PIEKŁO JEST TU #161. Był dla niego zagrożeniem
Zabójstwo Jarosława Rudnickiego, znanego na podlasiu biznesmena z branży spożywczej, byłego akcjonariusza i wiceprezesa Jagiellonii Białystok. Odcinek o jego życiu, śmierci i wyroku, jaki za to zapadł.Źródła:https://docs.google.com/document/d/1NCidkAAsZup1qpjD9WkeRaWjolDaIHi3UxRitEguRh4/edit?usp=sharingNadal możesz zabrać mnie na wirtualną kawę:https://buycoffee.to/pieklojesttuDziękuję!
Rodzina pochodziła z niewielkiej wsi zamieszkiwanej przez około 100 osób, usytuowanej w pobliżu Białegostoku, dokładniej 14 km od tego miasta. Ich niczym nie wyróżniający się dom stał, można powiedzieć, że w samym centrum wsi, w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła. Wieś nosi nazwę Dobrzyniewo Kościelne. A Jarosław, który był bardzo ambitnym i pracowitym człowiekiem, w wolnych chwilach angażował się w pracę przy domu i robił to pełen energii i zapału. Jednak jego życiowe ambicje nie były związane z takim życiem, jakie wiedli jego rodzice. Choć nie ciągnęło go do wielkich miast, zdecydowanie preferował spokój, jaki oferowała jego rodzinna miejscowość, to jednak zdawał sobie sprawę z tego, że żeby osiągnąć sukces, musi wyjść do większej grupy ludzi.
Ale wystarczająco dobrze płatnął w przeliczeniu na naszą walutę, by wreszcie zapewnić żonie i dzieciom godny byt. Wcześniej rodzina żyła kontem u innych, a kiedy Jarosław zdołał zaoszczędzić wystarczająco dużo pieniędzy, kupił mieszkanie, do którego wówczas już kompletna, czyli pięcioosobowa rodzina się przeprowadziła. Nie wiem dokładnie w jakiej miejscowości dokonał tego zakupu, na pewno jednak nie na wsi, z której pochodził. W okolicy znajduje się większa wieś licząca ponad 1000 mieszkańców, w której Jarosław docelowo mieszkał. Jednak nie wiem czy to tam kupił to pierwsze mieszkanie, czy do Dobrzyniewa Dużego przeprowadził się już później. W każdym razie rodzina wreszcie miała swój własny kąt i skończyły się jej wszelkie problemy finansowe i troski związane z ciągłymi obawami o przyszłość.
Kobieta wraz z dziećmi mieszkała w Dobrzyniewie Dużym. Jest to spora wieś, która liczy ponad 1300 mieszkańców i jest położona około 8 km od Białegostoku. Jarosław w momencie kluczowych wydarzeń jest nazywany sąsiadem Ewy. Wnioskuje zatem, że on również mieszkał wtedy w Dobrzyniowie Dużym. Nie wiem jednak, czy mieszkał tam sam, czy ze swoją rodziną, ani czy mieszkał tam długo, czy przeprowadził się w jakichś konkretnych okolicznościach. W źródłach nie ma też informacji o tym, by rozwiódł się z Bożeną albo by był z nią w separacji. Jednakże obietnicę złożoną sobie po śmierci przyjaciela Jarosław wziął sobie do serca aż nadto. Bowiem pojawiał się w domu tej kobiety tak często, że wkrótce między nimi wybuchło uczucie, które zamieniło się w jakąś relację.
Było to w miejscowości Ogrodniki, u jeszcze innego kolegi, około 6 km od Dobrzyniewa. Imprezowali zatem we czterech. Krystianowi już totalnie puściły hamulce. Jako że na prośbę Ewy nie pił już od kilku miesięcy, to teraz był alkoholu wyraźnie spragniony. Poza tym był w dołku, ponieważ czuł się zraniony przez swoją partnerkę. Najpierw pił piwo, następnie także kolorową wódkę, którą wcześniej ze stacji benzynowej dostarczył mu jeden z kolegów. Całe to spotkanie trwało najwyżej kilka godzin, bo chwilę po godzinie 21 było już po imprezie. Kierowca, który przywiózł wszystkich do mieszkania kolegi, miał ich także odwieźć do ich domów. Wsiedli zatem już po zakończeniu imprezy do samochodu chłopaka, kiedy nagle Krystian zauważył, że ma trzy nieodebrane połączenia od Ewy.
Jarosław poprosił go o to, by ten przyjechał do Dobrzyniewa z lekami, których potrzebowała Ewa. Jakub musiał jednak odmówić, ponieważ było już dość późno, a on kolejnego dnia musiał wcześnie rano wstać, aby pójść do pracy. Ewa po tej odmowie postanowiła sama poradzić sobie z problemem i zamówiła taksówkę, żeby dostać się do Białegostoku. Było to już po tym, jak próbowała dodzwonić się do Krystiana, ale zanim wysłała mu te dwie wiadomości. Możemy więc spekulować, że być może próbowała skontaktować się z narzeczonym, aby poprosić go o powrót i o to, aby przy okazji przywiózł jej potrzebne lekarstwa. Kiedy jednak on nie odebrał połączeń, zamówiła taksówkę, a następnie uniosła się honorem i zapewniła, że już nie będzie do niego dzwonić.
