Mentionsy Mentionsy
Radio LUZ
Radio LUZ

Dziadołin #5: Tu dla ciebie miejsca nie ma

30.10.2025 ·26 min 51 s

Dziady w kraju, gdzie coraz częściej świętuje się Halloween.Duchy buntują się, MAG traci kontrolę W Porcie Złoto wychodzi na jaw tajemnica, która nie miała ujrzeć światła dnia.Autorka opowiadania: Weronika MatuszczykRedaktorka: Alicja WilisowskaCzyta: Karolina ZdunekMontaż: Szymon Lazar, Jonatan Sroka, Jarek Maciejewski oraz Wojtek FokczyńskiMuzyka: Igor Jeziak oraz The Surfers.Opowiadanie zostało stworzonego w czasie 9 edycji wydarzenia STORYGEDDON w wersji storygadam, zorganizowanego przez Fundację Klub Innowatora oraz Drukarnię Otwartą 12, wspierane przez Radio LUZ.Koordynacja projektu: Maciej Zarański oraz Wojtek Fokczyński

Z pomieszczenia wyniesiono ławy i zgaszono gazowe lampy. Linder, miejscowy mak, przygotowywał się do obrzędu, a pozostali plotkowali lub jedli słodkości. Śmiechy i rozmowy zagłuszały wichurę na zewnątrz. Pat zaniosła śliwkowy plecak na stół zastawiony jedzeniem. Zastanawiała się, czy powinna coś jeszcze powiedzieć Fredowi. Mówiąc prawdę, Pat nie wiedziała, czy kowboj chciał zobaczyć rodziców, czy wręcz przeciwnie. Co roku obawiał się spełnienia tej wizji. A ty? Kogo chciałabyś dzisiaj zobaczyć? Fred nachylił się w jej stronę. Dziewczyna skrzywiła się. Jeśli Fred obawiał się zobaczyć zmarłych, tak ona bała się, że ujrzy dzisiaj swoją matkę.

Szukała kogokolwiek, z kim mogłaby zamienić słowo. Zdecydowała się w końcu podejść do maga, który zapalał świece. Nie używał do tego krzesiwa. Wystarczyło mu pstryknięcie palców, by przywołać iskrę. Mimo, że widziała to już wiele razy w przeszłości, nadal robiło to na niej wrażenie. Linder wydawał się być nie z tego świata. Jednak nie w taki sposób jak zjawy. Nie pasował do portu złoto. Zdawał się wyrastać ponad to, co to miasto miało do zaoferowania. Nawet uczył się w stolicy, jednak powrócił ze względu na rodzinę. Wiem, że to nic w porównaniu z przedstawieniami w stolicy. Linder odezwał się pierwszy. Jasne, kręcone włosy opadały mu na czoło.

Twarz miał piegowatą, a w jego uchu świecił się perłowy kolczyk. Najbardziej podobały mi się wystąpienia magów na placu z Kowronim. Pad przytaknęła. Już od dawna tam nie występują. Mak się zaśmiał. Teraz pokazują się tylko w królewskim pałacu. Szkoda. Dziewczyna westchnęła. Nie była w stolicy od piętnastu lat. To duży zaszczyt dla portu złoto gościć panienkę z tak daleka. Linder powiedział z ironicznym uśmiechem. Pat krępowały jego żarty, jednak zaśmiała się sucho. A mówiąc o przybyszach spoza miasta, to chyba pierwsze dziady Freda. Wspominał, że czeka na rodziców. Musiał wcześniej brać udział. Widzę, że się polubiliście.

Kim jesteś? Linder łagodnie zapytał zjawy. Żołnierz się zawahał. Wydawał się kompletnie bezradny. Pad zrobiło się go żal. Nie wiem. Wszyscy zastygli. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, by duch nie miał odpowiedzi. Jak to? Mak naciskał. Jak możemy pomóc ci zaznać spokoju? Spokoju? Zjawa nagle się zaśmiała. Wyglądało to groteskowo. Spokój miałem do momentu, gdy nie porwano mnie z łóżka. Jakiś kapitan stwierdził, że mamy walczyć o przegraną sprawę. Nie miałem wyboru. Musiałem iść, zginąć.

Pat usłyszała wokół siebie szepty. Czy chodziło o stłumienie niepodległości zachodnich prowincji? Ktoś wymówił nazwisko Skalski. Dlaczego nieznany nikomu kapitan zdecydował o przymusowym poborze? Słyszałeś o tym? Szepnęła do Freda. Ten z grobową miną pokręcił głową. Co ukoiłoby twoje cierpienia? Linder dopytywał się z coraz większym zdenerwowaniem. Znalezienie kapitana, który uciekł przed końcem walki! Max z przerażeniem starał się zgasić świeczki, by odprawić ducha. Wydawało się to w ogóle na niego nie wpływać. Zjawa wpatrywała się w tłum, jakby rzeczywiście mogła odnaleźć winnego.

