Mentionsy Mentionsy
Podcasty Crime+Investigation Polsat
Podcasty Crime+Investigation Polsat

Morderca. Nekrofil. Edmund Kolanowski | PODCAST

24.09.2026 ·34 min 1 s · 7 rozdziałów

Rozkopywał groby, wycinał fragmenty ludzkich ciał i zabierał je ze sobą. A potem zrobił coś jeszcze gorszego.Edmund Kolanowski, „Zimny Chirurg”, stał się bohaterem jednej z najbardziej makabrycznych spraw kryminalnych w historii PRL. W tym odcinku opowiemy, jak milicja połączyła profanacje zwłok z zabójstwami i jaki niepozorny ślad doprowadził śledczych prosto do sprawcy.🎧 Jeśli interesują Cię prawdziwe zbrodnie, podcasty kryminalne, psychologia mordercy i głośne sprawy kryminalne, ten materiał jest dla Ciebie.📺 Subskrybuj kanał, by nie przegapić kolejnych historii opartych na prawdziwych wydarzeniach.Subskrybuj nasz kanał 👉🏻 / @crimeinvestigationpl Zapoznaj się z naszymi programami na 👉🏻 https://www.crimeinvestigation.pl/ Obserwuj CRIME+INVESTIGATION na Facebooku 👉🏻 / crimeinvestigationpolsat Obserwuj CRIME+INVESTIGATION na Instagramie 👉🏻 / crimeinvestigationpolsat Naszą stację znajdziecie tu:POLSAT BOX 32/80CANAL+ 227VECTRA 710NETIA 97INEA 307ORANGE 42/463TOYA 354PLAY (MEDIABOX) 116PLAY (HORIZON/ 4K BOX) 405PLAY TV BOX 404T-Mobile (Magenta TV) 518Crime+Investigation Polsat to najchętniej oglądana w Polsce telewizja True Crime! Wejdź z nami do świata autentycznych zbrodni w poszukiwaniu prawdy, sprawiedliwości i lepszego zrozumienia przestępczych zachowań. Każda podróż ma charakter osobisty i emocjonalny, w której głos zabierają śledczy, specjaliści i osoby najbardziej dotknięte daną sprawą. Flagowe produkcje to m.in. "Opowiem ci o zbrodni", "Polskie zabójczynie" czy „Dożywotniacy”.

0:00 · Wprowadzenie i opis sprawy 4

Kiedy śledczy odkryli, co Edmund Kolanowski robił w zamkniętej komórce na strychu, sprawa stała się jeszcze bardziej makabryczna. Tworzył tam manekiny, do których przyszywał fragmenty ciał zmarłych kobiet. A najgorsze było to, że w pewnym momencie przestał szukać swoich ofiar wyłącznie na cmentarzach. Dziewczynka, która nie wróciła 15 grudnia 1982 roku. Na poznańskich Naramowicach od ponad miesiąca szukano 11-letniej Aliny. Dziewczynka wyszła z domu 4 listopada, żeby narwać trawy dla królików i przepadła bez śladu.

Zwłoki również były okaleczone. Sprawcy wtedy nie znaleziono. Czy obu czynów mógł dokonać ten sam człowiek? Śledztwo prowadziło do niepozornego mechanika z Poznania. Człowieka, który z pozoru nie rzucał się w oczy, ale nocami przekraczał granice, które ciężko sobie wyobrazić. Nazywał się Edmund Kolanowski. Człowiek, którego nikt by nie zapamiętał. Edmund Kolanowski urodził się 24 października 1947 roku. Jego późniejsza historia bywała przedstawiana tak, jakby od dzieciństwa wszystko prowadziło do tragicznego finału.

Już jako młody człowiek zaczął mieć konflikty z prawem. W drugiej połowie lat 60. trafił do więzienia za udział w bójce. Ale po wyjściu ożenił się i został ojcem. Przez pewien czas jego życie wyglądało zupełnie zwyczajnie. Praca, dom i rodzina. Jednocześnie coraz częściej pojawiały się zachowania agresywne wobec kobiet. Na początku lat 70. Kolanowski napadał na młode kobiety w rejonie poznańskiej Rusałki. Szarpał je, bił, groził nożem i dopuszczał się zachowań o podłożu seksualnym. Za trzy udowodnione napaści został skazany na wieloletnie więzienie. Z późniejszych wyjaśnień wynikało, że podobnych zachowań mogło być więcej.

