27.08.2026

09.09.2026 ·19 min 16 s

 Od pomysłu, który wydawał się szalony, do wyprawy, która za chwilę ruszy z Krakowa do Wilna. 64-letni Żuk prowadzony przez Roberta Jagłę pokona ponad 1000 kilometrów, niosąc coś znacznie ważniejszego niż tylko pomoc – nadzieję i życie.

Piosenka opowiada o spontanicznej podróży, przygodzie, przyjaciółach i niespokojnej potrzebie ruszenia w drogę. A refren pyta, czy naprawdę mogły skończyć się wszystkie podróże, odpowiadając, nie może być, żeby nie było już żadnych podróży. To bardzo dobre muzyczne wprowadzenie do naszej rozmowy o akcji Żukiem dla życia, bo i tutaj podróż, choć niezwykła, ma znaczenie ważniejszy cel. Pomoc w zebraniu środków dla hospicjum i dzieci, i dorosłych w Wilnie. A teraz zapraszamy na Siwa Sara. Mówi Wilno. Naszym gościem jest Robert Jagła, wolontariusz hospicjum, ale także jeden z ludzi, których można chyba żartobliwie nazwać głównymi sprawcami całego tego zamieszania z Żukiem.

Dzień dobry panu. Dzień dobry. Zacznijmy od początku, bo za tydzień ten pomysł przestanie być już tylko pomysłem. Żuk ruszy z Krakowa i zacznie się ta prawdziwa droga. Ale zanim pojawiły się przygotowania, trasa, kierowcy, kontakty, media i cała drużyna dobra, musiała wydarzyć się ta pierwsza chwila, kiedy ktoś powiedział, a może pojedziemy Żukiem do Wilna. Ta historia jest bardzo ciekawa, bo podobno nie zaczęła się od wielkiego projektu, biznesplanu czy sztabu ludzi siedzących nad mapą. Od czego się zaczęło? Powiedz mi, proszę. Zaczęło się od tego, że poznałem tutaj jednego z wolontariuszy, który przyjechał do Wilna na kilka dni i pomagał tutaj w hospicjum.

On miał takie doświadczenia, że jeździł Żukiem po Polsce i pomyślał, że może nad tym Żukiem by było pojechać przez całą Polskę do Wilna, popracować tu trochę, wrócić z powrotem i może przy okazji zebrać jakieś pieniądze na hospicjum. Później on wyjechał. I zadzwonił do mnie, co z tym pomysłem. Ja myślałem, że to jest kolejny facet, który stracił dziewczynę i chciałby zanurzyć się w wolontariacie, żeby jej zaimponować. Tak sobie pomyślałem i troszeczkę jakoś tak nie myślałem o tym dużo. Po kilku dniach zadzwonił ponownie do mnie. Przedstawiłem ten pomysł siostrze Michali. Ona najpierw sceptycznie, a potem mówi, może to fajny pomysł, ale to jest wasza inicjatywa, więc organizujcie się, jeśli chcecie, macie moje błogosławieństwo.

No i tak się zaczęło szukanie Żuka, szukanie trasy, sponsorów, możliwości. No i tak właśnie został już tylko tydzień do tego, żebyśmy mogli wystartować, chociaż jeszcze problemów mamy całą masę, ale staramy się je ogarnąć. No właśnie, dlaczego Żuk? Bo można było wynająć bus, a można było wynająć jakiś taki nowoczesny samochód, który ma klimatyzację, nawigację, wszystkie przybóry takie. Wy macie, wybraliście pojazd z 1962 roku. No i za chwilę ten pojazd ma przyjechać Ponad tysiąc kilometrów. To brzmi trochę jak połączenie pielgrzymki ekspedycji i bardzo odważnego testu cierpliwości mechaników.

Ale właśnie chyba, Robercie, co takiego jest w tym żuku, że uznaliście, iż to właśnie on powinien zostać bohaterem tej historii? Dlatego Żuk, że nie jest doskonały, ma już swoje lata, przeszedł już dużo i będzie pomagał. To może dlatego, bo fajnie by było pojechać sobie nowym samochodem i zrobić to w 8 godzin, a my zrobimy 1500 kilometrów. Będziemy wiluć tam w 15 miastach z tego co pamiętam, jeszcze cały czas to jest dogrywane. I to nie ma być łatwe, to ma być takie, żeby ludzie widzieli, że jedzie Żuk, że po coś on jedzie i będzie charakterystyczny. Ludzie nam machają, stają, to dlatego tym Żukiem jedziemy. No dobrze, i jakie to miasta będą, które odwiedzicie?

