PIEKŁO JEST TU #171. Miłość albo śmierć
W lutym 2010 roku Sylwia, studentka pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, spotkała na swojej drodze osobę, o której pisała później na swoim blogu, że jest wyjątkowa. Miesiąc później zanotowała, że teraźniejszość jak i przyszłość jawi się w jasnych barwach. Kolejne dwa miesiące później już nie żyła. Zapraszam do wysłuchania dzisiejszej historii._______Źródła:https://docs.google.com/document/d/1kxUj8sTWjBmzrxtMdyTkVp-FBho7j4oD4iuVC27acI8/edit?usp=sharingNadal możesz zabrać mnie na wirtualną kawę:https://buycoffee.to/pieklojesttuDziękuję! ;3
Do czego zdolny jest człowiek, który ponoć potrafi pokochać tak bardzo, że nie pozwala swojemu wybrankowi odejść? Nie pozwala mu także podjąć własnej decyzji? I czy to w ogóle można traktować jak miłość? Zapraszam Was na ten smutny, ale bardzo ciekawy odcinek, którego niewielka część będzie poświęcona sprawcy i jego życiu oraz aspektom, które najpewniej doprowadziły do sytuacji, iż nad jego zdrowiem psychicznym zastanawiało się kilku psychiatrów. W Gdańsku, w bloku przy ulicy Skarżyńskiego w dzielnicy Zaspa mieszkała młoda kobieta o imieniu Sylwia. Mieszkanie dzieliła wraz ze swoimi rodzicami, mamą Marią, a imię ojca nie zostało podane do wiadomości publicznej.
Sylwia w roku 2010 miała 23 lata. Rodziny obchodziła w marcu. Była bardzo związana ze swoimi rodzicami, a najbardziej ze swoją mamą, której powierzała niektóre swoje tajemnice. Nie wszystkie, ale jeśli coś ją niepokoiło, zastanawiało albo smuciło, pani Maria zawsze o tym wiedziała. Kobieta co prawda nie ingerowała w życie swojej dorosłej córki, pozwalała jej doświadczać i poznawać życie na swój własny sposób, ale oczywiście zadawała jej pytania, gdy się o nią martwiła, ale nigdy nie naciskała na odpowiedź. Wiedziała zresztą, że Sylwia była osobą rozsądną i ambitną i że ułoży sobie przyszłość jak najlepiej.
Sylwia notowała tam najważniejsze wydarzenia, ale także emocje, które się z nimi wiązały. Dzisiaj prawdopodobnie ten blog już nie istnieje. Być może też dlatego, że przestała istnieć cała domena. Próbowałam do niego dotrzeć, ale mi się nie udało, dlatego muszę opierać się wyłącznie na fragmentach, które cytowały źródła. Psychologia nie była jedyną dziedziną, która pochłaniała jej prywatny czas. Sylwia pasjonowała się także fotografią i to najprawdopodobniej właśnie z nią wiązała swoją zawodową przyszłość. A mówię to, ponieważ podobno kobieta w niedalekiej przyszłości wraz ze swoim znajomym, a może nawet przyjacielem, chciała otworzyć firmę fotograficzną. Decyzja ta była jeszcze do przemyślenia i przegadania, więc póki co Sylwia wraz z tym kolegą widywali się przy okazji jakichś zleceń i tylko snuli wspólne plany.
Jedno ze źródeł wspomina, że jej pasje były całym jej życiem. Oddawała się im bez reszty i to było główne źródło jej szczęścia. Uwielbiała robić zdjęcia. Fotografowała głównie przyrodę, zwłaszcza dziką, ale także specjalizowała się w portretach. Przed obiektywem jej aparatu najczęściej stawały osoby jej znajome. Ale nie tylko, bo w rolę modeli wcielali się także całkowicie obcy ludzie. Dzięki czemu grono znajomych młodej kobiety stale się powiększało. Potrafiła stworzyć naprawdę fajną atmosferę na planie zdjęciowym, co później sama na blogu komentowała z ekscytacją. Sylwia poświęcała fotografii niemal każdą wolną chwilę i nigdy nie przepuściła okazji, by wyjechać na przykład na jakiś plener, skąd mogłaby przywieźć nowe prace.
