Mentionsy Mentionsy
Podcast Muzeum Historii Polski
Podcast Muzeum Historii Polski

Mieszko i jego drużyna. Bitwa pod Cedynią

28.08.2024 ·53 min 30 s

Bitwa pod Cedynią - pierwsza batalii w historii polskiej wojskowości, symbol walki z niemieckim najeźdźcą i wreszcie choćby i dziś najdalej na zachód wysuniętego przyczółku naszej ojczyzny. Tylko czy słynna Cedynia to na pewno Cedynia, a sama bitwa bardziej niż zderzeniem dwóch armii była starciem lokalnych watażków, czyli Mieszka I i margrabiego Hodona? Jak wyglądała pierwsza drużyna wojów Mieszka i czym różniła się od zachodniego rycerstwa? Czy najlepsi z zastępów księcia tworzyli późniejsze elity państwa Piastów czy byli raczej tylko najemnikami? Jak byli uzbrojeni? Czy prawdą jest że w zastępach piastowskich wojów walczyły kobiety, wręcz słowiańskie amazonki? Kim był Thietmar i Ibrahim ibn Jakub? Czy możemy wierzyć ich kronikom? Dlaczego próba rekonstrukcji zdarzeń z X wieku jest w ogóle możliwa? O tym wszystkim w Podcaście Muzeum Historii Polski z serii Inne historie Polski. Rozmawiają Cezary Korycki i jego gość, prof. Paweł Żmudzki z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Program zrealizowano w ramach zadania: kontynuacja i rozbudowa multimedialnego projektu informacyjno-edukacyjnego - Portal Historyczny Dzieje.pl

Bitwa pod Cedynią. Symbol pierwszej batalii w historii polskiej wojskowości. Symbol walki z niemieckim najeźdźcą. I wreszcie, choćby i dziś, najdalej na zachód wysunięty przyczółek naszej ojczyzny. Tylko czy słynna Cedynia to na pewno Cedynia? A sama bitwa bardziej niż zderzeniem dwóch armii była starciem lokalnych wataszków. Jak wyglądała ta pierwsza drużyna wojów Mieszka i czym różniła się od zachodniego rycerstwa? Czy najlepsi z zastępów księcia tworzyli późniejsze elity państwa Piastów, czy byli raczej tylko najemnikami? No i czy prawdą jest, że w zastępach piastowskich wojów walczyły kobiety, wręcz słowiańskie amazonki?

Dziś w innych historiach Polski odwiedzimy pole bitwy Polan. Cezary Korycki, zapraszam! Część pierwsza. Drużyna mieszka górą. I nadszedł ten dzień wszystkich zmęczonych tematami z XX wieku, dwóch wojen światowych, tudzież upadku i powstania PRL. Zapewniamy, że dzisiaj zupełnie coś innego. Przenosimy się o tysiąc lat wstecz, ponieważ dziś w audycji Muzeum Historii Polski będziemy gościć profesora Pawła Żmuckiego z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Dzień dobry, panie profesorze. Dzień dobry. I będziemy rozmawiać o wojach Mieszka, o pierwszej odnotowanej przez nas ich bitwie, a także jak ta drużyna powstawała, jak stała się elitą Królestwa Piastów.

Zanim jednak to nastąpi, trzeba się troszkę odnieść do XX wieku, więc ta moja obietnica była troszkę na wyrost. Bo dziś ta gmina Cedynia, to właśnie Cedynia będzie tematem naszego spotkania, dziś to jest najdalej na zachód wysunięta gmina Polski. I ważny element tej narracji związanej z powojnymi dziejami Polski, narracji związanej z tak zwanymi ziemiami odzyskanymi, bo wydaje się, że to właśnie w okresie PRL-u, po II wojnie światowej, te odniesienia piastowskiej przeszłości i średniowiecza były bardzo chętnie przez władze używane, ale czy nadużywane. Trzeba zacząć od tego, że my nie wiemy, co to jest za Zedynia, o której pisze Titmar, czy tak podaje nazwę miejscową, ale właściwie ograniczenie, czy takie skoncentrowanie się na tym, że to mogła być Cedynia, ta właśnie na wschodnim brzegu Odry.

jest ewidentnie uwarunkowane przebiegiem granic powojennej Polski i próbą właśnie takiego powiązania tej historii najdawniejszej z kształtem granic ustalonych w 1945 roku, bo właściwie poszukiwania jakichś innych możliwości pozwalają założyć, że w grę wchodzą trzy albo nawet cztery miejscowości, nie tylko po tej stronie Odry, ale również, mówiąc kategoriami z czasów Mieszka I, na Połabiu, czyli na tych obszarach pomiędzy Odrą a Łabą, czyli już na zachodnim brzegu Odry. I z tej bardzo zresztą krótko precyzującej jakieś szczegóły geograficzne relacji Tichmara po prostu nie sposób dociec, gdzie to konkretnie mogłoby być.