Takie już zaplanowane w Polsce, tak? Tak. Wyjeżdżamy z Krakowa 4.01.2022. Pierwszym przystankiem i takim koncertem będą Niepołomice Podkrakowskie. Następnie jedziemy do Rzeszowa. Potem jest Stalowa Wola, Kielce, Radom, Warszawa, później dalej Działdowo, Łomża i już tam nie pamiętam i około 13.00 wjeżdżamy na Litwę i przyjeżdżamy tutaj do hospicjum. Miejmy nadzieję, że z pełną kwotą, którą chcemy zebrać, ale Żuk nas nie staje, jedzie dalej i zbieramy cały czas. Już mamy plany wyjazdowe na przyszły rok, może do Szwecji, może do Norwegii albo jeszcze dalej.

W tych ostatnich chwilach wsparcia, przytulenia. Po prostu, żeby ktoś z nimi był. A siostra Michaela to udostępnia, ale brakuje pieniędzy. Robertzie, czego najbardziej oczekujesz od tych spotkań? Bo ten Żuk to będzie takim mobilnym ambasadorem hospicjum. Co chciałbyś, żeby człowiek, który podejdzie do Żuka gdzieś w Polsce, zapamiętał po pięciu minutach rozmowy z wami? Że musimy myśleć o rzeczach ostatecznych i zastanowić się nad tym, skąd jesteśmy i po co żyjemy. I żeby każdy z nas zostawił, odchodząc z tego świata, zostawił ten świat troszeczkę lepszym. I to tylko po to. Nieważne. Chodzi o to, żeby nie jedna osoba dała milion, tylko milion ludzi, żeby dało po pięć złotych i to wszystko.

No dobrze, a jeśli Żuk powie, nie jadę. No właśnie, to jest największy problem. Właśnie jestem tutaj po rozmowach z ludźmi, którzy pojadą. Już organizujemy części zamienne, narzędzia, podnośniki, kompresory, żeby nam się po drodze nic... Bo czekają na nas w wielu miastach, żebyśmy nie mieli opóźnienia. A nie wiem, może go będziemy nawet pchać, ale dojedziemy. Nowoczesny samochód mówi za 600 metrów, skręć w prawo, a Żuk może powiedzieć, dzisiaj odpoczywamy. I wtedy pozostaje mechanik, modlitwa i nadzieja, że jedno z dwóch z tych rzeczy, dwóch zadziała. A tak już całkiem poważnie, jak jesteście przygotowani na nieprzewidziane właśnie sytuacje? Czy macie plan awaryjny? Część ludzi, którzy pomogą

Wielkie dzięki i do zobaczenia Będzie z nami jechał jeden mechanik, który jest dobrym mechanikiem. Cała ekipa zna się trochę na mechanice, więc będziemy pomagać. Będziemy, tak jak mówiłem wcześniej, będziemy mieli masę części zamiennych. Prawie drugiego żuka gdzieś na pace wrzuconego. Nie wiem, jak będzie z naszymi bagażami. No i wszystko oddajemy w ręce Boga. Może On nam pomoże. Zdjęcia i montaż

Razem w samochodzie, na spotkaniach podczas noclegów, w sytuacjach przewidywalnych i zupełnie nieprzewidywalnych. To będzie trochę pielgrzymka, trochę wyprawa, trochę praca, a momentami zapewne również terapia taka grupowa. Bo jeśli ktoś po trzech dniach podróży Żukiem nadal mówi do kolegi bracie, a nie wysadź mnie tutaj, to chyba można uznać, że drużyna zdala też jej egzamin. Robercie, jak dobieraliście ekipę? Co sprawiło, że właśnie tych siedem osób znalazło się w Żuku? To są sami ochotnicy. Jest muzyk, jest mechanik, jestem ja, jest ktoś z Łomży, ktoś z Krakowa. Przeróżne osoby, wszyscy to są ochotnicy, którzy mają taką potrzebę pomagania.

