Mentionsy Mentionsy
Płytkast
Płytkast

33: Gene Clark – No Other

01.08.2025 ·2 godz 28 min

Są albumy, o których wszystko wiadomo: skatalogowano co do minuty czas spędzony przez muzyków w studiu, przeanalizowano każdą zarejestrowaną nutę każdej zarejestrowanej wersji pochodzących z nich utworów, prześwietlono wszystkie intertekstualne tropy zawarte w słowach piosenek. Z drugiej strony są albumy zagadki – ile by o nich nie napisano, ile by im czasu nie poświęcono, nie da się nigdy do końca przeniknąć ich tajemnicy.„No Other”, szósty solowy album „najzdolniejszego członka The Byrds”, zwanego też „Ptakiem, który nie latał”, to przypadek wręcz podręcznikowy obrazujący tę drugą sytuację. Raczej już się nie dowiemy się, dlaczego *tak naprawdę* ta midseventiesowa superprodukcja została skazana przez szefa wytwórni Asylum na komercyjny niebyt. Dlaczego jej autor, ilekroć na horyzoncie pojawiała się łuna możliwego sukcesu, robił w tył zwrot i oddawał się ponurej eskapologii. I w końcu najważniejsze: „No Other” jest dziełem barokowym, a może nawet wagneriańskim w skali i przepychu; egzystencjalnym pod względem ambicji literackich; totalnym jeśli chodzi o ówczesny krajobraz amerykańskiej muzyki popularnej; a za jego powstanie odpowiada facet, który nie odebrał żadnej sensownej edukacji, ani muzycznej, ani żadnej innej, wywodził się z rodzinny bidoków z Missouri i, o czym zaświadcza bodaj każdy poświęcony mu tekst, nie czytał książek, gazet, nie potrafił mówić o swoich uczuciach i był nieprzystępnym odludkiem. W jaki sposób ten grubociosany drwal potrafił podpiąć się do tego rodzaju wrażliwości? Jaka była w tym rola enigmatycznego producenta Thomasa Jeffersona Kaye’a? I czym, do kroćset, są „resztki ze srebrnej fiolki”? Przed państwem zatem jedna z najbardziej tajemniczych, mistycznych i spełnionych płyt swojej epoki, a zarazem zamknięta w ośmiu piosenkach katastrofa, która doprowadziła swoich twórców do spektakularnego upadku – album jak żaden inny: Gene Clark „No Other”.*Podcast jest dostępny na Spotify i Apple Podcasts, a autorem grafiki jest Jacek Ambrożewski.00:51:00 Life's Greatest Fool01:05:20 Silver Raven01:18:20 No Other01:33:20 Strength of Strings01:46:45 From a Silver Phial01:57:45 Some Misunderstanding02:10:15 The True One02:15:30 Lady of the North------------Nasze profile w social mediach:Płytkast: https://www.facebook.com/plytkast | https://www.instagram.com/plytkastAmbrocore (Kuba): https://www.facebook.com/ambrocore | https://www.instagram.com/ambrocoreAfro Godzina: https://www.facebook.com/afrogodzinaPaweł Sajewicz: https://www.facebook.com/sajewiczpawel

Alternative take numer cztery. Płytkast. Dzień dobry, proszę Państwa. To jest... To co to jest? To jest Płytkast. Podcast, w którym omawiamy ważne albumy utwór po utworze, a dzisiaj omówimy album jak żaden inny. A będą go dla Państwa omawiać Kuba Roger McGuinn Ambrożewski. Michał... Chciałem powiedzieć David Crosby. Tak myślałem, że to wiesz. No tak, ale to strasznie banalne. Nie, to może powiem Chujoszko Broda. Paweł Thomas Jefferson K. Sajewicz. Proszę Państwa, ten odcinek poświęcony jest, tak jak poprzedni, który dotyczył płyty Bizarre Ride , poświęcony jest albumowi wybranemu przez jednego z nas.

Na tych pierwszych płytach jest postacią wiodącą. W sensie on tam najwięcej komponuje, jest najbardziej z nich sprawny, jest najbardziej z nich świadomy artystycznie i w pewien sposób też najbardziej utalentowany. Nie znam dokładnie biografii, ale wydaje mi się, że ta jego jakby trochę osobność doprowadziła do tego, że on się ostatecznie z tego zespołu jako pierwszy wymiksował tam w 66 roku. Trochę też został wymiksowany, co jest ciekawe. Tak, bo Crosby, którego nazwisko już padło, zabrał mu gitarę, że on został z tamburynkiem i tego wkurwiało. Zabrał mu gitarę, chciał mu zabrać kasę. No więc on napisał te wszystkie cudne piosenki w rodzaju I Feel A Whole Lot Better, ale napisał też Eight Miles High, które uważałem od już wtedy chyba jako jeden z absolutnie najlepszych singli lat 60. i do dzisiaj tak.

