Mentionsy Mentionsy
Płytkast
Płytkast

32: The Pharcyde – Bizarre Ride II the Pharcyde

18.07.2025 ·2 godz 25 min

Aby tańczyć, trzeba mieć dobre wyczucie rytmu - aby rymować, też. Czyli jak ktoś dobrze tańczy, to i na mikrofonie sobie poradzi? Poradzi sobie? Prawda?Na początku lat 90. w Polsce wykonano dodawanie taniec + rap, a mianowicie próbowano zrobić skład rapowy z tancerzy studia Buffo, tych z musicalu Metro. Nazywało się to B.A.D. Master C. - to działo się jeszcze przed Wzgórzem i Liroyem, więc nie mieliśmy ustalonego obrazu JAK. Jak rap powinien brzmieć, jak raper powinien wyglądać, co jest dopuszczalne a co nie, CZYM W OGÓLE JEST RAP. Gleba była niewiarygodnie żyzna i zupełnie nieprzegrodzona, zero płotów i granic. Mimo to świetna owa koncepcja zaraz po zakiełkowaniu zwiędła, zgniła i chyba nawet nie trafiła na pryzmę kompostu.Na początku lat 90. w Stanach wykonano dodawanie taniec + rap także. Wróć, nie w Stanach - w Kalifornii. Jak wyglądały nastroje potencjalnej grupy docelowej, można sobie wyobrazić. Potrzebny był gniew, zero kompromisu, pogarda dla słabości, skończenie z frajerstwem, grymas zamiast uśmiechu bo po chuj i do kogo się uśmiechać, mamy przejebane, wiemy kogo za to winić i do kogo strzelać i w jaki sposób robić hajs, bo to jest najważniejsze. Tak to sobie wyobrażam w zarysach. W każdym razie doskonale było wiadomo, jak powinien wyglądać i mówić raper i co uchodzi, a co nie. Ponadto konkurencja była ogromna, freestyle na co drugim rogu. Jak wyodrębnić sobie działeczkę, taką całkiem osobno, zasadzić kwiatki zamiast barszczu Sosnowskiego i liczyć, że to zaowocuje?A mimo to grupie The Pharcyde udało się to, co nie udało się Januszowi Józefowiczowi und podopiecznym jego: znaleźli swój styl i swoich słuchaczy, pozostawili klasyczne płyty i wdzięczne wspomnienia. Spróbujemy wytłumaczyć Państwu tę niewiarygodną pomyłkę historii, pochylając się nad debiutem kwartetu (kwintetu, licząc bardzo ważnego na tym etapie beatmakera J-Swifta) z Kalifornii: przed Państwem BIZARNA PRZEJAŻDŻKA NA WSKROŚ.*Podcast jest dostępny na Spotify i Apple Podcasts, a autorem grafiki jest Jacek Ambrożewski.00:37:10 Oh Shit00:53:20 4 Better or 4 Worse01:06:00 I'm That Type of Nigga01:14:15 Soul Flower (Remix)01:27:30 On the DL01:33:25 Officer01:39:40 Ya Mama01:49:00 Passin' Me By01:58:00 Otha Fish02:06:45 Pack the Pipe02:13:00 Return of the B-Boy------------Nasze profile w social mediach:Płytkast: https://www.facebook.com/plytkast | https://www.instagram.com/plytkastAmbrocore (Kuba): https://www.facebook.com/ambrocore | https://www.instagram.com/ambrocoreAfro Godzina: https://www.facebook.com/afrogodzinaPaweł Sajewicz: https://www.facebook.com/sajewiczpawel

2014 rok, koncert w Parku Sowińskiego. Grupy Pharcyde w Warszawie. Czy wy zarejestrowaliście fakt, że w 2014 roku w amfiteatrze Parku Sowińskiego wystąpiła grupa Pharcyde w ramach Warsaw Challenge i miało to vibe... Ja miałem wrażenie, że jestem w amfiteatrze w Opolu albo w Sopocie. Jeszcze słońce do końca nie zaszedł, jak oni zaczynali. No, totalnie przypadek koncertu jakiegoś, nie wiem, abstrakcyjnego. Ja chciałem zaznaczyć, żeby wam widać Czesłowińskiego. Gdzieś mniej więcej wtedy występowała Eryka Badu też. No proszę. Ale oni występowali wtedy w składzie tylko chyba Budi Brown i ten... Absolutnie nie pamiętam z tego koncertu nic, poza tym vibe'em opolskiego festiwalu i jakiejś takiej jarmarszności, ale to chyba jest niesprawiedliwe, że ja tak mówię, bo to był chyba bardzo sympatyczny event dla fanów kultury rapowej w tym kraju.

