Odpakowując Antropocen
W drugim odcinku odpakowujemy Antropocen - termin mający opisać epokę geologiczną Ziemi, w której człowiek pozostawia swój bezprecedensowy ślad i wpływa na funkcjonowanie bio- i chemosfery, powodując m.in. zmiany klimatyczne i masowe wymieranie gatunków. Czy dzisiejszemu kryzysowi klimatycznemu i kryzysowi wyobraźni na pewno winny jest neutralny, zbiorczy człowiek (antropos)? A może problem tkwi w tym, że to uniwersalizujące pojęcie Antropocenu pomija systemy dominacji, które nieustannie generują „końce świata” - kolonializm i globalny kapitalizm?Przyglądamy się warstwom Ziemi, w których kryją się historie wyzysku oraz opisujemy koncepcje takie jak Kapitałocen Jasona W. Moora, Plantacjocen Anny Tsing czy Cthulucen Donny Haraway. Poszukujemy alternatywnych określeń i narracji, które mogą pomóc nam zobaczyć i zrozumieć struktury władzy oraz to, jak ingerują one w dobrobyt ludzkich i pozaludzkich wspólnot. Szukamy także spekulatywnych, poetyckich dróg, które mogą skierować naszą wyobraźnię ku współdziałaniu i współodpowiedzi(alności); ku byciu obecną dla trudnych aspektów planetarnego uwikłania, jak i przyjemności bycia razem w tym ziemskim bałaganie.
Chciałabym odpakować termin antropocen, a także zaproponować pewne alternatywne terminy, które mogą pobudzić naszą wyobraźnię, a przede wszystkim pomóc wyrazić niuanse i złożoności Globalnych dziejów, w których nie ma jednego neutralnego, równego człowieka pisanego w koło i kwadrat. Słowo antropocen otacza nas właściwie zewsząd. Jest najczęstszym podsumowaniem czasów, w których żyjemy. Czasów głębokich, dramatycznych zmian w biosferze i klimacie. To jest termin, w którym pozornie, nagle jesteśmy równi. Bez względu na płeć, rasę, klasę społeczną. Równy jest też stopień zerwania więzi ze światem pozaludzkim. I właściwie w tym tkwi największa pułapka tego terminu.
Ten jeden niszczycielski człowiek. Monolit, który odwraca uwagę od historii kolonializmu czy rasowego kapitalizmu, opartego na ekstrakcji. Ta pozorna jedność, jeden człowiek, jeden świat, stał się z czasem narzędziem do odwracania uwagi. Antropocen to jest takie ciasto-przekładaniec o nieskończonych warstwach znaczeń. A to, jak ten temat poruszany jest w mainstreamie, To właściwie jest taka bita śmietana. Właściwie to jest taka idealna metafora. Bicie piany. Oczywiście istnieją warstwy geologicznej Ziemi, ale wraz z nimi istnieją też warstwy historii. Historii, które można uciszać, ale które paradoksalnie często tkwią także w Ziemi, w jej materialności.
I tak zwana ludzka warstwa antropocenu jest także historią wyzysku, kolonializmu, feudalizmu, kapitalizmu, o czym opowiadają bardzo różne ciała, choćby także ludzkie kości czy ślady po gatunkach nie endemicznych. Archeologia i bioarcheologia to są także dziedziny władzy, gdzie wielu układa narrację po uważaniu. I słysząc antropocen, wyobrażamy sobie pewnie warstwy plastiku w ziemi czy w wodach oceanicznych, zwiększające się emisje CO2, wymierające gatunki. I słusznie, zraju to człowiek, ale kto, co, jak?