Najczęściej były to plenery czasochłonne, bo w miejscach odległych od Gdańska, w którym mieszkała, co wiązało się z przynajmniej dwudniowym pobytem. Najczęściej były to jednak wyjazdy kilkudniowe, trwające nawet cały roboczy tydzień. Sylwia miała w sobie dużo życiowej energii i robiła wiele rzeczy w jednym czasie. Była też optymistką, choć zdecydowanie nie patrzyła na świat przez różowe okulary. Znała zagrożenia, jakie mogły na nią czyhać i była rozsądna i w miarę możliwości ostrożna. Mimo to dawała ludziom spory kredyt zaufania, wierząc, że czas zweryfikuje ich prawdziwe intencje. Oprócz tego, że można było bardzo często zobaczyć Sylwię z aparatem, to można także było obserwować ją po tej drugiej stronie, ponieważ Sylwia rozwijała się również w modelingu.
Szansę na taką miłość Sylwia zdobyła daleko od domu, bo w Warszawie, do której z Gdańska jest niecałe 400 km, znalazła się w niej nieprzypadkowo. Pod koniec lutego 2010 roku miała tam zaplanowany plener fotograficzny. Zarezerwowała sobie na tę okazję 5 dni i dokładnie tyle samo czasu miała spędzić w wynajętym pokoju w hostelu. Był to wyjazd budżetowy, zatem pokój nie miał najwyższego standardu, tak jak i cały hostel, ale też nie to było najważniejsze. Jako, że był to luty, najprawdopodobniej ten plener odbył się w czasie, kiedy trwały ferie zimowe, również te, które przysługują studentom po zimowej sesji. To był bardzo owocny wyjazd, o czym później kobieta informowała swoich czytelników na prowadzonym przez siebie blogu.
Z fragmentu zacytowanego przez lokalną prasę możemy dowiedzieć się, że zaliczyła go do udanych głównie przez wzgląd na to, iż poznała tam kolejne wspaniałe osoby, które dołączyły do jej grona znajomych. Ale w tej dość zwięzłej notatce kryło się coś więcej. Ponieważ Sylwia wyróżniła spośród tych nowo poznanych ludzi zwłaszcza jedną osobę, konkretniej mężczyznę. I nie był on uczestnikiem tego pleneru, a można powiedzieć, że o ich spotkaniu zadecydował zbieg okoliczności. Sylwia zatrzymała się w hostelu, w którym od dłuższego czasu pomieszkiwał Radosław. Był to mężczyzna sporo od niej starszy, bo po trzydziestce parę dzieliło około 8 lat.
Wizualnie był normalnym, niczym nie wyróżniającym się człowiekiem. Natomiast kiedy otwierał usta, można było pomyśleć, że jest w nim coś wyjątkowego. I to właśnie pomyślała Sylwia, notując na swoim blogu. To ktoś, z kim prowadziłam długie rozmowy rano i wieczorem i dał mi wiele do myślenia. Wiadomo, że te rozmowy dotyczyły także fotografii. Radosław przedstawił się bowiem nowo poznanej kobiecie jako miłośnik fotografii. Łączyła ich zatem wspólna pasja, co właściwie ich do siebie przyciągnęło. Kobieta wróciła do Gdańska, a Radek pozostał w Warszawie. Ale na tym jednym spotkaniu ich znajomość się nie zakończyła.