Dużo ich było? Tak, tam była spora publiczność, o ile oczywiście nie fabrykuję wspomnień, bo tak jak mówię, nic kompletnie nie zostało mi z tego wydarzenia, poza ogólnym odczuciem. Ale co chciałem powiedzieć? To w ogóle chyba był koncert niebiletowany? Możliwe. Bardzo surrealistyczne wydarzenie, które chyba pokazuje niszowość tego zjawiska w Polsce. Kto wiedział, ten wiedział i tam poszedł, ale generalnie to nie było THE wydarzenie sezonu. Michale, my mamy tutaj prawdziwe origin story, które możemy teraz wyjawić.

Chuja w dupie. Święte słowa. Panowie, tak żeby troszeczkę podprowadzić, bo miałem takie dzisiaj skojarzenie. Może mi powiecie, co to jest? Paru facetów siedzi i opowiada obraźliwe żarty o waleniu konia, a twojej starej generalnie dobrze się bawi w swoim towarzystwie, a na końcu jeszcze się to o dziwo ludziom podoba. Moim zdaniem to jest zarówno nasz podcast, jak i ta płyta. Ja właśnie myślałem, że to jest jakiś komentarz na naszym tym, na naszym fejsie, nie? Chodzi mi o to, że pierwszy raz obcujemy z płytą, która do pewnego stopnia odzwierciedla to, co tutaj robimy. Czyli po prostu siadamy sobie na luzie, gadamy sobie to, co nam ślina na język przyniesie. Za bardzo się w ten język nie gryziemy. Ale nawet czasem to fajnie wychodzi chyba, tak mi się wydaje, więc zabawna taka koincydencja tutaj.

In Living Color czy coś takiego, w 90 roku, czyli krótko przed właściwie zawiązaniem się składu i takim rozpoczęciem. Ale trzy lata przed płytą, to jest długa kariera tak naprawdę w tej roli, to nie jest tak, że tam raz zatańczyli, to trochę trwało. Tak, tak. To też nie jest taka sytuacja, która jest chyba częsta w rapie, że tam, nie wiem, masz tylko jedną szansę i musisz postawić wszystko na jedną kartę. I oni nie musieli tego robić w ogóle. Nie musieli nagrywać tej płyty. Oni pewnie zrobili taką samą karierę albo większą jako tancerze i... Szczególnie, że też mieli grupę. Too For Two się to nazywało. A no widzisz. Mieli wanilii hip-hopu. To też jest w ogóle temat, jak oni się sytuują względem tej sceny rapowej, tej sceny trurapowej, która wtedy chyba nigdy nie była bardziej trurapowa.

To jest temat do ogarnięcia być może przy utworach, ale natrafiłem na taki wywiad W magazynie Spin w 2012 roku oni się wypowiadali o paru ciekawych rzeczach. Między innymi właśnie o tym padło pytanie, jak byście się odnajdowali w tej Kalifornii ówczesnej, która po prostu stała wtedy gangstrapem. Tutaj zdradzę, że moim pierwszym wyborem takim instynktownym do Płytkastu była płyta Doggystyle, ale po wysłuchaniu jej kurwa zmieniłem jednak zdanie, bo uznałem, że to nie jest rewolwer rapu, Bizarre Ride, no to troszeczkę zdecydowanie bardziej przypomina ten rewolwer, jest dużo bardziej zróżnicowana wewnętrznie. Ale o czym ja chciałem? O tym gangstrapie.

Jak byście odnajdowali się w tym wszystkim? No więc oczywiście oni odpowiedzieli, że w ogóle nie mieli konfliktów z tym środowiskiem, że oni też byli z dzielnicy, nie byli żadnymi bogolami, klasa średnia, która mieszkała gdzieś w ogóle w oderwaniu od tego. Nie. Oni, czyli The Pharcyde, mówili, że bardzo lubili gangsta rap, dużo tego słuchali, ale też, że lokalni hustlerzy i gangsterzy słuchali z kolei ich, bo oni byli stamtąd. Nie, że lubili taki rap, tylko po prostu to byli ziomkowie, którzy tam robią karierę, więc trzeba ich słuchać. To taki podział tej sceny rapowej tamtych czasów na gangsta rap i po drugiej stronie alternatywny hip-hop oparty na jazzie.

