Mentionsy Mentionsy
Paranauci Podcast
Paranauci Podcast

Mit, legenda, Józef Tkaczuk | LEGENDY MIEJSKIE VOL. 2

21.07.2025 ·1 godz 18 min

W dwudziestym trzecim odcinku Paranautów wracamy na stare śmieci - Iga i Maciek porozmawiają o miejskich legendach. Usłyszycie dziś o dzwonkach na cmentarzu, domu pełnym obrazów (?), czerwonym pianinku i wiele więcej.Źródła:https://pl.wikipedia.org/wiki/Misja_na_Marsa_(legenda_miejska)https://www.saskakepa.waw.pl/saska-kepa/znani-saskiej-kepy/jozef-tkaczukhttps://kultura.poznan.pl/mim/kultura/news/przedsionek-smierci,60181.htmlhttps://pl.wikipedia.org/wiki/Paskuda_z_Zalewu_Zegrzy%C5%84skiegoPolecajki: https://www.facebook.com/BistroDzoj/Zapraszamy na serwer fanów grozy: https://discord.gg/JpY4Q7h6K7

Nie wiem. To może ja zacznę, jeśli pozwolisz. Zaczynaj. Dobra. Zaczynaj. Dzisiaj masz niebieskie światła. Powiedz mu, że jest prawie zielono, więc zaczynam. Moja pierwsza historia tyczy się trochę życia studenckiego i mam wrażenie, że każdy kto studiował albo może konkretniej kto żył w akademiku podczas studiów, 3. Józef Tkaczuk. Karton stał w koncie od początku imprezy.

To jest wspaniałe według mnie. To jest taki folklor w najczystszej postaci. Tak, to jest, on jest rzeczywiście rozlany na cały świat, może poza Japonią, bo oni wymyślają jakieś dyrdy małe straszne, które u nas się raczej nie powtórzą. Oryginalne. Tak, to prawda, to prawda. Ale ja teraz mam coś, co jest też bardzo lokalne, w szczególności, bardzo lokalne dla nas, dla Polski, bo to jest fenomen, który istnieje tylko u nas. I dotyczy pewnego człowieka, który nazywa się Józef Tkaczuk. Idziesz przez miasto, które znasz od lat. Te same bloki, te same kioski, choć już pozamykane. Sklepy teraz mają inne nazwy, ale schody wciąż skrzypią tak samo jak wtedy, gdy byłeś dzieckiem. Idziesz bez celu, od przyzwyczajenia.

I wtedy go widzisz. Napisał to ktoś flamastrem na skrzynce elektrycznej. Tu byłem. Józef Tkaczuk. Uśmiechasz się, choć nie wiesz czemu. To nazwisko śledziło cię od zawsze. Było na murze koło szkoły, na tyłach przystanku, na betonowym słupie przy torach. Kiedy byłeś dzieckiem, myślałeś, że to jakiś bohater wojenny. Albo może złodziej? Albo nikt, tylko imię. Później usłyszałeś więcej. Józef Tkaczuk żyje.

I wtedy czujesz coś dziwnego. Jakbyś był w centrum czegoś większego. Jakby istniała podskórna warstwa miasta, widzialna tylko dla tych, którzy patrzą nieco dłużej. Dla tych, którzy pamiętają. Może nie wiesz, kim jest Tkaczuk. Może nigdy się nie dowiesz, ale jego imię wrasta w mury, w przystanki, w tablice i drzwi toalet. Tkaczuk był. A skoro był, to może Ty też zostawisz jakiś ślad? Wyciągasz flamaster, zatrzymujesz się i piszesz. Fenomen Józefa Tkaczuka to zjawisko graffiti i miejskiego folkloru, które narodziło się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych na warszawskiej Saskiej Kępie oraz na Grochowie.

Na murach, mostach i w przestrzeni publicznej zaczęły się pojawiać napisy z imieniem i nazwiskiem osoby, której tożsamość była i dla wielu wciąż jest niejasna, czyli właśnie Józef Tkaczuk. To były wszelkiego rodzaju napisy typu właśnie tu byłem czy Tkaczuk na prezydenta. No i okazuje się, że Tkaczuk rzeczywiście istniał, bo był woźnym w szkole podstawowej nr 15 przy ulicy Angorskiej i od uczniów zyskał przydomek Turek. I uczniowie oraz osoby, które kompletnie nie kojarzyły człowieka, wkrótce zaczęły pisać po murach czy przystankach czy po właśnie jakichś, nie wiem, Po czymkolwiek można było napisać, cokolwiek związanego z Tkaczukiem. Tu byłem czy Tkaczuk naszym prezydentem, czy Tkaczuk dobrym prezydentem, demokratą i Turkiem.

W 1993 rozpętało się swoiste happeningowe przedstawienie wyborcze, bo rozklejono plakaty z wyimaginowanym kandydatem, którym nie zgadniecie jak się nazywał, Józef Tkaczuk, Listy 68 i Fikcyjnym programem wyborczym. Fenomen pojawił się również w reklamie, bo w 1994 roku hasło GDZIE JEST JÓZEF TKACZUK wykorzystano w kampanii papierosów WINS, a w 2014 jego wizerunek pojawił się na reklamie Telekomu. Niektórzy wzięli sobie trochę pod warsztat samego Tkaczuka i antropolog kultury Roch Sulima interpretuje to zjawisko jako formę transformacji znaczeń w przestrzeni miejskiej. Trochę jak taki rytualny, ciężkie słowo właściwie, nie wiem czy nazwałbym je rytualnym, ale akt zapisu własności i tożsamości w kontekście przemian ustrojowych.

