Odpakowując Antropocen
W drugim odcinku odpakowujemy Antropocen - termin mający opisać epokę geologiczną Ziemi, w której człowiek pozostawia swój bezprecedensowy ślad i wpływa na funkcjonowanie bio- i chemosfery, powodując m.in. zmiany klimatyczne i masowe wymieranie gatunków. Czy dzisiejszemu kryzysowi klimatycznemu i kryzysowi wyobraźni na pewno winny jest neutralny, zbiorczy człowiek (antropos)? A może problem tkwi w tym, że to uniwersalizujące pojęcie Antropocenu pomija systemy dominacji, które nieustannie generują „końce świata” - kolonializm i globalny kapitalizm?Przyglądamy się warstwom Ziemi, w których kryją się historie wyzysku oraz opisujemy koncepcje takie jak Kapitałocen Jasona W. Moora, Plantacjocen Anny Tsing czy Cthulucen Donny Haraway. Poszukujemy alternatywnych określeń i narracji, które mogą pomóc nam zobaczyć i zrozumieć struktury władzy oraz to, jak ingerują one w dobrobyt ludzkich i pozaludzkich wspólnot. Szukamy także spekulatywnych, poetyckich dróg, które mogą skierować naszą wyobraźnię ku współdziałaniu i współodpowiedzi(alności); ku byciu obecną dla trudnych aspektów planetarnego uwikłania, jak i przyjemności bycia razem w tym ziemskim bałaganie.
Poskończoności. Podcast o sztuce życia w czasach przeobrażeń, w którym rozmawiamy o posthumanizmie, feministycznych kontrkatastrofach i strategiach wymykania się nowoczesności. Cześć. Dzisiaj będę mówić do was w pojedynkę, jako że jestem na dwumiesięcznej rezydencji artystycznej w Brnie. Dominika została w Warszawie i wspólnie stwierdziłyśmy, że właściwie może to być dobra, choć wczesna okazja, żeby nagrać dwa oddzielne odcinki. Oczywiście szybko okazało się, że te odcinki bardzo się dopełniają, jak same się zresztą przekonacie. Dzisiaj chciałabym zrobić z Wami coś niby symbolicznego, ale uważam, że bardzo istotnego w kontekście budowania światów, perspektyw, znaczeń poprzez słowa, czyli właściwie można powiedzieć, że ontologii.
Chciałabym odpakować termin antropocen, a także zaproponować pewne alternatywne terminy, które mogą pobudzić naszą wyobraźnię, a przede wszystkim pomóc wyrazić niuanse i złożoności Globalnych dziejów, w których nie ma jednego neutralnego, równego człowieka pisanego w koło i kwadrat. Słowo antropocen otacza nas właściwie zewsząd. Jest najczęstszym podsumowaniem czasów, w których żyjemy. Czasów głębokich, dramatycznych zmian w biosferze i klimacie. To jest termin, w którym pozornie, nagle jesteśmy równi. Bez względu na płeć, rasę, klasę społeczną. Równy jest też stopień zerwania więzi ze światem pozaludzkim. I właściwie w tym tkwi największa pułapka tego terminu.
Ten jeden niszczycielski człowiek. Monolit, który odwraca uwagę od historii kolonializmu czy rasowego kapitalizmu, opartego na ekstrakcji. Ta pozorna jedność, jeden człowiek, jeden świat, stał się z czasem narzędziem do odwracania uwagi. Antropocen to jest takie ciasto-przekładaniec o nieskończonych warstwach znaczeń. A to, jak ten temat poruszany jest w mainstreamie, To właściwie jest taka bita śmietana. Właściwie to jest taka idealna metafora. Bicie piany. Oczywiście istnieją warstwy geologicznej Ziemi, ale wraz z nimi istnieją też warstwy historii. Historii, które można uciszać, ale które paradoksalnie często tkwią także w Ziemi, w jej materialności.
