Mentionsy Mentionsy
Psychologicznie Rzecz Biorąc
Psychologicznie Rzecz Biorąc

52. Gdy psynek ma ogonek, a córka cztery łapki

15.09.2026 ·1 godz 47 min · 17 rozdziałów · 1 sponsor

To może być ostatni odcinek w naszej karierze. Przyszedł czas na kontrowersyjne opinie. Uwaga. Gotowi? Gotowe? (werble…) Pies to nie dziecko. Nie jest nim i nigdy nie będzie.Uff. Zrobione. Jeszcze tu jesteście? Wow. To chodźcie posłuchać, bo dziś rozkminiamy, dlaczego coraz częściej kupujemy zwierzętom i sobie nie tylko akcesoria, ale całe doświadczenie bycia rodzicem. Czy pies stał się substytutem dziecka? Czy „cat mom” to po prostu współczesna wersja macierzyństwa? I czy można kochać zwierzę jak dziecko, jednocześnie pamiętając, że… nim nie jest?Bo może tak naprawdę nie chciałaś psa, a być mamą, ale jakoś tak… taniej, ciszej i wygodniej?Jasne — kochamy nasze zwierzęta. Ale czy czasem nie zaczęliśmy robić z nich dzieci, bo łatwiej kochać kogoś, kto nigdy nie wyjdzie z domu z plecakiem i nie powie nam, że jesteśmy najgorszymi rodzicami na świecie?Ale pamiętaj, że wybierając zwierzaka wybierasz bilet (wcale nie darmowy) na cały spektakl o śmierci. Tak, pies umrze przed Tobą. Czeka Cię jego starość, choroba, śmierć, pogrzeb i pytanie: czy można chcieć utknąć w tej wiecznej pętli żałoby po „dziecku” na zawsze?Posłuchajcie o antropomorfizacji, samotności, bezdzietności, konsumpcji, potrzebie opiekowania się kimś, granicy między miłością a przesadą i o tym, czy pies naprawdę potrzebuje pianki z Ritualsa.Ale będzie też oczywiście o przebrzydłych kapitaluchach. Czy naprawdę chodzi o dobro psa, czy czasem po prostu bardzo dobrze płatny rynek sprzedaje nam możliwość pobawienia się w rodzicielstwo? I komu się to opłaca?

0:12 · Pytanie o posiadanie psiecka 1

Zostawiam Tobie pytanie, jak uważasz, czy współczesny millennials, ale też jakieś Gen Z kupuje sobie, adoptuje psiecko? Czy w ogóle psiecko to coś innego niż po prostu piesek i pies i kochany szczeniaczek? Po to, żeby sobie substytuować i zastępować rolę rodzicielską, żeby się nie rzucać na ogromną odpowiedzialność jaką jest posiadanie dziecka, no i że później tak steruje życiem tego psiecka, żeby jak najbardziej sobie Wynagrodzić nieposiadanie dziecka. Biorę po 100 zł od każdej drużyny. Moja odpowiedź będzie taka, że zapewne dla części ludzi faktycznie to posiadanie jakiegoś zwierzęcia domowego, czy to będzie pies, kot, rybki, czy to będzie mrówka w jakimś akwarium, będzie jakimś substytutem posiadania dziecka czy spełniania się funkcji rodzicielskiej.

0:50 · Antropomorfizacja zwierząt 1

Z drugiej strony mogę zapytać, no i co z tego w zasadzie? No, ty możesz powiedzieć i odbić, o no tak, no ale przecież kryzys demograficzny, inne tego typu rzeczy, to jest poważny problem. Ja powiem, no tak, no rozumiem, że to jest problem, ale znowu możemy mieć tutaj dyskusję na temat tego, co jest istotniejsze, czy może jakaś tutaj wolność i tożsamość jednostki i samo organizowanie się, czy być może kolektywne doświadczenie udziału w społeczeństwie. W każdym razie ja mam taką hipotezę i wychodzę z założeniem, że bardziej istotne jest nieumiejętność czy być może pewna erozja relacji społecznych, która prowadzi do rozwoju antropomorfizacji zwierząt. Piękne.