Nie należał do typów, którzy skupiają na sobie uwagę. Właśnie ta zwyczajność miała później robić największe wrażenie. Niski, szczupły, cichy, człowiek, którego można było minąć na ulicy i sekundę później o nim zapomnieć. Tymczasem w jego życiu pojawiło się zainteresowanie, o którym ludzie z pracy nie mieli pojęcia. Kolanowski nie szukał już kontaktu z kobietami, bo teraz zainteresowały go zwłoki. Pierwsze, znane śledczym, epizody nekrofilne nie miały jeszcze formy nocnego rozkopywania grobów. Kolanowski miał korzystać z sytuacji, w których znajdował się w pobliżu zwłok i nikt go nie kontrolował. Dopiero później zaczął sam organizować sobie dostęp do ciał.

5:12 · Historia Edmunda Kolanowskiego 3

Było okaleczone. Nie zginęła biżuteria, nie chodziło o pieniądze. Ktoś dostał się do trumny, ponieważ interesowało go samo ciało. Wtedy milicja nie znała jeszcze Edmunda Kolanowskiego. W praktyce oznaczało to śledztwo prowadzone niemal od zera. Trzeba było sprawdzić, kto mógł wejść na teren nekropolii niezauważony, kto miał doświadczenie w pracy ze zwłokami. Kto wcześniej dopuszczał się przestępstw seksualnych i czy w Poznaniu albo w innych miastach zdarzyły się podobne przypadki? Każdy z tych tropów oznaczał stos akt i godziny rozmów. Milicja miała miejsce zdarzenia, zwłoki i sposób działania, który wskazywał na sprawcę o bardzo nietypowej motywacji.

Z dzisiejszej perspektywy łatwo do tego dopisać dalszy ciąg. W 1982 roku śledczy nie mieli ani monitoringu, ani baz DNA, ani telefonów komórkowych, których logowania mogłyby zawęzić krąg podejrzanych. Późniejsze ustalenia pokazały, że podobne zachowania Kolanowskiego zaczęły się wcześniej. W jego historii pojawiały się miejsca oddalone od Poznania. Dla śledczych oznaczało to konieczność wracania do starych, pozornie niepowiązanych zgłoszeń i sprawdzania, czy za częścią z nich nie stał ten sam człowiek. W dokumentach sprawy pojawiły się przypadki profanowania zwłok jeszcze sprzed 1982 roku.

Z czasem sposób działania stał się powtarzalny. Kolanowskiego interesowały przede wszystkim ciała kobiet. Z niektórych zwłok wycinał określone fragmenty. Najbardziej makabryczny element tej historii wyszedł na jaw dopiero po zatrzymaniu. To właśnie wtedy śledczy zaczęli rozumieć, Po co sprawca wycinał określone fragmenty z włok i dlaczego nie zabierał całych ciał? Nie chodziło o trofea w potocznym sensie, ani o ukrywanie dowodów. Fragmenty ciał ofiar miały dla niego konkretne zastosowanie seksualne. Według materiałów śledztwa, Kolanowski zabierał te fragmenty do domu i mocował na manekinie, który potem służył mu do realizowania swoich fantazji seksualnych.

15:36 · Szukanie Aliny 2

Podniósł się i ruszył do ucieczki. Funkcjonariusz sięgnął po broń. Niestety pistolet się zaciął. Warunki nie sprzyjały pościgowi. Ciemność, gęste zarośla i praktycznie zerowa widoczność. Mężczyzna zniknął. Później śledczy dowiedzieli się, że Kolanowski na takie wyprawy nosił przy sobie ostre noże. Funkcjonariusze tamtej nocy nie wiedzieli, z kim mają do czynienia, ani czy w ciemności czeka ich atak. Wezwano wsparcie. Na cmentarz przyjechały radiowozy, sprowadzono psy. Trop jednak się urwał. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak porażka. Człowiek, którego niemal mieli już w rękach, uciekł. Dla prowadzących sprawę był to jednak pierwszy moment, w którym potwierdziło się ich podstawowe założenie.

