Mentionsy Mentionsy
Pracka
Pracka

#10: Czy masz pracę bez sensu?

09.04.2026 ·51 min 32 s

Czym jest bullshit job, czyli praca bez sensu? Jest definicja i kategorie. No i odpowiedź, dlaczego praca bez sensu daje nieszczęście, choć zwykle dobrze za nią płacą. Chcesz przesłać swoją historię? Pisz na priv na LinkedIn albo maila na [email protected]

Dzień dobry. Dzień dobry w kolejnym odcinku Pracki. Tu Ania, Prackowy Głos, z którym opowiadam nasze historie zawodowe. Czasem są to wtopy, błędy i patologie, a czasem śmieszne rzeczy. Gadamy o tym, co jest związane z rynkiem pracy i karierą. No i dzisiaj będzie taki odcinek, w którym porozmawiamy o książce. I to nie byle jakiej, bo będzie to książka związana oczywiście z pracą. No i może to być taki trochę dłuższy odcinek, dlatego że mam sporo cytatów z tej książki, a książka ma 400 ponad stron, więc było trochę czytania, ale o tym zaraz. Skąd w ogóle ta książka? Jeśli chwilę już tu jesteście, to może kojarzycie i pamiętacie odcinek o Lazy Girl Jobs.

W tym odcinku omawiałam koncepcję, którą przedstawiła właśnie autorka i jak obejrzałam jej wystąpienie na TED, to ona wspominała książkę. A że ja kocham książki i biblioteki, no to nie mogłam się powstrzymać, dopadłam ją i przeczytałam. Więc dzisiaj porozmawiamy o bullshit jobs. Które na polski przetłumaczono jako Praca bez sensu. Książka, o której będziemy rozmawiać, to książka Dawida Grebera. Tak będę to, powiedzmy, wymawiać. Gra Eber się pisze. Jest to książka pod tytułem polskim Praca bez sensu. Po angielsku ten tytuł to jest Bullshit Jobs, bo tak autor to nazywa. Książka jest ciekawa.

Teorii, analiz, podsumowań i cytatów w historii ludzi poszerza i zbiera ten temat, ujmuje go mocniej w kontekście właśnie tej teorii socjologii, antropologii, filozofii, tak przynajmniej ja to zrozumiałam, to co tam się działo. Jest to takie historyczne spojrzenie na to, jak zmieniał się świat z socjalizmu przez jakieś komunistyczne, kapitalistyczne przemiany. Dużo jest tam takiej głębszej analizy. A ja powiem o tych wybranych elementach, które są dla nas tak praktycznie najciekawsze, według mnie. Po pierwsze, co to jest ten bullshit job, czyli praca bez sensu?

W tłumaczeniu na polski myślę, że my byśmy powiedzieli, że to jest gówniana praca. Ale autor podkreśla, że gównianą pracę można mieć, ale ona wciąż może dawać poczucie sensu. Czyli tak jak w sumie po polsku byśmy powiedzieli, że gówniane prace to są te takie fizyczne, nieprzyjemne, w których płaci się mało. W Ameryce on mówił, że płaci się na godziny. No to... W jego pojęciu bullshit jobs to są raczej prace, gdzie brakuje tego sensu, ale najczęściej jest to właśnie praca biurowa i ma etat, jest to praca na etat. Zgodnie z definicją autora, którą on wywodzi tam z różnych założeń i bardzo się tam przykłada do tego, żeby wyjaśnić pochodzenie tego terminu, no my ominiemy

Wywód, a przytoczę samą definicję. Praca bez sensu to forma regularnie płatnego zatrudnienia, której kompletna bezcelowość, zbędność albo szkodliwość jest tak rażąca, że nawet zatrudniony w tej roli nie jest w stanie uzasadnić jej istnienia, mimo że w związku z warunkami swojego zatrudnienia czuje się zobowiązany udawać, że jest inaczej. Rozkładając to trochę, kluczowa jest tutaj subiektywna ocena, że dana praca ma lub nie ma sensu. I takie poczucie tej osoby, która w tej roli jest, że tego sensu nie ma. I ten element poczucia, że mimo że ja wykonuję tę pracę, to absolutnie uważam, że ona nie ma sensu, nie ma celu, jest zbędna, szkodzi innym, jest taką wydmuszką.

