PIEKŁO JEST TU #204. Chciał, aby jej nie było
W 1994 roku w Pruszkowie czterdziestoletnia Małgorzata K. mieszkała ze swoim niespełna dwudziestoletnim synem. Mariusza wychowywała samotnie, odkąd chłopak skończył pięć lat. Żyli i mieszkali tylko we dwójkę przez piętnaście lat. Jakie łączyły ich relacje i dokąd zaprowadziły?Źródła:https://docs.google.com/document/d/12pFae5fcUeYoTuRxlICAvbeMCRVAeziGV45z62CdjVs/edit?usp=sharingmój instagram: vstanemój mail: [email protected]
Relacja romantyczna więc zakończyła się, ale za to pozostała przyjaźń. Niedługo później do grona tej dwójki dołączyła Monika. Młodsza o rok dziewczyna. Bardzo ładna, która naturalnie przyciągała uwagę chłopców i w tym również Mariusza. To właśnie w niej nastolatek zakochał się niemal bez pamięci. Monika była szczupła, średniego wzrostu, miała długie czarne włosy. Była osobą wygadaną, roześmianą, spontaniczną. Miała w sobie energię i lekkość, których Mariuszowi wyraźnie brakowało. On sam opisywany był jako spokojny i opanowany. Jego przyjaciółki nazywały go Ciapą. Jego wygląd nie wyróżniał się szczególnie.
Był przeciętnym nastolatkiem, którego cechą charakterystyczną mogła być jedynie jego sylwetka. Bardzo szczupła i wysoka. Sprawiał też wrażenie młodszego niż był w rzeczywistości. Miał bardzo chłopięcą buzię, mimo że nadal był zaledwie nastoletnim chłopcem. Relacja z Moniką dawała Mariuszowi dużo radości, jednak bliższym kontaktom tej pary zdecydowanie sprzeciwiała się Małgorzata. Nie lubiła, gdy syn przyprowadzał do ich mieszkania swoje przyjaciółki. Zawsze reagowała wtedy krzykiem, twierdząc, że, cytat, robi z domu burdel. Otwarcie zabraniała mu kontaktów z Moniką, ponieważ uważała, że dziewczyna źle się prowadzi. Przeszkadzało jej między innymi to, że Monika paliła papierosy oraz piła alkohol.
Dodatkowo w ocenie Małgorzaty wywodziła się z nieciekawego domu. Jej rodzice nie mieli na nią większego wpływu, a być może nawet w ogóle się nią nie interesowali. Sytuacja finansowa w domu Moniki również pozostawiała wiele do życzenia. Małgorzata była przekonana, że Mariusz zasługuje na kogoś lepszego, a uroda dziewczyny w jej mniemaniu nie miała żadnego znaczenia. Mariusz, wbrew woli matki, nie zerwał kontaktu z Moniką, choć trudno jednoznacznie powiedzieć, czy nadal byli parą. Najczęściej spotykali się we troje – on, Monika i Kasia. Nie włóczyli się po mieście i nie dołączali do innych grupek znajomych. Zamiast tego izolowali się od świata, spędzając czas w wynajmowanych pokojach hotelowych.
Tam przede wszystkim rozmawiali, ale także pili alkohol. To właśnie Kasia i Monika dawały Mariuszowi poczucie, że ktoś go słucha i traktuje poważnie. Dlatego bardzo chętnie otwierał się przed nimi. Zwierzał im się ze swojego życia prywatnego. Opowiadał o trudnej relacji z matką, o swoich planach na przyszłość, ale także wyrażał otwarcie myśli, które bywały niepokojące. Przy nich mógł mówić otwarcie, bez obawy przed oceną czy krytyką. Na tamtym etapie Mariusz ponownie czuł się pozostawiony sam sobie. Matka w jego odczuciu nigdy się nim nie interesowała. Ojciec zaś na dłuższą metę nie dawał nastolatkowi tej upragnionej miłości.