I tak zwana ludzka warstwa antropocenu jest także historią wyzysku, kolonializmu, feudalizmu, kapitalizmu, o czym opowiadają bardzo różne ciała, choćby także ludzkie kości czy ślady po gatunkach nie endemicznych. Archeologia i bioarcheologia to są także dziedziny władzy, gdzie wielu układa narrację po uważaniu. I słysząc antropocen, wyobrażamy sobie pewnie warstwy plastiku w ziemi czy w wodach oceanicznych, zwiększające się emisje CO2, wymierające gatunki. I słusznie, zraju to człowiek, ale kto, co, jak?
Czy antropocen nie krzywdzi także ludzi, często właśnie jednych kosztem drugich? Ale zacznę od początku. Termin antropocen został wprowadzony przez chemikę atmosfery Paula Krutzena i biologa Eugena Stromera w 2000 roku w celu określenia obecnej ery geologicznej, która według nich zastąpiła holocen istniejący przez ostatnie no powiedzmy 12 tysięcy lat, troszkę mniej. W rzeczywistości geolodzy używali tego i też podobnych terminów od połowy XIX wieku, kiedy walijski teolog Thomas Yenkin zaproponował antropozoik dla obecnej ludzkiej epoki.
Godnym uwagi jest też takie przedstawienie biosfery, terminu biosfera od strony ekologicznej, właśnie jako takiej wiecznie balansującej, regulującej siły życiowej przez ukraińskiego geochemika Wladimira Wernandzkiego w latach 20. XX wieku. Jego teoria właściwie jest trochę podobna do wprowadzonej prawie 50 lat później teorii Gaii, ale też możliwe, że przez to, że pracował w stalinowskim kontekście, nie wiem, może jego praca miała trochę inne zasięgi. Zresztą myślę, że w przyszłości jeszcze będę wracać do jego postaci, bo jest ogromnie ciekawa. No i niezależnie od tej terminologicznej genealogii, kto i co było pierwsze, zmiany w systemach Ziemi, o których wielokrotnie słyszymy w mediach, zawdzięczamy tzw. działalności człowieka, która stała się, no właśnie, główną siłą napędową geologicznie istniejących warunków w naszej teraźniejszości.
I niektórzy badacze, szukając ostatecznych globalnych przesunięć w zapisie kopalnym, sugerują, że zbiega się on z erą nuklearną, podczas gdy jeszcze inni twierdzą, że rozpoczął się wraz z przybyciem Europejczyków do obu Ameryk, co zapoczątkowało masowe przeorganizowanie życia na Ziemi, co jest sporym eufemizmem. Zgodnie z tym ostatnim scenariuszem połączenie się obu półkul zainagurowało współczesny system globalnego kapitalizmu, oparty właśnie na imperialnym podboju i niewolnictwie. I wraz z masową utratą życia ludzkiego w tak zwanym nowym świecie,
Od 54 milionów w 1492 roku, które pewnie znamy dobrze z lekcji historii, trochę opowiedzianej na opak, do około 6 milionów w 1610 nastąpiło masowe zalesienie i wynikająca z niego absorpcja węgla przez roślinność i gleby. O czym właściwie mało się mówi, a co określiło takie wielkie wydarzenie geologiczne znane jako Peak Orbis. Właśnie przez ludzkie szczątki, przez ludzkie zwłoki. O tym pisze Katrin Józow w ogromnie ciekawej pracy One Billion Black Anthropocenes or None, gdzie też podaje argument trochę właśnie na boku kwestii rdzennej Ameryki
i jej rdzennych mieszkańców, ale właśnie bardziej w kontekście Afryki i niewolnictwa transatlantyckiego, ale właśnie mówi o tym, że w warstwach geologicznych Ziemi są też ciała niewolnicze i że termin antropocen to jest także niewidoczność, zapomnienie, zignorowanie rasowego antropocenu i masowego wymierania czarnych ludzi. Ich społeczności, kultur, języków, na których plecach zbudowana jest współczesność. I mówi też o tym, jak ta rasowa kategoryzacja czarności zrównała ją z tym, co nieludzkie, właśnie prowadząc do eksploatacji i ludzi, i rdzennych obszarów.