Tak, ale my nawet jeśli zbierzemy to, nie przestajemy, jedziemy dalej ze zbiórkami. Już mamy zebrane, jeszcze nie wystartowaliśmy, mamy ponad 80 tysięcy złotych zebranych pieniędzy, więc myślę, że gdy ruszymy, to wtedy zacznie się taka prawdziwa zbiórka. A czy ta akcja właśnie może połączyć Polskę i Litwę? Oj, na pewno, na pewno, bo pasażerowie Żuka będą i Polakami i Litwinami, ktoś jest z Hiszpanii, także będzie międzynarodowo i połączy nas wszystkich ludzi dobrej woli, którzy chcą się podzielić tym czasem i zrobić coś dla drugiego człowieka. A co będzie twoim zdaniem najtrudniejsze w tej wyprawie? Najtrudniejszy jest stan techniczny naszego Żuka.

O to bawimy się najbardziej. Z całą resztą sobie poradzimy. Jeśli nie stanie tak całkiem, że nie będzie go można nawet pchać, to będzie problem. Będzie ciepłe. Jeśli trzeba, to będziemy pchać. A co chcielibyście zostawić po drodze? Po drodze chcielibyśmy zostawić taką nadzieję, że coraz więcej ludzi dobrej woli, z dobrym sercem się jednoczy i robią coś wspaniałego. Robercie, a jak myślisz, gdyby Żuk potrafił mówić, co by powiedział wam rano 4 września przed wyjazdem do Krakowa? Myślę, że on by chciał nam powiedzieć, że nie wie, czy dojedzie. Ale tak jak powiedziałem, będziemy go nawet pchać, także damy radę.

Słuchaj, za tydzień będziemy rozmawiać już nie o planach, tylko właśnie o drodze. Żuk będzie już po pierwszych kilometrach, a wy będziecie mieli przed sobą kolejne miejsce, właśnie kolejne spotkanie i kolejne osoby. Którym będziecie opowiadać o hospicjum. Dlatego na zakończenie tak, chciałabym Cię zaprosić na podsumowanie techniczne. Nie o listy przygotowań, nie o kolejną liczbę. Wyobraź sobie, że właśnie teraz słucha nas ktoś w Polsce, w Krakowie, Warszawie, Białymstoku, Suwałkach. Czy gdziekolwiek indziej i po raz pierwszy słyszę o tej wyprawie Żukiem dla życia. Ta osoba ma możliwość wpłacenia pięciu, pięćdziesięciu albo pięciuset złotych. Może udostępnić informacje, może przyjść na spotkanie, może pomodlić się za ekipę. Co chciałbyś powiedzieć tej osobie, żeby zrozumiała dlaczego warto dołączyć do tej drogi?

Tak, można nas obserwować w social mediach, prawie każdym. Mamy naszą stronę żukiemdlażycia.pl. Tam będzie podane, gdzie jesteśmy, którą drogą, o której godzinie. Można przyjść na spotkanie, porozmawiać z nami, dowiedzieć się o Hospicjum Wileńskim, dlaczego tu powstało, w jaki sposób powstało to hospicjum, z jakimi problemami się tutaj borykamy, bo to jest jedyne hospicjum na całej Litwie. Serdecznie zapraszam do wejścia na Facebooka, na różne inne social media, na naszą stronę i przeczytania sobie tam dlaczego, po co i gdzie jesteśmy w tym momencie. Robertze, dziękuję ci za rozmowę. Dziękuję pięknie. Drodzy Państwo, za tydzień Żuk ruszy z Krakowa. Nie będzie to najszybsza podróż do Wilna, nie będzie też najbardziej komfortowa, jak słyszeliście przed chwilą, ale być może będzie jedną z tych podróży, które zostawią po sobie coś znacznie ważniejszego niż przejechane kilometry, bo ten Żuk nie jedzie po rekord, nie jedzie po widoki, jedzie do życia.

Przed nim ponad tysiąc kilometrów, a przed nami wszystkimi możliwość. ...żeby każdy z tych kilometrów zmienić w konkretną pomoc dla hospicjum. I jeszcze jedna rzecz. Jeżeli 64-letni Żuk może dostać drugie życie i ruszyć w taką drogę, to chyba żadnemu z nas nie wolno mówić, że jego mały gest niczego nie zmieni. Może zmienić. Czasem wystarczy naprawdę niewiele. Wpłata, udostępnienie, telefon, modlitwa, dobre słowo. A może nawet spotkanie z Żukiem po drodze. Z Wilna, z hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki. Dziękuję Państwu za ten Za ten czas, który byliście przed chwilą ze mną. Robercie, szerokiej drogi, mocnego ducha i przede wszystkim sprawnego Żuka. A Żukowi życzę, żeby Pan Bóg prowadził go tak, jak potrafi.

Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.