PIEKŁO JEST TU #125. Dlaczego dziecko kryło sprawcę?
W nocy z 16 na 17 grudnia 2008 policjant dyżurujący na KP w Środzie Wielkopolskiej odebrał telefon od dziecka, które zgłosiło, że jego rodzina została porwana. Tej nocy straciło ono kogoś bliskiego, ale motywów tego okrucieństwa nie znamy do dzisiaj. Dlaczego chłopiec milczał przez ponad osiem miesięcy i dlaczego dał się wciągnąć w mistyfikację uknutą przez najbliższego? ____________ Źródła: https://docs.google.com/document/d/1hev86oL0cCrH3GLeE0Am3c3Iw1bEr7GgSBdyNKXDmpQ/edit?usp=sharing Muzyka w tle: Somnolent - The Tides
Przyjaciele kobiety mówili o niej, że była bardzo ambitna, a praca była bardzo ważną częścią jej życia i właściwie spędzała w niej większość swojego dnia. Ale nie była to tylko praca w sensie zarobkowym, ale też jej wielka pasja, z której nigdy by nie zrezygnowała. I nie zrezygnowała nawet wtedy, gdy na świat przyszło jej pierwsze i jedyne dziecko. Po porodzie i okresie połogu bardzo szybko wróciła na wysokie obroty w życiu zawodowym. Była w związku małżeńskim i to niemal od 15 lat, czyli wyszła za mąż jeszcze przed 20 rokiem życia. Mąż Jacek był jej wielką miłością, prawdopodobnie też pierwszą, bo para poznała się jeszcze kilka lat przed ślubem, a więc było to kiedy Agnieszka była nastolatką.
Jacek był od niej starszy o 5 lat. Para po kilku latach małżeństwa doczekała się pierwszego i jedynego dziecka, syna, któremu dała imię po jego ojcu, czyli Jacek. Będę musiała używać jednego imienia mówiąc o dwóch różnych osobach, więc przyjmijmy, że ojciec Jacek będzie po prostu Jackiem, a chłopiec będzie albo Jackiem Juniorem, albo po prostu Juniorem, bo nie da się tego inaczej rozegrać. Małżeństwo tych dwoje początkowo było naprawdę bardzo udane, choć od początku wizje życia Agnieszki i jej męża nieco się od siebie różniły. Ona była realistką, realizowała swoje cele z powodzeniem i nie było dla niej rzeczy niemożliwych, bo wyznaczała sobie właśnie takie cele, które wiedziała, że jest w stanie osiągnąć swoją ciężką i konsekwentną pracą.
On natomiast bardzo długo szukał swojej drogi zawodowej i właściwie chyba nigdy jej nie odnalazł. Agnieszkę cieszyły relacje z ludźmi, ich życzliwość, uśmiech, możliwość rozmowy, spędzenia razem czasu. Jacek raczej stawiał na otaczanie się rzeczami niż ludźmi. Choć jest wątpliwe już na ten moment, że wniósł do tego małżeństwa jakikolwiek majątek, to chętnie kupował drogie gadżety, zawsze chciał mieć najlepsze auta i takimi też jeździł. Lubił imponować ludziom, bo wydawało mu się, że zaimponować może właśnie statusem materialnym. Choć nie był to głupi mężczyzna, określono go, że był bardzo inteligentny. Mimo wszystko jednak widziano, że w stosunkach międzyludzkich bił od niego pewnego rodzaju chłód.
Jacek był raczej powściągliwy, a uczucia najchętniej okazywał jedynie swojemu synkowi. Co prawda parze w kwestii finansowej powodziło się bardzo dobrze i rzeczywiście mogła ona sobie pozwolić na drogie rzeczy i dalekie podróże, ale stało się tak głównie za sprawą pracowitości i zaradności Agnieszki, bo to jej działalność przynosiła bardzo dobre zyski. Oczywiście nie ma tutaj podziału na to co jest męża, a co jest żony, ponieważ para odkąd wstąpiła w związek małżeński, miała wspólnotę majątkową. A że salon fryzjerski Agnieszki powstał już po ślubie, to należał również do Jacka. Ale to dzięki tej dobrej pracy kobiety udało się odłożyć pieniądze na wkład własny do mieszkania i dzięki temu bank bezproblemowo udzielił parze kredytu.