I przez transatlantyckie niewolnictwo. Czyli ten proces rasizacji należy do no tej właśnie geologicznej, materialnej kategorii podziału materii na aktywną i bezwładną. Ludzie są częścią tej kategorii. Tej kategorii właśnie cielesnej i jakiejś takiej mineralnej. I materia wydobywana Musi być zarówno pasywna, czyli w pewnym sensie oczekująca na wydobycie i posiadanie właściwości, jak i zdolna do aktywacji poprzez mistrzostwo, panowanie białych ludzi. A więc dokładnie ten zachodni, kolonialny konstrukt człowieka, o którym niedługo będzie mówić Dominika, jest przyczyną antropocenu.
I czy nie jest wielką ironią, że ciągle powtarzamy więc to słowo? Cytując Józef. Antropocen może wydawać się dystopijną przyszłością, która opłakuje koniec świata, ale imperializm i trwające kolonializmy kończą świat tak długo, jak długo istnieją. Antropocen jako polityczna przesiąknięta geologia I naukowy slash popularny dyskurs dopiero teraz zauważa wymieranie, które zdecydował się stale pomijać w tworzeniu swojej nowoczesności i wolności. I ja uważam, że jej praca jest ogromnie ważna dla wyobraźni historycznej i pokazuje, jak diagnoza Antropocenu nie wyzwala właściwie i nie stwarza żadnego
Nie wiem, etycznego dyskursu i ten etyczny kryzys, w którym ciągle tkwimy, właściwie nie jest przez to słowo, to określenie kwestionowany. I konfiguruje się na taką fatalistyczną przyszłość, jednocześnie nie uznając wymierania, którego już doświadczyły ludności czarne i rdzenne. Więc też to, co mówiłyśmy w pierwszym odcinku, że te końce świata, które się już wydarzają, O czym też chyba mówiła Naomi Klein. Te ciągle trwające końce świata, których nie widzimy, bo nie są częścią tej wielkiej narracji, nie są częścią mainstreamu. Są na tym wiecznym, globalnym marginesie.
No i właśnie wraz z tymi ludźmi wymiera relacja świata ludzko-nieludzkiego. I wraz z ludźmi, i wraz z nieludźmi jakby przerywane są te relacje. I jak pewnie słyszycie, już na samym początku próby odpakowania Antropocenu okazuje się, że jest totalną bombą w takiej mięciutkiej poduszce z napisem stop plastikowym słomkom. I powiem szczerze, że nie wiem nawet od czego zacząć i co jestem w stanie poruszyć przez te pół godziny, Bo cała historia tak zwanego rozwoju i tego jak doprowadził do katastrofy klimatycznej jest właśnie historią systemowych eksterminacji i niesprawiedliwości i nie zamierzam zalewać Was wszystkim naraz.
I czasem to słowo świetnie działa jako alarm ostrzegawczy. Przynajmniej taki pierwszy dzwon, po którym rzeczywiście warto rozbić kwestie na niuanse. I domyślam się, że dla wielu może to być jakiś taki Wake up call, jakaś inspiracja, jakieś takie właśnie otworzenie zupełnie innego myślenia i takiej wyobraźni geologicznej, choć dla mnie zawiewa też takim poczuciem braku alternatyw. Jakby obecność człowieka na Ziemi była równa z tragedią i kropka. A przecież na ironię nie sama obecność człowieka zrobiła Antropocen. Jeśli mogę podać coś, co doceniam w tym terminie, to z pewnością ukazanie człowieka w głębokim czasie Ziemi i tego, że Ziemia nie jest w stanie nieustannie utrzymywać swojego balansu, swojej regeneracji przy tak wielkiej skali ignorancji i straconych połączeń.
To, że człowiek jest w głębokim czasie Ziemi, mimo swojej krótkiej obecności i tak diametralnie na nią wpływa, może być dla niektórych terapią szokową i też otwarciem pewnej Cancer for the cure. Jak zawsze mają tupet i operują obrazami, narracją, badaniami.
Badaniami antropocenu na swój własny sposób, bo mają władzę. Niestety nawet nad badaniami meteorologicznymi czy zdjęciami z satelity, o czym świetnie pisze TJ DeMoss w książce Against Anthropocene. I w tym kontekście obrazy medialne głównego nurtu bardzo często przyczyniają się nie tyle do odpowiedzialnego korzystania z technologii, co właśnie do takiego mechanizmu uspokojenia ujętego Nie wiem, bramy debat, które wydają się dawać taką zrównoważoną perspektywę i możliwość i nadzieje i plany wszystkim stronom, ale oczywiście tak nie jest.
