Zostałam Czarownicą. Historia prawdziwa - Rozdział 13
Przedstawiam Wam nigdy nie publikowaną historię w formie audiobooka. Miłego słuchania. "Zostałam Czarownicą. Historia prawdziwa" autorka Reya Jeha czyta: autorka postprodukcja: Halasf projekt okładki: Matylda Halska
U Rysia pojawił się straszny regres. Wpadał w ataki szału, które bardzo ciężko było opanować. W niektóre miejsca przestałam chodzić. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą i mnie oceniają. Dobiła mnie sąsiadka z bloku obok, która kazała mi się zająć dzieckiem, bo to nienormalne, że tak piszczy, chyba że on jest upośledzony. Czy potrafiłam odpowiedzieć? Nie. Uciekłam z płaczem. Zaczęłam się bać wychodzić na własne podwórko. Czułam się coraz gorszą mamą. Czułam, że zawodzę na każdej linii. Złe samopoczucie zrzucałam na stres. Pierwsze miesiące w nowym miejscu to był dziwny stan. Z jednej strony mega ekscytacja. Jest. Udało się. Zrobiliśmy to.
Wyjechaliśmy. Możemy w końcu żyć tak jak chcemy. Nie powiem, że byłam odważna i nie bałam się ocen. Strasznie się obawiałam, co inni mogą sobie o mnie pomyśleć. Chciałam być lubiana. Najlepiej przez wszystkich, których spotkam. Najlepiej, żeby wszyscy się ze mną zgadzali i podziwiali moją siłę. Bili mi brawo i dali medal. Medal za to, co mnie spotkało. Braw i medali nie było. Ekscytacja mieszała się z lękiem. Co dalej? Znalazłam lekarzy, terapeutów, ale jakoś nie ma efektów. Wręcz jest gorzej. Ryś nie chciał się z nami komunikować. Miał coraz więcej ataków złości. Zaczęły się nieprzespane noce, wieczne pobudki, problemy z zasypianiem.
Zadawałam sobie pytanie, co robię źle? Czemu nie ma efektów? Dochodzę do wniosku, że za mało robię. Na pewno gdybym bardziej się postarała, udałoby się. Innym mamom się udaje. Działałam prężnie na Instagramie. Opisywałam nasze życie, zawierałam nowe znajomości, poznałam masę fantastycznych kobiet. Coraz bardziej uciekałam w internetowy świat. Szukałam nowych pomocy terapeutycznych, metod pracy z dzieckiem. W międzyczasie dowiedziałam się, że ryś pilnie potrzebuje konsultacji ortopedycznej, ponieważ prawa nóżka była 2 cm krótsza. Groziło to podwiknięciem biodra, skrzywieniem kręgosłupa i jeszcze kilkoma innymi problemami. Szukaliśmy ortopedy. Wiedzieliśmy, że poprzedni, do którego chodziliśmy, nam nie pomoże.
Skonsultowałam się z dziewczynami z Instagrama, rozmawiałam z mężem, fizjoterapeutką. Podjęliśmy decyzję o wyjeździe na konsultację do Palei Europen Institute. Kolejny stres. Jak udać się w miarę spokojnie do Warszawy? Z Rysiem. Kiedyś po prostu wsiadłabym do samochodu i pojechała. Przecież jestem herosem i dam radę sobie ze wszystkim. Jednak wtedy czułam się coraz gorzej. Nie wiedziałam, czy to napady paniki, czy problemy zdrowotne. Mówiłam o tym goście, Tomkowi, chociaż w sumie nie mówiłam, a jęczałam i narzekałam. Tylko tak potrafiłam się komunikować. Nie potrafiłam prosić o pomoc. Myślałam, że się domyślą. W głowie miałam wizjek z komedii romantycznych. Mąż przychodzi z pracy i mówi, kochanie, umówiłem ci wizytę u lekarzy, potem wykupiłem tydzień w spa, ty się zregeneruj, a ja zajmę się wszystkim.
Nie reagowałam na znaki, więc moje ciało się zbuntowało. Atak paniki gonił atak paniki. Nie potrafiłam się otworzyć, przebaczyć sobie, przepracować emocji. Potrzebowałam czasu, a mój cudowny mąż mi go dał. Oddaliliśmy się od siebie. Fantastycznie współpracowaliśmy, podzieliliśmy się domowymi obowiązkami. Tomek przejął ogromną część spraw związanych z leczeniem i terapią Rysia. W tym czasie ja przechodziłam przez swój mrok. Spadłam na samo dno. Leżałam tam i miałam wrażenie, że nie ma już do mnie nadziei. Bałam się wszystkiego. Przestałam wychodzić z mieszkania w obawie przed atakiem paniki.
