24.11.2025 Mizofonia - Duch
Mizofonia poleca się na wieczór! Nie chcę zdradzać za dużo, bo wymuskane, mało znane pyszności będą moją dumą na playliście na dziś. Mocno kojąca, trochę eksperymentalna, trochę ambientowa selekcja spowoduje, że zimę będziemy witać uzbrojeni w piękną muzykę. Będą nowości (nie tylko te wydawnicze - Pan ze zdjęcia poniżej chociażby!), ale i kilka projektów, które jeszcze nie gościły w poniedziałki na antenie. Słuchacze przybywajcie!
Jakaś forma łącząca jazz z muzyką elektroniczną musiała się dzisiaj pojawić i chociaż korciło mnie, żeby zagrać triosk z Janem Jelinekiem, to postawiłem na utwór, który zamyka. Absolutnie fenomenalny album Compro. Brian Müller, czyli Ski Mask, to już za nami. A przed nami fragment płyty, która zacznie zwiastować to, że sporo ambientu będzie, chociaż momentami w mniej tradycyjnym rozumieniu, ale o tym nieco później. Jeden z ciekawszych krążków 2025 roku.
Jeżeli ktoś pamięta mizofonię sprzed kilku tygodni, gdzie prezentowałem nagrania projektu Nadia, również wie, że niepokój można naprawdę delikatnymi środkami uzyskać. Ale na potrzeby tej audycji, naszego dzisiejszego spotkania, wybrałem fragmenty, które najbardziej oscylują wokół ambientu. Chociaż wydaje mi się, że ta płyta zahacza przede wszystkim o brzmienia elektroakustyczne. samplowane zresztą, bo i gitarę klasyczną możemy tutaj usłyszeć, jak również bardzo klasyczne instrumenty perkusyjne, którymi Kiliczenko również się poniekąd bawi, nazywając rzeczy po imieniu.
Ale z racji tego, że końcówka tej godziny będzie bardzo mocno wokół ambientu oscylowała, już w takiej podręcznikowej formie rzegłbym, no to myślę, że te dwa utwory, które pojawią się za chwilę na antenie będą pasowały jak ulał. Illusion of Safety i Optical Illusion. Andrzej Kiliczenko z płyty True Delusion. KONIEC!
Elektroakustyka, Modern Classical, to są takie, no powiedzmy, fundamenty tej właśnie płyty, chociaż wydaje mi się, że jest to jeden z tych albumów, który kompletnie nie brzmi tak, jakby ukazał się 20 lat temu. Andrzej Kiliczenko, to już za nami jego... Wersja muzycznych iluzji Optical Illusion i Illusion of Safety. Dwa utwory z tej właśnie płyty przed momentem. My powoli będziemy dreptać w stronę zamknięcia pierwszej mizofonicznej godziny. I powoli będziemy również dreptać się w stronę klasycznego ambientu, tego takiego mroźnego, padowego i pełnego prostych patentów, które wlewają się do mózgu, tak?
Taka muzyka otula tak samo jak biały puch, który niebawem spadnie, ale jak i puch, który macie na plecach, gdy przywdziewacie kurtki. I myślę, że i zachęcam do tego bardzo serdecznie. żeby z ambientem spacerować przede wszystkim, żeby nie słuchać tej muzyki w taki stateczny sposób, ale żeby również ruchy i audiowizualia, które dostarczają nasze własne oczy wpleść w to wszystko. Ja praktykuję od paru dni. Naprawdę warto sobie taką terapię zafundować, bo czemu by nie. Pure Link i Joke to już za nami.
A teraz jeżeli chodzi o ambient, przenosimy się do Nowego Jorku. Ten człowiek już pojawiał się na 95.9, chociaż nawiązując do początku audycji, gdzie mówiłem, że sporo postaci, których jeszcze nie było. to mam wrażenie, że nagrania tego dżentelmena gdzieś umknęły na antenie podczas naszych poniedziałkowych spotkań. A szkoda. Nazywa się Luke Entelis, a tworzy i nagrywa pod pseudonimem Vale. I chociaż skromna dyskografia, jeżeli chodzi o long play'e, zawiera zaledwie cztery pozycje, to my dzisiaj będziemy ją celebrować króciutko, ale jakże pięknie.
