Mentionsy Mentionsy
Radio UWM FM
Radio UWM FM

04.05.2026 Sowa przed północą - Marta Wróblewska

05.05.2026 ·59 min 37 s · 6 rozdziałów

🌙📖 Dobry wieczór, Sowy.Czy można opowiedzieć historię, która nigdy się nie wydarzyła… a jednak zostaje w głowie jak wspomnienie?Dzisiejszej nocy zanurzymy się w mroczny, wiktoriański Londyn z powieści "Drood" autorstwa Dana Simmonsa.To opowieść o Charlesie Dickensie, tajemniczej postaci, której być może nikt poza nim nie widział… i o cieniu, który potrafi przeniknąć do ludzkiego umysłu.Będzie duszno, niepokojąco i bardzo literacko.Z muzyką, która prowadzi przez mgłę, podziemia i obsesję.Jeśli lubisz historie, które zostają w głowie, to jest noc dla Ciebie.

2:05 · Opowieść o Charlesie Dickensie 1

Bo to jest opowieść osadzona w XIX-wiecznym Londynie. To miasto mgły, kanałów, biedy i ukrytego życia pod powierzchnią ulic. Punktem wyjścia jest autentyczne wydarzenie, katastrofa kolejowa w Staplehurst, której świadkiem był Charles Dickens. Po tym wydarzeniu coś się zmienia. Dickens zaczyna widzieć postać, której nikt inny nie dostrzega. Tajemniczego droda. No i właśnie. Czy to halucynacja, czy to trauma, a może coś znacznie bardziej realnego? Narratorem tej historii będzie Vicky Collins. To przyjaciel Dickensa. Pisarz, człowiek uzależniony od opium, stopniowo pogrążający się w obsesji.

12:45 · Opowieść z „Droda” 4

Dniem tragedii Dickensa był 9 czerwca 1865 roku. Lokomotywa wioząca jego sukces, spokój ducha, zdrowe zmysły, rękopis oraz kochankę zmierzała wówczas całkiem dosłownie wprost w stronę wyrwy w torze i przerażającej katastrofy. Nie mam pojęcia, czy wy, drodzy czytelnicy, żyjący w tak odległej przyszłości, wciąż zapisujecie lub wspominacie dawne dzieje. Być może wyrzekliście się Herodota i Tukidydesa i na wieki utkwiliście w roku zerowym. Jeśli jednak przetrwało do waszych czasów jakiekolwiek, choćby najwątlejsze poczucie wagi historii,

Z pewnością przypominacie sobie doniosłe wydarzenia z roku, który w naszej rachubie nazwaliśmy Anno Domini 1865. Niektóre z nich, takie jak zakończenie bratobójczej pożogi w Ameryce, wielu mieszkańców Anglii uważało za dramatyczne i interesujące. Charles Dickens się do tych ludzi nie zaliczał. Mimo wielkiego zainteresowania Ameryką, odwiedził ją, pisał o niej niezbyt pochlebnie, trzeba przyznać. A następnie walczył za jadle o odszkodowanie za nielegalne wydania jego książek w chaotycznym świadku dawnych kolonii, których za nic miał sobie prawa autorskie. Niespecjalnie ciekawiła go wojna między jakąś odległą północą i jeszcze odleglejszym południem.

Jednakże w roku 1865, roku tragedii pod Staplehurst, miała wszelkie powody do zadowolenia z tego, jak potoczyły się jego osobiste dzieje. Mój przyjaciel był najpopularniejszym powieściopisarzem w Anglii, a kto wie czy nie na świecie. Wielu Anglików i Amerykanów uważało go za najwybitniejszego pisarza wszechczasów, wyłączając Szekspira oraz być może Schatzera i Kejtsa. Ja rzecz jasna zdawałem sobie sprawę, że to bzdura, lecz jak to mówią lub mawiali, popularność rodzi popularność. Widziałem Charlesa Dickensa, jak ze spodniami opuszczonymi do kostek siedział w wiejskiej wygódce bez drzwi i beczał jak zbłąkana owca, błagając o kawałek papieru do podtarcia tyłka.

