Mentionsy Mentionsy
Podcast Muzeum Historii Polski
Podcast Muzeum Historii Polski

Futbol. Jak to się w Polsce robiło?

11.06.2021 ·41 min 10 s · 3 rozdziały

Czas na kolejny podcast Muzeum Historii Polski. Tym razem Łukasz Starowieyski przyjrzy się najpopularniejszemu sportowi, a być może też najpopularniejszej rozrywce na świecie - czyli piłce nożnej, która na polskie ziemie przywędrowała w samej końcówce XIX w. Nie od razu się przyjęła, uważano ją nawet za niebezpieczną - grożącą nawet śmiercią i nie patriotyczną. Zdecydowanie przegrywała z ... gimnastyką. Dlaczego? O tym w rozmowie z historykiem sportu dr Robertem Gawkowskim z Uniwersytetu Warszawskiego. Jak wyglądał pierwszy mecz na ziemiach polskich i czemu trwał zaledwie 6 minut, czy porażka 0:3 może być honorowa? Kto komu dawał po pysku? Powiemy też o początku rozgrywek ligowych i pierwszych meczach reprezentacji. A także o niezwykłym fenomenie - zorganizowanych rozgrywkach w czasach okupacji niemieckiej - w Warszawie grało 50 drużyn, w Krakowie ponad 60! Zapraszamy na podcast: Futbol, jak to się w Polsce robiło. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Podcast zrealizowano w ramach zadania: kontynuacja i rozbudowa multimedialnego projektu informacyjno-edukacyjnego - Portal Historyczny Dzieje.pl

Jak to się w Polsce robiło? W Polsce początkowo przegrywała z gimnastyką. Jej pierwszy mecz trwał ledwie 6 minut, ale jej popularność rosła lawinowo, a już w okresie międzywojennym stała się ulubionym sportem mieszkańców naszego kraju. Jak wyglądał pierwszy mecz? Kiedy ruszyła Liga? Czy 0-3 to blamasz? Kto komu dał przy kasie po pysku? Jak to możliwe, że w czasie okupacji w Warszawie regularnie grało aż 50 drużyn? Wreszcie, czy Ernest Wilimowski, fantastyczny piłkarz, rzeczywiście okazał się zdrajcą? Łukasz Starowiejski, zapraszam na kolejny podcast Muzeum Historii Polski. Po świecie piłki nożnej i jej początkach na ziemiach polskich oprowadzi nas dr Robert Gawkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, autor książek o historii sportu.

Witam. Dzień dobry. Część pierwsza. Pod zaborami. Gimnastyka czy piłka? Na ziemiach polskich zaczęło się od, właśnie, od pojedynku towarzystw gimnastycznych w 1894 roku. Tak zgadza się ten pierwszy mecz, historyczny mecz Towarzystwa Gimnastycznego SOKÓŁ ze Lwowa i gimnastyków z Krakowa. Mecz miał uczcić wielki zlot Sokołów. Tam nie tylko towarzystwa gimnastyczne z tych dwóch miast uczestniczyły na terenie Błoni, Lwowskich, ale i gimnastycy z całej Małopolski. Polscy gimnastycy, bo takie były początki sportu polskiego, że gimnastykowano się, że dbano o rozwój fizyczny w ten sposób, że wspólnie, razem urządzano wycieczki.

0:50 · Pod zaborami. Gimnastyka czy piłka? 6

No i także i w tym trzecim zaborze podpatrywano jak niemieckie kluby uczestniczą w rozgrywkach, no i zaczęły powstawać polskie zespoły w zaborze niemieckim. Zasady były coraz bardziej rozumiane, kilkakrotnie na początku XX wieku wydawano po polsku przepisy do gry w piłkę nożną i mimo tych pierwszych oporów, o których mówiliśmy, to futbol pomału ruszył w siłę. Przede wszystkim w Galicji, bo tam, gdzie się zaczął najwcześniej. Dość powiedzieć, że na początku XX wieku właśnie we Lwowie i w Krakowie powstawały pierwsze kluby sportowe, które nie udawały, że uprawiają gimnastykę, ale mówiły wprost, my kochamy piłkę nożną.

