Siedlisko 2
Droga Słuchaczko, drogi Słuchaczu!💝jeśli lubisz słuchać treści, które przygotowuję, wesprzyj mnie na Patronite: https://patronite.pl/ToMaszPodcast☕albo postaw mi kawę: https://suppi.pl/to-masz-podcastDzięki! 💖Lili i Adixon wybrali się na wymarzony urlop do odludnego domku pośrodku lasu, lecz ich podróż przerwał wypadek samochodowy. Uwięzieni bez zasięgu i możliwości wezwania pomocy, trafili na dwóch miejscowych, którzy zaoferowali im schronienie na noc. Choć gospodarze wydawali się przyjaźni i zachwyceni spotkaniem znanego influencera, Lili od początku czuła, że coś jest nie tak. W miarę jak Adixon coraz bardziej dawał się porwać atmosferze wspólnego biesiadowania, jej niepokój tylko narastał.Najbardziej niepokojące było jednak spotkanie z Ewą, żoną Michała. Podczas rozmowy sam na sam z Lili dała jej do zrozumienia, że nie jest tu mile widziana. W domu panowała coraz bardziej napięta atmosfera, a Lili zaczęła nabierać przekonania, że za uprzejmością nowych znajomych może kryć się coś znacznie bardziej niebezpiecznego.
Kiedy Lili siadła obok Adiego, on ją objął i pocałował w policzek. Dostrzegła wtedy spojrzenie Krzysia, który nieustannie pożerał ją wzrokiem. Napełniona obawą, którą wzbudziła w niej zazdrość Ewy, spojrzała też na Michała. Zdążyła dostrzec tylko jego uciekający wzrok. Tak, też na nią spoglądał, ale tylko ukradkim, jakby zawstydzony swoją potrzebą, a być może w strachu przed żoną. Za oknami się chyba nieco wypogadzało, bo w blaszany daszek deszczy tłukł coraz mniej. Ale robiło się duszno, a powietrze wypełnił lepki eter. Lili czuła, że przylepia się udem do rozgrzanego skaju, w którym obite było krzesło i przełożyła nogę na nogę.
W tym momencie znowu poczuła spojrzenie Krzysia na swoim ciele. Spojrzenie było namacalne. Dotykała ją przy każdym jej ruchu. I uświadomiła sobie wtedy, jak absurdalnie krótką spódniczkę ma na nogach. Może lepiej powiedzieć na udach. Było przecież lato i jechali na wakacje. Ubrała się więc w zasadzie tylko dla oczu Adiego. Nie myślała o tym, że będą ją oglądać obcy faceci. Jeszcze koszulka, pomyślała sobie. Nie tyle skąpa, co kusa. Matka by jej powiedziała, że tak to tylko lafiryndy się ubierają. Ale matka to inne pokolenie. Urodzona jeszcze w latach 80. Nie rozumiała, że młode kobiety lubią pokazywać ciało. A Lili wiedziała przy tym, że ma co pokazywać.
Facaci pragnęli, żeby choć raz móc jej dotknąć. Kobiety zaś marzyły o tym, aby choć trochę wyglądać jak ona. Lubiła nawet wdzięczyć się przed kamerką, bawiło ją to i chyba nawet elektryzowało. Ale spojrzenie Krzysia było inne, było natarczywe i bezczelne. Spojrzenie głodnego zwierzęcia. Być może dlatego, że znajdowali się, jakby nie patrzeć, w intymnej sytuacji. Było ich kilkoro w jednym pomieszczeniu i po prostu nie wypada tak się na kogoś gapić w tak małym gronie. A być może było w tym spojrzeniu coś jeszcze. Jakaś niewypowiedziana chęć skrzywdzenia jej, zapowiedź jakiejś groźby, którą Krzysio chciałby spełnić. Widząc jego wzrok, miała wrażenie, że chce jej coś powiedzieć, że chce przejechać swoim palcem po szyi, aby ją nastraszyć.
