PIEKŁO JEST TU #171. Miłość albo śmierć
W lutym 2010 roku Sylwia, studentka pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, spotkała na swojej drodze osobę, o której pisała później na swoim blogu, że jest wyjątkowa. Miesiąc później zanotowała, że teraźniejszość jak i przyszłość jawi się w jasnych barwach. Kolejne dwa miesiące później już nie żyła. Zapraszam do wysłuchania dzisiejszej historii._______Źródła:https://docs.google.com/document/d/1kxUj8sTWjBmzrxtMdyTkVp-FBho7j4oD4iuVC27acI8/edit?usp=sharingNadal możesz zabrać mnie na wirtualną kawę:https://buycoffee.to/pieklojesttuDziękuję! ;3
A młoda kobieta była już właściwie w trakcie kreowania tej swojej wymarzonej przyszłości. Przede wszystkim studiowała pedagogikę na Uniwersytecie Gdańskim, kończyła czwarty rok studiów. Nie wiadomo dlaczego wybrała akurat taki kierunek, zwłaszcza, że jej pasją zdecydowanie była psychologia. W tym kierunku jednak edukowała się na własną rękę. Potrafiła czytać ludzkie emocje i sama zresztą też analizowała swoje własne. Była w związku z tym empatyczną osobą, która potrafiła okazać nieocenione wsparcie duchowe bez głoszenia zbędnych frazesów. Prowadziła także bloga, który był właściwie czymś w rodzaju jej pamiętnika albo nawet dziennika, chociaż nie wiadomo czy prowadziła go regularnie i dlatego być może nie można go nazwać dziennikiem.
Najczęściej były to plenery czasochłonne, bo w miejscach odległych od Gdańska, w którym mieszkała, co wiązało się z przynajmniej dwudniowym pobytem. Najczęściej były to jednak wyjazdy kilkudniowe, trwające nawet cały roboczy tydzień. Sylwia miała w sobie dużo życiowej energii i robiła wiele rzeczy w jednym czasie. Była też optymistką, choć zdecydowanie nie patrzyła na świat przez różowe okulary. Znała zagrożenia, jakie mogły na nią czyhać i była rozsądna i w miarę możliwości ostrożna. Mimo to dawała ludziom spory kredyt zaufania, wierząc, że czas zweryfikuje ich prawdziwe intencje. Oprócz tego, że można było bardzo często zobaczyć Sylwię z aparatem, to można także było obserwować ją po tej drugiej stronie, ponieważ Sylwia rozwijała się również w modelingu.
Szansę na taką miłość Sylwia zdobyła daleko od domu, bo w Warszawie, do której z Gdańska jest niecałe 400 km, znalazła się w niej nieprzypadkowo. Pod koniec lutego 2010 roku miała tam zaplanowany plener fotograficzny. Zarezerwowała sobie na tę okazję 5 dni i dokładnie tyle samo czasu miała spędzić w wynajętym pokoju w hostelu. Był to wyjazd budżetowy, zatem pokój nie miał najwyższego standardu, tak jak i cały hostel, ale też nie to było najważniejsze. Jako, że był to luty, najprawdopodobniej ten plener odbył się w czasie, kiedy trwały ferie zimowe, również te, które przysługują studentom po zimowej sesji. To był bardzo owocny wyjazd, o czym później kobieta informowała swoich czytelników na prowadzonym przez siebie blogu.
Wizualnie był normalnym, niczym nie wyróżniającym się człowiekiem. Natomiast kiedy otwierał usta, można było pomyśleć, że jest w nim coś wyjątkowego. I to właśnie pomyślała Sylwia, notując na swoim blogu. To ktoś, z kim prowadziłam długie rozmowy rano i wieczorem i dał mi wiele do myślenia. Wiadomo, że te rozmowy dotyczyły także fotografii. Radosław przedstawił się bowiem nowo poznanej kobiecie jako miłośnik fotografii. Łączyła ich zatem wspólna pasja, co właściwie ich do siebie przyciągnęło. Kobieta wróciła do Gdańska, a Radek pozostał w Warszawie. Ale na tym jednym spotkaniu ich znajomość się nie zakończyła.