Byli ze sobą w stałym kontakcie, a każda rozmowa telefoniczna coraz bardziej ich do siebie zbliżała. Radek był mężczyzną, który wiedział wiele o życiu, bo za sobą miał już różne doświadczenia, również te traumatyczne. Głównie wiązały się one z jego misją, ponieważ Radosław był żołnierzem. Rok przed poznaniem Sylwii wrócił z Syrii, gdzie uczestniczył w misji pokojowej. To, czego tam doświadczył, wpłynęło bardzo destrukcyjnie na jego psychikę. Ale to, co złamało go najbardziej, to samobójcza śmierć jego przyjaciela. Po tym wydarzeniu Radosław nie mógł już pozostać w wojsku, co nie do końca było jego decyzją, ale wynikało poniekąd z jego zachowania.
O tym wiemy między innymi ze słów jego siostry. W szpitalu spędził kilka miesięcy, ale również z relacji siostry wiadomo, że łącznie przebywał w szpitalach psychiatrycznych nawet przez kilka lat. Musiał zatem mieć problemy jeszcze zanim w ogóle do Syrii wyjechał, biorąc pod uwagę fakt, że służył tam zaledwie przez rok . Natomiast Sylwię poznał na początku 2010 roku i wtedy już właściwie był tylko pod opieką psychoterapeuty. I być może to, że Radosław tak dobrze umiał mówić o swoich emocjach ujęło Sylwię, która przecież interesowała się ludzką psychiką. Była zatem dla niego dodatkowym wsparciem, oprócz terapii, którą niedługo po poznaniu kobiety Radek zakończył.
O tym, że Sylwia poznała mężczyznę, który potencjalnie mógłby być jej partnerem, powiedziała także swojej mamie, która oczywiście od razu chciała wiedzieć, kim on jest, czym się zajmuje itd. Młoda kobieta pokrótce wprowadziła mamę w temat, ale sama na tamten moment wiedziała o nim niewiele. Pani Maria dowiedziała się od córki o tym, co Radosław przeżył w Syrii i szczerze przejęła się jego historią. Dopytywała nawet córkę, czy jest możliwość, że on całkowicie przepracuje tę traumę i że będzie mógł żyć normalnie. Podprogowo pewnie chciała jej dać do zrozumienia, że życie z człowiekiem, który boryka się z takimi doświadczeniami może nie być łatwe, a może nawet obciążać ją samą. Sylwia natomiast zapewniła mamę, że jest dobrej myśli, iż Radek w końcu wróci do pełni zdrowia.
Ona sama zresztą deklarowała swoje pełne wsparcie w osiąganiu tego celu, zwłaszcza, że już wtedy Radosław nie korzystał z pomocy profesjonalistów. Wydawało się jednak, że rzeczywiście stanął na nogi. O tym ją także zapewniał, a ona zresztą widziała to na własne oczy. Sylwia oczywiście zauważała symptomy, które świadczyły o jego przebytych traumach, ale Radek nigdy nie zachowywał się źle wobec niej. Był wręcz bardzo oddany, otwarty, nie zamykał się przed nią, rozmawiał o swoich emocjach, pozwalał jej wniknąć w jego codzienność, ale też niezbyt nachalnie. To znaczy, ani on się z tym nie narzucał, ani ona też przesadnie nie ingerowała. Wszystko miało się dziać swoim spokojnym tempem, tak aby niczego nie przegapić.
Kolejną rzeczą, jaka interesowała panią Marię, to było to, z czego Radek żyje. Wiadomo, że żołnierzem był w przeszłości, ale przecież w teraźniejszości musiał jakoś na siebie zarabiać. Sylwia podawała różne wersje, głównie oczywiście przekazując to, co usłyszała od mężczyzny. A on sam powiedział jej, że pracuje jako ktoś w stylu freelancera. To znaczy np. pisał artykuły na zamówienie dla polskiej edycji amerykańskiego czasopisma National Geographic. Jego tematyką było m.in. bardzo mu bliskie podróżowanie, ponieważ Radek sam siebie określał jako miłośnik nowych miejsc oraz fascynata przyrody. Dodatkowo miał też tworzyć bliżej nieokreślone projekty dla bliżej nieokreślonej firmy.
