#97 Wychowywać ale jak?
Dziś trochę o sporcie, trochę o życiu dachowym i o wychowaniu młodych pokoleń do wiary i dojrzałości, a w wszystko w kontekście piłki nożnej. Rozmowa z o. Janem Królem #Rekolekcje powołaniowe w Zakonie Paulinów: www.powolania.paulini.pl Masz pytania? Napisz: [email protected] #powolanie #zakon #rozeznanie #paulini #powołanie #podcast #jasnagóra #świętość
Po bratersku. O powołaniu. Witamy Państwa bardzo serdecznie w kolejnym spotkaniu po bratersku. Oświec Jan Król. Witam serdecznie. Ojciec Tadeusz Iwaszczyszny, pozdrawiam serdecznie Was. Dzisiaj spotykamy się w takim kontekście, no co tu więcej mówić, sportowym. Sportowym. Już w najbliższy weekend na Jestingurze odbędzie się siódma edycja turnieju ministrantów Mistrzostwa Paulińskiej Liturgicznej Służby Ołtarza. No wydarzenie, które mamy tą radość z o. Janem wspólnie organizować. Po raz pierwszy.
Po raz pierwszy, tak. Ale też właśnie wspólnie organizować to jest tak jakby jedna rzecz tego wszystkiego, ale druga też strona, że gdzieś tam jednak w tym turnieju ministrantów też mamy tą nadzieję przepychać takie, jakby to nazwać, ewangelizacyjne treści. Ale zanim do nich dojdziemy, bo ich jest na pewno wiele w kontekście życia sportowego, no to właśnie, jak myślisz, Janie, czy takie wydarzenia sportowe, w ogóle sport, tak szeroko pojęto, ma jakiś wpływ na życie duchowe? W moim przypadku, patrząc po sobie, na pewno ma duży wpływ.
Zawsze jakoś swoje życie duchowe sam osobiście łączy ze sportem. To widać, poznając już samego siebie, jak funkcjonuje, to kiedy brakuje mi sportu, bo w lenistwie wiadomo, że do tego sportu czasami trzeba się jakby przymusić, musi być jakaś konsekwencja, musi być dyscyplina, a jak tego brakuje mi w sporcie, to widzę, że później też brakuje mi tej dyscypliny w życiu duchowym. w tych praktykach duchowych wynikających nie tylko z konstytucji naszego zakonu, ale również takich prywatnych. Gdzieś później tak człowiek się rozleniwia. Czyli ten sport tak trzyma mnie w ryzach trochę. Osobiście tak mówię o sobie, nie? Że trzyma mnie w ryzach, że trzeba działać, trzeba wstać rano, trzeba przygotować, trzeba wszystko tak prowadzić, żeby ten cel osiągnąć. Tak jak w życiu duchowym naszym celem jest zbawienie, no tak w życiu w sporcie też jakieś to pierwsze miejsce.
O sporcie też mówi św. Paweł Apostoł. Też porównuje nasze życie duchowe do tego biegu na stadionie. Był taki szczególny święty, który jakoś też widział w tym element mocno wychowawczy, Jan Bosko. Tak, św. Jan Bosko. Saludzianów pozdrawiamy serdecznie. Ale faktycznie on... Nawet miał takie powiedzenie, nie wiem czy to jest prawda, czy do niego należą te słowa, że podobno szatan się cieszy, kiedy boisko piłkarskie jest puste. Tak, to jego tekst. Pamiętam, że jak przyszedłem do seminarium, to gdzieś tam usłyszałem to od starszych braci, bo często w seminarium grało się właśnie w piłkę nożną. Wiele ministrantów przyjedzie za kilka chwil, tak naprawdę za kilka dni, tutaj w piątek rozpoczniemy ten turniej.