To jest takie uproszczenie, nie? Ale ono jakoś tak dobrze działa w kontekście tego właśnie, gdzie umieścić Pharcyde. Tym bardziej, że oni są z Kalifornii, czyli teoretycznie nie powinni reprezentować tej alternatywnej strony. To jakby układa obrazek, mimo że jest to w ogólnym planie Upraszczające. Ale tacy artyści jak Delta, Funky Homo Sapiens na przykład to też jest przecież kalifornijczyk. No i przede wszystkim kochani przed The Pharcyde było Digital Underground. To też Kalifornia. I też właśnie taki luzacki, komediowy rap. Zresztą oni się znali, współpracowali z Szokiem G, bo Digital Underground to niby zespół, ale w rzeczywistości jeden człowiek. A propos Doggy Style, o którym wspomniałeś. Ogromnym zaskoczeniem dla mnie było to, że moja inicjalna taka... nie to, że niechęć, ale takie zastanowienie się, co dzisiaj powiedzieć o Doggy Style, żeby oddać sprawiedliwość zarówno płycie, ale też zmieniającej się perspektywie na tę płytę.

Po bardzo krótkim czasie odsłuchiwania jej, póki jeszcze nie zmieniłeś koncepcję Michale. To było jak 2 czy 3 dni chyba. Tak, ale to starczyło na parę odsłuchów. Sprawiło, że ja totalnie wszedłem. Byłem absolutnie gotowy robić to dogi style i ta płyta pod względem muzycznym świetnie się moim zdaniem zestarzała. Muzycznym właśnie. Zacznij go, że jest całą resztą. Tak, są tu pewne wyzwania jeśli chodzi o warstwę liryczną, chociaż to nie jest też tak, że Pharcyde jest zupełnie wolne i intelektualne, w sensie intelektualne i wolne od jakichś tropów ideologicznie wątpliwych. Dojdziemy do tego, dojdziemy. Więc tak, ale Doggy Style było dla mnie tym zaskoczeniem, że to jest po prostu ta płyta, impreza, płyta popowa tak naprawdę, w jakimś sensie.

Może jedna z pierwszych trupopowych, hiphopowych płyt i tego się tak dobrze dzisiaj słucha, że ja nie miałbym myślę problemu, żeby po paru odsłuchach siąść i gadać. To było zaskoczenie, a Pharcyde to dokładnie w drugą stronę. Ja tę płytę znałem, ja jej słuchałem dawno temu, długo do niej nie wracałem, no ale 2014 rok, było się na tym koncercie, więc to nie było mi zjawisko obce. Jak zaproponowałeś, to w ogóle przeskoczyłem z Doggy Style na Bizarre Ride na zasadzie okej, bez problemu. I co się okazało? To jest niełatwa płyta do naszego formatu, do omówienia. Nie mam takiego... Zawsze takie wybieram. Nie mam przekonania, że ona jest tym rewolwerem. Ona jest w podobny sposób jak nasz poprzedni odcinek, czyli Nocny Patrol Manamu, płytą pozornie zróżnicowaną, a jednak w znacznym stopniu jednolitą, jeśli chodzi o pewien nastrój i vibe.

Po pierwsze, moim zdaniem w tej płycie chodzi o to, jaka ona jest wyprodukowana i o to, jakie są bity. I nie padło tu jeszcze nazwisko Juana Manuela Martíneza Luisa, ale pan Jay Swift, tak? To jest jego płyta, moim zdaniem, przynajmniej w równej mierze, a nawet bardziej niż pozostałych czterech panów, którzy dają tutaj Głos, zajebisty, zajebiście taki uzdolniony, z takim naturalnym darem, gifted po prostu producent. Muzyk też, prawda? No bo Michale na pewno będziesz mówił, albo Ty Paweł, o tym w jaki sposób on w ogóle samplował, nie samplował tak naprawdę, samplował, ale trochę dogrywał, trochę to gdzieś tam układał w jakieś warstwy, coś tam się przenika tutaj, nie do końca można rozszyfrować co jest skąd samplowane, a co jest dograne.