Według autora, jeżeli ktoś, kto wykonuje daną rolę, zawód tak uważa, no to rozsądne jest przyjąć, że ma rację. Że nawet jeżeli udaje przed innymi, że tam musi to robić, szczególnie przed współpracownikami i w firmie, bo pewnie jest do tego przymuszony, pewnie są jakieś zasady, które zobowiązują, żeby przestrzegać opinii o tej roli, to gdzieś wewnętrznie ten człowiek czuje, że ta praca nie ma sensu. I według autora rozsądne jest przyjąć, że ten człowiek wie. Wie, jak jest naprawdę i że ma rację, a my, zewnętrzni obserwatorzy, możemy tutaj tej racji nie mieć. Więc ufamy temu, kto cierpi. Można by tak to podsumować. Więc jeżeli ktoś uważa, że jego praca, jego rola nie ma sensu i cierpi w związku z tym wewnętrznie, to należy mu zaufać.

Pięć głównych odmian pracy bez sensu, które są wyróżnione, to lokaje, zbiry, łatacze z taśmą, odfajkowywacze i nadzorce. I tutaj po kolei przejdę przez te elementy, bo każdy z nas, kto będzie czuł, że jego praca nie ma sensu, może się tutaj odnaleźć. Z tego, co rozumiem, te rodzaje, te typy na siebie mogą nachodzić. Czyli można być i lokajem, i zbirem, można być łataczem z taśmą i odfajkowywaczem, bo jak zaraz opiszę te elementy, to myślę, że będzie jasno, o co chodzi i że to niekoniecznie się wyklucza. Typ pierwszy. Lokaje. Istnieją po to, żeby ktoś inny sprawiał wrażenie ważnego lub taki się czuł. Czyli czysto wizerunkowo.

I tu był przykład osoby, która wprost pisała, że ona jest telemarketerem i czy była telemarketerem przez jakiś czas. Jej zadaniem było oferowanie darmowych, w cudzysłowie, dni próbnych, a później było automatyczne przedłużenie danej oferty już za pieniądze i ta osoba, oferując te darmowe dni próbne, wiedziała, że tak jest, czyli oszukiwała w pewien sposób. Jest też przykład osoby, która musiała zbierać dokumenty od osób w kryzysie bezdomności, a wiadomo było, że raczej oni nie noszą ze sobą segregatorów z papierami, skoro właśnie uciekli z jakiegoś przemocowego domu z dziećmi, czy właśnie stracili miejsce zamieszkania, bo mają problem z nałogiem. No ale to taka była jej praca. Ona miała wydzwaniać, uderzać do tych osób i wymagać od nich niejako dokumentów.

No więc bardzo ciekawe rozwiązanie, ale była taka praca. I tu jest też taki ciekawy cytat a propos różnic między kobietami i mężczyznami. Ja później jeszcze wypisałam taką rzecz, natomiast podaję to chyba bez komentarza jako sam cytat do przemyśleń. No, nie będę komentować, zostawię Wam to do własnego przemyślenia. Lecić z rad. Na poziomie społecznym łatanie niedociągnięć było od zawsze pracą przydzielaną kobietom. Na przestrzeni wieków mężczyźni rozbijali się ślepi na połowę zjawisk, co rusz następując komuś na odcisk. Zwykle to ich żonom, siostrom, matkom lub córkom przypadał w udziale emocjonalny wysiłek, chuchania na zranione ego, uspokajania nerwów i proponowania rozwiązań problemów,