Mieszkanie, które małżeństwo kupiło, znajdowało się w bardzo atrakcyjnej okolicy, bo niemal w samym centrum miasta. Na parterze bloku, gdzie znajdowała się ich nieruchomość, Agnieszka wynajęła lokal i tam prowadziła swój salon fryzjerski. Jacek natomiast szybko rezygnował z każdego zajęcia, którego się chwytał. Miał słomiany zapał. Chciał prowadzić firmę, żona wspierała go w tej decyzji. Nie tylko dobrym słowem, wiarą w niego, ale przede wszystkim finansowo, bo to ona zarobiła pieniądze na to, aby Jacek mógł sprowadzić towar do swojego nowo założonego biznesu. A miał tam zajmować się sprzedażą biżuterii indyjskiej. Oczywiście pieniądze na czynsz zawynajmowany w centrum handlowym lokal również zarobiła i udostępniła Agnieszka.
I drugi raz podkreślę, że zapewne w tej rodzinie nie było wyliczania kto ile zarobił, kto ile dał na życie itd., bo oficjalnie wszystko było wspólne, ale przecież nie da się zaprzeczyć kto te pieniądze tak naprawdę zarabiał, a kto je przeważnie tylko trwonił. I choć interes, który wymyślił sobie Jacek zapowiadał się tak obiecująco, to ostatecznie okazało się, że tylko pochłaniał pieniądze zamiast je przynosić. Tym bardziej, że mężczyzna nie chciał być nawet sprzedawcą w swoim własnym sklepie i zatrudnił sobie kogoś do pomocy. A to generowało kolejne koszty. On za to zajmował się głównie jeżdżeniem po towar, przywożeniem go później do sklepu, układaniu na półkach itp. Wkrótce i to zajęcie mu się znudziło i musiał zamknąć firmę.
Przede wszystkim dlatego, że nie przynosiła ona żadnych dochodów, a wręcz pochłaniała dużą część rodzinnego budżetu. Mężczyzna wyraźnie nie lubił dostosowywać się pod sztywne ramy. Raczej chciał żyć wolno, bez pracy na etacie, która tę wolność właśnie mu ograniczała, więc nie było mu łatwo znaleźć odpowiednie dla siebie zajęcie. Kiedy sklep musiał zostać zamknięty, Agnieszka wpadła na pomysł, że wydzieli w swoim salonie miejsce, w którym Jacek będzie mógł przyjmować własnych klientów. Oczywiście nie jako fryzjer, bo takich zdolności i takich ambicji mężczyzna nie posiadał, ale chodziło o to, że miałby on zajmować się tam piercingiem. Najpierw wypadałoby się jednak do tej roli przygotować. Zatem Agnieszka znalazła i opłaciła mężowi kursy w Berlinie.
Finalnie, chociaż mężczyzna jako tako się wyszkolił, to i to zajęcie nie okazało się być ani jego pasją, ani żyłą złota. Para porzuciła więc ten pomysł, a mężczyzna zaczął rozglądać się za normalną, zwyczajną pracą na etacie. Pomóc spróbował jego teść, ojciec Agnieszki, który zaangażował Jacka do pomocy w swojej firmie. A właściwie nie wiem, czy we własnej firmie, czy w firmie, w której sam pracował. Ale ta współpraca nie układała się pomyślnie, więc Agnieszka ostatecznie doszła do wniosku, że to ona da mężowi pracę. Jego zadaniem było pomaganie jej w sprawach formalnych firmy, coś typu prowadzenie księgowości. Temu zadaniu Jacek również nie sprostał, więc na końcu został pracownikiem firmy transportowej, z której też, jak się dowiemy niedługo, po stosunkowo niedługim czasie zrezygnował.