Okazja do przyjazdu mężczyzny do Gdańska nadarzyła się dość szybko po ich pierwszym spotkaniu. Radek obchodził swoje urodziny i bardzo chciał spędzić je w towarzystwie Sylwii. Już wtedy nieoficjalnie wiadomo było, że spotykają się po to, aby spróbować być razem, choć tak naprawdę na tamten moment nie powiedzieli sobie wprost, co ich łączy. Sylwia nie mówiła też bliskim, co tak naprawdę jest między nią a Radkiem. Oficjalnie utrzymywała, że są na etapie poznawania się. Nie zwierzała się mamie z tego, aby czuła do niego coś specjalnego. Na tamtym etapie było zbyt wcześnie, by składać jakieś deklaracje. Zdecydowanie jednak zaangażowanie emocjonalne obojga było zbyt duże, by uznać, że między nimi nie było chemii.
W międzyczasie Radosław poznał bliskich Sylwii. Właściwie ze źródeł wynika, że miała okazję zobaczyć go mama Sylwii, czyli pani Maria. To wydarzenie nie jest w źródłach w żaden sposób określone w czasie, więc nie wiem, czy do tego spotkania doszło przed urodzinami Radka i Sylwii, czy już po i czy w międzyczasie działo się coś więcej. Wiadomo jeszcze, że para wspólnie spędziła weekend majowy i wyjechała wtedy do Krakowa. Zatem pewnego razu Radek przyjechał do Gdańska. Nie wiem, czy spotkanie z Sylwią było wtedy zaplanowane, czy był tam przy okazji jakiejś innej sprawy. W każdym razie kobieta była wówczas, można powiedzieć, że uziemiona, ponieważ miała uszkodzoną nogę, naciągnięte albo zerwane ścięgno, a była to bardzo poważna kontuzja, która utrudniała jej poruszanie się.
Minęło niewiele czasu. Znajomość Sylwii i Radka trwała dopiero kilka miesięcy. Przyszedł maj 2010 roku i wówczas para znuła już poważne plany. Męczyła ją bowiem odległość, która utrudniała jej poznawanie się w takich codziennych sytuacjach. Szczególnie zmęczony był tym Radek, który deklarował już wtedy Sylwii miłość. I to także on wyszedł z inicjatywą przeprowadzki do Gdańska. Kobieta słysząc takie plany nie zareagowała zbyt entuzjastycznie. Być może nie dała o swoich wątpliwościach znać akurat jemu, ale na pewno zwierzyła się mamie, której powiedziała, że nie jest pewna tego, czy chce z Radkiem budować poważny związek.
To ją trochę martwiło, ponieważ mężczyzna, przyprowadzając się do Gdańska, zrobiłby to wyłącznie dla niej. To natomiast zobowiązałoby ją do czegoś więcej. A gdyby im jednak nie wyszło, czułaby się źle z faktem, że on zrobił tak wiele, by być obok, a ostatecznie okazałoby się, że nie było warto. W tej sytuacji on straciłby zdecydowanie więcej. Nie chodzi o to, że Sylwia nic nie czuła do Radka, ale znali się około 3 miesiące, wciąż jeszcze było za wcześnie, aby ona mogła mówić, że to miłość. Mimo wszystko nie odwodziła go od tego pomysłu, ale też nie zachęcała go do jego realizacji. Po prostu czekała na to, co przyniesie czas i jakie będą jego kolejne kroki.
Dokładnie tego, który także był fotografem i z którym w niedalekiej przyszłości miała otworzyć studio fotograficzne. Znali się już trochę i poza relacją czysto zawodową i pasją do fotografii nie łączyło ich nic więcej. Byli swoimi rówieśnikami, a kolega czy przyjaciel miał na imię Artur. Źródła podają, że rano młodzi wpadli na chwilę na uniwersytet, na którym studiowała Sylwia, a później wybrali się do Gdyni, gdzie Artur miał zaplanowaną sesję zdjęciową. Sylwia co prawda nie była tam niezbędna, ale można powiedzieć, że asystowała koledze, po prostu mu pomagała. No i prawdopodobnie też użyczyła mu swojego sprzętu. Tuż przed godziną 17 Sylwia w towarzystwie Artura pojawiła się pod blokiem przy ulicy Skarżyńskiego.