Ostatecznie stanowią jakby część tego samego technologicznego aparatu Bardzo zaawansowanego kapitalizmu, który w pierwszej kolejności stworzył te problemy środowiskowe i włączył w to starannie zredagowany wybór słów, wizualności, który wzmacnia założenia Antropocenu i chce na nim zbijać kolejny kapitał. I właśnie wykorzystując taką swoją logikę uniwersalną, ta koncepcja antropocenu bardzo ułatwia uzasadnienie dalszych interwencji technologicznych przede wszystkim w systemy ziemskie.
Tak jakby przyczyny zaburzeń klimatu mogły być jej rozwiązaniami. Przy totalnie tym samym nastawieniu mentalnym, światopoglądowym, Przy tych samych zerwanych relacjach i jakimś zrozumieniu tego, jak ta Ziemia funkcjonuje, jak my w niej funkcjonujemy i nie jesteśmy od niej oderwani i nie panujemy nad nią jak bogowie. I w takich narracjach właśnie jak ta, Antropos służy odwróceniu uwagi od tej klasy ekonomicznej, która Od dawna korzysta z systemu finansowego, nie tylko finansowego, nie wiem, systemu wartości, systemu wszystkiego odpowiedzialnego za te katastrofalne zmiany środowiskowe. Skacząc więc w te alternatywne stwierdzenia, które wiercą w brzuch Antropocenu, najbardziej popularny jest tutaj Jason W. Moore i jego capitałocen, który odnosi się właściwie do geologicznej epoki stworzonej przez korporacyjną globalizację i ma tę zaletę, że poza zmianą klimatu nazywa też
Przyczyny, systemowe przyczyny, jakby logika, która jest tym winowajcą, zbierając w ten sposób wokół siebie też taką określoną polityczną trakcję i też jakby mobilizując w bardziej określony sposób, co możemy zrobić, czemu się przeciwstawić, jakie alternatywy możemy stworzyć. Innymi słowy, to nie ludzkość określa nasz kierunek, ale raczej ta gospodarka petrokapitalizmu w formie, tak jak mówiłam, Podobnie to nie ludność tu bylcza, czy zubożałe społeczności, czy mieszkańcy krajów słabo rozwiniętych subsydują koncerny paliw kopalnych w wysokości
Uwaga, 10 milionów dolarów na minutę. Wręcz przeciwnie, na przykład w Stanach redzenne społeczności są często pierwszymi, które się sprzeciwiają kolejnym odwiertom i narażają swoje ciała, właściwie często na śmierć, tworząc blokady i otwarcie protestując i stawiając się prawnie przeciwko tym koncernom. I to zmienia bardzo dużo. I to mówi, usknęliśmy, ponieważ działania, które dałyby nam najlepszą szansę na uniknięcie katastrofy i które przyniosłyby korzyści, spokój, sprawiedliwość zdecydowanej większości, Są niezwykle groźne dla elitarnej mniejszości, która ma władzę nad wszystkim, nad naszą gospodarką, procesem politycznym i większością naszych głównych mediów.
Nie chodzi o to, że większość z nas jako konsumenci jest bez winy, ale współudział konsumentów na niskim poziomie Bardzo się różni od odpowiedzialności strukturalnej i tego, jak właściwie wszystko jest tworzone dla siebie samego wewnątrz tego systemu ekonomiczno-politycznego. I właśnie ci agenci kapitału, te elity, liderzy przemysłu robią wszystko, co w ich mocy. I wykorzystują też swoje ogromne zasoby finansowe i medialne właśnie, żeby zmanipulować nami poprzez lobbying korporacyjny. Politykami szczególnie właściwie. My to jest kwestia właśnie taka już niższa.