Para doszła więc do porozumienia i zdecydowała się na jasny podział ról w małżeństwie. To Agnieszka skupiała się na zarabianiu pieniędzy, a Jacek miał opiekować się ich rosnącym synkiem. Taki układ wydawał się najrozsądniejszy, tym bardziej, że mężczyzna do pracy się nie garnął, A Agnieszka swoją uwielbiała i nie chciała z niej rezygnować, mimo że jej salon miał już taką renomę, że spokojnie mogła zostawić go pod okiem jedynie swoich pracowników, a sama w tym czasie mogła skupić się na wychowywaniu dziecka. Ostatecznie padło na to, że to Jacek będzie prowadził gospodarstwo domowe. Ojcem Jacek był naprawdę świetnym. Z Jackiem juniorem dogadywał się wyśmienicie i bardzo dobrze się razem bawili.
Chłopiec był do swojego taty bardzo przywiązany i pewnie znaczny wpływ na tę niezwykle silną więź miał właśnie fakt, że to Jacek na co dzień zajmował się synem. Najwięcej z nim rozmawiał, pokazywał mu świat, odbierał go ze szkoły, jeździł z nim na wakacje. I w tej roli Jacek również czuł się doskonale. Synek był jego oczkiem w głowie, wszędzie go ze sobą zabierał, a mały Jacek zawsze miał to, czego pragnął. Jeździli na rodzinne wakacje, chociaż trudno powiedzieć o nich rodzinne, skoro nie było na nich Agnieszki, która w tym czasie musiała pracować. Na mediach społecznościowych, zwłaszcza na popularnej w tamtych latach naszej klasie, mężczyzna publikował swoje zdjęcia z synem. Obaj byli zawsze szczęśliwi, uśmiechnięci, a znajomi Jacka zostawiali pod tymi zdjęciami komentarze pełne uznania, szacunku i podziwu dla tak zaangażowanego w wychowywanie dziecka ojca.
Jacek sprawiał świetne wrażenie na osobach trzecich. Był czarujący, uśmiechnięty. Jednak tylko ci, którzy byli bardzo blisko tej rodziny wiedzieli jakim człowiekiem Jacek był naprawdę. A był kontrolującym żonę manipulantem, który szantażem emocjonalnym wymuszał na niej posłuszeństwo. Lubił kiedy wszystko szło po jego myśli i to jego zdanie musiało być ostatnie. Wpływał nie tylko na decyzje swojej żony, ale w znacznej mierze również na myśli i zachowanie swojego syna, konsekwentnie powodując, że dziecko zaczynało dystansować się od własnej matki. Agnieszka niemal od świtu do nocy siedziała w salonie przyjmując klientów. Do domu wracała przeważnie tylko po to, aby zjeść kolację, wykąpać się i przenocować.
Prowadząc taki tryb życia, naturalną koleją rzeczy było to, że jej relacja z synem z czasem się osłabi. Dziecko w końcu przebywało całe dnie z ojcem. Ale kobieta nie przypuszczała nawet, że jej własny mąż celowo nastawiał ich dziecko przeciwko niej, przez co rzadko Jacek Junior w obecności ojca reagował na prośby czy słowa swojej matki. I w przeróżnych sytuacjach, sprzeczkach, nieporozumieniach, chłopiec stał właśnie po stronie ojca. Agnieszce oczywiście było z tego powodu bardzo przykro, bo bardzo kochała swoje dziecko, swojego jedynego syna, choć nie była w stanie poświęcić mu zbyt wiele czasu. Ale cały czas myślała, że to ochłodzenie relacji z chłopcem wynikało wyłącznie z jej nieobecności w domu, że był on po prostu zżyty bardziej z ojcem niż z nią, ponieważ to on z nim spędzał więcej czasu.