Odcisk z cmentarza był niewielki. Po porównaniu danych lista kandydatów szybko się skróciła. Jednego z pracowników szybko wykluczono, bo miał alibi. W przypadku pozostałych trzeba było prowadzić dyskretne rozpoznanie. Nie można było po prostu wezwać wszystkich na komendę i zdradzić, czego szuka milicja. Jeśli nekrofil był wśród nich, mógł zniszczyć dowody, uciec albo zmienić sposób działania. Edmund Kolanowski mieszkał przy ulicy Wodnej. Był niewysoki i szczupły. Pracował jako mechanik. Samo to oczywiście o niczym jeszcze nie świadczyło. Potrzebne były kolejne elementy. Funkcjonariusz wysłany w okolice jego zamieszkania rozmawiał z sąsiadami nie ujawniając powodu zainteresowania milicji.

20:48 · Zatrzymanie Edmunda Kolanowskiego 7

Jeden z nich przekazał informację, która natychmiast zwróciła uwagę śledczych. Po nocy, w której sprawca uciekł z Miłostowa, Kolanowski miał wrócić do domu z podrapaną twarzą. To pasowało, bo sprawca uciekając przedzierał się przez krzaki. Potem sprawdzono jego kartotekę. Kolanowski był wcześniej karany za napaści na młode kobiety. Miał dokładnie ten rodzaj kryminalnej przeszłości, którego szukali śledczy typując sprawcę działającego na tle seksualnym. Ale nadal nie był to dowód zabójstwa Aliny. Ale liczba zbieżności rosła. Miejsce pracy pasowało do papieru znalezionego na cmentarzu, rozmiar buta do śladu, sylwetka do tego, co widzieli milicjanci, a przeszłość do profilu poszukiwanego człowieka.

Zapadła decyzja o zatrzymaniu. Zatrzymanie Edmunda Kolanowskiego. Dwóch funkcjonariuszy ubranych po cywilnemu weszło do zakładu razem z prezesem. Chodziło o to, by nie wzbudzać alarmu. Kolanowski pracował przy swoim stanowisku. Prezes podszedł, przywitał się i podał mu rękę. Potem zrobił to jeden z milicjantów. Kiedy Kolanowski podał dłoń, funkcjonariusz już jej nie puścił. Chwilę później na rękach Kolanowskiego pojawiły się kajdanki. Po miesiącach obserwacji cmentarzy, przesłuchań i sprawdzania setek nazwisk, poszukiwany człowiek został zatrzymany bez pościgu i bez jednego strzału.

Dla kolegów z pracy wiadomość była szokiem. Znali Kolanowskiego jako raczej cichego mechanika, który nie stronił od ciężkiej pracy. Nie był duszą towarzystwa i nie wyglądał jak ktoś, kto prowadzi drugie życie związane z cmentarzami, zwłokami. Po zatrzymaniu śledczy zaczęli konfrontować go z materiałem sprawy. Równocześnie sprawdzano jego mieszkanie, miejsca, z których korzystał, narzędzia i przedmioty mogące łączyć go z badanymi przestępstwami. Kolanowski podczas przesłuchań o profanacjach zwłok rozmawiał znacznie łatwiej. Przyznał, że rozkopywał groby i opowiadał o szczegółach. Kiedy jednak pytania dotyczyły zabójstw, szczególnie śmierci Aliny, stawał się znacznie ostrożniejszy.

Wiedział, że różnica prawna jest ogromna. Za profanację groziło więzienie. Za zabójstwo, w realiach PRL, kara śmierci. Analizowano miejsca, daty, jego obecność w pracy, wcześniejsze przestępstwa i zeznania świadków. W przypadku Aliny znaczenie miały m.in. ślady oraz relacje osób, które mogły widzieć Kolanowskiego w okolicy. Każdy szczegół musiał być sprawdzony bardzo dokładnie. Po kolejnych przesłuchaniach zaczął przyznawać się również do zabójstw. Nie oznaczało to jednak końca pracy. Przyznanie się jest dowodem, ale nie powinno zastępować śledztwa. Funkcjonariusze jechali więc w miejsca wskazywane przez Kolanowskiego.