I tak sobie myślę, wiadomo, jakaś tam rywalizacja, piłka nożna, to wszystko jest ważne i tak dalej, ale w jaki sposób można właśnie dzisiaj takiego młodego człowieka też przez takie wydarzenia wychowywać do wiary, do relacji z Panem Bogiem. Po pierwsze przyjadą tutaj i będą razem we wspólnocie, czyli tworzymy jakąś jedność. Wiemy, że nasza wiara jest skupiona na Chrystusie, który jest jeden i gromadzi nas w jedno. I w tym sporcie też możemy się gromadzić z tych naszych ministrantów, lektorów z całej naszej Polski. Nie tylko z Polski, bo jak dobrze wiemy też przyjadą bracia i ze Słowacji i przyjadą też ministranci z naszej prowincji węgierskiej, z Rumunii. Więc widzimy, że jest to na szerszą skalę robioną
I robimy to wspólnie razem i ta wspólna wspólnota poznaje samą siebie i w tej wspólnocie stanowimy też jedno. Oczywiście rywalizacja to jedno, tak jak powiedziałeś, że będą te zatargi, będzie rywalizacja, kto jest pierwszy, kto najlepszy. Natomiast też uczymy się do tego i szacunku, wyrozumiałości i podania sobie ręki. O tym już rozmówiliśmy, że ważne jest to, żeby po przegranym meczu, po wygranym meczu, po różnych nerwach, które tam będą, umieć podać sobie rękę, a zatem też wypełnić to posłannictwo Jezusa, przebaczenia drugiemu człowiekowi, przeproszenie siebie nawzajem. Jestem przekonany, że to też o to tutaj chodzi, żeby ta rywalizacja prowadziła nas do tej pięknej wspólnoty, którą tworzymy jako ministranci, lektorzy, a też my jako ojcowie Paulini.
w tym towarzyszeniu młodemu człowiekowi, też w takim kontekście powołaniowym, rozeznawania powołania, ale też właśnie w takiej formacji do dojrzałej wiary, do dojrzałego życia. Dziś obecni są też ci kapłani jako opiekunowie tych kolejnych konkretnych grup ministranckich. Masz pewnie takie doświadczenie też z parafii, gdzieś tam mając kontakt z młodymi chłopakami i gdzieś tam grając z nimi w piłkę, ale też mamy to doświadczenie grania w piłkę nożną w ramach tak zwanej ligi kleryckiej. Co prawda nie spotkaliśmy się w seminarium, ale w Krakowie można się domyślić, jest wiele seminariów i tam właśnie takie ligi kleryckie swojego czasu się odbywały. Nie wiem, jak to teraz wygląda, bo nie jestem na bieżąco w temacie.
Na szczęście ja w swojej parafii miałem takich kapłanów, którzy liturgią żyli. To nie było dla nich takie obojętne, że jak tam będziecie służyć, to będzie. Oni zawsze korygowali, powtarzali, tłumaczyli, czemu mam zrobić tak, a nie inaczej, dlaczego to jest ważne, co może się wydawać, a co to jest takie istotne, ale on to tłumaczy, to jest właśnie istotne, bo wynika to z tego, bo jest taki kontekst historyczny i otwierasz oczy, I On tym widzi, że żyje. Dlatego ja na szczęście w ogóle dziękuję za tych kapłanów, których miałem w parafii, bo oni żyli liturgią. To było dla nich bardzo ważne, żyć liturgią. I widziałem, że oni też tą liturgię przeżywają. Mówiliśmy jeszcze wcześniej o tych takich emocjach, które towarzyszą gdzieś tam rywalizacji na boisku i jakby jest to w pewnym sensie też naturalne i normalne, że bez względu na to, jaki jest poziom wiary i czy tam cudzysłowie świętości,
turnieju dla chłopaków, który organizujemy na Jasnej Górze. Oczywiście to nie jest tak, że na Jasnej Górze gramy w piłkę. Natomiast pod Jasną Górą są te hale, ale tutaj ten weekend spędzają ci nasi mistransi z połyńskich parafii. Ale też na końcu właśnie uczymy ich tego, żeby sobie pogratulować, podejść do przeciwnika drużyny i powiedzieć fajnie zagrałeś. To też chyba jest piękne. Szczerze powiem Ci, jak ja gram w piłkę, wcześniej może trochę więcej, bo tutaj mniej mamy czasu, więc jak grałem w piłkę, jeszcze na poprzednich parafiach chodziłem, to lubiłem podejść do gościa i powiedzieć mu, kurczę, ale fajnie grasz, ale kręcisz tą pijeczką, nie? Ale masz technikę. I to może być mu przeciwnie, nie? Ale tak podejść i tak, wiesz, to podejść, no zafascynować jego grą, nie?