Zaczęły się rozgrywki, rozgrywki stawały się... Czyli futbol zaczął wygrywać z gimnastyk. zaczął wygrywać z gimnastyką. Mało tego, wniósł do sportu swoje osobliwe słownictwo, które było nieprzetłumaczalne na język polski. Myśmy po prostu kalkę językową zrobili z języka angielskiego i dzisiaj doskonale wiemy, co to jest mecz, offside, out, corner, fair play, prawda? Nikomu nie trzeba tego tłumaczyć. W tamtych czasach Były jednak takie pomysły, żeby nadawać polskie nazwy tym zjawiskom, które przed chwilą wymieniłem. A zatem mecz to zmierzenia, klub to partie. No, nie weszło to jednak do języka polskiego. Spalony wszedł. Spalony jako offside, podobnie jak corner, jako rzut rożny.

Gdzieś odpowiedniki tych polskich słów są. Mecz też może być spotkaniem sportowym czy piłkarskim występem. Mówiłeś o przepisach. Jakie te przepisy były na początku XX wieku? Czy ta piłka nożna z początku XX wieku była podobna do tej z XXI wieku? To zależy o jakim podobieństwie myślimy. Gra tego samo ludzi, jest piłka, są dwie bramki, to wiadomo, ale diabeł pewnie tkwi w szczegółach. No tak, drużyny nie miały rezerwowych. Rezerwowy mógł wejść tylko i wyłącznie wtedy, kiedy komuś ewidentnie stała się kontuzja, ktoś ze złamaną nogą był, no to wtedy ewentualnie rezerwowy mógł wejść.

Natomiast nie było takiej możliwości zmienienia, bo słabo grał. Drużyny nie miały numerów na plecach dopiero tuż przed samą wojną. Bodajże w 1939 roku wprowadzono właśnie te numery. Nie było kartek. Kolor żółty i czerwony, jasno kojarzony dzisiaj z zejściem z boiska lub z ostrzeżeniem, to dopiero lata PRL i to wcale nie te najwcześniejsze wprowadziły. Pewna ewolucja futbolu była, ale mniej więcej ta gra tak właśnie wyglądała, jak i dziś. Wróćmy do tych samych początków. Czy już powstawały przed pierwszą wojną jakieś kluby? Czy były jakieś rozgrywki między zaborami drużyn polskich?

Czy to jest dopiero o odzyskaniu niepodległości? Nie, nie, pewne. Instytucje futbolowe, zwłaszcza w Galicji, bo tam najwięcej można było zrobić, w zaborze austriackim była pewna swoboda i dość duża autonomia. Stąd też takie kluby jak we Lwowie, Czarni, Lwów, Sława, Lwów. Pogoń Lwów, Hasmonea Lwów. W 1906-1907 roku powstawały Krakowia i Wisła Kraków. Dwa lata później, czy trzy lata później AZS Kraków, Makabi Kraków, a zatem drużyny polskie i żydowskie, bo ta społeczność głównie zamieszkiwała te dwa grody – Lwów i Kraków. Dwa, trzy lata przed wojną powstał Związek Polskiej Piłki Nożnej, tutaj nie pomyliłem słów, ZPPN, czyli Autonomiczna Jednostka Austriackiego Związku Futbolowego, zrzeszającego te drużyny, które działały w północnych częściach Austro-Węgierskiego Królestwa.

No i zaczęto toczyć takie rozgrywki o Mistrzostwo Krakowa czy tegoż okręgu. Były także te pierwsze zawody, powiedzielibyśmy, międzynarodowe. Tyle tylko, jak je traktować. Czy mecz między Maccabi Kraków a Krakowią Kraków to już były międzynarodowe rozgrywki? Bo w sensie dosłownym to tak. Z jednej strony byli krakowscy Żydzi, z drugiej Polacy z Krakowa. Czym był mecz Hasmonea Lwów kontra Pogoń Lwów? No przecież rozgrywką polsko-żydowską na terenie Lwowa. Były także drużyny przyjezdne, a zatem z Wiednia, przede wszystkim z Czech czy z Węgier, przyjeżdżały drużyny kopać futbolówkę z drużynami polskimi tu w Galicji.

10:37 · Niepodległe granie 17

Po odzyskaniu niepodległości można chyba powiedzieć, że piłka nożna na terenach Polski ruszyła z kopyta. No tak, to chyba najlepszym przykładem będzie pewna legenda, która utworzyła się w Łodzi. Otóż podczas meczu między drużyną polską w Łodzi i drużyną niemiecką, łódzką, to było 11 lub 12 listopada. I tam podczas tego meczu polski zawodnik został sfaulowany, sam wymierzył sprawiedliwość niemieckiemu zawodnikowi. Atmosfera udzieliła się publice, która zaczęła rozbrajać niemieckich żołnierzy. No i ta legenda mówi o tym, że właśnie w taki sposób zaczęło się rozbrajanie niemieckich żołnierzy w 1918 roku i jeśli na początku tego meczu Polski jeszcze nie było wolnej, to pod koniec tego meczu Polska już była wolna.