Świat się nie zatrzymał. Dzieci nie zniknęły. Ostatkiem sił dokończyliśmy diagnozowanie Ryśka pod kątem spektru autyzmu oraz jego adaptację do przedszkola. Początki przedszkola wydawały się obiecujące. Ryś chętnie wchodził, wychodził z uśmiechem. Plan działania był prosty. Adaptacja. Codziennie zostawiałam go na godzinę. Sama w tym czasie siedziałam w samochodzie albo spacerowałam. Po tygodniu odkryłam przyjemną restaurację i tam spędzałam czas. Zaczęłam czytać książki związane z rodzicielstwem, bliskości, autyzmem. Powolutku układałam sobie wszystko w głowie. Coraz uważniej obserwowałam siebie i sygnały, jakie wysyła mój organizm. Postanowiłam zadbać o siebie, wziąć za siebie odpowiedzialność.
Z wielką nieśmiałością zaczęłam zabierać samą siebie na randki, a czas, w którym Ryś był w przedszkolu, wykorzystywałam na sprawianie sobie przyjemności lub badania. Przestałam wiecznie przepraszać za to, że żyję. Moje myślenie zaczęło się zmieniać. Nasza rodzina zaczęła się zmieniać. Spodobało nam się rodzicielstwo, bliskości, porozumienie bez przemocy, slow life. Nagle odkryłam w sobie dziką dziewczynkę pełną energii życiowej, pełną pomysłów, odważną, ciekawą świata. Ale mrok nadal mnie zalewał. Nie potrafiłam sobie z nim poradzić. Zbyt długo w swoim życiu grałam. Za dużo wzięłam na siebie. Nadużywałam swojego ciała. Ono cały czas to znosiło, aż powiedziało koniec.
Albo zaczniesz mnie szanować, albo pokażę ci co to jest choroba. Ataki paniki pojawiały się coraz częściej. Gdy tylko miałam wyższe ciśnienie, podwyższone tętno lub zaczerwienioną twarz, obawiałam się powrotu do szpitala. Sama siebie nakręcałam. Starałam się radzić sobie jak umiałam, jednak było coraz gorzej. Z jednej strony wiedziałam jak chcę żyć, z drugiej ciągle wszystkiego się bałam. Rysiu otrzymał kolejną w swoim życiu diagnozę, autyzm dziecięcy. Nie była ona dla nas zaskoczeniem. Odwiedziliśmy psychiatra dziecięcego. Myślałam, że tam otrzymam pomoc. Myliłam się. Tam usłyszałam, iż na pewno mam depresję i powinnam zacząć brać leki. Chłopiec jest poważnie zaburzony i najwyższy czas przepisać mu porządne leki i odseparować od matki.
To niezdrowe, że jesteśmy tak ze sobą związani. Z wizyty wyszłam w fatalnym stanie. Bałam się, że nie dowiozą nas w jednym kawałku do domu. Tego dnia chwyciłam za telefon i poprosiłam o pomoc psychologa. Zapisałam się także na grupę wsparcia dla rodziców dzieci z niepełnosprawnością. Potrzebowałam pomocy. Przedszkolna kariera Rysia zakończyła się bardzo szybko. Nie wiem, co się wydarzyło, czy ktoś zrobił mu krzywdę, czy po prostu źle czuł się w tamtym miejscu. Jasne jednak dał nam znać, że nie chce tam chodzić. I wtedy zadziała się magia. Po raz pierwszy w swoim życiu nie przejęłam się tym, co powie pani psychiatra, nauczyciel czy terapeuta. Pierwszy raz w życiu moje dziecko i jego dobro oraz mój komfort psychiczny były na pierwszym miejscu.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Opowieść o przeprowadzce do Gdańska i jej konsekwencjach.
Opis problemów z synem Rysiem i jego stanem psychicznym.
Opis wysiłku w poszukiwaniu odpowiedniej pomocy medycznej dla Rysia.
Opis stresu i problemów zdrowotnych, które pojawiły się po przeprowadzce.
Opis adaptacji Rysia do przedszkola i zmian w rodzinnym życiu.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Przedstawiam Wam nigdy nie publikowaną historię w formie audiobooka. Miłego słuchania. "Zostałam Czarownicą. Historia prawdziwa" autorka Reya Jeha czyta: autorka postprodukcja: Halasf projekt okładki: Matylda Halska