Mentionsy Mentionsy
Piekło jest tu
Piekło jest tu

PIEKŁO JEST TU #171. Miłość albo śmierć

25.04.2025 ·1 godz 3 min

W lutym 2010 roku Sylwia, studentka pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, spotkała na swojej drodze osobę, o której pisała później na swoim blogu, że jest wyjątkowa. Miesiąc później zanotowała, że teraźniejszość jak i przyszłość jawi się w jasnych barwach. Kolejne dwa miesiące później już nie żyła. Zapraszam do wysłuchania dzisiejszej historii._______Źródła:https://docs.google.com/document/d/1kxUj8sTWjBmzrxtMdyTkVp-FBho7j4oD4iuVC27acI8/edit?usp=sharingNadal możesz zabrać mnie na wirtualną kawę:https://buycoffee.to/pieklojesttuDziękuję! ;3

Po prostu nie sprecyzował czego dotyczyła ta praca i dla kogo ją wykonywał. Pani Maria, gdy to usłyszała, trochę się zdziwiła, ale też zapaliła się jej pewna lampka w głowie, bo to wszystko brzmiało dość enigmatycznie, a co się z tym wiąże, również podejrzanie. Dopytała więc córkę, czy w jakiś sposób weryfikowała Radka, czy po prostu tak mu ślepo wręcz uwierzyła we wszystko, co jej o sobie powiedział. Sylwia odpowiedziała na to, co miała w zwyczaju, czyli że wierzy mu, ale jeśli kłamie, to czas i tak to pokaże. Poza tym nie miała powodu, aby się martwić. Zawsze, gdy się widywali, Radek miał swoje pieniądze, więc założyła, że musiał mieć je z jakiejś pracy. Kobiety więcej do tematu nie wracały, a znajomość Sylwii z Radosławem rozwijała się swoim tempem.

Kiedy się widywali, zachowywali się tak, jakby byli parą. Ten dzień, czyli dzień urodzin Radka, Sylwia dokładnie zaplanowała. Chciała pokazać mężczyźnie piękne miejsca w okolicy i padło na jelitkowo. Zarezerwowała tam apartament czy pokój i przez kilka dni para cieszyła się spokojem, pięknymi widokami, naturą, którą oboje kochali i tym, co było wtedy najistotniejsze z tych istotnych rzeczy, czyli swoim własnym towarzystwem. Wyjazd okazał się być bardzo udany, a relacja pary tylko się umocniła. Ale przyszedł moment rozstania, bowiem ich związek był z kategorii tych skomplikowanych ze względu na dzielący ich dość spory dystans. Radek musiał wracać do Warszawy, a Sylwia została w Gdańsku.

W międzyczasie Radosław poznał bliskich Sylwii. Właściwie ze źródeł wynika, że miała okazję zobaczyć go mama Sylwii, czyli pani Maria. To wydarzenie nie jest w źródłach w żaden sposób określone w czasie, więc nie wiem, czy do tego spotkania doszło przed urodzinami Radka i Sylwii, czy już po i czy w międzyczasie działo się coś więcej. Wiadomo jeszcze, że para wspólnie spędziła weekend majowy i wyjechała wtedy do Krakowa. Zatem pewnego razu Radek przyjechał do Gdańska. Nie wiem, czy spotkanie z Sylwią było wtedy zaplanowane, czy był tam przy okazji jakiejś innej sprawy. W każdym razie kobieta była wówczas, można powiedzieć, że uziemiona, ponieważ miała uszkodzoną nogę, naciągnięte albo zerwane ścięgno, a była to bardzo poważna kontuzja, która utrudniała jej poruszanie się.

A że Radek był w mieście, to para chciała ten moment wykorzystać. Sylwia powiedziała o tym pani Marii, a mama spontanicznie zadecydowała, aby zaprosiła go do ich mieszkania. Akurat przygotowywała obiad, którym mogłaby gościa poczęstować. Raczej reakcja Sylwii na te propozycje ze strony mamy nie była taka, jakiej byśmy się spodziewali. Miała ona pewne opory przed tym, aby przedstawić Radka swojej rodzinie. Jak tłumaczyła mamie, nie była jeszcze wtedy pewna tego, czy coś więcej z ich relacji wyniknie, a ona chciała przedstawić bliskim kogoś, z kim rzeczywiście wiązała plany na przyszłość. Ale te wątpliwości ustąpiły miejsca uprzejmości i Sylwia rzeczywiście telefonicznie dała Radkowi znać, aby przyszedł do ich mieszkania.

Minęło niewiele czasu. Znajomość Sylwii i Radka trwała dopiero kilka miesięcy. Przyszedł maj 2010 roku i wówczas para znuła już poważne plany. Męczyła ją bowiem odległość, która utrudniała jej poznawanie się w takich codziennych sytuacjach. Szczególnie zmęczony był tym Radek, który deklarował już wtedy Sylwii miłość. I to także on wyszedł z inicjatywą przeprowadzki do Gdańska. Kobieta słysząc takie plany nie zareagowała zbyt entuzjastycznie. Być może nie dała o swoich wątpliwościach znać akurat jemu, ale na pewno zwierzyła się mamie, której powiedziała, że nie jest pewna tego, czy chce z Radkiem budować poważny związek.