To bardzo ładna legenda założycielska, można by powiedzieć, piłkarsko-niepodległościowa. A jak to wyglądało z organizacją? Bo całe państwo, nie dość, że oczywiście strzelały wojny dookoła, trzeba było walczyć o każdą granicę, to tak naprawdę było zszywane z trzech nie do końca pasujących się do siebie części. A jak było z piłką nożną? To były trzy różne poziomy futbolu, trzy różne poziomy organizacyjne. W 1919 roku zaczęto to składać. W całość i w ten oto sposób powstał Polski Związek Piłkinożny. Początkowo zrzeszał ponad 30 drużyn. Ledwie 30 drużyn. W 1920 roku zaczęto organizować i przymierzać się do pierwszych mistrzostw Polski. No niestety w czerwcu sytuacja na froncie stała się katastrofalna.

Polskie wojska zostały wypchnięte z Kijowa i zaczęły przegrywać. Stąd też rozgrywki zawieszono. Tylko w Krakowie dokończono tę grupę krakowską, bo to były najpierw rozgrywki grupowe, a potem miały być, nazwijmy to, finały. No, finały się nie odbyły w 1920 roku, dopiero następnego roku, ale mieliśmy już ten szkielet Polskiego Związku Piłki Nożnej, czyli związki regionalne w Poznaniu w 1920 roku. W tym samym roku powstał w Warszawie. Tak wyglądająca struktura Polskiego Związku Piłki Nożnej w 1921 roku, a więc rok po tym Po zwycięstwie nad bolszewikami wyłoniła spośród swoich tych trzydziestu kilku drużyn pierwszego mistrza Polski, jakim była Krakowia.

a potem co roku już bez większych przeszkód, przynajmniej tych zewnętrznych, odbywały się Mistrzostwa Polski. Od 1927 roku po raz pierwszy odbyły się takim systemem zbliżonym do dzisiejszego, czyli rozgrywki ligowe. Bo wcześniej to były grupy regionalne i mistrzowie tych grup regionalnych grali między sobą o Mistrzostwo Polski. Tak jest, w Warszawie zwyciężyła, zwyciężała przez pierwszych kilka lat Polonia. W Poznaniu z reguły Warta. W Krakowie był bój między Wisłą a Krakowią, ale tam też znaleziono jakiś pomysł, żeby obie znakomite drużyny mogły uczestniczyć w tych mistrzostwach. Powiedzieliśmy trochę o powstającej lidze, powiedzmy też o reprezentacji. Pojechała do Budapesztu.

W dodatku gdzieś tam w połowie grudnia, kiedy u nas padał śnieg i już pora roku była nie taka do grania w piłkę. Były z tego powodu obawy, ponieważ naszym przeciwnikiem były Węgry. Co tu dużo mówić? Tę drużynę dopasowano ze względów takiej przyjaźni polsko-węgierskiej i powodów politycznych, no a nie według poziomu. Bowiem poziom między raczkującą reprezentacją Polski, która właśnie tym meczem inaugurowała swoją działalność, a Węgrami, które już były bardzo mocne futbolowo i uznawane za jeden z najlepszych zespołów w Europie. Dlatego też tam w Budapeszcie porażka 0-1 była dla Biało-Czerwonych sukcesem.

Z Węgrami ten drugi mecz w Krakowie przegraliśmy sromotnie 3-0. A sromotnie to według dzisiejszych miary. W owym czasie gazety pisały zaszczytny wynik. Mecz zakończył się zaszczytnym wynikiem 0-3. Ze Szwedami poszło nam już znacznie lepiej. Tam w Sztokholmie w dwudziestej którejś minucie przystanie 0-0. Sędzia zarządził rzut karny. I oto nasz obrońca Józef Kloc kropnął pierwszą historyczną bramkę dla reprezentacji Polski. Kolejny mecz i kolejny smaczek tak naprawdę, tym razem związany z pewnym zawodnikiem. Mecz wyjazdowy z Rumunią 1-1, ale tu wiemy dokładnie jak wyglądała podróż naszych zawodników.