Wracaj do swoich miejsc! Rinder zawołał, dopełniając odprawienie zjawy. Tak szybko jak się pojawił, żołnierz zniknął. Pat poczuła się dziwnie wyczerpana. Wydawałoby się, że nastrój udzielił się części mieszkańców. Jak w transie nie poruszali się. Trwało to jednak chwilę, ponieważ zaraz do przodu wysunął się głos. Dość! Był to ten sam mężczyzna, który skomentował przyjście ducha. Dlaczego wciąż praktykujemy te przeraźliwe rytuały? Wyszedł na środek sali zastępując drogę Lindrowi, który w szoku nie zareagował. Ta zjawa wprost nam groziła. Dzieci płaczą, a moja żona dostała palpitacji. Czy naprawdę powinniśmy oddawać temu cześć?

Jego przemowa wywołała poruszenie. Dziwnie kontrastowało to z ciszą, która jeszcze przed chwilą panowała po przyjściu ducha. Pat nigdy nie spodziewałaby się, że ktoś sprzeciwi się świętu, które celebrowało zmarłych. To propaganda króla, byśmy obawiali się wyściubić nos poza własne domy. Rybak kontynuował. Nie wiemy, po której stronie walczył. Linder podsunął, wyraźnie rozeźlony przez utratę kontroli nad sytuacją. Pat zauważyła, że ręce mu się trzęsły. Pat zauważyła, że ręce mu się trzęsły. To nieważne. Dlaczego mamy obawiać się śmierci, kiedy w miastach ludzie się nią cieszą? Tak, dzieci mojego szwagra organizują przedstawienie i się z tej okazji przebierają.

Ktoś mu przyklasnął. Właśnie, nie ludzie organizują własne święto Halloween. Dobrze się bawią w imię tych, którzy ich opuścili. Co o tym myślisz? Fred zapytał ją znienacka. Podskoczyła, zdziwiona pytaniem. Przez ostatnią chwilę wydawał się nieobecny. Nie wiem. Myślę, że nie powinniśmy tego odrzucać, ponieważ ktoś robi to inaczej. – Ja się z nim zgadzam – mężczyzna odparł. Pat uniosła brwi, on jednak tłumaczył dalej. – Przestarzała tradycja, która ma nas przerazić. Widziałaś wzrok tego żołnierza? – Tak, ale… – Urwała, ponieważ Linder czarami unieruchomił rybaka.

Nie możemy przerwać w trakcie obrzędu. To, czy będziemy dalej obchodzić dziady jest teraz nieistotne. Musimy zakończyć rytuał, aby móc odprawić dusze, które tu się zebrały. Zawołał głosem, któremu nie można było się przeciwstawić. Na wzmiankę o duszach Patro zajrzała się dookoła. Mógł to być jej wymysł, jednak czuła czyjąś obecność. Czy mogę liczyć na to, że pozwolisz mi przywołać następną duszę? Mak zapytał buntownika stalowym głosem. Ten na znak, że się zgadza, zamrugał. Wspaniale. Linder wyglądał przerażająco, kiedy jednym ruchem ręki zapalił zgaszone świece. Pat wzięła głęboki oddech.

Skóra żywego przybrała prawie mleczny odcień, a życie powoli ulatywało z jego oczu. Pad wydawało się, jakby widziała tę scenę w zamrożeniu lub w spowolnieniu czasu. Rozejrzała się. Inni również milcząco przyglądali się wydarzeniom. Niektórzy płakali, inni zasłaniali oczy dzieciom. Nikt jednak nie odważył się sprzeciwić zjawie. Nawet Linder. Pat zrozumiała, że musi coś zrobić. Zerwała się z miejsca. Podbiegła w stronę mis z solą, które rozsypała. Wylała wódkę na ziemię, świecę przydeptała. Nic jednak nie działało. Jak go odprawić? Zawołała do Lindra. Powinien zniknąć po wyjawieniu, czego mu brakuje.

Mak przewertował modlitewnik w panice. Pat w przypływie odwagi wyrwała mu go z ręki. Wypowiedziała pierwszą linijkę, którą zobaczyła. Idź precz, przeklęty, w piekielne wrota! – Głupiaś, myślisz, że sama go odprawisz? – Linder wykrzyknął. Pat otworzyła szerzej oczy i złapała go za rękaw. – Sama nie! – zerknęła na Freda, który podtrzymywał już tylko uchwyt zjawy. Wyglądał, jakby cierpiał. Ręce mu się wykrzywiły, twarz pomarszczyła. Musiała się zmusić, by odwrócić wzrok. Skierowała się w stronę buntownika. Rzuciła w jego stronę książką. – E? – zapytał zdziwiony. Masz dość, dziadów! Pad zawołała.

Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.