Niewiele mogę powiedzieć, bo niewiele wiadomo na temat tego projektu, ale jest to tak naprawdę fuzja Vaporwave i ambientu w bardzo oryginalnej, mam nadzieję, też tak będziecie uważać po wysłuchaniu tego utworu. W oryginalnym ujęciu. Dzisiaj przenosimy się do brzmienia z płyty z 2018 roku Atrium. I właśnie do Atrium się przenosimy. Do wielkiej klatki schodowej. opuszczonego biurowca, który kiedyś tętnił życiem, a teraz tętni tylko echem muzyki.
To czas oczywiście na nasz cotygodniowy segment Nocna Klasyka w Mizofonii, gdzie w każdy poniedziałek tuż po godzinie 21 prezentuję fragmenty płyty, która musi być bezwzględnie konsumowana nocą, wieczorem albo po zmroku. Dziś artysta, który już w Nocnej Klasyce się pojawiał, co prawda z innym krążkiem o innej barwie, o tym za chwilę, Ale nagrań tego dżentelmena nigdy dość. Wolfgang Voigt, czyli Gaz i jego kolorowe wizje ambient techno łamane na dub techno, bo wszak to w zasadzie dub techno, Ale płyty gaz przede wszystkim są malowane różnymi barwami.
To zaledwie ambientowy podkład i kilka mądrych słów o tym, jak świat w prosty sposób można postrzegać. Protection Spell i DJ Healer to już za nami. Wciąż ambient, wciąż delikatnie, wciąż subtelnie, wciąż spokojnie. I chociaż ten projekt bodajże wczoraj wydał nową płytę, ale stwierdziłem, że nie będę grać tego na hip-hip hura. Natomiast sięgam do płyty Music for Photographers i z niepisaną dedykacją dla wszystkich tych, którzy pałają się robieniem zdjęć.
Drogą internetową do mnie docierają sygnały, że fotografom spodobała się ta dedykacja. Pozdrawiam jeszcze raz tych wszystkich, którzy patrzą przez rzeczywistość, jak to się mówi, za pomocą szkiełka. The Black Dog. We all our memories. To już za nami. A teraz jeden z tych artystów, który w pełni wprowadził mnie w Ambient i za takie płyty Ambient pokochałem. I o dziwo nie będzie to Brian Eno. Natomiast pamiętam moje pierwsze zetknięcia z nagraniami tego pana i stwierdziłem, że Polacy to w Ambient
umio to po pierwsze, a po drugie szczególnie z tym krążkiem mam same miłe wspomnienia i to jest rzecz absolutnie fenomenalna i tak jak ambient w wielu miejscach potrafi się bardzo brzydko zestarzyć, to myślę, że takie nagrania, mimo że już swoje lata mają, wciąż potrafią cieszyć ucho i wlewać się nienachalnie do głowy podczas odsłuchu. Ten dżentelmen był przez wiele lat związany z takimi labelami jak chociażby Somewhere Nowhere, Room 40 czy pod aliasem New Rome z wytwórnią Instant Classic, której myślę przedstawiać nie trzeba.
Kolejny artysta, którego chciałbym wam zaprezentować jako kontynuacja tego małego kącika, który zrobił się przed tygodniem, jest Yasuhiko Fukuzono, czyli pan, który nagrywa pod pseudonimem Aus. Jego płyta Light in August Later to jest troszkę elektroakustyczny eksperyment, troszkę naiwny dźwiękowo, pełen prostych melodii zahaczających o właśnie elektroakustykę, o modern classical, o ambient. w tak delikatnej, subtelnej i sympatycznej formie, że w opozycji do ostatniego zakładu patologii dźwięku, który miałem przyjemność dla was prowadzić, odpaliłem sobie ten album na powrocie i bez mała skończyłem spacerując ulicami Olsztyna bez korzystania z żadnego transportu, tak aby ta płyta podczas tej podróży z tak zwanego buta
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Mizofonia poleca się na wieczór! Nie chcę zdradzać za dużo, bo wymuskane, mało znane pyszności będą moją dumą na playliście na dziś. Mocno kojąca, trochę eksperymentalna, trochę ambientowa selekcja spowoduje, że zimę będziemy witać uzbrojeni w piękną muzykę. Będą nowości (nie tylko te wydawnicze - Pan ze zdjęcia poniżej chociażby!), ale i kilka projektów, które jeszcze nie gościły w poniedziałki na antenie. Słuchacze przybywajcie!