Sprawdzali jego wersje i porównywali szczegóły z dokumentacją dawnych niewyjaśnionych spraw. Czasem informacje pasowały, czasem wymagały dalszej weryfikacji. 3 zabójstwa Ostatecznie prokuratura oskarżyła Kolanowskiego o trzy zabójstwa oraz pięć przypadków profanacji zwłok. Jedną z ofiar była Alina. Pozostałe sprawy dotyczyły dwóch dorosłych kobiet. Dla prokuratury szczególnie trudne były czyny sprzed wielu lat. Ślady biologicznie dawno nie miały znaczenia. Miejsca się zmieniły. Świadkowie pamiętali mniej, a dokumentacja nie zawsze była kompletna.

Dlatego tak ważne były szczegóły podawane przez Kolanowskiego, zwłaszcza te, których zdaniem śledczych nie powinien znać ktoś przypadkowy. Jedno z zabójstw wiązano z okolicami podwarszawskiego Wawra, drugie z rejonem Baborówka niedaleko Poznania. W jednym przypadku zwłok nie udało się odnaleźć, dlatego szczególnie ważne stało się sprawdzenie, czy informacje podawane przez Kolanowskiego odpowiadają faktom znanym śledczym z innych źródeł. To rozróżnienie jest ważne także dzisiaj. W sprawach seryjnych przestępców często działa mechanizm odwrotny do zwykłej ostrożności. Skoro ktoś popełnił kilka skrajnych czynów, łatwo zacząć przypisywać mu każdą podobną niewyjaśnioną sprawę.

W publikacjach o Kolanowskim pojawiły się później sugestie, że jego ofiar mogło być więcej. Jednak sąd skazał go za trzy zabójstwa. Żadne kolejne nie zostało prawomocnie udowodnione. Równolegle badano jego poczytalność. Kolanowski był obserwowany przez specjalistów, którzy analizowali nie tylko jego seksualne preferencje, ale przede wszystkim zdolność do rozumienia swoich działań. To dwa różne zagadnienia. Parafilia, czyli skrajne, nietypowe zachowania seksualne nie oznaczają automatycznie, że człowiek nie wie co robi. W jego przypadku biegli nie znaleźli podstaw do wyłączenia odpowiedzialności. Makabryczny charakter czynów łatwo może prowadzić do potocznego wniosku, że sprawca musiał być szalony.

26:00 · Proces i wyrok 6

Dla sądu takie określenie nie miało jednak znaczenia. Biegli mieli odpowiedzieć na konkretne pytanie. Czy rozumiał znaczenie swoich działań i czym mógł nimi kierować? Uznano, że był poczytalny i może ponosić odpowiedzialność karną. W czasie badań i późniejszych opisów sprawy pojawiło się także określenie zimny chirurg. Z czasem stało się medialnym pseudonimem Kolanowskiego. Dobrze brzmi w tytule książki, ale warto pamiętać, że najbardziej uderzający był właśnie kontrast między tą nazwą, a jego codziennym wizerunkiem. Nie był człowiekiem imponującym posturą, ani kimś, kto dominował otoczenie. Chirurgiem również nie był. Był drobnym, nie rzucającym się w oczy mechanikiem.

Tymczasem materiał zgromadzony przez śledczych wystarczył by doprowadzić go przed sąd. Proces i wyrok. Proces Edmunda Kolanowskiego rozpoczął się 22 stycznia 1985 r. przed sądem wojewódzkim w Poznaniu. Na sali sądowej historia skomplikowała się po raz kolejny. Proces nie był prostym odczytaniem wcześniejszych zeznań. Oskarżony próbował podważyć część materiału, a obrona kwestionowała sposób, w jaki uzyskano jego wyjaśnienia. Sąd musiał więc ocenić, które elementy mają niezależne potwierdzenie i czy wcześniejsze przyznania odpowiadają faktom ustalonym poza przesłuchaniem.

Kolanowski wycofał wcześniejsze przyznanie się do zabójstw. Twierdził, że jego zeznania zostały wymuszone. Przyznał się natomiast do części profanacji zwłok. Sąd musiał więc ocenić nie samo to, co mówił oskarżony, ale całość materiału. Wcześniejsze wyjaśnienia, zeznania świadków, ustalenia śledztwa, dowody rzeczowe i opinie biegłych. 4 czerwca 1985 roku zapadł wyrok. Po kilku miesiącach procesu sąd uznał, że zebrany materiał pozwala przypisać Kolanowskiemu trzy zabójstwa oraz profanację zwłok. Nie wszystkie pytania dotyczące jego przeszłości otrzymały odpowiedź, ale do wydania wyroku nie było potrzebne rozwiązanie każdej podejrzanej sprawy z regionu.