Czy antropocen nie krzywdzi także ludzi, często właśnie jednych kosztem drugich? Ale zacznę od początku. Termin antropocen został wprowadzony przez chemikę atmosfery Paula Krutzena i biologa Eugena Stromera w 2000 roku w celu określenia obecnej ery geologicznej, która według nich zastąpiła holocen istniejący przez ostatnie no powiedzmy 12 tysięcy lat, troszkę mniej. W rzeczywistości geolodzy używali tego i też podobnych terminów od połowy XIX wieku, kiedy walijski teolog Thomas Yenkin zaproponował antropozoik dla obecnej ludzkiej epoki.
i jej rdzennych mieszkańców, ale właśnie bardziej w kontekście Afryki i niewolnictwa transatlantyckiego, ale właśnie mówi o tym, że w warstwach geologicznych Ziemi są też ciała niewolnicze i że termin antropocen to jest także niewidoczność, zapomnienie, zignorowanie rasowego antropocenu i masowego wymierania czarnych ludzi. Ich społeczności, kultur, języków, na których plecach zbudowana jest współczesność. I mówi też o tym, jak ta rasowa kategoryzacja czarności zrównała ją z tym, co nieludzkie, właśnie prowadząc do eksploatacji i ludzi, i rdzennych obszarów.
I przez transatlantyckie niewolnictwo. Czyli ten proces rasizacji należy do no tej właśnie geologicznej, materialnej kategorii podziału materii na aktywną i bezwładną. Ludzie są częścią tej kategorii. Tej kategorii właśnie cielesnej i jakiejś takiej mineralnej. I materia wydobywana Musi być zarówno pasywna, czyli w pewnym sensie oczekująca na wydobycie i posiadanie właściwości, jak i zdolna do aktywacji poprzez mistrzostwo, panowanie białych ludzi. A więc dokładnie ten zachodni, kolonialny konstrukt człowieka, o którym niedługo będzie mówić Dominika, jest przyczyną antropocenu.
I czy nie jest wielką ironią, że ciągle powtarzamy więc to słowo? Cytując Józef. Antropocen może wydawać się dystopijną przyszłością, która opłakuje koniec świata, ale imperializm i trwające kolonializmy kończą świat tak długo, jak długo istnieją. Antropocen jako polityczna przesiąknięta geologia I naukowy slash popularny dyskurs dopiero teraz zauważa wymieranie, które zdecydował się stale pomijać w tworzeniu swojej nowoczesności i wolności. I ja uważam, że jej praca jest ogromnie ważna dla wyobraźni historycznej i pokazuje, jak diagnoza Antropocenu nie wyzwala właściwie i nie stwarza żadnego
No i właśnie wraz z tymi ludźmi wymiera relacja świata ludzko-nieludzkiego. I wraz z ludźmi, i wraz z nieludźmi jakby przerywane są te relacje. I jak pewnie słyszycie, już na samym początku próby odpakowania Antropocenu okazuje się, że jest totalną bombą w takiej mięciutkiej poduszce z napisem stop plastikowym słomkom. I powiem szczerze, że nie wiem nawet od czego zacząć i co jestem w stanie poruszyć przez te pół godziny, Bo cała historia tak zwanego rozwoju i tego jak doprowadził do katastrofy klimatycznej jest właśnie historią systemowych eksterminacji i niesprawiedliwości i nie zamierzam zalewać Was wszystkim naraz.
I chętnie będziemy się też z Wami dzielić jakimiś różnymi dostępnymi PDF-ami, dostępami do lektur i śmiało do nas piszcie, jak coś Was szczególnie zainteresuje. Ja nie chciałabym machać rózgą i chciałabym też powiedzieć, że jest naprawdę spora grupa osób, które używa terminu antropocen z poczuciem, że wyraża ono poczucie sprawczości i jest przyznaniem faktu, że ludzka działalność, konsumpcja, przemysł prowadzi nas nad przepaść. I wiele osób dobrze wie, że większość odpowiedzialności mają tu korporacje i rządy, a także, że znaczną ilość zasobów konsumuje uprzywilejowana mniejszość.