1:52 · Relacje społeczne i posiadanie psiecka 3

Też chciałam dzisiaj mówić o antropomorfizacji zwierząt i na przykład w jednym z argumentów, pewnie do tego jeszcze przejdziemy, ale już to trochę zasnickpikuje, Jezu, ale tak po prostu wysrałem z siebie w jednym zdaniu. Erozja, antropomorfizacja, czuję się jak Stanisława Ryster w Wielkiej Grze, wiesz, tam noga na nogę, całe jedno długie zdanie, pełne słów, których ledwo rozumiem. Ale w ogóle chcę powiedzieć, że tak się wyprztykałeś, tak się wyprztykałeś, żyły jakieś na czole ci wyszły i teraz do końca już będzie tylko kurwa i uka buka. Okej, okej bestii, dobrze. Ja też chciałam troszeczkę o tym, bo na przykład myśląc sobie o tym, bo o Jezu, to jest ostatnio jakiś taki gorący temat w naszym domu, ale nie tylko ostatnio, ostatnio powiem Państwu nawet dlaczego ostatnio się to zagęściło, bo to nie jest żadna tajemnica, ale w ogóle mam wrażenie, że to jest zjawisko, któremu możemy się przypatrywać od lat, po swoich znajomych też to widzimy, bliższych, dalszych, słyszymy o czymś takim, obserwujemy to w social mediach, jest tego sporo.

Natomiast też jeden z argumentów mam taki, no żeby mieć dziecko, to trzeba mieć relacje. Trochę jak w Simsach, nie? Musisz ją zbudować, dziesięć razy opowiedzieć dowcip, cztery razy flirtować, dwa razy gorący pocałunek i możesz starać się o dziecko. A w przypadku... No nie, no jakby możesz mieć dziecko, nie posiadając relacji, po prostu czasami jest dziecko niespodzianka. Taki pakiet się wylosowuje. Ja wiem, o czym ty mówisz, natomiast generalnie na ogół potrzebny jest drugi człowiek. Tak czy siak. Nawet na... Małą bajerkę. No ale nie trzeba mieć z nim relacji, a można mieć ujemną relację w sumie. Dobrze, życie to nie Simsy. Ja kumam, ale poczekaj, zanim już będziesz turpedował każdy mój argument, myślę sobie o tym, że po prostu jest potrzebny dawca nasienia na przykład, albo jest potrzebny dawca komórki, dawczyni komórki jajowej.

W sensie, tak. Dawca też w sumie. Oh my god, dobra. Tak to działało do tej pory. Dziecko powstaje z połączenia... Od dwóch gamet, od dwóch różnych istot, dwóch różnych ludzi, różnopłciowych. Tak uczą na biologii i seksuologii, tak, zgadza się. To się zgadza, podstawy mamy opanowane. Adopcja dziecka na przykład dla osoby samotnej podobno jest możliwa, ale jest bardzo skomplikowana. Nie do końca są ośrodki adopcyjne chętne. Tymczasem do adopcji pieska, kotka, Ślimaka afrykańskiego. Ostatnio trafiłam w jakieś takie lore ślimaków afrykańskich. Ciągle mi się posty z grupy o ślimakach afrykańskich wyświetlają. Nie wiem czemu, trochę mnie to brzydzi, nie? Ale z całym szacunkiem dla właścicieli ślimaków afrykańskich, jakby wasz fetysz to nie mój fetysz, nie? Jakby totalnie tego nie kumam.