Nie umiała tego nazwać, ale czuła zagrożenie z jego strony. Na zewnątrz zachował się jednak tak, jakby obawy Lili były wyssane z palca. Wypytywał Adiego, jego kanał, prawda, was wyzwoli, a przecież ona wiedziała, że nie patrzy na niego, lecz na nią. To niesamowite, mówił Krzyś. Mówisz jaki jest i nie gryziesz się w język. Ty się w ogóle nie boisz. Czarno na białym przedstawiasz kondycję Polski. Bezznieczulenie pokazujesz, że słuszalczysz polskich elit wobec innych krajów i polityków. Sypiesz piaskiem w tryby tej zdewoluowanej maszyny i wskazujesz bez strachu wrogów ojczyzny, tych krajowych jak i zagranicznych. Kładziesz kawę na ławę, mówisz o plagach, które niszczą polskość, które dziesiątkują demografię i które przecież są wynikiem spisków wiadomych grup, które podważają moralność narodu polskiego, a przez to chcą podważyć nasz naród jako taki.
Potem wróciła do kuchni. Po dziewczynie znowu przeszły ciarki i zapytała niby od niechcienia, choć z nadzieją, że jednak da się coś zrobić, to mówicie, że nie można się od was nigdzie dodzwonić? Nie mamy zasięgu, nie mamy telefonu stacjonarnego, powiedział Michał. A wi-fi? Nie macie wi-fi? Krzyś i Michał prychnęli śmiechem. Nie jesteśmy samobójcami, powiedział Krzyś, jakby to była najbardziej oczywista odpowiedź na świecie. Ale Lili i Adi nie zrozumieli, co ma na myśli. Widząc ich konsternację, wyjaśnił więc, że anteny takie od telefonów dają raka. Nie sądzę, powiedział Adi ostrożnie.
Nie ma żadnych badań, które by na to wskazywały. No jasne, że nie ma badań, powiedział Krzyś. Zauważył przy okazji, że keliski są puste, podniósł się i je uzupełnił, a kiedy usiadł korkując butelkę, zaczął mówić dalej. Badania robią laboratoria, nie? One należą do państw, a państwa nie mogą pozwolić sobie na to, żeby ludzie wszystko wiedzieli, bo straciłyby nad nimi kontrolę. Te tak zwane badania są więc tak naprawdę wypowiedziami rzeczników, PR-owców, którzy ukrywają przed nami prawdę. Chyba nie rozumiem, powiedział Adi. Ech, to co się publikuje jako badania jest rzetelnie przygotowaną propagandą, żeby utrzymać społeczeństwo w niewiedzy.
Zbyt wiele zmiennych, każdy nowy polityk musiałby być godny zaufania w stu procentach, a przecież na całym świecie rządy zmieniają się co chwilę. Koordynacja tego wszystkiego to musiałaby być kolejna ogromna machina. Ale, ale podkreślił i podniósł rękę, bo Krzyś chciał mu przerwać. Ale niech będzie, że przyjmują tę teorię do wiadomości. Tylko w takim razie po co te anteny, które dają raka? Żeby kontrolować, powiedział Krzyś. Po prostu. Ale co kontrolować? Zaskakujące jak ty mało wiesz, powiedział Michał i pokręcił głową Lili, natomiast jakiś czas przeglądała się Ewie, która robiła coś w kuchni. Kroiła chleb i przygotowywała kanapki, ale zamiast przynieść je do stołu, poszła do korytarza i tam otworzyła jakieś drzwi, zdaje się do piwnicy i zeszła z tymi kanapkami na dół.