Gdyby to ona zajmowała się domem, a Jacek by pracował zawodowo i utrzymywał swoją rodzinę, wówczas te role byłyby odwrócone. Agnieszka zdając sobie sprawę z tego, że pracuje za dużo i przez to oddala się od własnego dziecka, próbowała nieco zwolnić obroty i mimo wszystko zawalczyć o utrzymanie więzi z synem. Ale wówczas mąż denerwował się, bo budżet rodziny znacznie się kurczył, gdy ta próbowała spędzać więcej czasu w domu. A pieniądze były ważne, zwłaszcza dla Jacka, bo to głównie on zajmował się ich wydawaniem i trwonieniem. I robił to również za plecami i bez wiedzy żony, nie konsultując nią swoich zakupów. Raz na przykład zamówił sobie za pobraniem perfumy jakiejś firmy premium, bo koszt tych perfum opiewał na około 1000 zł, co na tamte czasy było kwotą naprawdę ogromną i postawił żonę przed faktem dokonanym.
Przyszedł kurier czy listonosz z paczką, Agnieszka musiała bez słowa sprzeciwu uiścić opłatę. Jackowi wygodnie było żyć na koszt żony, którą świadomie sam wpędzał w pracoholizm. Bo gdyby umiał i chciał utrzymać jakąś posadę, dokładałby się do domowego budżetu, To wtedy Agnieszka mogłaby i zwolnić, i odpocząć, i zadbać o siebie, ale przede wszystkim spędzać więcej czasu ze swoim synem, mimo że chociaż raz na rok wyjechać z nim gdzieś na wakacje, pokazać półkawałek świata swoimi oczami, bo do tej pory Jacek Junior ten świat znał tylko z opowieści ojca. Ale Jacek mimo wszystko wolał, kiedy to Agnieszka pracowała, a on poświęcał się dziecku.
Tylko, że to nie do końca tak było, jak on deklarował. Bo na początku może i rzeczywiście zajmował się Jackiem juniorem, ale kiedy to robił, to brakowało mu czasu na własne przyjemności. A żeby móc te przyjemności realizować, to potrzebował więcej wolności, a dziecko wyraźnie mu przeszkadzało. Musiał więc zacząć zostawiać syna pod okiem osób trzecich. I tak zaczęło się zatrudnianie niań dla chłopca albo podrzucanie go dziadkom, rodzicom Agnieszki. Dziadkowie oczywiście bardzo kochali swojego wnuka, więc nigdy na taki stan rzeczy nie narzekali, ale jednocześnie wiedzieli, że było to bardzo niesprawiedliwe, bo przecież Jacek miał tylko jedno zadanie – opiekować się domem i dzieckiem.
I nawet to z czasem przestał robić. To czym zajmował się mężczyzna w tym czasie całkowicie wolnym, gdy zostawiał dziecko pod cudzą opieką, nie jest do końca jasne, ale między wierszami można zrozumieć to tak, że spotykał się wtedy z jakimiś kobietami. Bowiem nie był on Agnieszce wierny chyba właściwie nawet przez większość trwania ich małżeństwa. Jacek zakładał profile na portalach randkowych, bardzo lubił flirtować z przypadkowymi kobietami, a czasami ten flirt zamieniał się w coś więcej. Ludzie plotkowali, donosili o tym Agnieszce, Jacek był widywany z innymi, ale ona tak ślepo go kochała, że po prostu traktowała to jak zwykłe plotki, a jeśli nawet domyślała się, że mogła to być prawda, to bała się z tą prawdą skonfrontować, ponieważ nie była gotowa na rozstanie.
Chciała to małżeństwo kontynuować i po prostu być z Jackiem, ze swoją pierwszą wielką miłością. Rodzice kobiety wspominali, że była ona bardzo w swoim mężu zakochana, wręcz ślepo w niego wpatrzona. I choć oni mówili jej otwarcie o tym, co świadczyło o tym, że Jacek nie był dobrym mężem, Agnieszka przynajmniej na początku słuchała wyłącznie swojego serca. Ale zdrady Jacka nie były jedynym potencjalnym powodem do rozstania, którego Agnieszka tak bardzo się bała, ponieważ mężczyzna był wobec swojej żony agresywny. Media podają kilka sytuacji, podczas których Agnieszka czuła się przez męża zagrożona. Wspomnę jeszcze teraz, że pomimo tego, że uczciwość i wierność Jacka względem żony była wątpliwa,
To okazuje się, że to on był o nią chorobliwie zazdrosny i posądzał ją o zdrady. Robił jej w związku z tym różne sceny, nawet przy klientach i wydawało się, jakby popadał na tym tle w paranoję. Mniej więcej w połowie 2007 roku, czyli powiedzmy na półtora roku przed śmiercią Agnieszki, zaczęło się śledzenie kobiety, wystawanie pod salonem, obserwowanie jej, komentowanie każdego jej kroku. W materiale programu Uwaga, który oczywiście linkuję Wam w źródłach, przedstawiony jest fragment rozmowy reportera, wydaje mi się, że ze sprzedawcą w sklepie, który znajdował się w pobliżu salonu fryzjerskiego Agnieszki, I mężczyzna ten mówił, że była taka sytuacja, kiedy Jacek wszedł do jego sklepu i po prostu tak z marszu otwarcie powiedział do niego, że w tym momencie Agnieszka zapewne go zdradza.