4:00 · Traktowanie zwierząt jako dzieci 2

Nie jest to wymagane, w sensie możesz być sam, samotny, możesz wynajmować mieszkanie, możesz nie mieć nic swojego, zupełnie teoretycznie i naprawdę sobie świetnie poradzić. Nikt nie sprawdza, jaki jest roczny przychód twojej rodziny, miesięczny przychód twojego gospodarstwa domowego i możesz zaryzykować i wziąć, adoptować psiaka, kota. Teraz coraz bardziej skomplikowane są też procedury adopcyjne do zwierząt, swoją drogą, ale zupełnie teoretycznie przygarniając jakąś znajdkę z ulicy, No to nikt ciebie nie zapyta, czy ty aby na pewno masz taki metraż, czy ty aby na pewno masz taki życiorys, czy jesteś tak, nie wiem, skompensowaną psychicznie osobą, że posiadanie zwierzaka to jest dobry pomysł. Nie masz rozmów z psychologiem, nie? W tym kontekście adopcyjnym to tam często po kilka spotkań.

Więc myślę sobie, że pewnie ściągnięcie sobie na głowę, na dom zwierzaka jest zdecydowanie prostsze, mniej skomplikowane niż zrobienie tegoż samego z dzieckiem i zastanawiam się w związku z tym, czy czasem się nie zdarzyłoby tak, że gdyby zorganizowanie sobie dziecka było równie proste i równie banalne, to byłyby koszmarne konsekwencje, tego przypuszczam. Ale czy więcej ludzi nie decydowałoby się na dziecko? To jest hipoteza pewnie bez odpowiedzi, która ma pozostać taka głucha, bo to nie o to chodzi, nie? Ja bym chciała też troszeczkę pogadać o naszym jakimś takich podstawach, żebyśmy się troszkę poodsłaniali przed naszymi słuchaczami, czyli z jakiego poziomu my w ogóle będziemy mówić na ten temat.

6:15 · Osobiste doświadczenia z zwierzętami 18

Ja posiadam psa, jestem posiadaczem psa. W ogóle też wydaje mi się, że jest to jakiś jeden z moich elementów tożsamości, tego kim jestem. To znaczy jakaś sympatia do zwierząt domowych, do psów. Jesteś psiarzem, rozumiem. Identyfikujesz się jako psiarz. Że jestem, tak, jakimś psiarzem, natomiast też, kurczę, to może dziwnie zabrzmieć, ale to nie jest tak, że mój pies jest jakimś takim moim oczkiem w głowie, ale to między innymi też z tego względu, że mój pies jest dosyć uparty, niezależny i, żeby nie powiedzieć, czasami krnąbrny, nie? Jest taki derpiderp, po prostu. No jest, jest faktycznie. U mnie w chacie nie było zwierząt domowych i raczej podejście było powiedzmy no nie takie, że negatywne, co raczej ambiwalentne z minusem.

Bardziej odchylające się w stronę tego nie, nie będziemy nigdy mieć zwierząt domowych, bo po co? Bo to jest obowiązek, bo no kto by z tym wychodził, kto by się tym w ogóle zajmował, zwierzę zawsze śmierdzi, zwierzę zawsze przeszkadza. Zwierzęciem się trzeba zajmować, zwierzęciem nie wiesz co zrobić, jak na przykład chcesz wyjechać. Cały czas musisz być w jakimś takim rygorze. Jakby dziecko nie było też trochę... Jeszcze do większej potęgi w ogóle, nie? Ustawiało ci rygor życia domowego. Więc, no oczywiście, miałem jakąś taką fazę... Miejmy tam pieska właśnie. Zwłaszcza, że dużo moich znajomych, czy innych dzieci w szkole podstawowej, czy nie wiem... Znajomych moich rodziców posiadali zwierzęta, albo se przygarniali, albo czasami były historie, że ktoś tam psa czy kota na przystanku autobusowym w deszczu znalazł i sobie wzięli i już tak został.

