Mentionsy Mentionsy
Podkast Rowerowy
Podkast Rowerowy

#273 400 dni na rowerze bez planu, bez spiny. Państwo Hasztag

21.04.2026 ·47 min 49 s · 5 rozdziałów

Kazachstan na rowerze - przez stepy i góry Tien-Szan z Barents.pl⁠To jest rozmowa o podróży, która zaczęła się dużo wcześniej niż pierwszy przejechany kilometr. Rita i Krzysiek, czyli Państwo Hasztag, opowiadają o swoim wspólnym życiu w świecie kreatywnym, o relacji, która dojrzewała przez lata, i o pomyśle na wielką wyprawę, który też dojrzewał długo, spokojnie, gdzieś w tle codzienności. Jest tu i licealna historia początku znajomości, i rowerowe początki na ostrym kole, i ten bardzo charakterystyczny moment, kiedy człowiek czuje, że potrzebuje wyjść z życia na chwilę, żeby móc wrócić do niego inaczej. To także rozmowa o wypaleniu, zmęczeniu pracą, potrzebie resetu i o decyzji, żeby nie robić tego połowicznie, tylko ruszyć naprawdę daleko.Ale ten odcinek jest przede wszystkim o podróży bez sztywnego planu, która z czasem stała się czymś znacznie większym niż tylko rowerową wyprawą. 400 dni w drodze, 25 tysięcy kilometrów, dwa rowery kupione bez wielkiego budżetu, bardzo proste przygotowanie fizyczne i ogromna gotowość, żeby brać rzeczy takimi, jakie są. Rita i Krzysiek opowiadają o tym, jak wygląda życie w rytmie kolejnych krajów, kolejnych granic, kolejnych problemów i kolejnych zachwytów. O pustyni w Iranie, o Pakistanie, o Indiach które psychicznie i fizycznie potrafią przeorać człowieka, o jedzeniu które staje się obsesją, o wodzie która nagle urasta do rangi największego luksusu i o tym, że rowerowa podróż bardzo szybko sprowadza wszystko do najprostszych pytań: czy masz co jeść, czy masz gdzie spać, czy masz siłę jechać dalej.W części EXTRA:Rita i Krzysiek schodzą z wielkiej narracji o roku w drodze do bardzo konkretnych zasad, patentów i decyzji, które pomagają po prostu przetrwać. Jest tu temat wody butelkowanej i tego, dlaczego w pewnym momencie ekologia przegrywa z doświadczeniem. Jest jazda po zmroku, rozbijanie obozowiska, gotowanie w taki sposób, żeby nie ściągać na siebie niepotrzebnej uwagi, i jest też bardzo praktyczne spojrzenie na to, kiedy improwizacja działa, a kiedy lepiej trzymać się prostych, sprawdzonych reguł.Ale ta część Extra jest też o całej tej surowej, codziennej logistyce długiej wyprawy. O myciu się z półlitrowego bidonu, o gotowaniu z tego, co akurat jest pod ręką, o legendarnej „tasamce”, o ryżu z niespodziankami, o spaniu na dziko, o jedzeniu które ma przede wszystkim dawać energię, a dopiero potem smak. To jest bardzo szczera opowieść o tym, że podróż długodystansowa nie składa się z samych wielkich widoków i pięknych momentów. Składa się też z brudu, głodu, zmęczenia, kombinowania i nieustannego podejmowania małych decyzji, które potem robią wielką różnicę.Zdjęcia i linki: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://www.podcastrowerowy.pl/⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Facebook: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://www.facebook.com/PodkastRowerowy⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Instagram: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://www.instagram.com/podkastrowerowy/⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Reklama Barents.plProdukcja Oryginalna Earborne Media

4:20 · Historia zrowerowania i plany podróży 1

No i właśnie teraz dlaczego... Taki projekt, branża kreatywna, która daje to poczucie spełnienia, jest taka kolorowa, taka wolna i w ogóle taka twórcza i nagle zamykacie laptopy i twierdzicie, że jedziecie w podróż. Bez planu. Byliśmy harcerzami. Tak, zaczęłaś od harcerstwa, a jeszcze tu Krzysiu opowiedz historię o tym, jak to się zaczęło od rowerów. To znaczy? No że my jakby wywodzimy się ze środowiska ostrokołowego. No to dokończ, bo to jest fajna historia. To znaczy tak, ja zawsze chciałem mieć rower, rodziców nigdy na niego nie było stać. Pamiętam mój tata, tak w wielkim skrócie, mój tata wtedy jechał do NRD. I bardzo mnie to bolało, że wyjeżdża i nigdy go nie ma w domu, więc powiedział, czy mogę odkupić swoje winy jak wrócę.

