Mentionsy Mentionsy
Plac Gry
Plac Gry

Aaron Cel: z parkietu do gabinetu (Seria Legia Mistrz)

10.01.2026 ·34 min 44 s

Gdy Aaron Cel – tuż po końcu koszykarskiej kariery – rozpoczął pracę w Legii, kciuki trzymali niemal wszyscy. Ale miesiąc miodowy skończył się, gdy przyszły pierwsze porażki, a drużynę – łącznie z trenerem – trzeba było zbudować na nowo.Nowy dyrektor sportowy Legii Kosz kończył jednak swój debiutancki sezon ze złotym medalem na szyi. Jak udało mu się zbudować mistrzowski zespół? Jak wyglądała zmiana trenera? Czy ma za złe tym, którzy domagali się jego zwolnienia.Zapraszamy do odsłuchania rozmowy z byłym reprezentantem Polski.Partnerem serii „Legia mistrz!” jest m.st. Warszawa. Sprawdź ⁠⁠⁠⁠www.legiakosz.com⁠⁠⁠⁠, aby dowiedzieć się więcej.Produkcja oryginalna ⁠⁠⁠⁠⁠Earborne Media

Piotr Wesołowicz i Legia Warszawa zapraszają na serię podcastową celebrującą mistrzowski tytuł koszykarskiej Legii. Legia Mistrz. Partnerem mistrzowskiego podcastu jest miasto stołeczne Warszawa. Z parkietu do gabinetu. Aaron Cel. Jego koszykarska kariera skończyła się niczym w bajce. Albo przynajmniej w dokumentalnym filmie Netflixa. Z kadrą pożegnał się na historycznym Eurobaskecie w 2022 roku, kiedy wspięliśmy się do strefy medalowej.

Z ligowymi parkietami rozstał się dwa lata później w Toruniu, w barwach klubu, w którym spędził siedem ostatnich lat. Zdobył z nim worek medali, ale przede wszystkim był i jest żywą legendą. Spokojny Aaron. Aaron, który się nigdy nie wzrusza. Aaron, który się nigdy nie denerwuje. Aaron miał ten spokój. Wydawało się, że po ostatnim meczu zalicza miękkie lądowanie, bo stanowisko dyrektora sportowego, a do tego miejsce w zarządzie, zaoferował mu Jarosław Jankowski z Legii. Tyle w teorii, bo w praktyce był to nie tyle skok na głęboką wodę, co od razu skok na falę. Po tym jak zamienił parkiet na biuro, Aaron Cel zaliczył emocjonalny rollercoaster.

Z początku kibice i media obdarzyli go zaufaniem i entuzjazmem. Z czasem, kiedy wyniki były nieco słabsze, zaczęli powątpiewać w jego menedżerskie zdolności. Legia co i rusz kombinowała nie tylko ze składem, ale i układem na ławce trenerskiej. A Aaron Cel coraz częściej słyszał, że to nie jest klub, w którym zbiera się doświadczenia. Tu trzeba wyniku na już. Co więc były reprezentant Polski czuł, gdy po ostatnim meczu sezonu na jego szyi widniał złoty medal? Jak odnajduje się w nowej roli? Czy ciągnie go na koszykarski parkiet? Na te pytania i wiele więcej Aaron Cel odpowiedział w kolejnym odcinku mojego podcastu. Posłuchajcie.

Earborne Media. Produkcja oryginalna Earborne Media. Cześć Aaron, miło cię widzieć i miło cię słyszeć. Cześć, cześć, dziękuję bardzo za zaproszenie. Powiedz Aaron, przede wszystkim o sam koniec chciałem cię spytać i o twoje, twoje uczucie, kiedy Cameron McGusty trafia trójkę na minutę dwadzieścia przed końcem, Filip Putt na niego leci i słyszysz jeszcze gwizdek i z tego będą cztery punkty najpewniej. I co się dzieje w twojej głowie? Pamiętam ten moment bardzo dobrze. Moment, który według mnie wejdzie, wszedł już, ale wejdzie tym bardziej w historię koszykarskiej Legii. No w tym momencie to dociera powoli do mnie fakt, że będziemy mistrzami Polski. Akcja sama w sobie też była piękna, więc też się... Powiedzmy, raduję tą akcją, bo naprawdę Cameron miał wyjątkowe, fajne akcje, ładne akcje i ta była jedna z nich, więc bardzo się cieszyłem dla niego, dla nas.

No ale tak jak mówię, przede wszystkim zaczynało docierać do mnie, że chyba to mamy, że mamy to bardzo pragnione przez Legię Warszawę złoto, więc bardzo, bardzo się cieszyłem. A tobie co towarzyszyło już po ostatnim gwizdku? Spełnienie, ulga? Na pewno spełnienie. Ulga niekoniecznie, bo nie było tak, że nakładałem sobie jakąś niesamowitą presję. Starałem się właśnie trochę odciąć od presji, która jest w tym klubie, by móc się skupić od początku do końca sezonu na zadaniu, by trochę raźniej widzieć wszystko, bo jak sobie Człowiek nakłada tą presję, to wtedy może podejmuje nieodpowiednie decyzje i nie jest to do końca, nie cieszy się też do końca wszystkim, więc na pewno radość i nie dla mnie tylko, ale dla wszystkich, dla drużyny, dla klubu, dla tych wszystkich kibiców, którzy przybyli.