To ją trochę martwiło, ponieważ mężczyzna, przyprowadzając się do Gdańska, zrobiłby to wyłącznie dla niej. To natomiast zobowiązałoby ją do czegoś więcej. A gdyby im jednak nie wyszło, czułaby się źle z faktem, że on zrobił tak wiele, by być obok, a ostatecznie okazałoby się, że nie było warto. W tej sytuacji on straciłby zdecydowanie więcej. Nie chodzi o to, że Sylwia nic nie czuła do Radka, ale znali się około 3 miesiące, wciąż jeszcze było za wcześnie, aby ona mogła mówić, że to miłość. Mimo wszystko nie odwodziła go od tego pomysłu, ale też nie zachęcała go do jego realizacji. Po prostu czekała na to, co przyniesie czas i jakie będą jego kolejne kroki.

Nawet jeśli tak było, zabrnął za daleko, zapewniając ją, że wszystko jest już gotowe. Ta szczera rozmowa, podczas której Sylwia skonfrontowała mężczyznę z tym, czego się dowiedziała, odbyła się 28 maja 2010 roku, tuż przed południem. Radek akurat był wtedy w Gdańsku. Spotkał się z Sylwią na plaży. Do końca brnął w to kłamstwo, choć ona skonfrontowała go z wiedzą, którą zdobyła. Najpierw powiedział jej, że mieszkanie, które wynajął, znajduje się przy ulicy Sportowej. Kiedy odkryła, że to nieprawda, podał jej ulicę Jagiellońską. To też nie była prawda. Tam mieszkali jacyś znajomi Radka. Cokolwiek jeszcze powiedział w to południe, Sylwia podchodziła do jego słów sceptycznie.

Ale prawdopodobnie miało ono swoich świadków w postaci najbliższych sąsiadów Sylwii, którzy błyskawicznie wezwali policję oraz karetkę pogotowia. Gdy służby przyjechały na miejsce, Radka już tam nie było. Kobieta nie oddychała. Ciosów było za dużo. Dwa z nich były śmiertelne. Widać było, że się broniła. Próbowała zasłaniać się rękami, bo na nich również miała rany. Artur natomiast wciąż jeszcze żył, ale jego stan był bardzo ciężki. Prawdopodobnie też mężczyzna był przytomny, bo niektóre źródła podają, że to właśnie on pobiegł do sąsiadów, prosząc ich o pomoc. Załoga pogotowia skupiła się zatem na ratowaniu jego życia. Zabrała go do szpitala, gdzie lekarze przeprowadzili operację, ustabilizowali jego stan i uratowali mu życie.

Jeśli chodzi o podejrzanego, śledczy znali go od samego początku. Trudno było nie wiedzieć, skoro byli naoczni świadkowie zdarzenia. I nie mówię tylko o Arturze, który też padł ofiarą Radka, ale widzieli go także sąsiedzi i pracownicy pobliskich lokali usługowych. Radosław bowiem na klatce schodowej czekał na Sylwię przez dłuższy czas, być może nawet przez kilka godzin. Zanim jednak wszedł na tę klatkę, wstąpił do miejscowej kwiaciarni i kupił tam białą różę, którą zamierzał wręczyć Sylwii. Potem ruszył w kierunku klatki schodowej, na której znajdowało się jej mieszkanie. Zadzwonił do niego, ale nikt mu nie otworzył. Postanowił zatem, że zaczeka, aż kobieta wróci do domu.

Zabójstwa i usiłowania zabójstwa. Do żadnego z przedstawionych zarzutów podejrzany mężczyzna się nie przyznał. Złożył wyjaśnienia, których na początkowym etapie śledztwa funkcjonariusze nie podawali do wiadomości publicznej. Mimo braku przyznania się do winy, dowody obciążające Radka były zbyt silne. Na miejscu zbrodni bowiem zabezpieczono okulary. Leżały tuż obok zamordowanej Sylwii i należały właśnie do Radka. Pomijam już te oczywiste dowody, czyli zeznania świadków i zeznania najważniejszego, bo naocznego świadka, czyli Artura, który z zabójcą stał oko w oko. Brakowało jednak równie ważnego dowodu, narzędzia zbrodni. Najpewniej tuż po zabójstwie Radek skutecznie się go pozbył, bo nigdy go nie odnaleziono.

Słysząc to wszystko, do akcji wkroczył obrońca oskarżonego. Mężczyzna był szczerze zaskoczony i zszokowany zachowaniem swojego klienta. Potwierdził przed sądem, że już wcześniej miał trudność z dogadaniem się z nim, bo Radek, który przebywał w areszcie, zamknął się w sobie i nie chciał nic mówić. Nie mogli zatem nawet omówić linii obrony. Adwokat zwrócił się do sądu z prośbą o odroczenie rozprawy i poddanie oskarżonego dodatkowej obserwacji psychiatrycznej. Sugerował, że za irracjonalnym zachowaniem Radka mogła stać jakaś choroba. Co wcale nie byłoby dziwne, bo jak się okazało w toku śledztwa, mężczyzna już wcześniej miał problemy ze zdrowiem psychicznym.