Sam Andrzej zresztą później powiedział, że z synem nie potrafił znaleźć wspólnego języka. Dlatego Mariusz przyznawał, że to właśnie znajomość z Moniką dała mu namiastkę tego, czego przez kilkanaście lat swojego życia nie zaznał u boku matki, a później także ojca. Zainteresowania, akceptacji, emocjonalnej bliskości. I może właśnie dlatego tak bardzo zakochał się w tej dziewczynie. Jeszcze przed ukończeniem szkoły Mariusz zaczął współpracować ze swoją matką. Początkowo był tylko praktykantem w jej firmie. Praktyki były mu potrzebne do zaliczenia semestru w szkole. Ale Małgorzacie tak bardzo odpowiadało to, że miała swoją prawą rękę , że po zakończeniu praktyk namówiła Mariusza na to, aby pracował z nią na stałe.
Gdy zaczęli razem pracować, Małgorzata uważnie obserwowała, jak Mariusz podchodzi do swoich obowiązków. Jak już wiemy, ona sama była osobą niezwykle obowiązkową, można wręcz powiedzieć, że była służbistką. Przez znaczną część swojego życia pracę stawiała ponad wszystko. Mariusz natomiast próbował odnaleźć równowagę. Chciał mieć czas nie tylko na pracę, ale także na życie prywatne. To podejście zupełnie nie odpowiadało jego matce, która stale chciała mieć syna w swoim zasięgu. Również z tego powodu, ponieważ Mariusz wymykał się na spotkania z koleżankami, Małgorzata sprzeciwiała się jego relacji z Moniką.
Skoro więc znikał z jej otoczenia, nie mogła wydawać mu poleceń ani wykorzystywać go do swoich celów. Tak oczywiście postrzegał to Mariusz. Z tego, że chciałby, aby jego matka zniknęła, zwierzał się swoim przyjaciółkom. Katarzyna i Monika sądziły, że Mariusz tylko fantazjował o tym, aby Małgorzaty nie było, ale nie sądziły, by ten spokojny, ciapowaty, jak go określały chłopak, kiedykolwiek powziął ku temu jakieś kroki. Śmiały się zatem z tych jego fantazji. Zauważyły jednak, że matka rzeczywiście irytowała Mariusza, cokolwiek robiła. Przeszkadzało mu nawet to, że głośno jadła. Dziewczyny, które miały okazję przebywać z Małgorzatą w jednym pomieszczeniu, nie odniosły takiego wrażenia.
Stąd też wniosek, że Mariusza drażniło wszystko, co robiła jego matka i drażniło go też każde jej zachowanie, bo po prostu miał do niej negatywny stosunek. Pewnego razu trójka przyjaciół wspólnie obejrzała film Urodzeni Mordercy. Jest to faktycznie film z 1994 roku, ale premiera w kinie w Polsce odbyła się w 1995 roku. Źródła podają, że Mariusz, Kasia i Monika oglądali ten film w kinie. Natomiast raczej nie jest to możliwe, bo w Polsce jeszcze takiej premiery przed śmiercią Małgorzaty nie było. Wracając jednak do historii, Mariusz z zapartym tchem śledził całą fabułę, która opowiadała o parze seryjnych morderców zabijającej przypadkowe osoby.
Dwa dni przed planowanym zabójstwem kupił siekierę i toporek. Kiedy Monika zobaczyła u niego te narzędzia, zapytała go, po co mu one. On odpowiedział krótko. Przecież wiesz. Przez wiele tygodni temat zabójstwa Małgorzaty przewijał się w rozmowach. Jednak ani Monika, ani Kasia nie brały go na poważnie. Za każdym razem, gdy Mariusz o tym wspominał, śmiały się, a Monice wręcz wydawało się to nierealne. Wieczorem, na kilka godzin przed realizacją planu, czyli 29 marca 1994 roku, spotkali się w hotelowym pokoju. Spożywali alkohol i rozmawiali o zabójstwie Małgorzaty.
Mariusz powiedział wtedy – mógłbym to zrobić, mógłbym zabić matkę. Monika odparła – nie jesteś w stanie. Na to on odpowiedział – choć to się przekonasz. Potem wsiedli do jego samochodu i wtedy Mariusz poinformował dziewczynę, że jadą do mieszkania Małgorzaty. Mimo ich protestów, on był już zdecydowany. Jak nigdy wcześniej przejął kontrolę nad sytuacją i zaczął wydawać polecenia. Podzielił role. Kasia miała iść z nim na górę. Nie oczekiwał od niej pomocy przy zabójstwie, ale chciał, żeby była w mieszkaniu na wypadek, gdyby on sam nie poradził sobie z zadaniem śmiertelnych ciosów. To właśnie dla niej kupił toporek.