No właśnie, bo kilka rzeczy się wydarzyło w trakcie sezonu. Zakładam, że to też były inne oferty. Wiadomo, deklaracja zawodnika, że chce tutaj zostać na cały sezon, no ale jednak przychodzi pokusa. I na pewno dla ciebie, dla debiutującego w roli dyrektora sportowego jest to test, aby przekonać zawodnika, żeby jednak został, bo wiemy, że Cameron miał propozycję z zachodu. Tak, miał propozycje, nie tylko z zachodu. Tutaj też trzeba pochwalić jego agenta, który jest doświadczonym agentem, któremu się nie spieszy i nie ma parcie na natychmiastowe, szybkie pieniądze. Też wiedział, że dla Camerona będzie lepiej zakończyć sezon, niż spieszyć się i gdzieś iść za natychmiastową gotówkę, więc agent też pomógł nam, pomógł mi, by Cameron się dalej skupił na zadaniu w Legii. I mówię, no tak to brzmi, że oferty z różnych państw, kontynentów, ale wracam do tego, że Cameron naprawdę bardzo mądry chłopak i nie dał się, powiedziałbym, zdestabilizować, nie stracił równowagi i nie tylko kiedy dostawał oferty z innych państw, ale też kiedy nam szło gorzej.

No dalej w ten świat koszykówki, ale w innej roli, więc duże szczęście, duża szansa, bo wiem, że sportowcy zawodowi z reguły po karierze trochę się szukają, nie wiedzą do końca co robić. Ja przez dwa ostatnie lata się szykowałem, żeby być agentem, już papiery w miarę miałem. Teraz jak jestem z drugiej strony, to wiem, że nie byłem gotowy być agentem, bo rozmawiam z tymi agentami codziennie albo prawie codziennie i jednak jeszcze trochę by mi do tego czasu potrzeba. No ale dostałem po pierwszej rozmowie z prezesem prośbę o drugą rozmowę i potem po tej trzeciej stwierdził. Ja też oczywiście potwierdziłem, że się godzę i że będę się starać właśnie zdobyć ten bardzo pragniony złoty medal z Legią i no ruszyliśmy.

Po Ewansie był Sykes, który też kosmiczne doświadczenie, troszkę inny zawodnik, ale wierzę, że też Andrzej przy nim też się nauczył, więc to byli dwaj zawodnicy z ogromnym doświadczeniem, ale też nie mieli już zdrowia na tyle, by grać więcej niż 20 minut, co odpowiadało i nam i Andrzejowi, bo Andrzej ma zdecydowanie zdrowie, żeby grać te 30 i ciągnąć drużynę przez ten czas na boisku. Więc kolejny krok był też logiczny, by zrobić dobry, udany Eurobasket. Można odhaczyć udany i teraz walczyć w tej Lidze Mistrzów, która nie do końca udaje się polskim drużynom przez ostatnie lata. My wierzymy, tak jak poprzednie drużyny też prawdopodobnie wierzyły, no ale chcemy jednak. Chcielibyśmy bardzo wyjść z tej grupy, powalczyć, żeby wyjść z grupy, co by było kolejnym krokiem w karierze Andrzeja, bo wierzę, że jeśli wyjdziemy z grupy, to te wszystkie europejskie drużyny sprawdzą, kto jest rozgrywający tej Legii Warszawy, która wyszła z grupy i jak zobaczą, że Andrzej pluta, to już sobie pomyślą po raz kolejny.

Na oczach chciałbym powiedzieć, ale no rośnie z rok na rok i wierzę, że ze mną czy beze mnie to na pewno klub będzie niesamowicie wyglądać w momencie kiedy dostanie tą halę i wierzę, że będzie gotowy by wjechać na tą halę i z solidnym budżetem i z solidnym składem i z ambicjami jeszcze wyższymi, więc wierzę, że następne lata Legii Kosz będą piękne i oczywiście jak tak myślę no to chciałbym się też pod to pisać, ale nigdy nie wiemy w sporcie do końca co i jak będzie. Po prostu pracuję z dnia na dzień. Ten sezon się bardzo dobrze rozpoczął. Mam dobrą relację też, tak jak mówiłem, z trenerem, więc na razie nie wybiegam w przyszłość, ale na pewno przyszłość klubu będzie piękna. To na sam koniec. Jesteśmy po treningu, koszykarzy już nie ma w hali, światła zgaszone. Zdarza Ci się wyciągnąć piłkę z magazynku i jeszcze trochę porzucać?

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.