Musicie mi więc wybaczyć, jeśli ten obraz jest dla mnie najbardziej autentyczny niż wizja największego pisarza w dziejach ludzkości. Ale tamtego czerwcowego dnia w 1865 roku Dickens naprawdę miał powody do satysfakcji. To fragment książki Dana Simonsa, Drod. Bardzo Państwu polecam. Fantastyczne wydanie wydawnictwa MAG, które teraz ściskam w dłoniach, przełożyli Małgorzata Strzelec oraz Wojciech Szypuła. A my wracamy do muzyki. Przed nami teraz Stepped Hills of Vicodin Theors, A Winged Victory for the Sullen, a zaraz potem Trinity, zespołu Goldsmans, a właściwie kompozytora Goldsmans.

25:13 · Analiza i rozwinięcie opowieści 6

Obaj w jednej ręce nieśli cylindry, drugą zaś chwytali się do godnych występów na skarpie, żeby nie stracić równowagi. Człowiek ten, jak opisywał migo Dickens chrapliwym szeptem kilka dni po wypadku, kiedy, jak twierdził, głos go zawodził, był chudy jak szkielet, trupio blady i wpatrywał się w niego mrocznym spojrzeniem oczu osadzonych głęboko pod białym jak płótno czołem, przechodzącym w równie bladą łysinę. Tylko po bokach tej trupiej czaszki uchowały się nieliczne pasma siwiejących włosów. Dickens mówił również, że podobieństwo do trupiej czaszki dodatkowo podkreślał nienaturalnie krótki nos intruza.

Raczej dwie czarne szpary w białej jak ciało robaka twarzy niż nos z prawdziwego zdarzenia. Dokładnie takich słów użył. Oraz drobne, ostre, nierówne zęby. Nazbyt rozstrzelone i osadzone w dziąsłach, tak bladych, że zdawały się bledsze od samych zębów. Zauważył również, że nieznajomy nie ma albo prawie nie ma dwóch palców u prawej ręki, małego i serdecznego, a także palca środkowego lewej. Uwaga Dickensa przykuł fakt, że palce nie zostały bynajmniej amputowane w stawie, jak to najczęściej bywa podczas wypadków lub spowodowanych nimi późniejszych operacji, lecz przecięte w połowie długości paliczków.

Wyglądały jak nadtopione świece z białego wosku, tłumaczył mi potem. Skonsternowany Dickens zupełnie nie wiedział, co myśleć o jego mościu w czarnej pelerynie, gdy obaj szukali dogodnych chwytów wśród krzewów i kamieni. Jestem Charles Dickens, wysapał. Owszem, odparła blada twarz, cedząc syczące dźwięki z pomiędzy drobnych zębów. Wiem o tym. Konsternacja Dickensa tylko się powiększyła. A pana godność? Zapytał, gdy razem zsunęli się po żwirze. Drodz, odparł tamten. Tak przynajmniej wydawało się Dickensowi, ponieważ nieznajomy przeciągał głoski i mówił ze śladowym, chyba cudzoziemskim akcentem, przez co słowo zabrzmiało raczej jak dread.

— Jechał pan pociągiem do Londynu? — pytał Dalej Dickens. — Znajdowali się już prawie u stóp skarpy. — Do Limhouse. — wysyczał. — Nie zagrabiasz w czarnej pelerynie. — Do Wade Chapel, Ratliff Cross, Jean Alley, Three Foxes Court, Batches Roof i Commercial Road, do mennicy i innych ptasich kolonii wschodniego Londynu. Dickens spojrzał na niego z ukosa, zdumiony tą dziwaczną wyliczanką, ponieważ pociąg jechał wprost do centrum Londynu i nie zamierzał zapuszczać się w mroczne zaułki wschodniej części miasta. Ptasimi koloniami zaś nazywano potocznie najgorsze londyńskie dzielnice nędzy.