Że robi to świetnie, że ma taką, jak to mówimy, inteligencję wojskową, nie? zobaczyć to, docenić drugiego człowieka, pogratulować, to jest też ważne, żeby też w tym to było. Nie, że to jest mój wróg i to Azun jest najgorszy, ja muszę go, nie wiem, przerysać, jak to się mówi w żargonie piłkarskim, żeby poczuł, że boli, tylko docenić to, że on to umie, nie dlatego, że jestem gorszy, no wiadomo, każdy z nas jest inny, inaczej gra, ale umieć zobaczyć właśnie to dobre. To, jak powiedziałeś, jest ważne. Bo w dzisiejszym świecie my niestety skupiamy się tylko na tym bardzo mocno, co jest złe, nie? Zobaczyć ten jest zły, ten to, ten się potknął, tego można wyśmiać, ten się machnął w piłkę, ten nie strzelił na pustą bramkę, nie? Bramkarz puścił pod nogami. Można takie rzeczy wyśmiewać, nie?
No i ja mam takie wewnętrzne przekonanie, nie wiem jak Ty, ale że sport ma tą przestrzeń do tego. Tak, myślę, że na pewno ma ogromną przestrzeń do tego wychowywania. Ja przyznam się szczerze, że jestem takim człowiekiem, który wychowany jest na sporcie, choć może teraz to aż tak bardzo nie widać pod względem gabarytowym, ale trenowałem w koszykówkę bardzo intensywnie chodząc do klasy sportowej i pamiętam taki moment, który był dla mnie zaskoczeniem, Kiedy na pewnym obozie sportowym trener wziął każdego z nas na indywidualną rozmowę i pyta się, jakie są twoje dobre cechy, w czym na boisku jesteś lepszy od innych. I to było takie zaskoczenie, bo ja pamiętam, że trudno mi było odpowiedzieć na to pytanie, ale to chyba jest ważne, żeby widzieć dobro po prostu w sobie, w drugim człowieku i w tym kontekście też rozwijać się do dojrzałości.
Tutaj zrobimy taką małą pauzę dla tych, którzy nas oglądają i słuchają na podcastach, a ci, którzy są z nami poprzez Radia S na górę, to zapraszamy, aby dotrzeć do pozostałych i tam posłuchać kontynuacji tej rozmowy. Chciałbym też powiedzieć jeszcze ciekawą rzecz a propos właśnie tego mówienia dobra, bo skąd ta myśl we mnie się zrodziła. No właśnie, ja przyznam się szczerze, nie wiem, czy kiedyś to w ogóle mówiłem, ale też jednym z takich pewnie mocnych czynników mojego bycia z Paulinami, poznawania ich jeszcze w czasach licealnych, to było to też, że grałem z nimi w piłkę. Pamiętam w Wrocławiu, czy to były boiska gdzieś tam na zewnątrz, czy w zimę gdzieś tam hala, omawialiśmy się, graliśmy w piłkę i ojcowie byli zawsze takimi motywatorami, że my jako chłopaki młode graliśmy, a oni tam zawsze, nawet jak komuś się nie udało, no to wiadomo, że tam rówieśnik cię był załamany, rozczarowany, nie podobało mu się, a ojciec tam zawsze podszedł i mówił super, super, następnym razem się uda.
Myślisz, że brakuje dzisiaj takiego przekazu do młodego pokolenia, że może to też jest przyczyną do tego, że oni się trochę boją robić pewne rzeczy, podejmować decyzje, bo się boją, że się nie uda i ktoś będzie miał do nich pretensje? Na pewno wielu niestety dzisiaj tak jak powiedziałaś boi się podejmować decyzje bo boi się że mu to nie wyjdzie bo boi się że ta decyzja jest zła że podjął złą decyzję i tego się bardzo boją niektórzy nie dlatego się boją też bo wiedzą że jak podejmą złą decyzję a każdy z nas te złe decyzje podejmuje bo podejmować decyzję podejmę dobą albo złą bo może różnie być natomiast najgorsze jest to że my po złej decyzji którą podejmiemy, często jesteśmy po prostu rugani.