Otóż dokumenty przygotowane specjalnie, żeby żołnierzom i pogranicznikom pokazywać, były źle przygotowane. Trzeba było poprawiać, pieczątki wbijać. No przecież musimy sobie zmysłowić, to są początki niepodległości tak państwa polskiego, jak i Rzymuńi w tych granicach. W związku z tym polsko-rumuńska granica to pewne nowum. No i polski zespół musiał być posiłkowany przez automobil z Krakowa, który specjalnie dowoził nad granicę dokumenty, żeby na przykład taki młodzian, osiemnastoletni Jerzy Bułanów przekroczył właśnie tę granicę, żeby mógł zagrać. I tu tajemnica zostanie zaraz wyjaśniona. Jerzy Bułanów to tak naprawdę Grigori Bułanów.

Piłkarz Rosjanin, który przyjechał uciekając przed rewolucją październikową do Polski. Ten dokument przywieziony nad granicę to był dokument piłkarza z Krakowa, Popiela, który był bramkarzem Pasiaków. No więc ten dokument na nazwisko Stefan Popiel został przywieziony na granicę i Jerzy Błanow, kompletnie niepodobny do Stefana Popiela, mógł przekroczyć potworznym nazwiskiem granicę. i zagrać na meczu i tu pod nazwiskiem Jerzy Bułanów. Proszę pamiętać, że Polska nie była jeszcze w Federacji UEFA, FIFA. To dopiero w 23 roku Polska stała się członkiem tych organizacji. A dlaczego ten Jerzy Bułanów w ogóle zagrał?

Był utalentowanym piłkarzem, zdradzał wyjątkowy talent wręcz do futbolu, grając w warszawskie Koronie. Zaraz potem przeszedł do warszawskiej Polonii, a więc był w drużynie z innymi zawodnikami, którzy zdobyli wicemistrzostwo Polski. To pierwsza z 21 roku. Wybranie do kadry młodego rosyjskiego piłkarza, jednego z najmłodszych z reprezentacji Polski, było strzałem w dziesiątkę. I zapewne wróżyłoby znakomitą karierę temu piłkarzowi, gdyby nie to, że w następnych latach, będąc już członkiem FIFA, trzeba było przestrzegać pewnych norm. No i na lewych paszportach nie wypadało przekraczać granicy. W związku z tym Jerzy Bułanow cierpliwie czekał, aż zostanie wyrobionemu obywatelstwo polskie.

Trwało to kilka lat, no i dopiero za kilka lat Jerzy Bułanow znów będzie biegał w koszulce z białym orłem. I do tego, dodajmy, będzie nawet kapitanem reprezentacji. Najdłużej w historii Polski to jest taki przykład piłkarza wyjątkowego fair play grającego, bardzo mądrego człowieka. On też i pisał książki. No, przeczytałem te książki, muszę powiedzieć, że to taki rodzaj harlekina, ale jednak spod pióra piłkarza książka wyszła. Jerzy Bułanow całe życie grał od tego momentu, kiedy przeszedł do warszawskiej Polonii, to właśnie w czarnej koszulce tego klubu. Był też zafascynowany Polską.

Tak, takich spotkań odbyło się pięć, Polska-Niemcy, a Jerzy Bułanow był kapitanem pierwszego z nich. 1933 roku, w grudniu, a więc to już czasy Adolfa Hitlera, zawodnicy niemieccy występowali po raz pierwszy w takich swastykach na piersi. No jeszcze się nic nie zapowiadało, do czego to może doprowadzić. Jerzy Bułanow z biało-czerwonym proporczykiem serdecznie przywitał. Kapitana reprezentacji Niemiec coś tam próbował po niemiecku grzecznościowego powiedzieć i wtedy ten kapitan reprezentacji Niemiec po polsku, chociaż trochę takim łamanym polskim języku powiedział Panie Bulanów. Mów pan po polsku. Ja jestem Polak z Zagłębia Rury.

To był Stanislaus Koberski. Człowiek, który też kilkakrotnie był zresztą kapitanem reprezentacji Niemiec. Faktycznie urodził się w polskiej rodzinie, choć tam już wychował w Niemczech. Tam chodził do szkół, ale tą polskość stale miał we krwi. Jak wyglądały te mecze reprezentacji? To było coś, czym żył cały kraj rzeczywiście? Tak jak teraz? Te pierwsze mecze to z całą pewnością nie cały kraj. Jeśli popatrzymy, kto interesował się futbolem, to przede wszystkim wielkie miasta. Tu piłka nożna, tu w ogóle sport był popularny. To właśnie w wielkich miastach były te pierwsze mecze, a więc w Krakowie, Lwowie. Od 1924 roku dopiero w Warszawie pierwszy mecz.