Dobra, to ja ci to wyjaśnię, powiedział Krzyś. I zainteresuj się tym tematem, bo to naprawdę gruba sprawa, więc warto o niej opowiedzieć na twoim kanale. Kojarzysz te ślady chemiczne na niebie, nie? Te co pojawiają się za przelatującymi samolotami. Te smugi wypełnione są metalami ciężkimi, takimi jak bar, aluminium, stront czy grafen. One sobie z tych smug opadają i ty to wdychasz. Wszyscy to wdychamy. I te metale wnikają w nasz krwiobieg. Ale to dopiero początek. Powietrze, jak wszyscy wiemy, jest przewodzące, nie? Więc dzięki tym metalom oni mogą podgrzewać atmosferę. Mogą powodować ekstremalne zjawiska pogodowe. Tak jak w tym roku. Nagle 40 stopni Celsjusza, słońce wysoko świeci w górze, nie ma żadnej chmurki, a na drugi dzień jebs, 15 stopni i leje deszcz.
Puścił ją tak nagle, jak ją dopadł i podszedł do sedesu, wyciągając po drodze swoje walory. Lili natychmiast wyślizgnęła się z łazienki i zamknęła za sobą drzwi. Jak się mogła domyślać, Ewa na to patrzyła. Jej twarz wyrażała czystą nienawiść. Lilia najchętniej by jej wyjaśniła, że absolutnie do niczego nie doszło, że nic się za tymi drzwiami nie wydarzyło, ale Ewa i tak by przecież nie słuchała. Ze spuszczoną głową, wystraszona usiadła przy Adim. Dostrzegła też, że jedna butelka była już wyzerowana i na stole pojawiła się druga. Bała zostać się tu na noc. Jeśli nie zgwałcą ją Krzyś lub Michał, to z pewnością zabije ją Ewa. No i co jest zamknięte w piwnicy?
Dlaczego nikt nie wspomniał o piwnicy? Bo to niebezpieczne, usłyszała Lili. To mówił Adi. Tłumaczył coś Krzysiowi, który polewał. Słuchaj, tłuszcz zawiera substancje rakotwórcze, ołów i rtęć. Tatuowanie przenosi HIV i wirusowe zapewnia wątroby typu C i myślisz, że jesteś zdrowy, ale te wirusy mogą pozostawać uśpione w organizmie przez 20 lat albo jeszcze więcej. Dlatego też tatuowane osoby nie mogą być dawcami krwi, żeby nie przekazywać tych wirusów innym. Jak to nie mogą? Mogą być dawcami, odparł Krzyś. Ja jestem dawcą krwi, oddaję ją regularnie. To niczego nie zmienia, ciągnął Adi. Tatuowanie jest złe i nawet bile potępia.
Nawet za umarłego nie będziecie nacinać ciała waszego, ani znaków jakichkolwiek, albo piętna czy nic sobie nie będziecie. Tak jest napisane w księdze kapłańskiej. Ale ja mam kotwicę, powiedział Krzyś, pokazując przedramię. Polskę walczącą, dla kraju, rozumiesz? A to jest jeszcze gorsze, unosił się Adi. To profanacja, znieważenie symbolów narodowych zgodnie z artykułem 137 jest przestępstwem i przeciwko Piątemu Przekazaniu też, bo się okaleczasz. To jest grzech ciężki, Krzysiu. Polak, katolik nie powinien się tatuować. Ale ja nie jestem katolik, powiedział Krzysiu. Ja jestem patriota. Mi zależy na wielkim, silnym państwie. Na tym, żeby Polacy byli dumnym narodem.
Czy ktoś wierzy, czy nie? Jest dla mnie nieważne. Jak to nie jesteś katolik? Zapytał nagle Michał, który pojawił się znikąd. Synu, co ty opowiadasz? Jak możesz być patriotą nie będąc katolikiem? Wszystko co polskie jest katolickie. Nasza tożsamość jest nierozłączna z Jezusem, z Marią i z naszą religią. Ojciec, Ty już jesteś stare pokolenie, powiedział Krzysiu i wydawać by się mogło, że to pierwszy raz tak otwarcie na przekór ojcu. Solidarność, papież Wojtyła, to już dawno temu było. Nie religia tworzy naród. Gdyby tak było, to co? Bylibyśmy takie same jak Niemcy, albo Francuzi, albo Hiszpanie.