Pamiętajmy, że lata 90. to był rzeczywiście okres bardzo dużych zmian w Polsce. I przynależenie do pewnego rodzaju kasty ludzi, którzy może nie wiedzieli kim jest Tkaczuk, ale wiedzieli o tym fenomenie i chcieli mu się przysłużyć, sprawiał pewnego rodzaju formę buntu, trochę politycznego także. Pamiętajmy, że Tkaczuk był prezydentem, a w każdym razie miał nim być, według ludzi piszących te słynne tkaczukowe hasła. To jest trochę polski odpowiednik Kilroya, tego ziomeczka z nosem, co wystaje za ścianę, który był polityczno-kulturowym memem od czasów wojny właściwie. On się pojawiał na całym świecie. No i w Polsce Kilroy, mimo tego, że też zawitał, to miał tutaj swojego odpowiednika, czyli właśnie Józefa Tkaczuka.

Seks Tkaczuk, Towarzysz Tkaczuk. On pojawiał się także w reportażach, audycjach radiowych, tekstach satyrycznych. W każdym razie istniał. Mimo tego, że to był rzeczywisty człowiek, to jego imię i nazwisko przeszło do szeroko pojętej kultury w zupełnie innym znaczeniu. Bo stał się takim everymanem, do którego każdy mógł nawiązać w graficiarstwie czy w jakiejkolwiek sztuce ulicznej. Także to była legenda właściwie fenomenu Józefa Tkaczuka. Widziałaś kiedyś takie graffiti Iga?

Nie, absolutnie nie. W ogóle pierwszy raz słyszę te historie. Serio? Bardzo ciekawe. Fajne, nie? Tak. No, chociaż Tkaczuk kojarzy mi się z Tkaczyk nazwiskiem, czyli nazwiskiem mojej nauczycielki od francuskiego z liceum, która była straszną osą i bardzo nas tępiła i ja chyba bardzo to lubiłam w masochistyczny sposób, bo zdawałam maturę z francuskiego zamiast z angielskiego. Ale na koniec była fajna już. Na koniec w ogóle robiła nam kawę i zapraszała nas na ciastko, jak już byłyśmy takie prawie przed maturą, bo była nas mała grupka. Przepraszam, no zupełny ofert, psujący, atmosfera. To jest w ogóle tagi i różnego rodzaju takie graffiti, jakkolwiek

To był projekt jakiś inny, studencki bodajże, albo uniwersytecki, że tam trzeba było wykonać kod QR, w sensie w jakiś sposób stworzyć kod QR, który cię przenosił gdzie indziej, ale było coś takiego. Ale tak, z cykadą rzeczywiście podobnie. Natomiast jeżeli chodzi o graficiarstwo, to Tkaczuk jest super, ale moim absolutnie ulubionym fenomenem była wojna ŁKS-u z Widzewem. To było super. To był najlepszy czas... Jak pisali te takie kulturalne pojazdy. Tak, że nie wiem, ŁKS podaje herbatę w wodzie po parówkach. To było super. Jeżeli ktoś tutaj robi graffiti i na przykład uczestniczył w tej wojnie, to proszę podzielcie się swoimi ulubionymi cytatami, bo to jest tak dobre. Ja kiedyś byłem w stanie dosłownie oglądać to przez godziny bite. Wszystkie te graffiti.

Także śmieszne, śmieszne, śmieszne. To nie była polecajka. Zdecydowanie. A w ogóle kto wymyślił, żeby tak zetytał, w sensie... Abstrahuję w tym momencie od kwestii religijnych, ale jednak godzina śmierci papieża przeszła jakoś do memicznego języka w całym swoim absurdzie i ktoś stwierdził, że nazwie w ten sposób zupełnie poważny dokument o śmierci papieża Polaka. Oni musieli wiedzieć. Nie ma opcji, że to przeszło kompletnie bez wkładu jakiegoś śmieszka, który powiedział, słuchajcie, a może 207. To jest rewelacyjny pomysł. To jest tak. Także to był Tkaczuk. Oddaję pałeczkę.

3. Józef Tkaczuk. No, takie obozy, które mają swoje straszne historie, są jednymi z najstraszniejszych doświadczeń na świecie, dla dzieciaków szczególnie. Pamiętam, że kiedyś jeździłem na takie obozy letnie nad jezioro i wychowawcy tam co roku, co turnus właściwie, urządzali tak zwaną noc strachów. I z początku ona była obowiązkowa, że trzeba było na nią pójść, ale później dzieciaki stręły w gacie i już nie trzeba było na nią chodzić.

Tak mnie po prostu zmiotło z planszy. Ja byłem pewien, że to będzie po prostu kolejna, wiesz, kolejna mieścinka, do której się przyjeżdża. Pięknie. Tam jest naprawdę przepięknie. Każdy budynek ma jakąś swoją historię, każdy ma jakąś swoją tabliczkę z napisem, co tu kiedyś było. Turyści są prowadzeni jak za rączkę. Że po prostu idziesz szlakiem takim, jakim chcesz i zawsze widzisz coś fajnego. Ale miejsce konkretne, które chcę polecić, to jest restauracja. Józef Tkaczuk Kawiarnia, no to wchodzimy.

Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.