Samo to wyjście z Byrds w 1966 roku to był taki totalny autosabotaż. Było w nim właśnie coś takiego mrocznego, że kiedy tylko już sukces pojawiał się na horyzoncie, to Gene Clark mówił, o to ja spierdalam. Proto The Replacements. Tak, tak, tak, tak. I wytwórnia Asylum nagle daje mu 100 tysięcy dolarów, żeby on nagrał płytę No Other. Jakby dlaczego? To jest kolejne z paradoksów. Jakby nic nie wskazywało na to, że to jest sensowna inwestycja. Branie pieniędzy. Jest takie, jakby jest wytłumaczenie, bo rok wcześniej zreformował się właśnie zespół The Byrds. David Geffen stwierdził, że skoro grupa wówczas supergwiazda amerykańskiej sceny, czyli zespół Crosby, Stills, Nash & Young ma przerwę w działalności,

I to jest numer, który jakby mam wobec niego jednoznacznie pozytywne odczucia, ale też Nie jest to jeden z tych utworów, którymi jakoś najbardziej porywają, więc jest to ewidentnie środek stawki, miejsce piąte. A to nie jest numer bardziej folk rockowy niż country rockowy, bo on mi się broda. To jest numer, który jest z tej płyty chyba najbliższy Crosby, Steels & Nash. Tak dobrze mówię w kolejności? W melodyce ja wyczuwam tę country rockowość. Ja też uważam, że to jest wręcz taki wzorcowo country rockowy numer. No kurczę, to ja wotum separatum. No i przy okazji chciałem też powiedzieć, że tak jak mówiłem, że to nie jest songwriting jego taki, że mi się otwiera niebo, to kazałeś mi coś powiedzieć o Davide Crosby.

Songwriting Davide Crosby to jest właśnie ten case, że to jest folk rock niby, ale tam w tym jest tyle jazzu, że co chwilę otwierają się niebiosa dla mnie. Musiałem się oświadczyć z miłością. To jest super ciekawe. Wpada w kontekście Gena Clarka często ta teza, którą już Kuba przywołał, że najbardziej utalentowany z Byrdsów. Ale tu jest spora konkurencja. Takim klasycznym Byrdsem jest jednak Roger McGuinn, ale ja uważam, że to jest przehypowany typ. Oczywiście świetne brzmienie gitarki, ale jako leader niekoniecznie. Ale Crosby to z kolei przehypowany jako człowiek, bo jest straszna menda, ale fascynujący kompozytor. Tylko właśnie różnica chyba jest taka, że Clark jednak pisał dziwne, ale piosenki, a Crosby to już nawet nie są piosenki.

Zdarzały mi się numery takie już prog-rockowe na maksa. Nigdy się tego określenia nie słyszałem w odniesieniu do Crosby. Jazz to jest jakieś jazzowe środki wyrazu do tworzenia jakiejś po prostu zupełnie autorskiej wizji muzyki hip-hop. Crosby strasznie ciekawy jest. Jeszcze renesansowa muzyka do tego dochodzi. Szkoda, że on był tak bardzo upalony w najbardziej płodnym okresie swojej kariery, że w sumie ta jedyna solowa płyta z Seventiesów, którą nagrał, to też jest taki trochę... Znaczy bardzo ciekawa płyta, bardzo dobra płyta, ale tak jak np. No Other jest takim statementem artystycznym, że on miał tu zestaw utworów, wiedział, co chce z nimi zrobić, to u Crosbiego to jest trochę tak na zasadzie sobie wejdę do studia i sobie zrobię coś tam i whatever, co mi tam wyjdzie.

Także prosimy, żebyście dalej byli tacy mili i pozdrawiamy bardzo serdecznie. Dziękujemy, byli z wami. Michał, jednak David Crosby Hoffman. Paweł Sejewicz. I Kuba, nie padło dzisiaj to nazwisko jeszcze jako jedynego z członka The Byrds, więc powiem Ci teraz, Michael Clark Ambrażewski. Dzięki. Dobranoc!

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.