Jakby nie tylko jest to dla mnie takie antidotum na ten gangsta rap, który już padł tutaj, ale też na ten rap inteligencki, który się napina na coś strasznie mądrego, na coś strasznie filozoficznego, a okazuje się, że na końcu ten błazeński rap jest o wiele bardziej szczery, nawet jeżeli momentami jest odrobinę kanciasty. To też jakby jestem tutaj ciekaw, jak to Michale ocenisz, jeżeli chodzi o skillsy poszczególnych. Są bardzo zróżnicowane. Bo są właśnie różne opinie. No i kurczę, to jest jakaś taka świeżość, która właśnie polega na tym braku spinki. Chłopcy, tancerze, choreografowie, którzy zapragnęli rapować, ale właśnie nic w ich życiu od tego nie zależało, czy ta płyta odniesie sukces, czy nie odniesie.

Więc na poziomie takim intelektualnym ja to przyswajam i mi się to bardzo podoba. I to jest wszystko to, co Kuba powiedział. Ale ta płyta jest w tej sferze wyrazowości nieoczywista. I to jest dobrze, wszystko co jest nieoczywiste jest dobrze. Ale w tym sensie, że ona nie jest w wyraźny sposób błazeńska. Jeżeli mamy muzykę, która, tak jak powiedziałeś, śmieje się z najgłupszych rzeczy, To często to potrafi się osunąć w jakąś taką błazenadę, a ja tutaj tego w zasadzie nie znajduję. Osuwa się tam w jednym, dwóch momentach. Ja powiem o tym. Coś bywa, nie? Jest, tam ze dwoma momentami są cringe'owe takie... Ale ja dopóki nie wgryzałem się w ogóle w...

Oni lecą po prostu takim strumieniem świadomości, który jest, jeśli jest czymś przerywany, to wzajemnymi wrzutkami, tak jak my byśmy zaczęli wszyscy razem rozmawiać i po prostu wrzucamy sobie jakieś tam punchline i tak dalej. Właśnie to robimy. Tak, tak, tak. I to jest flow, który nie jest może pierwszym przypadkiem takiego hip-hopu, bo jak się posłucha De La Soul, to już też tak trochę w tę stronę idzie. Ale jeżeli odnieść to właśnie do tego alternatywnego hip-hopu ze wschodniego wybrzeża, który jest tu mocnym punktem odniesienia według mnie. To i A Tribe Called Quest, i Digable Planets i pewnie jeszcze parę innych rzeczy można byłoby znaleźć, które są takie właśnie grzeczne, takie są od linijki, odtąd dotąd.

No ja dzisiaj jak wracam do tego wczesnego Q-tipa to trochę przysypiam, znaczy nie chce mi się tego słuchać, a tutaj tego nie ma. I to był dla mnie zawsze ten element najciekawszy w tej muzyce, właśnie formalny. To jak oni to zrobili, a to o czym to zrobili, ten element Treści tej postawy i do tego jeszcze wrócę przy pewnie omówieniu pierwszego utworu, więc to sobie nie będę wszystkiego palił, ale to nie jest dla mnie tak, że to jest takie już od razu na pierwszym planie wali mnie w twarz, że to jest oczywiście błazeńska komediowa płyta. No to ja zacznę od swojego backstory. Bardzo się cieszę, że tyle mieliście do powiedzenia i że tak celnie mówiliście, bo dużo mi ukradliście z tego, co ja chciałem powiedzieć. Bardzo dobrze.

Ale nie szkodzi, bo zafascynowało mnie to oczywiście od razu, natychmiast. To była totalnie moja jazda. Ja wtedy słuchałem Native Tongues właściwie niemalże ekskluzywnie. I to było coś w tym stylu, ale kurwa nie do końca. I coś mnie tak drapało, kurwa, co mi tak nie daje spaść w tym The Pharcyde. No i to. Do tej pory każdego MC byłem w stanie jakby sobie rozseparować co ja w nim słyszę, co tam jest, jak on akcentuje, jak on jest względem bitu, gdzie te rymy są. A przy The Pharcyde nie mogłem tego uchwycić. Nie umiałbym tego powtórzyć. Co tu się jakby odpierdala na tym mikrofonie? Nie, że to są jacyś wybitni raperzy, których chciałbym naśladować, tylko ja bym ich nie umiał naśladować.

