Prawdziwe historie. Bartek
Bartek ma 50 lat, trójkę dzieci i żonę uzależnioną od alkoholu. Kiedy do niego dotarło, że jest problem - zaczął szukać pomocy. Jego żona również - próbowała we wszystkich ośrodkach w Krakowie. Ze wszystkich ją wyrzucano ponieważ łamała abstynencję. Na rozmowę zaprasza Dominika Sygiet.
I tutaj właśnie na Śląsku? Tak, na Śląsku. A jaka placówka? W Lublińcu. W Lublińcu, okej. I powiedz mi, żona w takim razie zaczyna trzeźwieć naprawdę i czy ty już jesteś w Al-Anon? Kiedy zaczęła się twoja przygoda z Al-Anon? Kiedy ty zacząłeś myśleć o sobie? Kiedy zacząłeś dbać o siebie, zatroszczyłeś się o siebie? Zacząłem myśleć o sobie w momencie, kiedy stanąłem pod ścianą, kiedy ja nie widziałem już żadnej Nie miałem żadnego pomysłu, nie widziałem żadnego rozwiązania. Czułem się osaczony, samotny, zostawiony z całym tym bałaganem. Pierwsze, nie skierowałem swoich kroków do Alanon, ja zacząłem od terapii.
Było naprawdę już bardzo, bardzo, bardzo źle kiedy ja też na mojej żonie Zaapelowałem do niej, żeby zastanowiła się, co ona dalej z tą rodziną chce robić, jak to ma wyglądać. Usłyszałem słowa, które po prostu rzuciły mną o podłogę. Co ty chcesz sprzątać? Jaką rodzinę? To jest gruz, zgliszcza, weź łopatę i posprzątaj, koniec. Ja myślę, jak to? To ci alkoholicy mówią tak, coś za co bym wcześniej dał sobie rękę obciąć, czyli cześć woźno mojej żony, zakręcenie butelki, a tutaj świat legł w gruzach. Kilka wydarzeń, które nastąpiły po sobie w ciągu trzech dni spowodowały, że ja zapukałem do drzwi Al Anon i tam okazało się... A możesz powiedzieć, chcesz powiedzieć, jakie to były wydarzenia? Na pozór można powiedzieć dzieło przypadku.
Dzisiaj nie patrzę na to, jak na przypadek. Najpierw terapeutka zapytała mnie, czemu ja chodzę na otwarte mityngi AA, a nie do Al Anon. Więc udzieliłem odpowiedzi, jak się okazało, tylko połowicznej, bo tydzień później mówię, ja muszę dokończyć opowieść, bo tych powodów jest dużo więcej, takich ukrytych. Na drugi dzień był mityng AA i też rozmawiając z jedną osobą, słuchaj, co tam u ciebie? Ja mówię, ale ja nie jestem alkoholikiem, ja z tej drugiej strony barykady. Aha, ale to ty wiesz, że tutaj za ścianą macie swoje mityngi. Fajnie, że jesteś u nas, ale idź sobie tam do swoich, daj sobie pomóc, tak? Więc to już była druga rzecz. I trzecia rzecz to była speakerka dziewczyny na tym samym meetingu. A co to jest speakerka? Możemy wytłumaczyć? Speakerka to opowieść osoby na temat swojego życia, swoich doświadczeń.
Wzajemnie jest to nieprofesjonalna pomoc, podkreślam, w Al Anon. Tym się różni od terapii, że nie ma moderacji tych naszych spotkań przez terapeutę wykształconego. Dlatego też my w Al Anon stosujemy taką odrębność nazewnictwa. Nie korzystamy z terminów fachowych z terapii. W terapii jestem osobą uzależnioną i nie mam problemu, żeby to powiedzieć na głos, ale jak przychodzę do Al-Anon, jestem osobą uwikłaną, żeby nie stosować tego fachowego nazewnictwa, bo ja nie potrafię w fachowy sposób pomóc innej osobie, więc takie drobne rzeczy, że nie stosujemy określeń na konkretne medyczne zachowania, no przekładamy to, zastępujemy to innymi słowami.
Tak czujesz? Tak czuję. Naprawdę? Tak. Powiem tak. Wiadomo, mam swoją macierzystą grupę Alaną, do której staram się chodzić regularnie, prawie co tydzień, jeśli coś innego mnie nie zatrzyma, natomiast ja często, gęsto korzystam też z pomocy innych grup. Były takie momenty, że miałem tydzień, gdzie byłem w bardzo dużej potrzebie, byłem na sześciu meetingach w ciągu tygodnia. I jedną z takich grup jest grupa w Krakowie, która w tym roku obchodziła 34 rocznicę swojego istnienia. Jest w niej osoba, która tą grupę 34 lata temu zakładała. 34 lata chodzi do Al-Anon. Nie stwierdziła, że Pomimo, że osoby, które miały problem z uzależnieniem z alkoholem odeszły, to że już jest koniec.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.