I czasem to słowo świetnie działa jako alarm ostrzegawczy. Przynajmniej taki pierwszy dzwon, po którym rzeczywiście warto rozbić kwestie na niuanse. I domyślam się, że dla wielu może to być jakiś taki Wake up call, jakaś inspiracja, jakieś takie właśnie otworzenie zupełnie innego myślenia i takiej wyobraźni geologicznej, choć dla mnie zawiewa też takim poczuciem braku alternatyw. Jakby obecność człowieka na Ziemi była równa z tragedią i kropka. A przecież na ironię nie sama obecność człowieka zrobiła Antropocen. Jeśli mogę podać coś, co doceniam w tym terminie, to z pewnością ukazanie człowieka w głębokim czasie Ziemi i tego, że Ziemia nie jest w stanie nieustannie utrzymywać swojego balansu, swojej regeneracji przy tak wielkiej skali ignorancji i straconych połączeń.
Badaniami antropocenu na swój własny sposób, bo mają władzę. Niestety nawet nad badaniami meteorologicznymi czy zdjęciami z satelity, o czym świetnie pisze TJ DeMoss w książce Against Anthropocene. I w tym kontekście obrazy medialne głównego nurtu bardzo często przyczyniają się nie tyle do odpowiedzialnego korzystania z technologii, co właśnie do takiego mechanizmu uspokojenia ujętego Nie wiem, bramy debat, które wydają się dawać taką zrównoważoną perspektywę i możliwość i nadzieje i plany wszystkim stronom, ale oczywiście tak nie jest.
Ostatecznie stanowią jakby część tego samego technologicznego aparatu Bardzo zaawansowanego kapitalizmu, który w pierwszej kolejności stworzył te problemy środowiskowe i włączył w to starannie zredagowany wybór słów, wizualności, który wzmacnia założenia Antropocenu i chce na nim zbijać kolejny kapitał. I właśnie wykorzystując taką swoją logikę uniwersalną, ta koncepcja antropocenu bardzo ułatwia uzasadnienie dalszych interwencji technologicznych przede wszystkim w systemy ziemskie.
Tak jakby przyczyny zaburzeń klimatu mogły być jej rozwiązaniami. Przy totalnie tym samym nastawieniu mentalnym, światopoglądowym, Przy tych samych zerwanych relacjach i jakimś zrozumieniu tego, jak ta Ziemia funkcjonuje, jak my w niej funkcjonujemy i nie jesteśmy od niej oderwani i nie panujemy nad nią jak bogowie. I w takich narracjach właśnie jak ta, Antropos służy odwróceniu uwagi od tej klasy ekonomicznej, która Od dawna korzysta z systemu finansowego, nie tylko finansowego, nie wiem, systemu wartości, systemu wszystkiego odpowiedzialnego za te katastrofalne zmiany środowiskowe. Skacząc więc w te alternatywne stwierdzenia, które wiercą w brzuch Antropocenu, najbardziej popularny jest tutaj Jason W. Moore i jego capitałocen, który odnosi się właściwie do geologicznej epoki stworzonej przez korporacyjną globalizację i ma tę zaletę, że poza zmianą klimatu nazywa też
Można nawet korzystać ze słowa kapitałocen, nie tylko antropocen i żywić się własnym ogonem. Mówiąc nam o alternatywie, o końcu kapitalizmu, jednocześnie dając nam pozornie zielony kapitalizm, bo to właściwie jest oksymoron. Ja zgadzam się też z Anną Haraway, która jest serca poetką, a która mówi, że oba terminy, antropocen i kapitałocen, że właściwie brakuje im trochę wyobraźni. Wiadomo, że nie ma jednego określenia, które opowie wszystko w jednym słowie, ale jest w nich też takie poczucie dead-endu, poczucie, że nie ma alternatywy, jak w tym legendarnym powiedzeniu, że łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu.
I myślę też, że trochę się kieruję ku takiej odzie do ekofeminizmu i też różnych jego maści. Jest właśnie postantropocentryczna, jest nieludzko-wyjątkowa, jest postindywidualistyczna i odrzuca właśnie ten taki dość regresywny antropocen i tą nieznośną rzeczywistość kapitałocenu. Obie są dla niej pogrożone w cynizmie, w defetyzmie, właśnie w tej retoryce game over. Lub w takim niedopowiedzianym, techno-utopijnym patrzeniu w dal, ale takim właśnie niezwiązanym w ogóle z gruntem, w tym, w czym jesteśmy, w co jesteśmy uwikłani, tak jak ona mówi, jakby zostać w tym uwikłaniu, być w tej złożoności, w tym staying with the trouble, niełatwym, ale jednak dającym nadzieję poprzez działanie.