Sąd oceniał jedynie konkretne czyny objęte aktem oskarżenia. Kolanowski został uznany za winnego trzech zabójstw i innych zarzucanych mu czynów. Wyrok – kara śmierci. Mimo, że obrona odwoływała się od wyroku, został utrzymany. Nie doszło również do ułaskawienia. W tamtym czasie kara śmierci nadal znajdowała się w polskim kodeksie i była wykonywana. Dla Kolanowskiego oznaczało to, że po wyczerpaniu drogi odwoławczej wyrok nie był już abstrakcyjną groźbą z sali sądowej, ale konkretną decyzją państwa, która miała zostać wykonana. 28 lipca 1986 roku w areszcie śledczym przy ulicy Młyńskiej w Poznaniu wykonano karę przez powieszenie.

Edmund Kolanowski miał 38 lat. Kilka dni później został pochowany na cmentarzu Miłostowo. To samo miejsce, do którego wcześniej przychodził nocami rozkopywać groby. W sensie prawnym sprawa była zakończona. Pozostały jednak akta, relacje śledczych i pytanie, które powracało później wielokrotnie. Czy trzy zabójstwa były całością jego przestępczej działalności? Nie ma jednak podstaw, żeby odpowiedzieć twierdząco czy dopisywać kolejne ofiary. Prawomocny wyrok dotyczył trzech zabójstw. Co zostało po zimnym chirurgu?

Historia Kolanowskiego wracała po latach w reportażach, książkach i produkcjach True Crime. Z czasem zaczęła też funkcjonować w skróconej, bardziej sensacyjnej wersji. Seryjny zabójca, nekrofil, manekin, cmentarz i chwytliwy przydomek. To właśnie w takich skrótach najłatwiej zgubić granice między aktami sprawy, a późniejszą narracją. Jedna z najważniejszych publikacji to Martwe ciała Michała Larka i Waldemara Ciszaka. Książka rekonstruująca zarówno działalność sprawcy, jak i pracę ludzi prowadzących dochodzenie. Inny charakter ma zimny chirurg Maxa Czornyja. Fabularyzowana opowieść oparta na postaci Kolanowskiego. To literatura inspirowana prawdziwą sprawą, dlatego nie każdą scenę czy dialog należy traktować jak zapis z akt.

31:12 · Historia po wyroku 2

Znacznie bliżej dokumentów znajduje się opracowanie Andrzeja Gawlińskiego, Nekrofil, Edmund Kolanowski, Zimny Chirurg, przygotowane w oparciu o akta sprawy i materiały dotyczące śledztwa. Przypadek Kolanowskiego przez lata obrósł w szczegóły powtarzane z książki do książki i z programu do programu. Niektóre pochodzą z dokumentów, inne z późniejszych wspomnień, a jeszcze inne zostały literacko rozwinięte. Dlatego przy analizowaniu tej sprawy warto pytać, czy dany szczegół znajduje potwierdzenie w aktach, wyroku, relacji uczestnika śledztwa albo wiarygodnym opracowaniu, czy tylko dobrze brzmi w opowieści. Ale sama udokumentowana historia jest wystarczająco mocna.

Tu nie potrzeba dodatkowych legend. Nie trzeba dopisywać większej liczby ofiar ani bardziej efektownych scen. Najbardziej niepokojące pozostaje coś znacznie prostszego. Przez lata ludzie widzieli Kolanowskiego w pracy, na ulicy czy na klatce schodowej. Nie wyglądał jak bohater mrocznego kryminału. A jednak nim był. Jeśli jeszcze nie subskrybujesz naszego kanału na YouTubie, to warto to zrobić, aby nie przegapić naszych podcastów i innych materiałów, które publikujemy. Jeśli chcesz podzielić się z nami swoją opinią na temat tego, czego właśnie wysłuchałeś, to zapraszamy do zostawienia komentarza.

Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.