I nie dopuszczać do dyskusji opcji zrównoważonej energii, finansować denialistów i popierać dalsze wydobycie paliw kopalnych na ogromną skalę i w ekstremalnych warunkach. Z ogromnym ryzykiem w miejscach, gdzie tak naprawdę nie ma możliwości nawet w przypadku wycieków i katastrof na jakikolwiek w ogóle dostęp do pomocy, do wsparcia. I nasza epoka geologiczna nie jest epoką ludzkości, ale jest epoką kapitału, jak mówi Andreas Malm. Innymi słowy, kryzys związany ze zmianami klimatycznymi, właściwie z katastrofą klimatyczną, zgodnie z tą perspektywą nie wynika po prostu z substancji takiej jak ropa czy węgiel, ani z pierwiastka chemicznego takiego jak właśnie CO2, dwutlenek węgla, a już na pewno nie z gatunkowego bytu ludzkości, z samego faktu, że tutaj jesteśmy.
Ale właśnie z tych złożonych operacji społeczno-ekonomicznych, politycznych, obejmujących klasy i towary, imperializmy, imperia, biotechnologie, militaryzm. I krytyką tego określenia może być fakt, że istniały też inne systemy gospodarcze, które również dokonywały masowych zniszczeń środowiska. Na przykład był to komunizm radziecki, który także próbował zmusić przyrodę do uległości ogromnym kosztem ludzkim i ekologicznym. I w kontekście produkcji, i oczywiście w kontekście też samych wojen i ich reperkusji ekologicznych. A także obecnie mamy do czynienia z bardzo ciekawą neoliberalną krytyką kapitalizmu, która
Można nawet korzystać ze słowa kapitałocen, nie tylko antropocen i żywić się własnym ogonem. Mówiąc nam o alternatywie, o końcu kapitalizmu, jednocześnie dając nam pozornie zielony kapitalizm, bo to właściwie jest oksymoron. Ja zgadzam się też z Anną Haraway, która jest serca poetką, a która mówi, że oba terminy, antropocen i kapitałocen, że właściwie brakuje im trochę wyobraźni. Wiadomo, że nie ma jednego określenia, które opowie wszystko w jednym słowie, ale jest w nich też takie poczucie dead-endu, poczucie, że nie ma alternatywy, jak w tym legendarnym powiedzeniu, że łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu.
No i jest jeszcze Plantatio-cen, termin uwity przez Annette Singh. Jest on w pewnym sensie taką podkategorią kapitało-cenu i właśnie określa system plantacji, a zwłaszcza jego powiązania z korporacyjnym kolonializmem, taką quasi albo jawną pracą niewolniczą i utowarowieniem przyrody. I właściwie Annette Singh właśnie tłumaczy, że on gdzieś tam się zaczyna od tych osiemnastu, dziewiętnastowiecznych hiszpańskich kolonizacji Kalifornii, gdzie były te wszystkie misje, żeby stworzyć plantacje bawełny i cukru, po belgijskie plantacje kauczyków Kongu pod koniec XIX wieku, do obecnych miejsc biogenetycznie wspomaganego rolnictwa przemysłowego w bardzo różnych zakątkach świata.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróżnik opisuje termin antropocen i jego wprowadzenie przez naukowców.
Analiza historii i znaczenia terminu antropocen w kontekście zmian geologicznych.
Krytyka i analiza wpływu antropocen na społeczeństwo i środowisko.
Propozycje alternatywnych terminów i koncepcji do opisania obecnej epoki.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Przyglądamy się warstwom Ziemi, w których kryją się historie wyzysku oraz opisujemy koncepcje takie jak Kapitałocen Jasona W. Moora, Plantacjocen Anny Tsing czy Cthulucen Donny Haraway. Poszukujemy alternatywnych określeń i narracji, które mogą pomóc nam zobaczyć i zrozumieć struktury władzy oraz to, jak ingerują one w dobrobyt ludzkich i pozaludzkich wspólnot. Szukamy także spekulatywnych, poetyckich dróg, które mogą skierować naszą wyobraźnię ku współdziałaniu i współodpowiedzi(alności); ku byciu obecną dla trudnych aspektów planetarnego uwikłania, jak i przyjemności bycia razem w tym ziemskim bałaganie.