Po prostu nie sprecyzował czego dotyczyła ta praca i dla kogo ją wykonywał. Pani Maria, gdy to usłyszała, trochę się zdziwiła, ale też zapaliła się jej pewna lampka w głowie, bo to wszystko brzmiało dość enigmatycznie, a co się z tym wiąże, również podejrzanie. Dopytała więc córkę, czy w jakiś sposób weryfikowała Radka, czy po prostu tak mu ślepo wręcz uwierzyła we wszystko, co jej o sobie powiedział. Sylwia odpowiedziała na to, co miała w zwyczaju, czyli że wierzy mu, ale jeśli kłamie, to czas i tak to pokaże. Poza tym nie miała powodu, aby się martwić. Zawsze, gdy się widywali, Radek miał swoje pieniądze, więc założyła, że musiał mieć je z jakiejś pracy. Kobiety więcej do tematu nie wracały, a znajomość Sylwii z Radosławem rozwijała się swoim tempem.
Okazja do przyjazdu mężczyzny do Gdańska nadarzyła się dość szybko po ich pierwszym spotkaniu. Radek obchodził swoje urodziny i bardzo chciał spędzić je w towarzystwie Sylwii. Już wtedy nieoficjalnie wiadomo było, że spotykają się po to, aby spróbować być razem, choć tak naprawdę na tamten moment nie powiedzieli sobie wprost, co ich łączy. Sylwia nie mówiła też bliskim, co tak naprawdę jest między nią a Radkiem. Oficjalnie utrzymywała, że są na etapie poznawania się. Nie zwierzała się mamie z tego, aby czuła do niego coś specjalnego. Na tamtym etapie było zbyt wcześnie, by składać jakieś deklaracje. Zdecydowanie jednak zaangażowanie emocjonalne obojga było zbyt duże, by uznać, że między nimi nie było chemii.
Kiedy się widywali, zachowywali się tak, jakby byli parą. Ten dzień, czyli dzień urodzin Radka, Sylwia dokładnie zaplanowała. Chciała pokazać mężczyźnie piękne miejsca w okolicy i padło na jelitkowo. Zarezerwowała tam apartament czy pokój i przez kilka dni para cieszyła się spokojem, pięknymi widokami, naturą, którą oboje kochali i tym, co było wtedy najistotniejsze z tych istotnych rzeczy, czyli swoim własnym towarzystwem. Wyjazd okazał się być bardzo udany, a relacja pary tylko się umocniła. Ale przyszedł moment rozstania, bowiem ich związek był z kategorii tych skomplikowanych ze względu na dzielący ich dość spory dystans. Radek musiał wracać do Warszawy, a Sylwia została w Gdańsku.
Okazja do kolejnego spotkania znów nadarzyła się nieprzypadkowo. Nadeszły bowiem urodziny Sylwii, które ta obchodziła 23 marca. Tym razem Radosław odwdzięczył się za poprzedni czas, który zorganizowała mu Sylwia i zaprosił ją do Warszawy, gdzie on także przygotował dla niej coś miłego. Nie wiadomo, co dokładnie para wtedy robiła, ale na tę okazję Radek wynajął jakiś apartament. Od razu zaznaczę, że nie do końca wiadomo, gdzie on tak właściwie mieszkał. Jak poznał Sylwię, to koczował w tym hostelu, gdzie się po raz pierwszy spotkali. Ale ze źródeł wynika, że albo przedtem mieszkał, albo już później przeprowadził się do mieszkania, które współdzielił z przynajmniej dwiema osobami. Więc jeśli to ta druga wersja była aktualna, nic zatem dziwnego, że z okazji przyjazdu Sylwii do Warszawy Radosław zadbał o to, by mieli jakąś intymność i wynajął na te kilka dni osobne mieszkanie.