Bo pomimo, że teoretycznie powinna była znajdować się w swoim salonie, to było tam zgaszone światło. No a skoro było zgaszone światło, to albo jej tam nie było i była w innym miejscu, co świadczy o tym, że kłamała, albo co można robić przy zgaszonym świetle. Prawda jest jednak taka, że za rękę żony Jacek nigdy nie złapał. Kobieta nigdy nie była widziana w towarzystwie innych mężczyzn. Nigdy nawet nie plotkowano o tym, że Agnieszka mogłaby zdradzać swojego męża. Za to Jacek był regularnie widywany to na portalach randkowych, to z innymi kobietami. A jednak to on miał być w tym małżeństwie według niego samego zdradzanym. Doszło nawet do takiej sytuacji, że miał on proponować seks wspólnej znajomej, a ta znajoma była w związku małżeńskim
Powiedziała wówczas, że jej mąż, który posiada broń, jest w złym stanie psychicznym i może sobie zrobić przy pomocy tego narzędzia krzywdę. Reakcja była natychmiastowa, bo Jacek wkrótce utracił pozwolenie na broń, ze względu na to, że istniało zagrożenie jego życia. Ale broń nadal posiadał, bo już przy kolejnej małżeńskiej sprzeczce znowu wyciągnął pistolet, tylko że tym razem skierował go w stronę Agnieszki i po prostu jej nim groził. Przerażona kobieta kolejny raz zdecydowała się sięgnąć po pomoc i zgłosiła to zdarzenie na policji. Wówczas jednak nie wszczęto żadnego postępowania, ponieważ nie znaleziono dowodów na prawdomówność Agnieszki. Z czasem rodzinne awantury powtarzały się, a Agnieszka konsekwentnie wszystkie agresywne zachowania Jacka zgłaszała na komisariacie.
Podczas jednego ze zgłoszeń poprosiła o założenie rodzinie niebieskiej karty. Po prostu przedstawiła się jako ofiara przemocy domowej. Policjanci jednak w żaden sposób nie pomogli Agnieszce. Uznali po prostu te wszystkie awantury, które prowokował Jacek, jako zwyczajne małżeńskie kłótnie, jedne z wielu i takie, które odbywają się u wszystkich. Prawdopodobnie, i mówię to tylko dlatego, że nie zostało to przez policję potwierdzone, ale za to przyjaciele kobiety twierdzili inaczej, nie było w domu Agnieszki i Jacka takiej werbalnej przemocy. Kobieta nie miała śladów pobicia i właściwie nie miała żadnego namacalnego dowodu na to, że życie z jej mężem pod jednym dachem zagraża jej zdrowiu i życiu. Dlatego nikt na policji nie traktował jej doniesień na poważnie i nie udzielono jej żadnej realnej pomocy.
