co też pokazuje, że oprócz Maryjności w naszym zakonie jest mocno dalej wpisane to nabożeństwo drogi krzyżowej, bo wiemy też, że przecież Maryja sama brała najpełniej ten udział w tej drodze krzyżowej Jezusa Chrystusa. No właśnie, chciałem też o to zapytać trochę, dlaczego właśnie według ciebie, właściwie tu chodzi tylko i wyłącznie o jakieś twoje doświadczenie, nie jest to pytanie z serii teologicznych, że tak powiem, definicji, ale dlaczego właśnie Maryja i krzyż, dlaczego to jest tak wszystko blisko siebie, nie? Choć może wydawać się, że ta pobożność krzyża, pobożność Maryjna są jakby dwoma innymi trochę drogami, nie? Dwiema innymi drogami. A jednak, no właśnie, tutaj na Jasnej Górze widzimy, że to jest połączone, ale tak jak już wspomniałem, nie tylko na Jasnej Górze.
Gdzieś ta Maryja, czy chociażby w Szasztynie też w naszym klasztorze na Słowacji, gdzie jest ta Matka Boża, też siedmiobolesna przecież, patronka Słowacji. Jest jakoś w tą duchowość Maryjną ten krzyż też wpisany? Czy masz jakieś takie swoje osobiste doświadczenie tego, opinię, czy jakiś taki argument, który by to rzeczywiście potwierdził? Wiesz, każdy z nas, na pewno ja też, bo pytasz się do mnie, tak więc mówię o dowłasnym doświadczeniu, gdzieś cała ta nasza droga, droga życia tutaj na ziemi jest jakimś też krzyżem, tak?
I możemy się na ten krzyż zgodzić, albo się go wypierać. Mogę ten krzyż wziąć i pójść za Jezusem, tak jak On sam mówi, by brać swój krzyż i iść za Nim, Jego śladami, a mogę się tego krzyża wypierać, może po prostu, mogę się przeciwko Nim ubuntować. I jest wpisany krzyż w nasze życie, bez którego zbawienia po prostu nie ma. I w tym wszystkim bardzo obecna jest Maryja, co mi też osobiście pomaga w jakimś takim trudnym doświadczeniu, które właśnie mnie krzyżuje, gdzie ciężko jest mi ten krzyż nosić. I przecież ona... Była obecna w drodze krzyżowej Jezusa i gdy popatrzymy na to niesienie tego krzyża przez Jezusa, najbardziej pomogła mu tak naprawdę Maria.
Chociaż ktoś popatrzy z boku, no ale ona tego krzyża nie niosła, nie wzięła za niego tego krzyża. To nie ona była przybita do krzyża, ale była ona przy nim, bo było to serce matki. przy sercu swojego Syna. I to Jezusowi dawało bardzo wiele siły, mocy do dźwigania tego krzyża, by pójść na Golgotę. Obecność Maryi. Maryj, która nie jest jakąś obcą dla Niego kobietą, tylko jest przede wszystkim Matką. Kochające serce Matki, która jest blisko. Tak jak mówię, nie wzięła krzyża, nie zabrała Jezusowi krzyża, ale miłość jej do Niego... Pomoga mu ten krzyż nieść. I zobacz, że bardzo mi w tym też pomaga sam testament z krzyża, który nam Jezus zostawia, że daje nam Maryję za matkę właśnie wtedy, kiedy On umiera na krzyżu.
To też takie, ja to widzę, takie połączenie, że kiedy my, kiedy ja też umieram na krzyżu... to wtedy sobie przypominam, ona jest pod krzyżem mojego też jakiegoś cierpienia, trudnego doświadczenia, bo Jezus dał nam Maryję za Matkę właśnie, kiedy On umiera na krzyżu. Nie wtedy, kiedy Jezusa ogłaszano królem, nie wtedy, kiedy głosił piękne słowa, nie wtedy, kiedy Go wszyscy poszukiwali. tylko w momencie największego cierpienia, swojej męki daje nam Maryja za Matkę i jakby chciał nam też pokazać, ona jest od dzisiaj przy was, przy twoim cierpieniu. Ona jest obecna w twoim krzyżu, tak jak była obecna przy mnie teraz, kiedy ja umieram, tak teraz ja wam daję tą, która była przy mnie, by teraz była ona przy was. I stąd jest to według mnie połączenie. Ja też tak to widzę, takie połączenie, że Jezus w tym testamencie konkretnie nam mówi, Maryja jest obecna w Twoim krzyżu, była, jest i będzie zawsze obecna, bo właśnie kiedy ja umieram, to ja Wam daję ją za matkę.