A więc umiejscowianie tej bitwy pod Cedynią, próba archeologicznego potwierdzenia zresztą tej bitwy akurat tam, przeprowadzana w ciągu kilku kampanii archeologicznych w latach 40. i 50., to jest raczej wyraz właśnie powojennego kształtu Polski, niż tego, co my wiemy o wojnie i konflikcie. Właściwie wojna to za duże słowo, bo to wyglądało trochę jak jakieś takie sąsiedzkie porachunki, czy próba ustalania, kto jest ważniejszy między Margrabią Hodonem a Mieszkiem I. No właśnie ja celowo zapytałem o tą narrację powojenną, tą narrację jeszcze z czasów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a może nawet wcześniej, jeszcze przed powstaniem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, tuż po wojnie, po zakończeniu II wojny światowej.

Bo Odrę uznawano za symbol tych, dalej na zachód, granicy pomiędzy tymi ziemiami tradycyjnie piastowskimi. Czy faktycznie Odra była granicą zachodnią ziem piastowskich? Z ustaleniem dokładnego przebiegu granic w czasach Mieszka I mamy bardzo poważny problem. Ja już nie mówię nawet o tym, że nie bardzo umiemy precyzyjnie powiedzieć, jakie on ziemie konkretnie posiadał w latach 70. X wieku, czyli w czasach, kiedy została stoczona ta walka z Hodonem, ale nawet ten opis W pewnym sensie geograficznym, którym dysponujemy, czyli tzw.

dagome iudex, a więc regest jakiegoś pisma wystawionego przez Kancelarię Papieską potwierdzającego nadanie państwa Mieszka I św. Piotrowi. a więc stolicy apostolskiej. Ten opis jest na tyle wedle naszych przyzwyczajeni kryteriów nieprecyzyjny, posługiwanie się nazwami krainy jest tutaj próbą określenia zakresu terytorialnego tego nadania, że właściwie nawet dysponując źródłem, które właściwie jest o tym, my nie bardzo umiemy powiedzieć precyzyjnie, co należało do Mieszka I i to wynika z zupełnie innego traktowania przestrzeni w X wieku i w naszych czasach. Trudno sobie wyobrazić, żeby wszędzie, w każdym miejscu pogranicznym, że tak powiem, tego władztwa mieszkań pierwszego, ta granica była wyznaczona w sposób bardzo precyzyjny.

My dziś jesteśmy wstosowani do granicy liniowej, która przebiega niezwykle precyzyjnie jest wytyczona i dokładnie wiemy, gdzie przebiega. Natomiast w czasach Mieszka I, poza sytuacjami takimi szczególnymi, jak na przykład brzeg morza, czy jakaś rzeka właśnie, to raczej chyba trzeba mówić o jakichś strefach granicznych. i to czasem bardzo szeroko rozumianych, bo nawet w czasach późniejszych, nawet jeszcze w XII wieku, my wiemy, że granice to były najczęściej bezludne takie pasy, na przykład puszczy, gdzie nie było osadnictwa. Jak nie ma osadnictwa, to trudno mówić o precyzyjnej granicy, bo to ludzie wyznaczają, ludzie tutaj decydują o tym, po której są stronie. Są ludzie, którzy wiedzą, że są ludźmi mieszka, a są ludzie, którzy wiedzą, że są na przykład ludźmi Hodona.

Więc tutaj jeśli nie ma osadnictwa w tych strefach nadgranicznych we wczesnym średniowieczu najczęściej ich nie ma, bo w ogóle osadnictwo w tej części Europy jest raczej rzadkie poza... pojedynczymi punktami centralnymi, to raczej mamy do czynienia ze znacznie, znacznie rzadszym osadnictwem niż to, do czego my jesteśmy przyzwyczajeni. W związku z tym tej granicy po prostu najczęściej precyzyjnie ustalić się nie da, nawet jak jest podejmowana i to w epoce, taka próba, bo oczywiście ci kanceliści papiescy musieli otrzymać jakąś informację od kogoś, kto przybył od Mieszka i Ody, a więc od tych, którzy nadawali państwo św. Piotrowi. Tymczasem dostojny Margrabia Hodo, zebrawszy wojsko, napadł z nim na Mieszka, który był wierny cesarzowi i płacił trybut aż po rzekę Warte.