No i ja też promowałam takie momenty, że sobie myślałam, no po co ja w ogóle to robię, to nie ma sensu, to jest jakiś kolejny raport, to jest jakaś kolejna prezentacja, to jest jakieś kolejne coś, a ja nie mam na co wpływu, albo i tak to nie będzie wykonane tak, jak trzeba to wykonać, albo w ogóle nie ma uzasadnienia to, co my teraz robimy, albo to, czego się od nas wymaga, no nie? Tutaj jest jeszcze ten wątek, że czasami ta praca zajmuje mało czasu, czyli tu właśnie jesteśmy połączeni z tym lazy girl jobs, czyli zdarzają się prace i tam ludzie opisywali właśnie takie przypadki, że płacano im za cały etat, ale swoją pracę wykonywali w 2 godziny. Albo dwa dni z tygodnia całego zajmowało im wykonanie pracy, a resztę mogli sobie robić co chcą.

Mniej lub bardziej otwarcie udawać, że pracują, no i w sumie ujdzie. No nie wiem, oglądasz seriale, edukujesz się, robisz inne rzeczy w trakcie, a mimo to większość osób prędzej lub później będzie czuło bezsens tej sytuacji. I autor mówi, że to dlatego, że my naturalnie szukamy poczucia wpływu na świat. Chcemy, żeby to co robimy miało jakąś wartość, wnosiło coś do świata. I raczej coś dobrego niż złego, żeby coś z tego czasu, który poświęcamy, żeby coś z tego wynikło. I taka praca bezcelowa, jak wypełnianie formularzy, których nikt nie sprawdza, klikanie raportów, których nikt nie czyta,

I czy to nie byłoby cudne, pracować tylko 15 godzin w tygodniu? Myślę, że byłoby wspaniałe, żebyśmy coś tym czasem fajnego mogli zrobić. I wydaje się, że właśnie takie przewidywania, które były, że to się wydarzy, że faktycznie dałoby się tak zrobić, żebyśmy mogli pracować mniej. Natomiast od czasu, kiedy to przewidywano w 1930, Autor wskazuje, że od tego czasu bardzo rośnie liczba osób pracujących w usługach, urzędach, na stanowiskach kierowniczych i że ogólnie usługi to już 1 czwarta ogólnego zatrudnienia. Czyli generuje się bardzo dużo różnych ról. Przede wszystkim z tego przekonania, że praca jest nam potrzebna, że my musimy coś robić, że bez pracy nie mamy wartości

I tu historycznie jest przytoczone, że jest to po prostu długa, długa, długa historia edukacji, zmian społecznych, kazań, które mówiły, że praca nas wyzwala, że ona hartuje ducha, że ma znaczenie dla społeczności, że uczy samodyscypliny, samopoświęcenia, że my w pracy dopiero kształtujemy się jako człowiek. I historycznie większość osób Była kiedyś na służbie, czyli przyuczała się do jakiegoś zawodu, a potem jak już osiągnęła status mistrza, no to szła do siebie, tworzyła jakieś własne powiedzmy mini przedsiębiorstwo i przyjmowała na służbę innych, którzy się przyuczali do zawodu.

Więc ta praca prowadziła do jakiegoś mistrzostwa i zmieniała nasz status. Idąc jeszcze w takie wątki teologiczne i w korzenie religijne, przez długi czas uważało się, że praca musi być trudna, musi być wysiłkiem, bo jest pewną analogią do rodzenia dzieci, które też jest trudne, jest wysiłkiem, jest niebezpieczne. Więc każda uczciwa praca była święta, tak jak rodzenie dzieci, które... Pozwalało nam na przyrost populacji, no i dzieci sprawiały, że tych rąk do pracy było też więcej. I w związku z tym łączyło się jeszcze taki wątek, jak to, że jeżeli ktoś nie pracuje, to ma głupie myśli, że bezczynność jest niebezpieczna, że

Po prostu siadają w tym swoim boksiku i robią robotę. I jeżeli się wierzy, że praca ma wartość sama w sobie, to równocześnie wierzy się, że ktoś, kto nie pracuje, na nic nie zasługuje. I tu zatrzymajmy się chwilę nad tym, jak myślimy o osobach bezrobotnych. To się trochę w pandemii zmieniło, ale jednak jest tak, że jak ktoś mówi o bezrobotny, to myślimy, no ta osoba nie zasługuje na opiekę zdrowotną, na wsparcie, na szacunek. Mówi się tak o różnych imigrantach, że nie ma pracy, to nic nie robi, to nie zasługuje.