Nie ma nikogo, kto nam coś wytłumaczy, nie ma nikogo, kto poda rękę, kto właśnie tak jak powiedziałaś o tych ojcach, że motywuje, że dobra, klepie po plecach, lecimy dalej, nie poddajesz się, to Ci dobrze wyszło i kogoś takiego nie ma, dlatego młody człowiek, młode pokolenie dzisiaj boi się podjąć decyzji i odwlekają, bo też wiadomo, że mówimy w kontekście powołaniu, I zobacz, że w powołaniu, to też o tym kiedyś tutaj sobie mówiliśmy, jak ważne jest podjęcie decyzji. Przy okazji właśnie święta naszego założyciela błogosławionego Eusebiusza mówiliśmy o podjęciu decyzji, podejmowaniu decyzji. I właśnie w sporcie też to coś takiego jest. Ja tak sam po sobie widzę, że nie raz jak z chłopakami w piłkę grałem i gdzieś tam kolega z drużyny, coś mu nie wyszło, podjął decyzję, no nie wiem, mógł podać, a on strzelił i mu zeszło.
Ja mówię, dobra decyzja, podjąłeś dobrą decyzję, nie wyszło ci, ale dobra decyzja. Ty jesteś napastnik, ty jesteś tego, by strzelać bramki, żeby ładować. Masz okazję, patrzysz w kąt oka, strzelasz. zeszło to zeszło, trudno, lecimy dalej, nie? A nie, że rozpamiętuję, łeb w dół, on już załamany, on zejdzie z boiska, nie? Trochę takie, jakby w życiu takim codziennym, że a, nie wyszła mi decyzja, podjąłem decyzję, głowa w dół i już jest wycofanie się znowu i wycofanie. Musi być ktoś, kto będzie pomagał. Tak jak powiedziałeś, fajnie. Ojcowie, którzy byli, wspominasz ich dobrze, pokrypaj po plecach, dobra, dajesz, stajesz rękę, idziemy dalej, nie? Tego też mi się wydaje mocno, może brakuje dzisiaj też w świecie tego, żeby ktoś powiedział tobie, że podejmuj złą decyzję, a to nie jest koniec świata.
No jest, widzisz, po to są treningi, nie? Prosta rzecz. Sam wiesz, po co są treningi. Po to, żeby się zespół zgrał, żeby tryby, jak byłem mówiąc, zaczęły funkcjonować, nie? I to, co powiedziałeś odnośnie na przykład liturgii, nie? Jak jest jedność na boisku... Czyli wiesz, my znamy już te schematy, te tzw. automatyzmy i działamy wspólnie, gramy na tym boisku, każdy wie, za co jest odpowiedzialny. Ten gra na prawym skrzydle, ten na lewym, ten jest obrońca i on wie, że on pilnuje tej strefy i pozostali koledzy z drużyny wiedzą, że mogą na niego liczyć, bo on tam jest. Nie, że on sobie swoje robi, każdy sobie swoje ciągnie, bo wtedy jest rozsypana drużyna i nie ma sukcesów. I w liturgii jest to samo. Też dzielimy funkcje. Zawsze, teraz jak jest okres, kiedy też maturzyści przyjeżdżają na Jasną Górę i służą na Jasnej Górze w Bazlice, ja im mówię tak, panowie, pierwsza rzecz, kto co ma, proszę się podzielić, kto ma kadzidok, kto ma to i wtedy zaczniemy próbę, bo jak nie będziecie mieć rozdzielonych funkcji, to nie będziemy o czym rozmawiać, nie?