I to mi spędzało sen z powiek i do dzisiaj bym chyba nie potrafił, bo to naprawdę jest... Te rymy są w najbardziej nieprzewidywalnych miejscach. Zupełnie bez żadnego planu. Bez sensu trochę, nie? Często są to rymy chujowe, czasownikowe albo jakieś banalne, ale to, jakby właśnie gdzie one są, jak oni... Kurwa, no to jest jedna z dwóch największych wartości tej płyty, a drugą jest to połączenie właśnie takiego luzu, swego i humoru. Potem doszedłem do tego, że byli, jakby wiem skąd się wziął ten list, przede wszystkim Big Daddy Kane. To jest odniesienie, które się powtarza w każdym kurwa niemal wywiadzie i jest to bardzo celne. Resztę powiedziałem, że tam Della Soul, Slick Nick od strony pewnego podejścia, bo oni też mówili często, że The Pharcyde, że oni w zwrotkach chcą

I powiedziałaś o producencie. Ja Ci nawet powiem, co to było głównie dogrywane, a co było samplowane. Dogrywane były basy. Nie wszędzie, ale na tym przecięciu, sample, basy, tam jest kurwa dla mnie cała wartość muzyczna tej płyty. I to nie jest tak, że on sobie te basy, tak jak często bywało w hip-hopie, że sobie a zagrał, a pasuje, a fajne i to wynikało z totalnej amatorki.

Nie, bo to był pianista. Szkolony muzyk. Tak, podobnie jak Szczek Dżizdicz, też wykształcony pianista, więc u niego te basy są rzeczywiście ryzykowne, dziwne, wnoszą bardzo dużo tutaj muzyki, ale to wszystko jest, kurwa, wynikiem pomysłu, zamierzenia, choć w sumie efektowo, na poziomie efektu To równie dobrze mogło być też przypadkowe i też bym się zachwycał. Ale też bity, breaki, jak on dobiera w niektórych kawałkach. Potrafi nałożyć dwa breaki na siebie na przykład. Albo wziąć jeden z najbardziej zużytych breaków w historii i zrobić na nim coś, co sprawia, że w ogóle ta banalność tego breaka nie przeszkadza zupełnie nic. Jakoś synkopą zagrać, o czym powiem już przy pierwszym

I mogłem to sobie docenić. Dobra, koniec tej wypowiedzi. Także w sumie bardzo, bardzo się z wami zgadzam i cieszę się, że tak bardzo celnie żeście to ujęli. A ja po was już tylko mogłem powtórzyć. Miałem taką... Dwie drobne rzeczy. Miałem taką... Przez chwilę myśl, jak sobie przypomniałem o tym naszym spotkaniu z Lab Cabin California. Gdzieś umknął mi fakt, że producentem tej płyty był J. Dilla. Tak, mniej więcej jednej trzeciej. Dlaczego on mi wtedy nie powiedział, że tę płytę produkował słynny J. Dilla, autor płyty Donuts, bo jeszcze płyty Donuts kurwa nie było wtedy, w 2005 roku. Ale w ogóle Love Cabin Karmel to jest zupełnie inna płyta i tam tego luzu, swego i przede wszystkim humoru jest już znacznie mniej.

To jest płyta przygaszona, trochę pozbawiona złudzeń, bez całych ten przemysł muzyczny, no bo Bizarre Ride było jednak sukcesem kurwa, nie? Wessał ich przeżył i na poziomie Labkawni w Kalifornii już ich właściwie wyplął. Ale czy nie uważacie w ogóle, że to jest fascynujące jak doszło, trochę cofając się, że w ogóle pojawiło się takie zjawisko jak The Pharcyde i że ono było tak oryginalne, świeże i w sumie odkrywcze, biorąc pod uwagę fakt, że mamy tutaj jakichś chłopców, którzy są tancerzami, choreografami, jakiegoś kubańsko-hiszpańskiego pianistę szkolonego, który robi im bity, I nad tym wszystkim czuwa jeszcze jakiś weteran branży muzycznej, który ich odkrywa i po prostu prowadzi ich do studia za rączkę.