I teraz Wy wzywajcie jej wtedy, kiedy masz najtrudniej, kiedy po prostu jest ciężko Ci nieść ten krzyż. I dlatego też widzę to właśnie połączenie w niesieniu tego krzyża i obecność Maryi, która też jest matką bolescą, bo tak ją przecież nazywamy. Też proroctwo Symeona, które mówi, że miecz boleści przyszyje twoje serce, czyli ona już była wpisana w tą mękę Chrystusa, a co za tym idzie również i w dźwiganiu mojego i twojego krzyża. Tak, to jest niesamowite, że można powiedzieć, że na krzyżu Jezus mógł powiedzieć o wszystkim. Te słowa na pewno przeszyły serce Jana, który je gdzieś tam zanotował. Te słowa na pewno były ważne, a on właśnie wtedy mówił o tym, że oddaje nam Maryję jako Matkę.
Kiedy Maryja zostaje matką bolesną, no bo w momencie, kiedy przychodzi do świątyni, by ofiarować Jezusa w świątyni, to jest ofiara Jezusa w świątyni, czyli ona wypełnia już wolę Boga. I co dalej idzie, wrócimy do tego proroctwa Symeona i ona słyszy te słowa. To jest proroctwo, które też na pewno gdzieś utkwiło jej mocno w sercu. I tak jak zawsze notuję, to św. Łukasz, Maria rozważała te słowa w swoim sercu. Czyli... matka bolesna, która otrzymuje informację, że miecz przeszyje jej serce, miecz boleści przeszyje jej serce, jest matką, która tą tajemnicę kontempluje, rozważa.
Ona też tą tajemnicę rozeznaje, no nie? Czyli ta matka bolesna... jest obecna również w rozeznawaniu swojego powołania. Skoro ona potrafiła zawsze słuchać i kontemplować, co mogło to być dla niej też jakimś krzyżem, no bo słyszysz, że jesteś matką, za chwilę słyszysz, że twoje serce przyszyje miecz boleści, że twój syn będzie znakiem sprzeciwu. To jest trudne doświadczenie. Trudno się może też z tym pogodzić. Tak samo człowiek młody, wstępujący do życia zakonnego, Też może usłyszeć, że twoje życie będzie naznaczone krzyżem. Nie będziesz miał łatwo i trudno jest to może też czasami przyjąć. I Maryja, ta Matka Bolesna jest bardzo wtedy obecna w usłyszeniu tego słowa, ale również w podjęciu i otwarciu się na to proroctwo, które gdzieś każdy z nas otrzymuje w rozeznawaniu tego własnego powołania.
Tak, ja myślę o tym, że przyjęcie właśnie trudnych słów o powołaniu, choć my przeżywamy swoje powołanie w radości przecież, tak ja mam nadzieję, że wielu z nas, to jednak często rozpoczęcie tej drogi, jakieś wejście w przestrzeń nieznaną, czy w ogóle towarzyszy lęk, zwyczajnie mówiąc. Może być kojarzone właśnie z jakimś cierpieniem, krzyżem. I myślę, że Maryja może być dla nas ogromną patronką w tym kontekście właśnie krzyża też, w kontekście tego rozeznawania swojego powołania, aby pomimo tych różnych trudności i pomimo lęków, no nie bać się, nie bać się. To słowo, które mówi, że uczeń od tej pory wziął ją do siebie. myślę, że też jest dzisiaj dla nas takim pięknym drogowskazem.
Dla was wszystkich, którzy myślicie o swoim powołaniu, którzy rozeznajecie swoje powołanie w jakikolwiek sposób, ale też dla tych, którzy modlą się, bo mam nadzieję, że też i tacy nas słuchają, którzy modlą się w intencji nowych powołań, to dziś szczególnie wkładamy w wasze serca modlitwę o odwagę, żeby nie bała się młodzież, która rozeznaje swoje powołanie, a może, która już nawet je rozeznała żeby się nie bała podjąć krzyża. I niech Maryja, Matka Boża Bolesna, w tym, że tak powiem, naszej młodzieży pomaga. Nie wiem, czy masz to też taki prezent na drugim nowicjacie, dostałeś właśnie w tym miejscu klasztoru świętego krzyża, tam gdzie są te ruiny. Pamiętam, że my dostawaliśmy taki wielki drewniany krzyż, który mam do dzisiaj również w mojej celi zakonnej.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.