Pięć historii, pięć finałów. Wyroki w głośnych sprawach | Pokój ZBRODNI
Przedstawiamy aktualizacje dotyczące pięciu kryminalnych historii, omawiając zapadłe, niewiarygodne wyroki oraz dalsze losy oskarżonych. Co nowe ustalenia zmieniają w tych sprawach - Czy rodziny wreszcie doczekają się sprawiedliwości?
Podkreślał sędzia, nie mając wątpliwości, że wyrok jest prawidłowy. Tym samym prawomocna stała się kara dla Doriana S. i jest nią dożywotnie pozbawienie wolności. Sprawa czteroletniego Leona. Do przerażającego odkrycia pod Garwolinem doszło 26 października 2022 roku, ale śmierć czteroletniego Leona mogła nastąpić nawet kilka miesięcy wcześniej. 19-letnia Karolina W., matka chłopca oraz jej 19-letni partner Damian G., który nie był jego biologicznym ojcem, mieli wówczas zajmować się maluchem. Zamiast tego, zdaniem prokuratury, przyczynili się do utraty przez niego życia.
Damian G. w sądzie przyznał Zgodnie z wyrokiem, który wówczas zapadł przed sądem, zarówno Karolina W. jak i jej partner Damian G. zostali skazani na kary 10 lat więzienia. Są po prostu niedojrzali, ale nie jest tak, że nie potrafią odróżnić, co jest dobre, a co złe. Po prostu świadomie postawili swoje dobro nad dobro dziecka. Skoro wiedzą, że dziecko trzeba nakarmić i ubrać, zaprowadzić do przedszkola, to wiedzą też, że z chorym dzieckiem idzie się do lekarza. Uzasadniał przewodniczący składu orzekającego, sędzia Adam Radziszewski, mówiąc, że oskarżeni nie dorośli do roli rodziców. Wskazano jednak, że sąd nie potwierdził okoliczności wskazujących na to, że para działała z zamiarem bezpośrednim zabicia dziecka.
Zrobili to poprzez świadome niepodejmowanie działań, zaniechanie pomocy, ale nie z myślą o morderstwie. Podkreślono. Orzeczenie nie jest prawomocne i strony mogą się od niego odwołać. Takie działania, gdy nagrywaliśmy ten odcinek programu, zapowiedziała już zarówno prokuratura, jak i obrona. Szokujące wydarzenia w Czernikach. Sprawa Piotra G. Sprawa związku ojca z córką i zbrodni weszła na jaw w połowie września 2023 roku, ale proceder w rodzinie mieszkającej w niewielkiej wsi Czerniki na Pomorzu mógł trwać nawet kilka lat. Zaczęło się od informacji z policji, która przekazała mediom, że w piwnicy jednego z domów odkryto ciała noworodków. Początkowo była mowa o dwóch zwłokach, a później, po dokładniejszym przejrzeniu terenu przez służby, odkryto jeszcze trzecie zwłoki w innym miejscu, lecz na tej samej posesji.
Znajdowały się one w znacznym stopniu rozkładu. Jedno z dzieci miało około trzech tygodni, była to dziewczynka. Praktycznie wszystkie ciała były zawinięte w czarne plastikowe worki i skrzętnie ukryte. Dom, w którym rozgrywał się rodzinny dramat, to niewielki budynek w opłakanym stanie. Za zamkniętymi drzwiami rozgrywały się tam sceny niczym z horroru. Jak ustalił Superekspres, rodzina mieszkała we wsi Czerniki od około 15 lat, ale nie byli rdzennymi mieszkańcami, bowiem pochodzą z Gdańska. Jeden z mieszkańców powiedział reporterom, że podobno właściciel kamienicy, w której mieszkali w przeszłości, kupił im to siedlisko, żeby się wyprowadzili. Chciał się ich pozbyć. Żona Piotra G. po pewnym okresie zmarła, a ojciec został sam, z dziećmi.
To miała być rodzina wielodzietna. Niektóre nieoficjalne ustalenia mówią nawet o tym, że dzieci było dwanaścioro, ale najstarsi wyprowadzili się z domu i poszli na swoje. Piotr G., wdowiec, sprawiał dobre wrażenie. Sąsiedzi opowiadali, że chodził z dziećmi na spacery albo do lasu na grzyby. Nie miał mieć problemu z nałogami, nie nadużywał alkoholu, a przynajmniej nie dawał tego po sobie poznać. Za to ponoć nigdy nie pracował, miał żyć ze środków socjalnych. Zdarzało mu się krzyczeć na dzieci, nie zawsze traktował je dobrze. Zeznania części świadków wskazują jednocześnie na to, że cała wieś wiedziała o horrorze, który rozgrywał się w rodzinie. W końcu to niewielka miejscowość. Nieco ponad 200 mieszkańców, każdy wiedział o sobie niemal wszystko, a mimo tego nikt nie zareagował.