Jednak kiedy Krystian zobaczył, że kobieta prawdopodobnie go potrzebuje, poprosił kolegów, aby odwieźli go z powrotem do Dobrzyniewa. Zapewnił jednak, że wizyta będzie krótka, ponieważ planował tylko odbyć z kobietą rozmowę. Chciał zatem, aby koledzy nie odjeżdżali z miejsca, tylko poczekali, aż ten zakończy rozmowę z Ewą i wtedy mógłby zabrać się z nimi do miasta. Koledzy nie mieli nic przeciwko, więc we trzech ruszyli w drogę, która zajęła im tylko kilka minut, jako że było to bardzo blisko. Na miejscu kierowca zaparkował swój samochód na sąsiedniej posesji we wjeździe. Wszyscy z niego wysiedli, ale tylko Krystian poszedł w stronę domu Ewy. Pozostała dwójka została przy samochodzie. Krystian nie zdążył nawet wejść za bramę, ponieważ tuż przed nią spotkał opuszczającego posesję kobiety bardzo pijanego Jarosława, który zataczał się i mówił bardzo niewyraźnie.
Zanim Jarosław zdążył się podnieść, młodszy mężczyzna zaatakował go ponownie, kopiąc go w głowę. Następnie uderzał na zmianę pięściami i nogami, cały czas skupiając się głównie w okolicy głowy i twarzy. Wszystkiemu przyglądali się świadkowie. To jest koledzy, którzy go przywieźli do Dobrzyniewa, ale także Ewa, którą z domu wywabiły podejrzane hałasy. Każde z nich starało się odciągać agresora od ofiary, ale Krystian nie dał się powstrzymywać. Groził nawet młodym mężczyznom, że jeśli też będą próbowali go odciągać, będą leżeli obok Jarosława. Ewę, która próbowała przerwać bicie, odepchnął tak mocno, że kobieta upadła na asfalt. Koledzy, nie wiedząc co zrobić i jednocześnie widząc, że Krystian nie reaguje na ich prośby i wołania o zaprzestanie bicia ofiary, postanowili odjechać z miejsca zdarzenia, wyraźnie przerażeni i jednocześnie też zaskoczeni zachowaniem Krystiana.
Możliwe, że mężczyzna nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielkie obrażenia odniosł Jarosław. W każdym razie nie próbował uciekać, ukrywać się, a normalnie chodził po ulicy i pojawiał się w miejscach, w których bardzo łatwo można go było rozpoznać i namierzyć. Przyszedł na przykład do warsztatu samochodowego, który należał do Ewy, gdzie spędził większość dnia pijąc alkohol z pracownikami tego warsztatu. Wieczorem pojechał do Dobrzyniewa, do domu kobiety. Nie wiem, czy się z nią tam spotkał, natomiast jako, że był bardzo zmęczony nieprzespaną nocą, usiadł przy stole i po prostu przy nim zasnął. Taki obrazek zastała matka Ewy, która złożyła córce wizytę. Rozumiem, że nie miała wcześniej okazji poznać przyszłego zięcia, ponieważ nie rozpoznała mężczyzny śpiącego na siedząco przy stole.
Ta miała wówczas powiedzieć, że jej ojca potrącił samochód, że leżał w pobliżu przystanku autobusowego i że to ona była pierwszą osobą, która go tam znalazła. Równie zszokowany był Jakub, którego wiadomość o krytycznym stanie jego ojca wyrwała ze snu. Mężczyzna później długo zarzucał sobie, że nie pojechał na prośbę ojca do Dobrzyniewa. Gdyby spełnił jego prośbę, dostarczył te potrzebne Ewie leki, być może nic takiego nigdy by się nie wydarzyło, bo sam odebrałby tatę od sąsiadki. Trudno jednak winić kogokolwiek prócz Krystiana o to, co się stało. Sylwia i Jakub połączyli siły i natychmiast zaczęli działać w tej sprawie, próbując dowiedzieć się czegoś więcej o zdarzeniu, nie do końca wierząc w to, co podawała im Ewa.
Planowała dostosować dom do tego, by podczas rekonwalescencji, kiedy już będzie mógł przechodzić ten proces we własnych czterech ścianach, było mu jak najwygodniej. Mężczyzna był utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej i niestety nie odzyskał już przytomności. 24 lutego 2017 roku wieczorem Po pełnych pięciu dniach walki o jego życie stwierdzono jego zgon. Cytuję. Doznane przez Jarosława Rudnickiego obrażenia doprowadziły do niewydolności krężeniowo-oddechowej oraz niewydolności ośrodkowego układu nerwowego w następstwie dużego obrzęku mózgu z jego malacją rozmiękaniem. Jego stan w ciągu kolejnych dni był bardzo ciężki, a rokowania były niepomyślne.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Zabójstwo Jarosława Rudnickiego, znanego na podlasiu biznesmena z branży spożywczej, byłego akcjonariusza i wiceprezesa Jagiellonii Białystok. Odcinek o jego życiu, śmierci i wyroku, jaki za to zapadł.
Źródła:
https://docs.google.com/document/d/1NCidkAAsZup1qpjD9WkeRaWjolDaIHi3UxRitEguRh4/edit?usp=sharing
Nadal możesz zabrać mnie na wirtualną kawę:
https://buycoffee.to/pieklojesttu
Dziękuję!