Miała być gotowa, gdyby on z siekierą nie dał rady. Monika miała czekać na dole, w samochodzie. Dziewczyna wcześniej jasno zakomunikowała, że nie chce brać w tym udziału. I dlatego właśnie Mariusz Kasię wybrał sobie na pomocnicę. Dziewczyny przyjęły ten plan do wiadomości, ale cały czas powtarzały, nie zrobisz tego, ty żartujesz. Do ostatniej chwili nie wierzyły, że Mariusz naprawdę zabije swoją matkę. Było już bardzo późno, gdy Mariusz wraz z Kasią wjechali windą na szóste piętro bloku przy ulicy Dębowej w Pruszkowie. Według źródeł była to noc z 29 na 30 marca, więc najpewniej zbliżała się północ albo było już po niej.
Zadał tyle ciosów, ile było potrzeba, aby ją zabić. W pewnym momencie do drzwi sypialni weszła Kasia, trzymając w rękach toporek, który niedawno dostała od Mariusza. Przyszła sprawdzić, czy potrzebuje on pomocy, ale nie musiała nic robić. Małgorzata już nie żyła. Mariusz poprosił Kasię, żeby zeszła na dół i powiedziała Monice, że już po wszystkim. Kasia zjechała windą na dół i powiedziała, on naprawdę to zrobił, on zabił matkę. Monika była w szoku, ale jako pierwsza powiedziała, że teraz trzeba pozbyć się ciała. Obie weszły do mieszkania na szóstym piętrze, gdzie był Mariusz. Sam, z matką, którą przed chwilą zabił.
Pod nieobecność dziewczyn Mariusz pochylił się nad ciałem Małgorzaty, złapał jej jeszcze ciepłą dłoń i zaczął ją całować. Płakał, a przez łzy powiedział – byłaś dla mnie niedobra, należało ci się. Kiedy zobaczył Monikę, jedyną osobę, przy której czuł się swobodnie, chciał pobyć z nią sam na sam. Mimo że, jak później mówił prokuratorowi, czuł ulgę, że matki już nie ma, nie potrafił się uspokoić i cały czas płakał. Zamknął się z Moniką w swoim pokoju i wypłakiwał się jej w ramie. Później trzeba było podjąć decyzję, co dalej z ciałem Małgorzaty. Cała trójka ustaliła, że trzeba znieść je zwłoki do samochodu, a potem pojechać do lasu i tam je zakopać.
Monika nawet zaproponowała konkretne miejsce, las, który znała dobrze, a raczej polany w środku lasu. Miejsce położone dość na uboczu, gdzie cała trójka miała nadzieję, że nikt ich nie zauważy. Mimo że ten pomysł wyszedł od Moniki, dziewczyna nie chciała brać udziału w przenoszeniu zwłok. Po prostu wyszła z tego mieszkania i wróciła do samochodu. Tam postanowiła poczekać na to, aż pozostała dwójka upora się ze zwłokami. Kasia i Mariusz próbowali podnieść ciało, ale szybko okazało się, że jest to dla nich fizycznie zbyt trudne. Wpadli na kolejny pomysł, żeby wyrzucić zwłoki przez balkon, jednak i to było ponad ich siły.
Nic podejrzanego nie znalazł. Z ulką wrócił do mieszkania Marka, gdzie czekały na niego Kasia i Monika. Stamtąd wszyscy ruszyli do pracy. Marek do swojej, Mariusz do swojej. A Monika i Katarzyna zdecydowały się mu tego dnia towarzyszyć. Monika była bezrobotna, więc mogła sobie na to pozwolić, a Kasia, mimo że miała zatrudnienie, zdecydowała się wziąć wolne w pracy, aby być ze swoimi przyjaciółmi i wspierać ich w tym trudnym czasie. W trakcie załatwiania przez Mariusza służbowych obowiązków wszyscy zastanawiali się, co zrobić ze zwłokami Małgorzaty. Trzeba było działać szybko. Prędzej czy później ktoś zauważyłby zniknięcie kobiety.