Ponieważ prawda była taka, że Radosław po powrocie z Syrii nie podjął już żadnego zatrudnienia. Po pobycie w szpitalu psychiatrycznym w Choroszczy wyniósł się z siemiaty, czyli z domu rodzinnego, ograniczył kontakt z bliskimi i zamieszkał w Warszawie. Tam miał jedną bliską osobę, nie wiadomo jak długo i skąd ją znał. Tą osobą był ksiądz, który przejmował się losem radka i przede wszystkim wspierał go finansowo. Przekazywał mu środki na pokrycie kosztów mieszkania, ale także na wyżywienie. Mimo to Radosław nie poczuwał się do regulowania kosztów za pokój, który wynajmował w mieszkaniu, w którym mieszkały jeszcze inne osoby. I te osoby również były świadkami w procesie.

Współlokator Radka pojawił się na sali sądowej i bardzo chętnie składał zeznania. Mężczyzna był żonaty. Wraz z żoną przez jakiś czas mieszkali pod jednym dachem z oskarżonym. Nigdy nie uważali go za osobę zaburzoną bądź wykazującą objawy jakiejś choroby psychicznej, natomiast zauważali pewne specyficzne zachowania Radka, które mogły wskazywać na to, że nie do końca był on człowiekiem myślącym racjonalnie. Poza tym, że był notorycznym wręcz kłamcą, opowiadał o sobie i o swoim życiu niestworzone historie, to czasami zachowywał się w taki sposób, że budził lęk żony tego mężczyzny. Co prawda ich wspólne mieszkanie przebiegało raczej w zgodzie, ale kobieta zauważyła, że Radek dziwnie się jej przyglądał.

Wpisał zatem w wyszukiwarkę imię i nazwisko Radka i trafił na stronę, na której użytkownicy sprzedawali jakieś przedmioty. Zarejestrowany był tam także sam oskarżony, który oferował sprzedaż, uwaga, samolotu. Był to świadek bardzo istotny, który nieco rozjaśnił życiorys oskarżonego. Te informacje tylko potwierdzały fakt, że Sylwia miała bardzo dobre przeczucia, aby już po pierwszym kłamstwie, na którym złapała Radka, po prostu zakończyć z nim relację. Ale nie było to niestety jedyne kłamstwo. Wcześniej Radek oszukał ją, jeśli chodzi o pracę, którą miał. Wcale nie pisał żadnych artykułów i nie tworzył żadnych projektów. Nie był też wielkim podróżnikiem, za którego się uważał.

Wypis przypadł na 20 dzień maja, zaledwie nieco ponad tydzień przed zabójstwem Sylwii. Do kłamstw mężczyzn należy także dodać to, co mówił przed sądem. Bo oczywiście, jeśli uznać, że choroba nie była prawdziwa, a była tylko linią jego obrony, to trzeba sprostować, że nie posiadał on żadnego majątku, żadnych papierów wartościowych, żadnych setek tysięcy. Cały jego dobytek, jak to napisano w Dzienniku Bałtyckim, zamykał się w jednej torbie. Jako świadek w procesie występowała także siostra Radka, która opowiadała o leczeniu brata, które trwało kilka lat i o tej wykrytej u niego schizofrenii. Potwierdzała też, że po powrocie z Syrii coś jakby się w nim zmieniło.

Nic nie wiadomo o tym, by na te pytania uzyskała jakąś odpowiedź. Kobieta zwróciła się także do samego oskarżonego, wypowiadając takie słowa. Rozumiem, że bardzo ciężko jest żyć ze świadomością, że zabiło się kogoś, kogo się kocha. Chodzi tylko i wyłącznie o twoje sumienie. Poprzez tę wypowiedź próbowała skłonić Radka do przyznania się do zabójstwa i do zrzucenia z siebie tego ciężaru. Ten bowiem nadal upierał się przy swojej niewinności. Jednocześnie nie potrafił podać, co mógł robić w czasie, gdy Sylwia ginęła. Rzekomo nic z tego dnia nie pamiętał. Mówił też, że nie potrafiłby zabić, ponieważ nie zabija się z miłości.

Mimo, że do zbrodni się nie przyznał, zgromadzono wystarczająco dużo dowodów na jego winę. Ponadto na jednej z ostatnich rozpraw zeznawał najważniejszy świadek, Artur, który jako przypadkowa właściwie ofiara także ucierpiał podczas konfrontacji z Radkiem 29 maja 2010 roku. Poza tym cały ciąg zdarzeń poprzedzający moment zabójstwa składał się w logiczną całość, mimo że nie był to proces poszlakowy. Radka widzieli liczni świadkowie, zaczynając od kobiety, która tego dnia sprzedała mu białą różę, kończąc na Arturze, który go z tą różą widział, tak jak zresztą liczni sąsiedzi Sylwii. Sąd ogłosił wyrok, skazując oskarżonego na karę 25 lat pozbawienia wolności.

Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.