Margrabia Hodo jako właśnie Margrabia jest tutaj bezpośrednim ramieniem cesarza gdzieś na pograniczu. Natomiast Mieszko też wiemy z kroniki Widukinda, że jest określany przyjacielem cesarza, więc jest człowiekiem cesarza wysokiej rangi. Więc konflikt między dwoma własnymi ludźmi, między dwoma ważnymi, można by powiedzieć, dostojnikami, choć oczywiście Mieszko nie ma żadnego dostojeństwa w takiej hierarchii godności w cesarstwie, to jest sprawa, która cesarza bardzo niepokoi i nie dziwnego, że on się bezpośrednio w to zaangażował.

O tym, kim był Mieszko w strukturach cesarstwa za chwileczkę jeszcze porozmawiamy. Teraz może przyjrzyjmy się tej grafice, którą wykorzystaliśmy jako miniaturka tego odcinka. Pewnie każdy ze słuchaczy może ją zobaczyć. To jest właśnie ilustracja starcia Polaków z Niemcami. Polaków w umowym tego słowa znaczeniu oczywiście z Niemcami z XI wieku, z Moguncji. I tu jest taka ciekawa sprawa. Nasi ewidentnie z brodami, nasi ewidentnie z takimi łukami troszkę przypominającymi te łuki kompozytowe, czyli te łuki na modłę wschodnią. Nasi na koniach. Wyobrażając sobie tą bitwę, może ustalmy dla tych, którzy nie wiedzą jak rozwijała się ta historia wojskowości, historia uzbrojenia, czego na pewno nie mieli ci wojowie mieszkać?

Rzeczywiście te konie wypadają i Cazvini stawia jakby, badając tekst po prostu, ale Cazvini nigdy w Polsce nie był ani nie miał żadnych innych źródeł na temat Mieszka I, ale badając tekst, on chyba jednak miał tą wersję albecriego, czyli tą wersję najstarszą, którą my również dysponujemy. I doszedł do wniosku, że raczej trzeba napisać, że Mieszko właśnie tych koni nie miał. Więc karet Labuda zastanawiał się, czy rzeczywiście Mieszko I już dysponował konnicą, czy może to jednak dopiero dalszy rozwój państwa. sprawił, że ta pancerna konnica trzeba w Polsce funkcjonować. Natomiast w tej najstarszej wersji, XI-wiecznej wersji relacji Ibrahima i Bnia Kuba, nie umiemy wątpliwości, że mieszko wedle właśnie Ibrahima, co słowa Ibrahima powtarza Albekli, czyli taki właśnie kordobański intelektualista, który...

który w drugiej połowie XI wieku miał do dyspozycji relację i częściowo ją przepisywał, częściowo ją wykorzystywał, parafrazował słowa Ibrahima i tam pojawia się, konie się pojawiają jako jeden z tych darów, jeden z tych elementów wyposażenia tej właśnie doborowej grupy wojowników, tego doborowego oddziału wojowników, który Mieszko I przy sobie utrzymywał, więc nie ulegał wątpliwości, czy te konie mieli. Ibrahim nazywa też tych doborowych wojowników Mieszka pancernymi. więc musieli mieć jakąś broń ochronną i tu na myśl przychodzą kolczugi, które są takim rozwiązaniem wczesnośredniowiecznym, bardzo typowym i właściwie trudno sobie wyobrazić tutaj coś innego w sytuacji, kiedy słyszymy i jest to wiarygodna informacja, że...

Rzemieszko I także takie właśnie uzbrojenie ochronne zapewniał swoim wownikom. Też wiemy to z materiału archeologicznego, że tą podstawową bronią musiały być miecze. Możemy sobie wyobrażać jak najbardziej włócznie. Łuki też. Z łukami jest trochę trudniej z uwagi na słabe... zachowanie łuków w tym materiale pozyskiwanym przez archeologów. Natomiast też właściwie czemu nie zakładać, że łuki, które są też w tym regionie we wczesnym średniowieczu bronią powszechnie znaną, czemu by wojownicy Mieszka mieliby nie mieć właśnie także łuków. Więc tutaj można też odpowiadać na to pozytywnie i zresztą archeologia cały czas dostarcza nowych przykładów.