Dlaczego? Na to pytanie starali się odpowiedzieć śledczy. On ma taką osobowość, że wszyscy się w tej wsi go bali. Dlatego tak długo ta sprawa się nie wydała, powiedzieli Superekspresowi świadkowie. Z ustaleń faktu wynikało, że kilka miesięcy przed odkryciem zwłok noworodków Piotr G. miał ogolić 20-letniej córce Paulinie głowę na łyso, żeby inni mężczyźni nie zwracali na nią uwagi. Był bowiem zazdrosny. Pilnował jej. Izolował od ludzi. Sąsiedzi relacjonowali, że mężczyzna chodził z dziewczyną za rękę, mówili sobie po imieniu. Zachowywali się jak para zakochanych, a nie ojciec z córką. Lecz sąsiedzi mówili także, że dwudziestolatka nie wydawała się zastraszona. Miała być pyskata i wyszczekana, wpatrzona w ojca jak w obrazek. Paulina G. pracowała w cukierni w pobliskiej Starej Kiszewie.
Jej koleżanki z firmy zauważyły, że ciało dwudziestolatki się zmienia. Podejrzewały ciąże. Choć młoda kobieta nie wspominała o chłopcu, chłopaku, ale nie chciały nic mówić. Właścicielka cukierni zdradziła reporterom, że wszyscy o tym plotkowali, więc ona zapytała wprost, lecz Paulina G. zaprzeczyła. Jedna z jej znajomych nie uwierzyła dwudziestolatce i drążyła sprawę. Ostatecznie Paulina wzięła urlop, a potem wróciła do firmy znacznie chudsza, słabsza. Ciągle narzekała, że jest zmęczona. Gdy znowu ktoś zapytał o dziecko, miała udawać zdziwienie i zaprzeczać, jakoby była w ciąży. Koleżanki z pracy miały jednak zwrócić uwagę na to, że Piotr G., ojciec, nie był zapisany w telefonie dwudziestolatki jako tata, tylko jako Piotr. Z jej SMS-ów do niego, które ktoś podejrzał, wynikało natomiast, że Paulina pytała, jak się czuje, mając na myśli jakąś osobę trzecią, a 54-latek odpowiadał, cały czas płacze.
Ówczesne ustalenia służb były szokujące. Wynikało z nich, że Paulina G. miała być w związku z ojcem, dobrowolnie. Miała mu też urodzić dwoje dzieci. Najaw wyszło, że Piotr G. współżył również ze starszą siostrą Pauliny. Tym razem odbywało się to jednak bez zgody kobiety. miało zmuszać drugą córkę do stosunków, a dziecko poczęte z gwałtu zabić. Dopiero 24 października 2025 roku przed sądem rejonowym w Kościerzynie rozpoczął i jednocześnie zakończył się proces Piotra G., oskarżonego o gwałty i znęcanie się nad 22-letnią córką Pauliną. 56-latek został doprowadzony na sprawę z aresztu. To drugi proces związany z rodziną, który rozpoczął się w tym samym tygodniu. Podczas rozprawy sąd wyraził zgodę na odczytanie w obecności dziennikarzy dwóch zarzutów aktu oskarżenia.
Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zarzucała Piotrowi G. znęcanie się psychiczne i fizyczne nad córką od maja 2003 roku do maja 2018 roku. 15 lat. oraz gwałty. Zdaniem prokuratury 56-latek miał między innymi wyzywać kobietę, grozić jej pobiciem i oddaniem do domu dziecka, ograniczać kontakty z rówieśnikami i dostęp do jedzenia. Zakładał nawet łańcuch z kłódką na lodówkę. Bił ją rękami, smyczą i innymi przedmiotami oraz kopał po całym ciele. Drugi zarzut dotyczył wielokrotnych gwałtów i zmuszania do innych czynności seksualnych od maja 2018 roku do maja 2021 roku. Mariusz Duszyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, poinformował, że jeszcze tego samego dnia zapadł wyrok w sprawie mężczyzny.
Sąd uznał oskarżonego Piotra G. za winnego. i wymierzył mu karę łączną 3 lat oraz 6 miesięcy pozbawienia wolności. Ponadto sąd orzekł nawiązkę na rzecz pokrzywdzonej w wysokości zaledwie 10 tysięcy złotych. Oskarżony wcześniej sam złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. I choć poznaliśmy pierwszą decyzję sądu, to wciąż nie koniec, bo w głównej sprawie, która rozpoczęła się dopiero 22 października 2025 roku przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, mężczyzna odpowiada jeszcze za trzy zbrodnie zabójstwa noworodków i za wiele innych przestępstw, w tym za znęcanie się nad rodziną i przestępstwa o charakterze seksualnym. Paulina G. jest tam z kolei oskarżona o pomocnictwo w popełnieniu zabójstw i o kazirodztwo.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.