Wybory bez wyboru – jak głosowało się w PRL? | Adam Dziuba | 041
🎙️ Jak wyglądały wybory w PRL? Kogo można było wybierać? I dlaczego kartka wyborcza miała więcej wspólnego z lojalnością niż z demokracją?W najnowszym odcinku podcastu ŚCWiS – publikowanym nieprzypadkowo tuż przed I turą wyborów prezydenckich w Polsce – cofamy się do czasów, gdy wybory były bardziej rytuałem niż rzeczywistym głosowaniem.🗳️ O tym, jak naprawdę wyglądał „wybór” w PRL, opowiada dr hab. Adam Dziuba z IPN Katowice, a rozmowę prowadzą Aneta Kuberska i Sylwester Strzałkowski z Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności.📅 Słuchajcie, zanim wrzucicie swoją kartkę do urny!📬 Zasubskrybuj nasz podcast, żeby nie przegapić kolejnych odcinków i daj znać w komentarzu, czy pamiętasz jeszcze wybory z czasów, gdy wynik znała nawet twoja babcia zanim poszła głosować?
No i w tych wyborach drugiej kadencji zdarzyło się parę takich przypadków, w województwie krakowskim zwłaszcza, bodaj trzy przypadki na całą Polskę i to tam, że wykreślono jakiś ludzi i trzeba było, jako że żaden z tych kandydatów rezerwowych nie miał odpowiedniej liczby głosów, bo ich też poskreślono, No to trzeba było organizować dodatkowe wybory, przynajmniej w jednym wypadku. No ale to też niewiele zmienia, bo oczywiście wtedy już działały komisje porozumiewawcze, czyli PZPR dogadywała się ze swoimi aliantami ZSL-em i SD, które zgłaszały własnych ludzi, no i przyjęto zasadę, że tych PZPR-owców musi być więcej niż połowa. Sejm liczył wtedy około 440 osób, no bo to było proporcjonalnie do liczby ludzi.
No to PZPR-owców musiało być ponad 220. No wiadoma rzecz, na to się godzono. Byli też bezpartyjni i oni tworzyli jeden klub wyborczy z działaczami PZPR, co też dobrze świadczy o tym, jacy to byli bezpartyjni. No i mieliśmy po wyborach w 1957 roku taki Sejm, ten drugiej kadencji, w którym rzeczywiście jakieś dyskusje były, działały kluby poselskie, no tylko, że on jakoś szczególnie nie był samodzielny, no bo procedował to wszystko, czego sobie życzyło biuro polityczne Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej bądź sekretariat. To był organ usługowy, maszynka do głosowania, jak to się obecnie mówi. Posłowie mieli też do spełnienia inne ważne role w terenie, choćby gdzie spotykali się z wyborcami i tłumaczyli politykę partii.
Ale zasady były te same, nawet zgłaszanie kandydatów dodatkowych stało się nieobowiązkowe, ta lista rezerwowa tylko fakultatywne. Tak czy owak po 57. nie było już takich przypadków, żeby trzeba było robić dodatkowe wybory, bo kogoś tam wykreślono. Nie wykreślono po prostu, bo i po co. No i w 1985 zdecydowano się na większą demokratyzację i stąd mamy też pewien kawałek, który rozpoznamy potem w wyborach z 1989 roku. W obrębie każdego mandatu od 1961 było to 460 miejsc w Sejmie, przy czym minimum 231, ale z reguły więcej, 235 czy coś koło tego, to były PZPR-owskie miejsca.
Szedł o to, aby w ogóle ludzie zrozumieli na czym będzie polegała różnica w tych wyborach. I żeby skreślać. I stąd te zdjęcia między innymi każdego kandydata solidarnościowego z Wałęsą, żeby ludzie wiedzieli kto jest kim. To było trudne przedsięwzięcie. Ojeju, wybory odbywały się 4 czerwca, a kampania wyborcza Komitetu Obywatelskiego startowała tak na dobrą sprawę. Dopiero pod koniec marca, na początku kwietnia, czyli czasu było niewiele. Trzeba było ludzi nauczyć, że w tych wyborach rzeczywiście jest sens brać udział. Mnie na przykład nie przekonano, ale z zupełnie innych powodów, że w tych wyborach można wybrać znaczącą reprezentację parlamentarzystów opozycyjnych w stosunku do PZPR-u i że mogą się różne rzeczy zdarzyć w Sejmie, nawet jeżeli będzie wybrany z użyciem tych mandatów opancerzonych.
To znaczy tych, które dana partia nie miała prawa stracić, bo są jej. Czy tam będzie kandydat A czy B, to to nie ma znaczenia. No cóż jeszcze? Jeszcze trzeba było ludziom powiedzieć, że cholernie duże znaczenie ma skreślanie wszystkich, jak lecą, kandydatów z listy krajowej, kandydatów Którzy mieli się dostać z tych właśnie miejsc mandatowych PZPR-u czy ZSL-u do sejmu. I to się udało. Ludzie skreślali przecież hurtem wszystkich poza kandydatami bezpartyjnymi, tymi właściwymi. No i to tak naprawdę zdelegitymizowało ten cały system. Jeżeli prawie żaden z PZPR-owców nie dostał się do Sejmu w pierwszej turze, a z kolei solidarnościowcy prawie wszyscy, no to to też świadczy o postawie społeczeństwa i o tym, czego się oczekuje po tych wyborach, czyli w zasadzie nie było już kroku wstecz, no bo na upartego można było pałować i strzelać, no i tyle.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
🎙️ Jak wyglądały wybory w PRL? Kogo można było wybierać? I dlaczego kartka wyborcza miała więcej wspólnego z lojalnością niż z demokracją?
W najnowszym odcinku podcastu ŚCWiS – publikowanym nieprzypadkowo tuż przed I turą wyborów prezydenckich w Polsce – cofamy się do czasów, gdy wybory były bardziej rytuałem niż rzeczywistym głosowaniem.
🗳️ O tym, jak naprawdę wyglądał „wybór” w PRL, opowiada dr hab. Adam Dziuba z IPN Katowice, a rozmowę prowadzą Aneta Kuberska i Sylwester Strzałkowski z Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności.
📅 Słuchajcie, zanim wrzucicie swoją kartkę do urny!
📬 Zasubskrybuj nasz podcast, żeby nie przegapić kolejnych odcinków i daj znać w komentarzu, czy pamiętasz jeszcze wybory z czasów, gdy wynik znała nawet twoja babcia zanim poszła głosować?