Naród to naród, naród to Polska. Michał westnął rozczarowany postawą syna. Podniósł się i bez słowa rozlał ducha puszczy do kieliszków. Krzysiu patrzył na ojca nerwowo, jakby z jednej strony chciał trzymać się swojego zdania, a z drugiej go przeprosić, a z trzeciej najlepiej przekonać go do swoich racji, ale chyba skapitulował i nagle powiedział, by się ojciec lepiej Adiksona przyczepił. Że wygląda jak ciotka na odpuście. Nie obraź się, że zwrócił się do Adiego. Jesteś facet, więc cię chyba nie obrazić, co? Ale tak szczerze, no wyglądasz jak jakiś pajac. Różowa koszulka z kołnierzykiem, białe spodenki, mokasyny bez skarpetek. Jeszcze ten e-papieros, noż kurwa.
Aż wreszcie Michał wbił najostrzejszą szpilę, jaką miał na orędziu. Aż piękną dziewczynę, cudowną, rzekł, a Ewa coś prychnęła pod nosem. Ale jak się na ciebie patrzy, to ciężko pozbyć się wrażenia, że jest ona na pokaz, że maskujesz nią swoją prawdziwą naturę. Że co kurwa? Wybuchł Adi i on już się oburzony. Wystrzelił dosłownie z krzesła i stanął na nogi, przesłaniając każdemu światło. — Że co ty mi imputujesz? — Powiedz mi to w twarz! — krzyczał, wymachując pięściami. — Jestem 100% mężczyzną i mam na to papiery. — No dobrze, dobrze — uspokajał go Michał. — Miałeś się nie obrażasz, a już się rzucasz. Polej mu, Krzysiu. — No bo mi takie rzeczy mówisz.
I że ja hipokryta, a dlaczego? Bo zarabiam? — To wy jesteście hipokryci, Krzysiu, z tymi tatuażami i że niby jak patriota, to nie musi być katolik. Wciąż też myślisz tylko trochę? I doszłoby być może nawet do rękoczytów, gdyby nie nagle. Niczym gołąbek w pokoju z gałązką oliwną nie zstąpiła Ewa i przypomniała im, że są na tej ziemi rzeczy ważniejsze niż męskie fatałaszki. że jest obcy element, który przekracza ostatnio granice Polski, jest coraz bardziej roszczeniowy i się szarogęsi po polskich ulicach i ma wszystkie przywileje, jakie mają polscy obywatele, a nie ma żadnych obowiązków.
Wypowiadali się, chociaż zupełnie nieświadomie, jak Prusacy o Polakach w XIX wieku, a z braku lepszego określenia nieporadności rdzennej ludności RPA nazywali i to polny szewerczaft. Wreszcie wrócili nad Wisłę i zgodzili się wspólnie, że jest źle, że kraj jest z tektury, że ledwie wiąże się tu koniec z końcem, a do tego rząd kradnie i napełnia swoje kieszenie, a czego nie ukradnie, oddaje emigrantom. A przecież jak taki nie pracuje, to go w kamasze i za granicę, powiedział Krzyś o pełen złości. No bo co to ma być, że my za niego płacimy, a on nic nie robi? Niech polata z procą i broni swojego kraju. Generalnie Adi się zgadzał, ale widział tę sprawę nieco szerzej.
Zresztą jedzie bronić swojego kraju. Ja jechałem na granicę. Jak Niemcy nam przerzucali migrantów, pod sadłem Gerlitz byłem i pilnowałem. Ale to ciekawe, robiłem o tym odcinek, powiedział z entuzjazmem Adi. I co, złapałeś jakichś uchodźców? No ja akurat nie, przyznał się Krzyś. A ty jak robiłeś ten odcinek, rozmawiałeś z kimś, kto kogoś złapał? No akurat nie, odparł Adi. Jakoś się nie złożyło. I nagle znowu odezwała się Lili drapiąc się po lewym ramieniu. Weźcie proszę pod uwagę, że nie każdy jest takim wojownikiem jak wy, jak ty Krzysiu. Nie wszyscy mają w sobie tyle odwagi. Niektórzy po prostu nie potrafią walczyć.