Właśnie lęki, mroki, które mogą się zamienić po prostu w tworzenie czegoś, w bycie częścią wspólnoty. Jakby odpowiedź na kryzys właśnie przez działanie, współbycie, tą trudność, ale też przyjemność bycia częścią tego świata. Ten niedokończony Sulusin musi zebrać śmieci Antropocenu, ekstremizm kapitałoceniu i rozdrabniając, strzępiąc i nakładając warstwy jak szalony ogrodnik stworzyć znacznie gorętszy komposownik dla wciąż możliwych przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Uwielbiam, jak w tym cytacie do nas sugeruje tkanie i takie odkrywanie także przeszłości i tego dzisiaj, nie tylko straszenia jutrem, ale właśnie bycia w tej dzisiejszości i takiego pojęcia nielinearności, po prostu bycia w ciele, w świecie i w tych narracjach, które tworzymy, które były, które są, które będą, w których możemy uczestniczyć.
I myślę, że to nas trochę wyciąga z marazmu ku takiej chęci działania i chęci życia, bycia ze świata i łączenia przyjemności ze sprawczością, co jest nie lada wyzwaniem, ale też Jest o tym, czym jesteśmy w świecie. No tak. Mam nadzieję, że trzymacie się tutaj ze mną i że Was nie wymęczyłam. Chciałam zawrzeć po prostu wiele takich ważnych odnóg i perspektyw związanych z katastrofą klimatyczną i tzw. antropocenem. A to jest przecież historia ludzkiego świata, więc można się nieźle zagubić i zejść na manowce.
Ma znaczenie jakie historie tworzą światy, jakie światy tworzą historie. To znów Donna Haraway. Dziękuję Wam ogromnie za dzisiaj i do usłyszenia wkrótce. W kolejnym odcinku będzie z Wami Dominika i już się nie mogę doczekać, żeby jej też posłuchać. I chciałabym też dodać, że 14 marca w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie odbędzie się wykład TJ DeMosa, właśnie tego autora, którego wspominałam, który jest autorem książki Against Anthropocene. I będzie on opowiadał o nowej książce, Radical Futurisms. I podobno książka czerpie z artystycznych wizji sprawiedliwości, które się wyłaniają właśnie z bardzo różnych tradycji ucieśnionych, rdzennych, afroamerykańskich, międzygatunkowych, antykapitalistycznych.
I jest trochę takim spekulatywnym pytaniem o to, co przechodzi po narracjach o końcu świata. Co też brzmi bardzo pochodnie do tematu i treści naszego podcastu. Także polecam Wam bardzo to spotkanie. Mnie niestety nie może na nim być, ale może Wam się uda. Do usłyszenia. Odpakowując Antropocen.
Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróżnik opisuje termin antropocen i jego wprowadzenie przez naukowców.
Analiza historii i znaczenia terminu antropocen w kontekście zmian geologicznych.
Krytyka i analiza wpływu antropocen na społeczeństwo i środowisko.
Propozycje alternatywnych terminów i koncepcji do opisania obecnej epoki.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Przyglądamy się warstwom Ziemi, w których kryją się historie wyzysku oraz opisujemy koncepcje takie jak Kapitałocen Jasona W. Moora, Plantacjocen Anny Tsing czy Cthulucen Donny Haraway. Poszukujemy alternatywnych określeń i narracji, które mogą pomóc nam zobaczyć i zrozumieć struktury władzy oraz to, jak ingerują one w dobrobyt ludzkich i pozaludzkich wspólnot. Szukamy także spekulatywnych, poetyckich dróg, które mogą skierować naszą wyobraźnię ku współdziałaniu i współodpowiedzi(alności); ku byciu obecną dla trudnych aspektów planetarnego uwikłania, jak i przyjemności bycia razem w tym ziemskim bałaganie.