W tejże jednak chwili wylądowali wreszcie na samym dole stronizmy i Drodd bez słowa okręcił się na pięcie i wślizgnął w półmrok pod wiaduktem. W kilka sekund jego peleryna idealnie wtopiła się w cień. Nie zrozum mnie źle, wyjaśnił mi później szeptem Dickens. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że ta dziwaczna postać mogłaby być śmiercią we własnej osobie, która przyszła upomnieć się o swoich. Nie doszukiwałem się w niej w ogóle. Żadnej osoby z zawiązującej się już wtedy tragedii byłby to banał na zbyt wyświetlany, nawet znacznie słabszych pisarzy ode mnie.

Muzyka Kanibalizm. Jadąc pociągiem na Charing Cross, rozmyślałem o tym dziwnym barbarzyńskim słowie i opisywanym przez nie zjawisku, a także o tym, jaki wpływ wywarły na życie Dickensa.

38:15 · Zakończenie i podsumowanie 4

Nie miałem jeszcze pojęcia, jak okrutnie, i to już niebawem, odcisnął się także na moich losach. Było w naturze Dickensa coś, co sprawiało, że niezwykle silnie reagował na ideę kanibalizmu i w ogóle wszelaką myśl o tym, że coś mogłoby go pochłonąć. W okresie separacji z Catherine i skandalu, do którego wybuchu nieupublicznienia walnie się przyczynił, choć nigdy by się do tego nie przyznał, wielokrotnie mi powtarzał. Pożerają mnie żyw cębiki. Moi wrogowie, hotcardowie i niedoinformowana opinia publiczna, która chętnie wierzy w to, co najgorsze, zjadają mnie po kawałku.

Na przestrzeni ostatniej dekady Dickens wielokrotnie zabierał mnie na wycieczki do londyńskiego ogrodu zoologicznego, który wręcz uwielbiał. Kochał rodziny hipopotamów, ubóstwiał ptaszarnię i wybieg dla lwów, ale gwoździem programu był nieodmiennie rytuał karmienia gadów w terrarium. Dickens za skarby świata nie chciałby go przegapić i zawsze mnie ponaglał, żebyśmy się nie spóźnili. Pracownicy zoo trzymali gady, w szczególności węże, na diecie złożonej z myszy i szczurów. Spektakl karmienia wprost hipnotyzował Dickensa, który mimo, że sam się parał mezmeryzmem, kategorycznie odmawiał poddania się hipnozie, który przed cały czas jego trwania stał nieruchomo jak sparaliżowany.

Kilkakrotnie, kiedy razem gdzieś wyjechaliśmy, czekaliśmy na rozpoczęcie przedstawienia w teatrze, czy po prostu siedzieliśmy u niego w salonie, zdarzało się, że Dickens przypominał mi częstą scenę z terrarium. Dwa węże w tej samej chwili zaczynały pożerać tego samego szczura. W pewnym momencie gryzoń znikał całkowicie w ich pyskach, ale ponieważ nadal był żywy, rozpaczliwie miotał się i wierzgał łapami, pochłaniany przez potężne szczęki. Zaledwie kilka miesięcy przed katastrofą zdradził mi, że w niektórych elementach mebli, nogach wanny, stołu i krzeseł, w różnych pokojach, a nawet sznurach od zasłon, widzi węże, które zwolna pożerają wannę, blat stołu, siedziska krzeseł i zasłony.

Muzyka 9 czerwca 1865 roku Charles Dickens, najsłynniejszy i najpopularniejszy powieściopisarz na świecie, będący u szczytu sławy i zdolności twórczych, jadąc pociągiem do Londynu w towarzystwie swojej potajemnej kochanki, przeżył katastrofę kolejową, która na zawsze zmieniła jego życie.

Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.