I wysłanie takiego na front jest równoznaczne z jego śmiercią. Tego właśnie chcesz, żeby twoi ukraińscy bracia po prostu zginęli, bo szkoda ci się z nimi podzielić socjalem? Ale nie są u siebie, powiedział Krzysiu. Jak nie robi, niech jedzie na front. Michał spojrzał na Lili z politowaniem i pokręcił tylko głową, ale nic nie mówił. Słuchał z milczeniem i niedowierzaniem. Ale powiedz mi tak szczerze, powiedziała Lili patrząc Krzysiowi głęboko w oczy. Uważasz, że lepiej wysłać człowieka na śmierć, niż się z nim podzielić? No bo nam zabiera, powiedział Krzyś. Czyli lepiej jeśli umrze. To nie jest jego kraj, powiedział Krzyś.
Ma więc umrzeć, tak? Bo to nie jego kraj? Zapytała po raz kolejny Lili, ale nie czekała na odpowiedź i mówiła dalej. A czy przyszło ci do głowy, chociaż raz, że każdy umierający na froncie Ukrainiec odsuwa od ciebie w czasie inwazję postradziecką? Że ci młodzi chłopcy, którzy giną w Donbasie, broją także twoje dupy? Że dosłownie giną za ciebie? Na chwilę zapadła cisza. Krzyś nie wiedział co powiedzieć. Adi był zdziwiony wybuchem Lili. A Michał ukrył swoje zażenowane spojrzenie w dłoni. Nagle roześmiała się w głos Ewa. Wy debile! Wołała nie przestając się śmiać. Cycki tak wam mózgi przećmiły, że wy nawet nie wiecie z kim gadacie.
Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podstawowe informacje o podcast i opowieści o podróży Lili i Adika do lasu.
Lili i Adikson zostają przyjęci przez miejscowych, ale Lili zaczyna czuć się niepokojąco.
Lili zauważa napiętą atmosferę w domu i zaczyna się bać swojej sytuacji.
Lili spotyka się z Ewą, która wyraźnie nie jest zadowolona z jej obecności.
Adikson i jego towarzysze prowadzą rozmowę o polityce, kontrowersyjnych teoriach i zagrożeniach dla Polski.
Kilka osób wymienia się z Adikiem o jego wizji Polski i jej mieszkańców, zwracając uwagę na problemy społeczne.
Lili rozmawia z Ewą, która wyraźnie nie jest zadowolona z jej obecności i sugeruje, że jest ukraińską ladacznicą.
Lili i Ewa konfrontują się, a Lili wyraża swoje zdanie na temat wysyłania ludzi na front.
Podsumowanie i informacja o tym, że historia jest fikcyjna.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Droga Słuchaczko, drogi Słuchaczu!
💝jeśli lubisz słuchać treści, które przygotowuję, wesprzyj mnie na Patronite: https://patronite.pl/ToMaszPodcast
☕albo postaw mi kawę: https://suppi.pl/to-masz-podcast
Dzięki! 💖
Lili i Adixon wybrali się na wymarzony urlop do odludnego domku pośrodku lasu, lecz ich podróż przerwał wypadek samochodowy. Uwięzieni bez zasięgu i możliwości wezwania pomocy, trafili na dwóch miejscowych, którzy zaoferowali im schronienie na noc.
Choć gospodarze wydawali się przyjaźni i zachwyceni spotkaniem znanego influencera, Lili od początku czuła, że coś jest nie tak. W miarę jak Adixon coraz bardziej dawał się porwać atmosferze wspólnego biesiadowania, jej niepokój tylko narastał.
Najbardziej niepokojące było jednak spotkanie z Ewą, żoną Michała. Podczas rozmowy sam na sam z Lili dała jej do zrozumienia, że nie jest tu mile widziana. W domu panowała coraz bardziej napięta atmosfera, a Lili zaczęła nabierać przekonania, że za uprzejmością nowych znajomych może kryć się coś znacznie bardziej niebezpiecznego.