W dniu swoich 23 urodzin Sylwia napisała na swoim blogu. Wybił mi 23 rok życia. Czy coś się zmieniło? Czy czegoś żałuję? Nie. Czy teraźniejszość i czas przyszły zapowiadają się dobrze? Tak. Możemy zatem tylko sobie wyobrazić, jak musiała być w tamtym czasie szczęśliwa. A częścią tej teraźniejszości i przyszłości, o której pisała na swoim blogu, był właśnie Radek, który zresztą, kiedy powstawał ten internetowy wpis, był tuż obok niej. I ten wyjazd minął bardzo przyjemnie. Para musiała się rozstać, każde wróciło do swojej codzienności, ale cały czas pozostawali ze sobą w kontakcie.
W międzyczasie Radosław poznał bliskich Sylwii. Właściwie ze źródeł wynika, że miała okazję zobaczyć go mama Sylwii, czyli pani Maria. To wydarzenie nie jest w źródłach w żaden sposób określone w czasie, więc nie wiem, czy do tego spotkania doszło przed urodzinami Radka i Sylwii, czy już po i czy w międzyczasie działo się coś więcej. Wiadomo jeszcze, że para wspólnie spędziła weekend majowy i wyjechała wtedy do Krakowa. Zatem pewnego razu Radek przyjechał do Gdańska. Nie wiem, czy spotkanie z Sylwią było wtedy zaplanowane, czy był tam przy okazji jakiejś innej sprawy. W każdym razie kobieta była wówczas, można powiedzieć, że uziemiona, ponieważ miała uszkodzoną nogę, naciągnięte albo zerwane ścięgno, a była to bardzo poważna kontuzja, która utrudniała jej poruszanie się.
A że Radek był w mieście, to para chciała ten moment wykorzystać. Sylwia powiedziała o tym pani Marii, a mama spontanicznie zadecydowała, aby zaprosiła go do ich mieszkania. Akurat przygotowywała obiad, którym mogłaby gościa poczęstować. Raczej reakcja Sylwii na te propozycje ze strony mamy nie była taka, jakiej byśmy się spodziewali. Miała ona pewne opory przed tym, aby przedstawić Radka swojej rodzinie. Jak tłumaczyła mamie, nie była jeszcze wtedy pewna tego, czy coś więcej z ich relacji wyniknie, a ona chciała przedstawić bliskim kogoś, z kim rzeczywiście wiązała plany na przyszłość. Ale te wątpliwości ustąpiły miejsca uprzejmości i Sylwia rzeczywiście telefonicznie dała Radkowi znać, aby przyszedł do ich mieszkania.
Podała mu adres, a chwilę później przywitała go w progu mieszkania. To, co szczególnie zaskoczyło panią Marię, to dość śmiałe zachowanie gościa. Mężczyzna podał mamie swojej ukochanej dłoń, a następnie zbliżył się do niej tak, jakby chciał ją uścisnąć. Z tym, że dał jej buziaka w policzek. Kobieta odebrała to jako dość dobry znak, mimo że akurat takiego przywitania się nie spodziewała. Pomyślała po prostu, że to pozytywny i otwarty człowiek. No i uprzejmy oraz dobrze wychowany, bo przyniósł ze sobą drobny upominek dla gospodyni. Później Sylwia powiedziała mamie, że Radek, kiedy otrzymał zaproszenie do ich domu, specjalnie chodził od sklepu do sklepu w poszukiwaniu odpowiednich czekoladek, które mógłby podarować mamie swojej wybranki.