Wzięli i mieli. My całe życie mieszkaliśmy w bloku, ja zresztą do tej pory mieszkam w bloku, więc to był zawsze jakiś taki naczelny argument, że pies nie przynależy się do bloku, że miejsce psa to pies musi mieć właśnie budę i musi gdzieś tam sobie hasać, biegać i miejsce psa nie jest w bloku, więc to zawsze gdzieś tam zamykało. No i nigdy po prostu zwierzęcia domowego nie mieliśmy, więc ja dopiero przyjemności i znoje posiadania pieska to w swoim życiu dorosłym poznałem. Okej. Jak było u Ciebie? A jeszcze tutaj do precyzowania, czy posiadasz dzieci? Nie, nie posiadam dzieci, nie planuję posiadać dzieci z różnych względów. Zawsze raczej o tym mówię, że raczej nie będę miał dzieci, bo czasami jest we mnie taki lęk na zasadzie, kurde, no nigdy nie wiesz, może coś się wydarzy i mi przydzielą dziecko.

Lepiej nie mówić, bo dziecko ci wypomni potem, nie? Przyjdzie i te stary, ale wiesz co, zgubałeś, nie? Rozumiem, że mnie nie chciałeś, ale... Ja mówię, że raczej nie, ale no nigdy nie wiadomo. Jakiej asekuracji? Czasami, wiesz, idziesz, się potkniesz i jest dziecko, no i co zrobisz wtedy? Ja miałam w ogóle takie coś, jak miałam... Pamiętam, że byłam w czwartej klasie szkoły podstawowej, więc miałam gdzieś z 10-11 lat, że cały czas rent free w mojej głowie, kto Imperium Rzymskie funkcjonowała, myśl, a co będzie, jak idąc do szkoły znajdę po drodze dziecko. Ale ja się też tego boję. Ja się czasami też tego boję do dzisiaj. I co będę miała zrobić? Jakby wziąć je, zostawić, potem się okaże, że porwałam, wrócić po godzinie i zobaczyć, czy nadal tam jest, a jak porwie je jakiś pedofil, już w wieku 10-11 lat bardzo dobrze wiedziałam, kim jest pedofil, że to zły pan, nie?

Ja do dzisiaj się tym martwię. No były te artykuły o tym, że ktoś porzucał dziecko na śmietniku, nie? I czasami idę na przykład na wieczornym spacerze z psem, wiecie, jest 23.00 i czasami słyszę i wydaje mi się, że to są koty, bo czasami koty na przykład w rui, one potrafią się drzeć czy wydawać dźwięk podobny do płaczącego dziecka. Ja sobie myślę, nie? Kurde, czy to jest kot? Czy to jest dziecko? Ktoś wyrzucił dziecko? Czy to jest mój wielki moment? Tak, no właśnie. Powinienem zainterweniować? Co powinien zrobić przykładny obywatel? I znowu biblijne nawiązania mi się otwierają. No Mojżesza przecież nie wyrzucono. Mojżesza spuścili po prostu rzeczką, nie? Tak, no właśnie. Spuścili czy puścili? Bo spuścili to brzmi też niepokojąco niesamowite. Dobra. U mnie jak było? W moim domu kurwa zawsze były psy.

W domu moich rodziców zawsze były psy. Może nie zawsze, bo moja mama bardzo długo na swojego pierwszego psa musiała czekać, bardzo upraszała rodziców i w szkole średniej dostała swojego wymarzonego pieska. I od tamtej pory no pieski to gdzieś tam towarzyszyły. Z kolei mój tata już od dzieciństwa, tam zawsze były psy. Jeden odchodził, zdychał, wtedy się tak mówiło w tych latach 60., 70., 80. To pojawiał się kolejny i później babcia od strony taty też do samego końca swojego życia gdzieś tam te pieski po prostu niemalże miała. To raczej takie psiutki tam kundelki szczekliwe i zgryźliwe. No takie wioskowe takie. Takie no i one właśnie zawsze z jakiejś takiej sułka się gdzieś tam oszczeniła i babcia mówiła dobra wezmę go tam. I brała go tam. Faktycznie miała takiego podpalanego kundelka pamiętam jako ostatniego, który miał na imię Poker i taki trochę z charakteru był.