Podobno mało brakowało, a on również by je stracił. Miał wiele szczęścia, którego niestety nie miała Sylwia. O śmierci córki pani Maria i jej mąż dowiedzieli się telefonicznie. Natychmiast wrócili do Gdańska, w pierwszej kolejności udając się na komisariat policji. Tam od mundurowych dowiedzieli się o tym, co się stało. Rodzice byli w szoku, pani Maria w największym, bo przecież tego dnia miała złe przeczucia. Chciała zostać w domu albo zabrać córkę ze sobą, a mimo wszystko uległa jej i zbagatelizowała swoją podświadomość. Nie mogła sobie tego darować. Na komisariacie małżeństwo spędziło kilka godzin, a następnie późno w nocy wróciło do mieszkania, które było od tamtej pory miejscem zbrodni.
Dalej mundurowi zadziałali już błyskawicznie. Podejrzewali bowiem, że Radek bezpośrednio po zabójstwie będzie próbował uciekać z Gdańska, kierując się do Warszawy, w której mieszkał, Zazwyczaj podróżował pociągami, więc zapewne i tym razem wybrał ten środek transportu. Śledczy zrobili zatem swoimi smartfonami zdjęcie zdjęcia Radosława, które trzymali w rękach i rozesłali MMS-em po różnych komisariatach policji, w tym również do straży ochrony kolei. Akcja poszukiwawcza podejrzanego mężczyzny trwała przez około 4 godziny. Po tym czasie sokiści rozpoznali w jednym z pasażerów pociągu jadącego z Kołobrzegu do Krakowa przez Warszawę podejrzanego mężczyznę, którego zdjęcia otrzymali na swoje telefony.
Nim go ujęli, Radosław zdążył zadbać o zmianę swojego wizerunku. Ukrył się w pociągowej toalecie i ogolił sobie głowę, pozbawiając się tym samym jednej z cech mogących go szybko zidentyfikować. Nic to jednak nie dało. Któryś z pracowników kolei od razu rozpoznał tę twarz. Na stacji kolejowej w Tczewie czekali już na niego uzbrojeni policjanci, których funkcjonariusze straży ochrony kolei zawiadomili o jego obecności w tym konkretnym pociągu. Zatrzymanie mężczyzny nie przebiegało jednak bez komplikacji. Stawiał opór i był dość agresywny. Policjanci obezwładnili go i przewieźli do aresztu w Gdańsku. Następnego dnia, czyli 30 maja, prokuratura z Gdańska Oliwy, która prowadziła to śledztwo, postawiła mu dwa zarzuty.
Na jego sali są zainstalowane kamery, które rejestrują każde jego zachowanie. Ale jeśli ktoś naprawdę ma ponadprzeciętny iloraz inteligencji, może oszukać nawet najbardziej doświadczonych lekarzy. Zaznaczam jednak, że na tamtym etapie kobieta nie powiedziała wprost, iż jej zdaniem Radek symulował chorobę, a jedynie podała te informacje jako wytłumaczenie na podobne zachowania osób oskarżonych o poważne przestępstwa. Po konsultacji z gdańskim aresztem i po tym, jak uzyskał informację, iż w oczekiwaniu na proces oskarżony przez cały czas zachowywał się podejrzanie, przychylił się do wniosku obrońcy Radosława i skierował go na powtórną, dwutygodniową tym razem obserwację. Ten okres dawał nadzieję obrońcy oskarżonego na to, że diagnoza będzie rozstrzygająca.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W lutym 2010 roku Sylwia, studentka pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, spotkała na swojej drodze osobę, o której pisała później na swoim blogu, że jest wyjątkowa. Miesiąc później zanotowała, że teraźniejszość jak i przyszłość jawi się w jasnych barwach. Kolejne dwa miesiące później już nie żyła. Zapraszam do wysłuchania dzisiejszej historii.
_______
Źródła:
https://docs.google.com/document/d/1kxUj8sTWjBmzrxtMdyTkVp-FBho7j4oD4iuVC27acI8/edit?usp=sharing
Nadal możesz zabrać mnie na wirtualną kawę:
https://buycoffee.to/pieklojesttu
Dziękuję! ;3