Więc kopie są tutaj już elementem wynikającym z upowszechniania się uzbrania rycerskiego i w ogóle upowszechnianiem się sposobu walki, który jest już ściśle związany z kulturą rycerską, a więc jest tym zjawiskiem już nieco późniejszym. W czasach Mieszka jeszcze nie ma kultury rycerskiej i nie ma tych wykształconych sposobów walki, które my kojarzymy z tak zwanym dojrzałym średniowieczem i późnym średniowieczem. Natomiast na tej ilustracji przede wszystkim widać pewien stereotyp, który jest obecny u Tittmara i pewnie jeszcze będziemy o nim rozmawiać. ale jest obecny w historiografii, w różnego rodzaju utworach, także i później, bo to kojarzenie Polaków z jakimiś gorszymi albo bardziej barbarzyńskimi sposobami walki na przykład jest bardzo dobrze obecne w takiej XII-wiecznej kronice, poświęconej zresztą Słowianom, kronice Helmolda z Bozowa.

Część druga. Najemnik czy książę? A co się tyczy kraju Mieszka, to jest on najrozleglejszy z krajów. Obfituje on w żywność, mięso, miód i rolę orną. Ma on trzy tysiące pancernych, podzielonych na oddziały. Daje on tym mężom odzież, konie, broń i wszystko, czego tylko potrzebują. A gdy jednemu z nich urodzi się dziecko, on każe mu wypłacać żołd od chwili urodzenia, czy będzie płci męskiej czy żeńskiej. W poprzedniej części rozmawialiśmy o tym, jak nas widzieli, jak nas pisali.

Natomiast to, co my wiemy o Ibrahime na pewno, to wiemy to, że był posłem Kalifa, czyli to była misja dyplomatyczna. wysłanym na dwór cesarza Ottona I. I wiemy z relacji Ibrahima, że Ibrahim na dwór cesarza dotarł, rozmawiał z Ottonem I, co zresztą też dla szczegółów relacji niewykluczone, że o Mieszku I opowiadał. Ibrahimowi właśnie Otto I. To jest niewykluczone. Natomiast wiemy też, że kiedy Ibrahim wyruszył w drogę powrotną, to cesarz poprosił go o pewne słynne relikwie, które które były w jednym z hiszpańskich klasztorów przechowywane i marzeniem cesarza było to, żeby Kalif mu te relikwie wysłał.

z właśnie tą misją dyplomatyczną. Natomiast wiemy oczywiście, że inni kupcy żydowscy oczywiście docierali do Mieszka, kupowali niewolników. Mieszko ich pewnie sprzedawał, choć tego w takim zupełnie bezpośrednich jakichś przekazach źródłowych nie mamy, ale to jest ta najbardziej prawdopodobna hipoteza, jeśli chodzi o to, za co Mieszko I to swoje władztwo zbudował, to zakłada się, że właśnie handel niewolnikami jest tutaj tym procedorem numer jeden, procederem najbardziej dochodowym i wiemy o innych władcach słowiańskich z czasów Mieszka, na przykład o Bolesławie II. Wiemy dzięki żywotom świętego Wojciecha, że właśnie tymi niewolnikami handlował z całą pewnością, więc jakby trudno założyć, że Mieszko I nie handlował.

Poza tym wiemy też na pewno, to już wynika z odkryć archeologicznych, o srebrnych monetach, które docierają do tych właśnie ziem, które z całą pewnością były już pod władzą Mieszka. No i też trudno wyobrazić sobie za co to srebro, bez zaangażowania tutaj, czy postawienia takiej hipotezy, że to właśnie handel niewolnikami był tą przyczyną pozyskiwania srebra. Więc to tyle, jeśli chodzi o handel niewolnikami, natomiast właśnie Ibrahim jest jednym z tych autorów, którzy piszą bardzo ciepło o Mieszku, bo on właściwie swoją relację o Mieszku zaczyna od zupełnie jednoznacznych komplementów. Bo tak należy traktować tą informację, że państwo Mieszka było najrozleglejsze ze wszystkich państw słowiańskich, co wydaje się nawet chyba nie do końca odpowiadać realiom czasów, kiedy Ibrahim podróżował na dwór Ottona, czyli latom 60.

X wieku. a nawet jak się dziś zakłada samemu początkowi, to jest być może sam początek lat 60. No i też Ibrahim daje taką krótką pochwałę w dóbr, które można pozyskać w kraju Mieszka, więc dowiadujemy się, że to jest bardzo taki kraj mlekiem i miodem płynący, choć lesisty. Więc tutaj właściwie Ibrahim jest jednym z tych autorów, którzy z całą pewnością komplementują Mieszka, co może być oczywiście efektem też tych bliskiej już i przyjaznej relacji Mieszka I z cesarzem. 3000 pancernych miał mieć Mieszko. Oczywiście w realiach późniejszych bitew czy naszej historii to nie jest jakaś liczba, która robi wrażenie, ale jest wiek X. To chyba zacna drużyna i dość trudna do utrzymania z logistycznego punktu widzenia, jak to musiało być zorganizowane.