Szalony pies. A jeżeli były czarne czy podpalane, to nazywały się na przykład murzyn? Bo ja mam wrażenie, że połowa polskiej wsi nazywała... Ja pamiętam, że ktoś opowiadał, tak, że wiesz co, kojarzę jakieś takie opowieści, że tylko nie pamiętam, czy to jacyś znajomi, czy rodzina od strony taty, czy od strony mamy, ale że ktoś miał psa murzyna, nie? Właśnie, także to na pewno, to jakby... Polskie lore, nie? Pies murzyn, ciasto cycki murzynki, jedziemy z tym. Ale Dunaju i kurwa murzynek, nie? Cycki murzynek. Później my w dzieciństwie bardzo chcieliśmy zwierzątko, bardzo chcieliśmy pieska i najpierw pojawił się piesek Boxer. Wtedy nie było w ogóle mowy, nie? Hodowle, pseudohodowle. I ten Boxer był bardzo... Znaczy, Boxery to są bardzo specyficzne z charakteru i jakby temperamentu psy.

I jakby uwielbiam swoich rodziców, ale to był szalony pomysł, żeby na dwa pokoje ściągnąć sobie Boxera. Na drugim piętrze, w momencie, w którym mój brat chodził do przedszkola, ja chodziłam sama do szkoły, w sensie tak zaczynałam, miałam swój klucz czy coś takiego i byłam mała jeszcze i ja musiałam z tym psem wychodzić, on był wielki, on mnie potrafił wiesz, wyszarpnąć, przeciągnąć po całym osiedlu, ja sobie jakoś z tym psem radziłam, natomiast on bardzo niszczył w domu, ja nie wiem czy to było, teraz można było się wymądrzać, czy to były lęki separacyjne. Czy on po prostu był taki reaktywny? Czy on był taki niewybiegany? Co się tam działo po prostu? Co się działo z tym temperamentem? Natomiast pamiętam, że wtedy, no też trudno mówić o jakimś behawioryście, że wtedy facet, który szkolił psy policyjne, przychodził próbować jakoś go tam podszkolić czy coś.

Do was? Tak, do nas. I szkolił tego psa intensywnie, natomiast bywało lepiej, a później znowu wszystko wracało do punktu wyjścia i w pewnym momencie on zaproponował moim rodzicom wybawienie pod tytułem, ja wezmę tego psa, jeżeli chcecie, od was. I on wziął tego psa faktycznie. No rozpacz okropna, nie? On gdzieś tam z półtora roku, może dwa lata huk był u nas. Od takiego szczeniaczka, nie? Więc dla mnie to pęknięte serce, oddawanie tego psa, natomiast to była racjonalna w sumie decyzja, bo No nie dawali sobie, nikt z nas nie dawał sobie z tym rady. Także to jest jakiś taki temat o tym, też rosnący u mnie, że czasem trzeba podjąć trudną, ale Powiedzmy racjonalną decyzję. Wiem, że ten pies dożył późnej starości u tego faceta.

On biegał sobie na ogromnym terenie, między innymi na takiej jednostce policyjnej, więc razem z tymi psami policyjnymi, on sam nigdy szkolenia na psa policyjnego nie był w stanie przejść, bo już był za stary po prostu, bo tam od szczeniaka się psa szkoli. Natomiast on z tymi psami policyjnymi gdzieś tam spędzał czas. Później jeden z moich członków rodziny, który pracował w policji, Bo o tym już mówiłam, że mam członków rodziny w policji i że znamy różnych policjantów, więc proszę nam tutaj nie pisać brzydkich rzeczy w komentarzach, bo przyjdą do was, po prostu zapukają uśmiechnięci panowie o 4.30 nad ranem i po prostu koniec tego wymądrzania się. I ten członek rodziny właśnie mówił, że widywał tego naszego psa, że on tam latał szczęśliwy i że... Dwanaście lat miał, jak odchodził. Powiem tak, jest ten wyświechtany cytat, że czasami musisz pozwolić rzeczom odejść i że jeżeli wrócą, to znaczy, że były dla ciebie i że cię kochały.