Inna sprawa, że Warszawa nie bardzo miała gdzie przywitać piłkarzy, ponieważ stadion na Agrykoli mógł pomieścić góra 6 tysięcy widzów. To było za mało. No, to było już za mało. Zdano sobie szybko z tego sprawę. No, w 30 roku powstał ten przepiękny obiekt Legii, formalnie nazwany Stadionem Wojska Polskiego im. Józefa Piłsudskiego. No i to była taka, choć nie pisana, arena narodowa. Tam na stadionie Wojska Polskiego mogło się zmieścić około 20 tysięcy widzów. Ale uwaga, kolejne mecze z Niemcami, bo te głównie jak magnes ściągały publikę na stadion, często obserwowało dużo, dużo więcej widzów.

W 1936 roku był taki reklamowany często mecz Polska-Niemcy. Mecz, który zakończył się wynikiem 1-1. Znakomicie polska reprezentacja grała o mały włos. Niemcy nie zostałyby pokonane. Na tymże meczu była też spora, jak wówczas mówiono, kolonia niemiecka. Niemcy, którzy przyjechali z Niemiec w sile około 5 tysięcy dusz. Każdy z Niemców miał malutką białą flagę z czarną swastyką na papierze wydrukowaną i znakomicie dopingowali Niemców. W sprawie tego meczu, o którym mówiłem, biletów sprzedano prawie 40 tysięcy. Policja się tym zainteresowała, ponieważ w rzeczywistości oficjalnie biletów wydrukowano prawie 30 tysięcy, a więc o 10 tysięcy mniej.

Na Kercelaku zaczęto sprzedawać jednak lewe bilety, no i w ten sposób na stadion mogło wejść faktycznie nawet do 40 tysięcy ciekawskich widzów. Przypominam, że stadion miał pojemność 20 tysięcy. Zrobiono pewien manewr, mianowicie nieużywany tor kolarski zamieniono w takie pochyłe trybuny dla widzów, żadnych wymogów bezpieczeństwa tutaj nie stosowano, strach pomyśleć co by się stało gdyby wybuchła jakaś panika, no ale czegoś takiego jeszcze wtedy nie znano. W ogóle zupełnie inaczej mogli się zachowywać. Często nawet w meczach reprezentacji po prostu siedzieli tuż przy liniach. No właśnie, ten mecz polsko-niemcy został sfilmowany.

Polska Agencja Telegraficzna, czyli dzisiejsza Kronika Filmowa, pokazywała jednominutową zajawkę z tego meczu i tam widać dobrze, jak kibice siedzą w zasadzie tuż przy linii autowej i kończącej boisko. I gdy tylko sytuacja była napięta, natychmiast bez żadnej żenady wyskakiwali ten metr dalej, dwa metry dalej, będąc już na boisku, by podejrzeć co się dzieje z drugiej strony. Zachowanie kibiców niemieckich, bo to jest ciekawe, było bardzo grzeczne. Co prawda w następnego dnia gazety polskie pisały, że kibice niemieccy wypili całe piwo w Warszawie, bowiem dwa dni później nie można było nigdzie piwa kupić. Ale tak naprawdę Niemcy faktycznie starali się być grzeczni, złożyli wieńce na grobie nieznanego żołnierza i potem weszli do tych swoich samochodów, a to były zwykłe ciężarowe samochody z takimi drewnianymi siedzeniami, belkami służącymi do siedzenia i jechały te 150 kilometrów do Niemiec.

Największe grupy Niemców, które przyjechały na ten mecz pochodziły z Ełku i z Pisza, czyli z granic Prus Wschodnich. Jeśli chodzi o reprezentację, to oczywiście najsławniejszym meczem przedwojennym był ten pojedynek na mundialu we Francji w 1938 roku z Brazylią, przegrany 5 do 6. No, to była walka. Po pierwsze, pierwszy raz wystąpiliśmy na Mistrzostwach Świata. Pojechaliśmy zatem do Strasburga na ten mecz Mistrzostw Świata ze sławną Brazylią. Drużyna faktycznie cieszyła się znakomitą sławą. Po drugie, był to mecz dość egzotyczny jak na tamte czasy, ponieważ graliśmy z drużyną z innego kontynentu. Do tego momentu reprezentacja Polski chyba tylko dwa razy tu w Europie zmierzyła się z reprezentacją z Ameryki Północnej, ze Stanami Zjednoczonymi.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.