na przykład liczebności wojsk cesarskich wyprawiających się do Italii i z tego wynika, że raczej trudno wyobrazić sobie, żeby Mieszko miał aż 3 tysiące zbrojnych, zwłaszcza tak dobrze uzbrojonych. Ale w gruncie rzeczy ta liczba nie ma aż tak dużego znaczenia, bo właściwie zastanawiając się, co Ibrahim chciał nam powiedzieć, podając tę liczbę, no to chciał nam powiedzieć, że to jest po prostu bardzo silna armia. I my nie umiemy powiedzieć, czy to jest 300, czy to jest 500, czy 150. Nie jesteśmy w stanie precyzyjnie powiedzieć, ile mieszkowi tych wojowników było potrzebnych do tego. co robił i jakie terytorium kontrolował i jakie przedsięwzięcia podejmował.

Natomiast wiemy, że taką siłę zbrojną wystarczającą do tego miał i to dla nas jest właściwie, to musi być dla nas wystarczająca informacja. Więc Ibrahim chciał powiedzieć, że dużo, a ponieważ był człowiekiem z innego świata, ze świata znacznie gęściej zaludnionego, świata, gdzie gdzie to 3000 dopiero robiło wrażenie, no to dlatego taką liczbę podał, więc tutaj nie możemy się przywiązywać do tej liczby jako w pełni precyzyjnej jakiejś informacji o tym, ile rzeczywiście Mieszko miał tych wojowników. Powinno nam wystarczyć to, że sama esencja informacji jest tutaj wiarygodna, no i też z jakichś powodów takiej logiki myślenia historycznego musimy być pewni, że Mieszko I na pewno siłę zbrojną posiadał, a więc tutaj właśnie esencja tej informacji jest wiarygodna.

Tu jeszcze jedno trzeba dodać, bo ten opis drużyny, zwłaszcza to, co właściwie historyków wojskowości mniej zawsze interesowało, czyli opis niezwykle bliskiej, quasi rodzinnej relacji między Mieszkiem I a jego wojownikami jest też komplementem. Ibrahim właściwie całą swoją wypowiedź o Mieszku I zbudował z takich szczegółów, które świadczą o Mieszku jak najlepiej. I to nie tylko właśnie ta wspomniana już żyzność kraju, czy właśnie rozległość kraju, ale także to, że Mieszko I na przykład zapewnia możliwość małżeństw dzieciom swoich wojowników i wręcz płaci dary ślubne.

I to zarówno za synów, jak i za córki wojowników tej właśnie swojej drużyny, jak my nazywamy, ten oddział mieszka takim słowiańskim terminem, drużyna, wziętym zresztą z źródeł ruskich, czy słowiańskojęzycznych, mówiąc ogólniej. Natomiast też wiemy, że utrzymuje te dzieci, płaci od pierwszego dnia ich życia, płaci, łoży po prostu, utrzymuje dzieci swoich wojowników. A więc rysuje się tutaj taki obraz właściwego życia rodzinnego. które jest, jakby Mieszko opiekuje się tymi rodzinami i dokłada wszelkich starań, żeby ci jego wojownicy właśnie w tym życiu rodzinnym funkcjonowali jak najlepiej i w sposób jak najbardziej dla siebie satysfakcjonujący, co wynika z tego, że życie rodzinne jest traktowane w X wieku i to

międzykulturowo, bo pisze to Żyd mieszkający w muzułmańskiej Andaluzji, a opowiada o jakichś barbarzyńcach mieszkających, przecież Mieszko jest poganinem jeszcze w ogóle w czasach, kiedy Ibrahim jest na dworze od tona pierwszego. Informacje częściowe pochodzą od chrześcijańskiego cesarza zachodu, czyli od ona pierwszego, więc jest to międzykulturowy konsensus polegający na tym, że cywilizacja opiera się na tym, że powinny być małżeństwa, powinno być życie rodzinne właściwie zorganizowane i jeśli władca osobiście się w to angażuje, to jest to wielki, wspaniały władca, którego się w ten sposób chwali. Więc mamy tutaj do czynienia z relacją, która jeśli mamy wątpić w jej wiarygodność, no to właśnie z tego względu, że to jest po prostu zespół arcykomplementów pod adresem Mieszka I. No ale cóż, tutaj nie ma też jakichś takich poważnych kontrargumentów, które by pozwalały tak zupełnie zanegować tę relację, no poza tym, że rzeczywiście Ibrahima owołuje się do tego pewnego ideału.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.