Rzeczy wyrzucił do wody. Po południu pojawił się na policji i zgłosił zabójstwo matki, do którego przyznał się kilka godzin później. Do aresztu nie trafił sam Mariusz. Aresztowano także Katarzynę, Monikę i Marka. Cała czwórka usłyszała zarzuty. Mariusz zabójstwa, dziewczyny pomocnictwa w zabójstwie i zacierania śladów. Marek zaś miał odpowiadać za to, że nie powiadomił policji o zabójstwie, mimo że miał o nim wiedzę. Wszyscy stanęli przed sądem wojewódzkim w Warszawie półtora roku po popełnionej zbrodni. Podczas pierwszej rozprawy Mariusz nie mógł składać wyjaśnień, bo na sali nie było psychologa.
Nie wypowiedział zatem ani słowa. Za to sąd chętnie wysłuchał wyjaśnień Marka, oskarżonego o niezawiadomienie o przestępstwie. Mężczyzna nie przyznawał się do winy. Twierdził, że nie spodziewał się, że trójka przyjaciół mówi na poważnie, bo wydawali się być bardzo spokojni. Poza tym on był już wtedy zaspany i średnio rejestrował, co do niego mówiono. Nie pamiętał nawet, od kogo dowiedział się o tym zabójstwie, ale najprawdopodobniej poinformowała go o tym Monika. Później wszyscy troje zadawali mu trudne pytania, na które Marek wprawdzie odpowiadał, ale średnio chciał angażować się w rozmowę, bo było już późno, a on rano musiał wstać do pracy.
Kasia, Mariusz i Monika pytali między innymi o to, czy dużo krwi jest w człowieku i czy ciało zawinięte w koc, kołdrę i dywan i tak przesiąknie krwią. Przyznał również, że widział na odzieży Kasi drobne, ciemne plamki. Mogła to być krew, ale nie zdecydował się o to zapytać. Następnie przed sądem przyszła kolej na wyjaśnienia młodych kobiet – Katarzyny i Moniki. Obie konsekwentnie wypierały się tego, że wiedziały o planowanym zabójstwie Małgorzaty. Zaprzeczały również, jakoby w jakikolwiek sposób podżegały Mariusza do popełnienia tej zbrodni. Podkreślały, że nie dopuszczały do siebie myśli, iż ich przyjaciel mógłby być zdolny do tak makabrycznego czynu.
Jak sama mówiła, ten lęk pojawił się nagle i już jej nie opuścił. Katarzyna nie przyznała się do zarzutu pomocnictwa w zabójstwie, ale nie wypierała się tego, że brała udział w zacieraniu śladów. To właśnie ona przed sądem otwarcie powiedziała, że Mariusz zmienił się odkąd nawiązali bliższą relację. Kiedy zwierzał się jej oraz Monice z problemów w relacji z matką, obie dziewczyny namawiały go, aby zaczął się buntować przeciwko jej kontroli i żeby postępował po swojemu. Utwierdzały go także w przekonaniu, że Małgorzata zdominowała jego życie i że nie pozwala mu być samodzielnym, dorosłym mężczyzną. O Katarzynie w materiałach źródłowych pisano w sposób dość surowy i pozbawiony empatii.
Rówieśnica Mariusza. Nie za ładna. Jej znajomi określali ją mianem Ostrej. Być może wynikało to z faktu, że od rówieśników dowiedziała się, iż jest dzieckiem adoptowanym. Być może miało na to wpływ także to, że wychowywała się bez ojca, a jej matka zawsze traktowała ją jak kilkuletnie dziecko, nie dając jej przestrzeni na samodzielność. Biegli sądowi stwierdzili, że osobowość Katarzyny kształtowała się w wyjątkowo niekorzystnych warunkach. O Monice przed sądem opowiedziała trochę jej matka Teresa. Jej zeznania rzucają bardzo mocne światło na dzieciństwo dziewczyny. Gdy się urodziła, mieszkaliśmy na 48 metrach w 7 osób.