Najwyraźniej baszboxer was nie kochał. Niewątpliwie. Nie wiem, czy on kogokolwiek kochał poza sobą samym w pewnym momencie, absolutnie. Później była jakaś taka faza na świnki morskie, na rybki, różne jakieś takie zamienniki. Okazywało się, że to nie do końca jest to, że w mojej rodzinie pragnienie posiadania psa jest naprawdę bardzo silne. I pojawiła się Dory, to była nasza sunia ze schroniska zaadoptowana, no z całym arsenałem wad i zalet psa schroniskowego, czyli ogromną wdzięcznością i ogromną taką jakąś czułością wobec nas wszystkich, ale też z ogromnymi lękami, lękami separacyjnymi, problemami w ogóle, jakimiś chorobami, chorobami skóry, z tym wszystkim co po prostu z masowych schronisk często

Psy przynoszą, czyli z lęka, no Jezus, bardzo dużo się tam działo, więc ona sprawiała problemy, natomiast sprawiała problemy swoją ciapowatością bardziej, jakąś taką nieodwoływalnością, ale nie na zasadzie agresji, tylko tym, że ona miała fizja na punkcie kotów, nie? Jak zobaczyła kota, to po prostu Nie szło jej powstrzymać, robiła sobie krzywdę niechcący, łapiąc te koty, wbiegając w jakieś krzaki. No i Dori z nami do momentu, w którym chorobowo i gdzieś tam zdrowotnie trzeba było też podjąć bardzo trudną decyzję o pożegnaniu się z nią, o eutanazji, czyli o uśpieniu. No to też była z nami, to też jakieś takie złamane serce, ja wtedy byłam Chyba w liceum już, jak Dori żegnaliśmy. To akurat tak nie po biblijnemu, nie? Ta eutanazja.

To chyba tutaj siła wyższa powinna interweniować, jeżeli uzna to za stosowne. Też myślę, że pies powinien umierać w cierpieniach absolutnych, po prostu, żeby mu flaki wypadły, po prostu żołą... No, absolutnie, nie? Powinno być widać, nie? Bardziej niż tutaj. No i wówczas... Cierpienie uszlachetnia, pomyśl. Ktoś tak... Po tym doświadczeniu pamiętam rozmowę z moją mamą, która powiedziała, nigdy więcej zwierząt, ja już nie chcę podejmować takiej decyzji, bo ta mama jednak musiała podjąć tę decyzję, pojechać z psem i wrócić bez niego. Powiedziała, że już nigdy więcej, koniec, to jest emocjonalnie w ogóle kosztowne, to jest kosztowne też materialnie, że nie, my teraz wszyscy i pracujemy, i się uczymy, i studiujemy, i nie ma na to przestrzeni i koniec. Ale pojawił się kot.

W pewnym momencie kot już tutaj wiedza i też internety coraz lepiej informowały kot z hodowli, z rodowodem, z poprawnej hodowli, nie tam burka i kucurka, tylko z hodowli, już nie pamiętam jak te kocie się nazywają, ale z Fifę, nie? Tam gdzieś tam z unifikowanej. Kot brytyjski, też z bardzo charakterystycznym dla Brytyjczyków charakterem. No i to jest taki kot, który jest jeszcze troszeczkę mój, ale już bardziej mojej mamy, no bo to już się pojawiało w momencie, w którym ja się wyprowadzałam. Także jest gucio, gucio żyje, do dzisiaj ma się świetnie i jest bardzo wyniosłym i gdzieś tam takim lordowskim kotem i daje wszystkim do zrozumienia, że są nikim po prostu.