I to jest jakbyś... Teoretycznie na papierze to jest przepis na jakąś katastrofę, na jakiś po prostu taki czerstwy industry plant, nie? Który się bardzo źle zestarzeje, a... Wręcz przeciwnie, mamy jakby być może jeden z najświeższych albumów rapowych i najbardziej odkrywczych tej ery. To jest fenomenalne, nie? Bo nie tylko Jay Swift był muzykalny. A nie, to będziemy o tym mówić. Ja polecam serdecznie posłuchać aranżacji wokalnych na tej płycie i na kolejnej. Te aranżacje robił, jeśli dobrze kojarzę, Slim Kid Trey. Słychać, że kurwa, że coś tam, jakieś lekcje śpiewu były pobierane. Ja bym o tym pogadał jeszcze potem przy jednym utworze przynajmniej. No, przy większej liczbie utworów. Ja mam jedną tezę ryzykowną, może z dupy totalnie, ale nasunęła mi się.

A Doggy Style bez najmniejszego problemu. A rap do tego panowie kurwa służy, żeby szokować rodziców. Oczywiście, nie tylko rap. Ale jednak rap byłby do dzisiaj. W tamtym czasie szokował z pewnością rodziców, tak. Także tak. Przystępujemy do mówienia. Zostałem oczywiście wybrany do tego, żeby kurwa zacząć. Jakżeby inaczej. Oh shit. To jest w ogóle... Jeszcze możemy dosłownie jedno zdanko, bo ja kompletnie nie mam pojęcia, jak wy możecie ułożyć swoje rankingi. Myślę, że to jest w ogóle jeden z najbardziej nieprzewidywalnych pod tym względem odcinków, bo też strasznie trudno było ten ranking ułożyć, mam wrażenie. Nie mam pojęcia, co wy tam możecie mieć. Tak, no mi się ostatecznie jakoś tam wykrystalizował, ale kurde, nie wiem, czy za tydzień byłoby tak samo.

Chyba wywaliłbym dwa utwory z tej płyty, choć nie wiem czy mógłbym je zastąpić chyba niczym, bo oni na tym etapie nie mieli kurwa za bardzo materiału w ogóle, poza tym, co się znalazło. To są w ogóle ich pierwsze numery, nie? Tak, tak, tak. Mieli takie utwory, chyba Pork on się nazywał, ja go wygrzebałem na Spotify'u, to chyba z tych sesji jest beznadziejny kurwa. Gorszy od najgorszego na tym albumie. Wyrzuciłbym chyba dwa, albo może jeden, natomiast przyjemność ze słuchania miałem ze wszystkich. A, okej. No i dobra. Mimo że znam tę płytę, jak mi się wydawało na pamięć, okazało się, że jednak kurwa nie do końca. No więc, dżingiel. Chuje właśnie, nie będzie dżingiel.

Oh shit. No, więc tak. To jest dla mnie takie Pharcyde w wersji troszeczkę stripped down. Bo nie ma tu za bardzo melodyjnego flow. Ten flow jest bardziej gadany niż śpiewany, choć jest oczywiście bardzo luźny. Pierwsze wejścia wszystkich trzech zwrotek, znaczy pierwsze wejścia, kurwa, tautologia. Wejścia wszystkich trzech zwrotek moim zdaniem są tak kurwa z buta. Ja pamiętam jak miałem ciary słuchając tego kawałka. I wszyscy trzej MC moim zdaniem dostarczają jeden z lepszych swoich zwrotek. Choć oczywiście jeśli przymienimy perspektywę ahistoryczną, zwłaszcza jeśli chodzi o zwrotkę ostatnią, no to możemy takie jakieś dreszcze kurwa poczuć w cringe'u. Ale no kurde, kapitalnie zaczynają, są super.

To jak ten bit jest wyłączany i daje miejsce na to, żeby zakończyć tam czwórkę, czy ósemkę, czy całą szesnastkę i żeby było pierdolnięcie potem na retnę, czy na kolejną pierwszą sylabę. Zajebiste. Niczego tu nie brakuje. Nieschematyczny rap. To o czym mówił Paweł i o czym mówiłem ja, że ten rap jest nie na schemacie. Od razu pierwsza zwrotka przechodzi z szaflu do równych, z szaflu do równych i z powrotem. Wiesz o co mi chodzi. Gdzie tu jest sens? Gdzie tu logika? 99% raperów pojechałoby na jednym z tych scen, a tutaj nie ma o tym mowy.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.