W końcu, a było to w połowie 2008 roku, kobieta zebrała wszystkie wewnętrzne siły i można powiedzieć, że uciekła przed mężem do swoich rodziców, którzy nie mieszkali w Środzie Wielkopolskiej, a w Nagradowicach, 15 km od miasta. I wtedy też po raz pierwszy zaczęła otwarcie mówić o tym, jak naprawdę wyglądało jej małżeństwo z Jackiem. Do tej pory starała się ze swoimi problemami radzić sobie sama, ale wreszcie postanowiła, że nie może być tak dłużej, że musi sięgnąć po pomoc. Wiedziała, że jeśli wyzna swoim bliskim całą prawdę, to nie będzie już odwrotu i będzie musiała odejść na zawsze od męża. To, że przyznała się do bycia ofiarą przemocy domowej dodało jej dużo odwagi i motywacji do trzymania się swojego postanowienia o zakończeniu tego małżeństwa, pomimo, że sercem wciąż była bardzo, bardzo za Jackiem.
Agnieszka oczywiście chciała zabrać ze sobą syna, ale ani jej mąż, ani jej syn nie zgadzali się na to. Dziecko było tak zżyte z ojcem, że nie wyobrażało sobie mieszkać z matką. Przez ten okres, kiedy kobiety nie było w domu, syn emocjonalnie bardzo się od niej oddalił. Chociaż jedna z koleżanek Agnieszki wspomina, że wcześniej relacje Agnieszki i syna były jak najbardziej poprawne. Były dobre. Syn chętnie spędzał z matką czas, rozmawiał z nią, bawił się z nią. Chwilę przed tym rozstaniem, chwilę przed podjęciem przez Agnieszkę decyzji o separacji, Jacek Junior zaczął zachowywać się wobec swojej matki wrogo i obco. I wówczas nawet miało paść takie zdanie, że Agnieszka nie jest jego matką. Oczywiście wszystko to było dla kobiety bardzo trudne i bolesne, to mimo wszystko Agnieszka zrozumiała, że tak będzie dla dziecka najlepiej.
Z kontaktu z synem oczywiście nie zamierzała rezygnować i regularnie się z nim widywała. A to zabierała go do swoich rodziców, a to spędzała czas z Jackiem Juniorem we własnym salonie, ponieważ z salonu do mieszkania, w którym dziecko zostało ze swoim ojcem było zaledwie kilka kroków. Ze swoim mężem Agnieszka starała się ograniczać kontakty do minimum. Rozmawiali tylko, gdy tego wymagała sytuacja, np. kontaktowali się w sprawie syna. W tamtym momencie Agnieszka już na poważnie planowała rozwód i zaczęła nawet już wykonywać różne działania. Ale największym zmartwieniem Agnieszki było to, co stanie się z jej synem. Wiedziała bowiem, że mały Jacek nie będzie chciał dobrowolnie z nią zamieszkać. Bała się też, że po rozwodzie z mężem jej więź z synem osłabnie jeszcze bardziej.
Oczywiście chciała i zamierzała o niego walczyć, ale na każdym spotkaniu z dzieckiem widziała, jak bardzo ojciec nastawił je przeciwko matce. Do tego stopnia Jacek Junior był źle do matki nastawiony, że na ślepo wykonywał wszystkie rozkazy ojca. Najpewniej nie miał świadomości tego, że szkodzi swojej mamie i że jego tata używa go do swojej prywatnej wojny z żoną, ale mimo wszystko pewne sytuacje, które miały miejsce, a w których Jacek Junior brał udział mrożą krew w żyłach. Był zwyczajny letni dzień, gdy Agnieszka jak codzień pracowała w swoim salonie. Jej synek praktycznie jak każdego dnia zszedł do niej na dół i po krótkiej chwili zaproponował jej coś do picia.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W nocy z 16 na 17 grudnia 2008 policjant dyżurujący na KP w Środzie Wielkopolskiej odebrał telefon od dziecka, które zgłosiło, że jego rodzina została porwana. Tej nocy straciło ono kogoś bliskiego, ale motywów tego okrucieństwa nie znamy do dzisiaj. Dlaczego chłopiec milczał przez ponad osiem miesięcy i dlaczego dał się wciągnąć w mistyfikację uknutą przez najbliższego? ____________ Źródła: https://docs.google.com/document/d/1hev86oL0cCrH3GLeE0Am3c3Iw1bEr7GgSBdyNKXDmpQ/edit?usp=sharing Muzyka w tle: Somnolent - The Tides