I dla wielu osób z czasem praca przestała być środkiem do innych celów, czyli przez pracę mamy Coś innego możemy osiągnąć, mamy finanse do innych rzeczy, a stała się celem w samym sobie, czyli właśnie tą wartością, którą mamy, tym brakującym puzelkiem do szczęścia. Jesteśmy produktywni, robimy robotę, więc zasługujemy na dobre rzeczy. A równocześnie z czasem, ponieważ część tych prac jest właśnie bez sensu albo ich cel jest szkodliwy, poniżający, opresyjny, robimy rzeczy, które wiemy, że szkodzą innym, to część ludzi nienawidzi swojej pracy, czyli wykonuje ją, wszystko jest w porządku, a równocześnie jej nienawidzi, więc...

Może się czuć godna i wartościowa przez to, że no dobra robię robotę, idę do niej, ale ja tam cierpię. I komunikowanie, narzekanie na pracę jest sposobem na to, żeby sobie wybalansować to, że tej pracy nie lubimy. I tu mam taki cytat z książki. Cierpienie stało się odznaką obywatelstwa gospodarczego. Każdy z nas cierpi, każdy z nas narzeka na pracę. Jak nie narzekamy na pracę, to to jest też podejrzane. Pomyślcie, jak bardzo to się łączy z polskim kontekstem, gdzie wiele osób narzeka na pracę, ale jej nie zmieni. Pomijając to, że praca znana jest bezpieczna i jakby wiemy czego się spodziewać i tak dalej, to samo narzekanie na pracę może być też takim właśnie mechanizmem, dzięki czemu dalej czujemy się wartościowi.

Czyli robimy coś, co nam się nie podoba, nie widzimy w tym sensu, nie jesteśmy zadowoleni, więc narzekaniem Krytyką tego udowadniamy sobie, że mamy wartość, bo my widzimy, że to jest nie okej. Nic z tym nie robimy, co prawda, ale my nienawidzimy tego, co robimy. Komunikujemy to, narzekamy. Bardzo ciekawe zjawisko. Mnie to właśnie tak zatrzymało i sobie pomyślałam, hmm, nie myślałam o tym w ten sposób. Kolejny wątek, który też... Pewnie większość z nas obserwuje. Autor pisze, że im bardziej jawnie praca służy innym ludziom tym mniej pieniędzy można się spodziewać za jej świadczenie. I on nie tłumaczy tutaj, dlaczego tak jest.

I w związku z tym są braki kadr, bo ta praca a nie jest łatwa, b nie każdy się do niej nadaje, c nie każdy chce ją robić, d jest właśnie niskopłatna. A w korporacji siedzisz sobie wygodnie, bez krzyku dzieci, bez użerania się z rodzicami, bez różnych formalnych elementów, które trzeba robić i jeszcze z domu, tak? Więc nie musisz chodzić do pracy fizycznie. No, więc jest to wybór, myślę, też racjonalny momentami. I tu jeszcze kilka ciekawostek o raportach, bo autor też to przytacza właśnie, tak jak mówiłam. 37% osób w UK powiedziało, że ich praca nie daje światu nic sensownego.

13% nie było pewne, czy daje. Więc można by powiedzieć, że 50% osób, połowa, ma poczucie, że ich praca albo nic nie wnosi, albo nie wiedzą, czy coś wnosi, czy robi różnicę. I tu dwie ciekawostki różnic właśnie między kobietami a mężczyznami. Mężczyźni łatwiej ulegają odczuciu, że ich praca jest bezsensowna, bezcelowa. 42% z nich tak powiedziało, niż kobiety. 32%. Czyli 10% więcej mężczyzn uważa, że ich praca jest bezcelowa. I cytacja autora. Można by powiedzieć, że mężczyźni zawsze wybierali sobie prace, o których można opowiadać historię, a kobiety starają A kobietom starają się przypisać prace, w trakcie których historie są opowiadane.