Oni się rozdzielają. I zaczynamy działać. I ten jest odpowiedzialny za to, ten za to. I każdy odpowiada za coś i oni wtedy tworzą tą jedność. I ta liturgia jest piękna, jest jedna. I każdy wie, że też może na siebie liczyć w tym momencie. Ale myślę sobie też o tym, nie wiem, czy kiedyś usłyszałeś takie słowa, mi się zdarzało słyszeć właśnie od, że tak powiem, wiernych, którzy są po drugiej stronie ołtarza. Czasami mówią, nie wiem, że patrzymy na was, ojcowie, i widać przy ołtarzu, że macie, nie wiem, fajną relację na przykład, nie? Że widać na przykład przy ołtarzu, jak stoicie, jak razem się modlicie, że jesteście wspólnotą, nie? Ty, prowadząc gdzieś tam ministrantów, też widziałeś na przykład, nawet nie wiedząc, nie? Kiedy się pokłócili, na podstawie tego, jak razem na przykład Służyli?
To widać. To było widać. Widać, że było patrzenie na siebie krzywo, było w zakresie milczenie dziwne, było, że widzę, że nagle jakąś funkcję trzeba zrobić, nikt nie robi, bo obrażli na siebie. O, panowie, nie o to chodzi. Tak, tak. I wiesz, gości bierzesz, wypożyczasz sobie ich i mówisz tak, panowie, co jest? Bo widzę, że dzisiaj coś nie funkcjonowało, nie trybiło. Źle zadzwonione, źle podane, nie w tym momencie. I to nie chodzi tylko o rozproszenie. Bo zabrakło tego czynnika jedności i tej zgody. Czyli to działa. Tak samo jak w drużynie. Jak jest, jak to mówią, zła atmosfera w szatni, to wszystko widać na boisku. Dokładnie. No tak dzisiaj sportowo rozmawiamy, wiadomo, że też ta sportowa metafora jest nam bliska w jakikolwiek sposób, ale...
tym lepiej. Tak jak powiedziałeś, jest granica przekraczana. Czasami wysiłek na treningu jest tak wielki, że już po prostu widzisz mroczki przed oczami, ale później to Ci wychodzi na boisku, że Ty sobie pykasz i robisz to, co trzeba. I tak samo... w tym życiu duchowym, każdy z nas tą trudność będzie przechodził. Nie ma możliwości przejść życia bez trudu. I teraz, jeżeli my nie będziemy wychowywać się, że trudność jest nam potrzebna, jest błogosławieństwem, bo to też jest ważne, ona jest błogosławieństwem, ta trudność, bo to dzięki niej mogę się rozwijać, dzięki niej mogę poszerzać swoje horyzonty. Niestety żyjemy dzisiaj w takim świecie, że No jest takie promowane życie, wiesz, lekkie, przyjemne, no bez jakichś właśnie trudu, że to musi wszystko takie być łatwe, podane wszystko na tacy, szybko ma być, ma być wszystko szybko, nie?
I ogień na tłoki, nie? I to jest do zrobienia. Czyli jest jakiś taki wymiar ofiary i jest konieczny, nie? No jak najbardziej. No, to jest bardzo ciekawy temat, myślę, że też do rozwinięcia i mamy nadzieję, że ten turniej, który przed nami, też nam pokaże pewne rzeczy. Może też nie do końca wszystkim mamy rację, a może jest jeszcze wiele rzeczy, których nie odkryliśmy. Bardzo Wam dziękujemy za to, że jesteście dzisiaj razem z nami. Prosimy Was też o modlitwę, aby ten czas, który przed nami na Jasnej Górze, był czasem błogosławionym właśnie dla tych młodzieńców, którzy tu przyjadą, aby on był też czasem właśnie doświadczeniem Pana Boga, przede wszystkim we wspólnocie w Kościele. I w spotkaniu z Maryją dziękuję Janowi za to, że przyjął nasze zaproszenie. Z wielką radością. Do spotkania braterskiego. O sporcie można gadać bardzo długo. My możemy długo.
Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dziś trochę o sporcie, trochę o życiu dachowym i o wychowaniu młodych pokoleń do wiary i dojrzałości, a w wszystko w kontekście piłki nożnej. Rozmowa z o. Janem Królem
#Rekolekcje powołaniowe w Zakonie Paulinów: www.powolania.paulini.pl
Masz pytania? Napisz: [email protected]
#powolanie #zakon #rozeznanie #paulini #powołanie #podcast #jasnagóra #świętość