18:19 · Pierwsze dni podróży i wyzwania 4

Czy jechało filozofia pod względem samowystarczalności żywieniowej jechała z wami od początku do końca? Tak, tak. Generalnie to jakby system pakowania przenieśliśmy z naszych plecaków, no bo jeszcze tu dodam, że my takie doświadczenie podróżnicze właśnie harcerskie, o którym Krzysiu wspomniał, no to mamy. I jakby praktycznie wszystko spakowaliśmy z plecaków, to co zawsze bierzemy w sakwy. I tylko dodatkowo doszła jedna sakwa z tymi wszystkimi rowerowymi narzędziami. Z sikami. Z sikami, które i tak w Teheranie wszystkie zgubiliśmy i musieliśmy na nowo to odbudowywać całą w ogóle tą, jak to się mówi, narzędziówkę. Tak, więc cały ten sprzęt taki powiedzmy campingowo-survivalowy jechał z nami. Czy było mniej? Nie wiem, potem ja tam jeszcze coś dokładałam, jakiś termos kupiłam, a to coś tam.

Prosisz, żeby się nie popsuła, a co chwilę się psuła. Musiałem robić jakieś mongolskie, inżyniersko-mongolskie patenty na dętki rowerowe, robić z tego jakieś tam uszczelki, coś tam, wiesz, takie ze śmieci, co się znalazło na ulicy, to trzeba to było robić, więc nie dosyć, że te sraczki, rzygaczki, to potem jeszcze to zmęczenie i w kółko ryż z bananem, no i jeszcze oni i tak dalej, te szczury i coś, no nie, to w pełni to się tak, wiesz, Troszeczkę, pomalutku, pomalutku, no nie się ogładało, aż w końcu gdzieś tam w Kalkucie to się musiało wybuchnąć. Znaczy dotknęła mnie czarownica, zaczarowała mi brzuch i... I Krzysiu dostał zapalenia nerek, już jak lecieliśmy, bo z Indii do Wietnamu musieliśmy lecieć samolotem.

To był jeden z lotów, no bo przez Birmę nie dało się przejechać. No i tak, i w Kalkucie, jakkolwiek to brzmi śmiesznie, to transwesty tak dotknął go w plot słoneczny i Grzesiu padł po prostu jak kawka, zaczął rzygać na żelono. Tak, bo chciał pieniądze, no jak zawsze, chcieli pieniądze i tak dalej. My byliśmy już zmęczeni, mówię, dobra, weź się z robotem, no nie? Wiesz, jakąś uczciwą pracę byś znalazł, tak jak zawsze moja mama mówi, byś znalazł chłopcze jakąś uczciwą pracę. No i później go mijałem, on się uśmiechnął, dotknął mnie w żołądek i ja mówię, spadaj. I przyszliśmy do hotelu i zacząłem rzygać na zielono w ogóle, no nie, i mówię, ty, coś jest nie tak, w pewnym momencie gorączka jakaś i tak dalej, i tak dalej, pod siebie wszystko wyłazi. A mi nic nie było, bo mnie nie dotknął.

Co tu się dzieje? A wiem, że zaraz mamy lot, no nie, jeszcze trzeba spakować te rowery, jechać zamotać jakieś kartony, coś, no nie, masakra. Ale, no ale później chyba Wietnamie mnie tak docisnęło całkowicie. Tak, puściło w ogóle już to chyba, jakby skończyliśmy ten pierwszy etap, tą naszą pierwszą część i w Wietnamie chyba już tak nerwy puściły, to wszystko puściło tak ten cały, te Indie, ten Pakistan. No i Krzysiu się trochę tam pochorował, ale udało się. No to dla mnie najgorsze było to właśnie z zapaleniem pęcherza i tymi narkami, jechać na tym rowerze, jeszcze już doszła temperatura i tak dalej, jeszcze nie możesz jeść, jak sikasz to cię boli i to tak, a wiesz, że musisz zrobić te 100 kilometrów i to takie, to było męczące. A wspieraliście się jakimś lokalnym NFZ-em?

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.