Kobieta nawet uśmiechnęła się słysząc te słowa, bo był to dla niej znak, że skoro mężczyźnie zależało na tym, aby na niej zrobić dobre wrażenie, to widocznie w relacje z Sylwią musiał być bardzo zaangażowany i musiał traktować ją naprawdę poważnie. Wracając jednak do tych odwiedzin, para spędzała czas w odosobnieniu, w pokoju Sylwii. Dopiero później wyszła, gdy akurat pani Maria podała do stołu obiad. Danie przygotowane przez kobietę bardzo Radkowi smakowało, co wyraził głośno. Jego wizyta przebiegła bez zarzutu, a on sam wywarł dobre wrażenie na pani Marii. Uznała go za miłego i zaangażowanego mężczyznę. Wobec Sylwii również zachowywał się kulturalnie, co uradowało i w pewnym sensie też uspokoiło matczyne serce.
Minęło niewiele czasu. Znajomość Sylwii i Radka trwała dopiero kilka miesięcy. Przyszedł maj 2010 roku i wówczas para znuła już poważne plany. Męczyła ją bowiem odległość, która utrudniała jej poznawanie się w takich codziennych sytuacjach. Szczególnie zmęczony był tym Radek, który deklarował już wtedy Sylwii miłość. I to także on wyszedł z inicjatywą przeprowadzki do Gdańska. Kobieta słysząc takie plany nie zareagowała zbyt entuzjastycznie. Być może nie dała o swoich wątpliwościach znać akurat jemu, ale na pewno zwierzyła się mamie, której powiedziała, że nie jest pewna tego, czy chce z Radkiem budować poważny związek.
To ją trochę martwiło, ponieważ mężczyzna, przyprowadzając się do Gdańska, zrobiłby to wyłącznie dla niej. To natomiast zobowiązałoby ją do czegoś więcej. A gdyby im jednak nie wyszło, czułaby się źle z faktem, że on zrobił tak wiele, by być obok, a ostatecznie okazałoby się, że nie było warto. W tej sytuacji on straciłby zdecydowanie więcej. Nie chodzi o to, że Sylwia nic nie czuła do Radka, ale znali się około 3 miesiące, wciąż jeszcze było za wcześnie, aby ona mogła mówić, że to miłość. Mimo wszystko nie odwodziła go od tego pomysłu, ale też nie zachęcała go do jego realizacji. Po prostu czekała na to, co przyniesie czas i jakie będą jego kolejne kroki.
I wkrótce czas przyniósł konkrety. Radek poinformował ją, że znalazł już mieszkanie w Gdańsku i przeprowadzka niedługo dojdzie do skutku. Ale mijał czas, a on nie pojawiał się na Pomorzu na stałe. Wymyślał jakieś coraz to inne powody i preteksty, poprzez które tłumaczył opóźnienia w przeprowadzce. Nie wiadomo jakim sposobem, ale wkrótce Sylwia odkryła, że Radek nie był z nią szczery. Nie wynajął żadnego mieszkania. Wszystko, co deklarował w związku z tą przeprowadzką, było po prostu kłamstwem i nawet nie wiadomo, co to kłamstwo miało na celu. Być może wcześniej para odbyła jakąś rozmowę, podczas której Sylwia powiedziała, że obawia się, iż ich relacja nie ma przyszłości ze względu na to, że mieszkają w dwóch różnych stronach kraju, a Radek, nie chcąc jej stracić, bo on zdążył już się w Sylwii bardzo zakochać, spontanicznie i bez przemyślenia zobowiązał się do przeprowadzki.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W lutym 2010 roku Sylwia, studentka pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, spotkała na swojej drodze osobę, o której pisała później na swoim blogu, że jest wyjątkowa. Miesiąc później zanotowała, że teraźniejszość jak i przyszłość jawi się w jasnych barwach. Kolejne dwa miesiące później już nie żyła. Zapraszam do wysłuchania dzisiejszej historii.
_______
Źródła:
https://docs.google.com/document/d/1kxUj8sTWjBmzrxtMdyTkVp-FBho7j4oD4iuVC27acI8/edit?usp=sharing
Nadal możesz zabrać mnie na wirtualną kawę:
https://buycoffee.to/pieklojesttu
Dziękuję! ;3