Ja miałam wtedy 16 lat. Mój mąż pił i pił także mój brat, który z nami mieszkał. Kiedy wybuchały awantury, Monika chowała się pod stół. Później wyszłam drugi raz za mąż i urodził się syn. Zrzuciłam na Monikę dodatkowe obowiązki. Poświęcałam jej coraz mniej czasu. Jeszcze bardziej zamknęła się w sobie. Biegli orzekli, że Monikę cechuje niedojrzałość psychiczna oraz egocentryzm. Sama Monika wyjaśniała, że próbowała przekonywać Mariusza, iż istnieje inne rozwiązanie jego problemów. Przede wszystkim wyprowadzka od matki. Porównywała jego sytuację domową do własnej, bo ona również nie dogadywała się z rodziną i miewała konflikty z matką.
To właśnie znajomość z Katarzyną i Moniką dały mu poczucie, że ktoś go widzi i słucha. Jednocześnie obrońca wskazywał, że ten wpływ nie był dla niego korzystny. Rozmowy, które miały się okazać wsparciem dla Mariusza, w rzeczywistości tylko pogłębiały jego przekonanie o byciu wykorzystywanym i pozbawionym kontroli nad własnym życiem. Zdaniem obrońcy kluczowe znaczenie miała postawa Moniki, dziewczyny, w którą Mariusz był wpatrzony, a która, świadomie lub nie, utwierdzała go w przekonaniu, że jest ofiarą własnej matki. Adwokat argumentował, że jedno wyraźne postawienie przez nią granicy, jeden jej sygnał sprzeciwu wobec przemocy mógł wystarczyć, by powstrzymać rozwój tragicznych wydarzeń.
Dla Mariusza moment ten miał szczególne znaczenie, ponieważ odebrał reakcję Moniki jako kolejne zakwestionowanie jego emocji i przeżyć, podobne do tych, których doświadczał przez całe życie ze strony matki. Zatem, według obrońcy, zabójstwo nie było chłodno zaplanowanym czynem, ale impulsywną reakcją człowieka, który w jednej chwili utracił swoje oparcie. Mariusz w mowie końcowej powiedział niewiele, między innymi Przez cały czas, kiedy głos należał do niego, wydawał się być przygnębiony. Wydawało się nawet, że czasami słowa grzęzną mu w gardle, a głos z każdym słowem cichł.
Przyszła też kolej na wniosek prokuratora odnośnie do kary dla pozostałych oskarżonych. Dla Katarzyny oraz Moniki prokurator domagał się wymierzenia po 15 lat kary pozbawienia wolności. Zdaniem obrońców młodych kobiet była to zdecydowanie zbyt surowa kara, jak na to, że one jedynie pomagały w zacieraniu śladów. Zdaniem ich adwokatów, dziewczyny do końca nie miały świadomości, że dojdzie do tego zabójstwa. W każdym razie śledztwo tego nie dowiodło. Sąd wojewódzki ogłosił wyrok pod koniec stycznia 1997 roku. Mariuszowi wymierzył karę 15 lat pozbawienia wolności, bo wbrew temu, co twierdził prokurator, znalazł okoliczności łagodzące.
W uzasadnieniu powiedział m.in.: Zadaliśmy sobie pytanie, czy oskarżony jest tak zdemoralizowany, że trzeba go pozbawić wolności do końca życia? Tak nie jest. Był osobą niedojrzałą, nieukształtowaną. Kara ma tylko charakter odpłaty za to, co zrobił. Może przyspieszyć jego dojrzewanie. Katarzynie i Monice sąd wymierzył kary po 8 lat pozbawienia wolności. Uznał bowiem, że obie, choć nie namawiały Mariusza do zabójstwa, to mimo wszystko godziły się na nie, bo nie zrobiły nic, aby go od tego zamiaru odwieźć. Marek natomiast usłyszał wyrok 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W 1994 roku w Pruszkowie czterdziestoletnia Małgorzata K. mieszkała ze swoim niespełna dwudziestoletnim synem. Mariusza wychowywała samotnie, odkąd chłopak skończył pięć lat. Żyli i mieszkali tylko we dwójkę przez piętnaście lat. Jakie łączyły ich relacje i dokąd zaprowadziły?
Źródła:
https://docs.google.com/document/d/12pFae5fcUeYoTuRxlICAvbeMCRVAeziGV45z62CdjVs/edit?usp=sharing
mój instagram: vstane
mój mail: [email protected]