Jest powiedzmy taki, że się do niego przyzwyczailiśmy. Życie z kotem to jest bycie przyzwyczajonym do życia w byciu wiecznie pogardzanym, nie? Przez zwierzę po prostu niemające 60 centymetrów w kłębie i na to, że ktoś patrzy na ciebie z góry, że ktoś patrzy na ciebie w taki sposób, że zastanawiasz się, czy w sumie nie miałby ochoty cię zamordować w nocy. Także naprawdę można dojść do swoich limitów jakichś. No i stwierdziliśmy, że ponieważ nadchodzi dla nas taki moment zwiększenia naszej przestrzeni życiowej, po prostu dokonamy Anschlussu Austrii na dniach. Bo potrzebujemy więcej miejsca. To już jest ten moment po prostu w periodyce, nie? Tak, tak, my już jesteśmy na etapie... Lata dwudzieste, to już ten czas. Już było spokojnie, teraz znowu się tutaj trochę radykalizujemy.

Zaraz dokonamy Anschlussu Austrii, ale też sobie tutaj przygarniemy trochę Czechosłowacji. Będzie dla nas więcej przestrzeni życiowej. Stwierdziliśmy, to jest moment na pieska. Nasze dziecko jest na tyle duże, że umożliwia nam przejęcie odpowiedzialności za pieska. I dosłownie od pięciu dni mamy w domu szczeniaczka, szczeniaczka ośmiotygodniowego, szczeniaczka też rasowego, też z hodowli, FCI, ZKWP, wszystko jest oficjalnie, są papiery, metryczki, rodowody, także tutaj jest wszystko okej. Proszę do mnie nie przychodzić, że coś jest nie halo, żadne dudle pu, żadne kawa pu, żadne malty pu, wszystko jest tutaj jak najbardziej w porządku. No i teraz testujemy swoje limity z życiem z kotem, ze szczeniakiem i z trzylatkiem.

Jest kurwa pojebany czas, ale bardzo cudowny, więc wydaje mi się, że mam wszystkie kompetencje świata, żeby wypowiadać się na temat psiecka, dziecka, posiadania zwierząt, ale też posiadania dzieci, bo znam to wszystko od podszewki. Do pełni szczęścia brakuje nam tylko jeszcze czwórki dzieci chyba, żeby to wszystko móc jeszcze bardziej podoświadczać i jeszcze bardziej zobaczyć, I jeszcze trzech psów i jeszcze dwóch kotów. I konia jak w Simsach. I konia jak w Simsach, bo ja bardzo chętnie, niespełnione moje marzenie, kiedyś po prostu tego konia będę posiadała. Ja marzę też w tej chwili o tym, żeby posiadać kaczki biegusy indyjskie. Nie wiem, obawiam się, że ja to zrealizuję, bo ja z marzeniami zwierzęcymi mam tak, że je w końcu realizuję, ale już możecie Państwo to trochę wychwycić, że generalnie jestem osobą lubiącą posiadać zwierzęta, otaczającą się zwierzętami, czy zwierzolubem,

Wydaje mi się, że tak, jakby cieszę się, kiedy ktoś ma zwierzaka, staram się edukować i czytać na temat tych zwierzątek, na temat jakiejś pseudohodowli, na temat jakiejś behawiorystyki, co zwierzaki powinny jeść, żeby było dobrze, jak żywić tego kota, jak tam go traktować, jak żywić tego psa, jak go traktować, także to są rzeczy dla mnie ważne, więc można by powiedzieć, że zadatki na bycie psim rodzicem, psią mamą i na posiadanie psiecka albo kucórki czy Kocynka, no to jak najbardziej mam. Natomiast to się nie wydarza w moim przypadku, bo czuję ogromną różnicę, ponieważ mam już dziecko i ja wiem, że to nie jest to samo. To ja bym chciał, i to jest takie bardzo luźne i wydaje mi się nietrudne, znaczy z jednej strony to jest dosyć okrągłe i szerokie, rozległe pytanie, ale z drugiej strony ono też nie wymaga naprawdę jakiegoś takiego tutaj, nie wiem, racjonalizowania różnych rzeczy i głębokiego przemyśliwania.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.