Bardzo ciekawe. I jak podejść do pracy bez sensu? Tu druga ciekawostka. Część osób rozdziela pracę taką zarobkową od prawdziwej misji. I tu padł przykład programisty, który zaczął mówić Zacząłem przedstawiać się ludziom mówiąc, że programowanie to moja praca dzienna, czyli day job, a organizowanie pracowników to moja prawdziwa praca. Czyli odnosząc się do tego, można by mówić, że moją pracą zawodową jest klikanie Excela, robienie jakichś raportów antyoszustom.

Jakoś ładniejsza jest pewnie nazwa. AML, nie wiem jak się to na polskiej twarzy tłumaczy. Anti-money laundry, czyli przeciwdziałanie praniu pieniędzy. O! Więc klikam takie raporty w ciągu tej pracy dziennej, natomiast moją prawdziwą pracą jest uczenie ludzi dziergać na drutach. To jest moja prawdziwa praca, pasja i moje przeznaczenie, no ale zarabiam na to właśnie tym klikaniem formularzy przeciwko praniu pieniędzy. I to też jest ciekawe rozróżnienie, żeby sobie, wiecie, tak to podzielić. I to może być odpowiedź na przekonanie, że właśnie praca jest celem samym w sobie, że bez pracy nie mamy wartości. Bo wtedy praca zawodowa, ta taka zarobkowa, o nawet można nazwać pracą zarobkową, staje się znowu narzędziem do tego, żeby mieć finanse na tą prawdziwą pracę, którą powiedzmy, że jest to dzierganie na drutach.

To taki postulat, że wcale nie trzeba zarabiać więcej, że poza finansami ten taki zapieprz karierą, ścieżką kariery niewiele wnosi i może wręcz zabierać radość z życia, przynosić bezsens, przynosić wypalenie, co też pojawia się właśnie w pracach bez sensu. I gdyby każdy z nas miał gwarantowane 10 tysięcy netto, powiedzmy, No to ile z nas, ilu z nas by pracowało? Ilu z nas by oddawało swój czas i życie na to, co teraz robimy? Bardzo, bardzo ciekawe. I samo pytanie, czy moja praca według mnie ma sens, czy to, co robię, czy ta rola ma sens, to jest bardzo ważne pytanie, niezależnie od wynagrodzenia.

Niezależnie od prestiżu, niezależnie od marki, dla której pracujemy. Bardzo podoba mi się to podejście autora, który mówi, że jeśli Ty, Ty, który wykonujesz tę rolę, ta, która jest w danej branży, w danej posadzie, w danej firmie, czujesz, że ta praca nie ma sensu i że ta praca przynosi Ci w jakiś sposób cierpienie, to należy Ci zaufać. To Ty wiesz, czy ta praca ma sens czy nie. Ja na pewno miewałam momenty, kiedy czułam, że jakby bezsens tej roli występuje, jakiejkolwiek, którą tam pełniłam, więc zapraszam do tego, żeby sobie to pytanie zadać. Czy moja praca, czy moja rola według mnie ma sens?

Co ona wnosi? Co mi przynosi? No i jeśli uznacie, że nie ma sensu, To też nie oznacza końca świata. Wtedy być może rozwiązaniem jest właśnie dochód gwarantowany, ale powiedzmy, że tego rozwiązania my nie wprowadzimy sami. Rozwiązaniem, które możemy zastosować jest właśnie ten podział. Moją pracą zarobkową jest praca bez sensu taka i taka. Ale moją prawdziwą pracą jest coś, na co mam finanse dzięki pracy zarobkowej i jest to XY, coś innego, coś co robię po godzinach, coś co robię wolniej, ale daje mi to przyjemność, bo robię to w weekendy albo przyuczam się do tego, to jest moje jakieś hobby, no i dzięki temu czuję, że jestem człowiekiem, a nie tylko robotem.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.