Czy bieda to stan umysłu? "Rozumiem Julię Wieniawę" | Magdalena „Lusia” Żagałkowicz
Bezdomność kobiet i mężczyzn: fakty i mity. Dla większości z nas zamknięcie drzwi to odruch. Dla osób w kryzysie bezdomności – nieosiągalny przywilej. Dlaczego na ulicach częściej widzimy mężczyzn? Co sprawia, że człowiek traci dach nad głową i czy to prawda, że każdego z nas od bezdomności dzielą tylko trzy raty kredytu?W dzisiejszym odcinku gościmy Magdalenę „Lusię” Żagałkowicz, założycielkę fundacji Serce Miasta. Rozmawiamy o „niewidzialnej” bezdomności kobiet, systemowych pułapkach i o tym, jak realnie wygląda wychodzenie z kryzysu.
Dzień dobry Państwu, witam w kolejnym odcinku PORTALcastu Małgorzata Kryda, a bohaterką dzisiejszej rozmowy będzie Magdalena Lusia Żagałkowicz, założycielka I prezeska Fundacji Serce Miasta, zajmującej się pomocą bezdomnym kobietom. Witam cię serdecznie. Witam cię serdecznie. Dziękuję ci za zaproszenie. A ja z góry dziękuję, że znalazłaś czas na rozmowę, bo podejrzewam, że zima jest w twojej fundacji wysokim sezonem, prawda? To jest najtrudniejszy okres w pracy fundacji. Jak co roku mierzymy się z większą ilością problemów związanych z tym, że kobiety są na ulicy i ten mróz im doskwiera w różnych wersjach.
No i oczywiście mróz. Mróz i brak porządnego wyżywienia, ciepłego posiłku. I to są takie problemy, z którymi się mierzymy na co dzień. A zdarzają się też zamarznięcia nawet? W tym momencie nie słyszałam, nawet dzisiaj rozmawiałam z dyrektorką noclegowni warszawskich i nie mamy jeszcze takich informacji. Jednak odmrożenia czy przemrożenia już są. W jaki jeszcze sposób pomagacie kobietom? Czym w ogóle zajmuje się Fundacja na co dzień? Ja jestem na tym pierwszym froncie. Jednakże za mną stoi ponad 12 osób. Nie liczę wolontariuszy jako stałych pracowników Serca Miasta, bo oni się co jakiś czas wymieniają.
Jednakże za mną stoją zarówno pracownicy OPS-u, którzy pomagają w tym, aby sprawdzić taką sytuację systemową takiej osoby, czy jej należy się jakaś renta, czy jakiś zasiłek, czy może lekarz, czy trzeba pokierować ją... Magdalena Wieniawę, Fundacja Serce Miasta. Którzy pozwalają na to, aby układy nerwowe tych pań się uspokajały, żeby one nauczyły się wchodzić w relaks.
Dzieją się warsztaty, mogą skorzystać z szafy, mają dostęp do bielizny, do staników, co jest bardzo ważne. Rozdziela to ten kryzys bezdomności na płcie i jakby ta potrzeba zaspokojenia kobiecych potrzeb jest urealizowana. I oprócz tego po prostu mają miejsce, w którym mogą wyprać rzeczy, wysuszyć rzeczy, wziąć prysznic i cały dzień w bezpieczeństwie spędzić z nami. Mówimy o kobietach, bo Fundacja pomaga wyłącznie kobietom. Z tego co wiem, dla mężczyzn są drzwi zamknięte. Czy mogłabyś opowiedzieć trochę o tym, skąd taka decyzja? Od dwóch lat zajmujemy się tylko i wyłącznie kobietami.
Wczoraj akurat przeglądałam nasz segregator. My każda kobieta, która u nas się pojawia, wypełniamy z nią ankietę. I wczoraj razem z wolontariuszkami obliczyłam, że przez fundację od dwóch lat przewinęło się blisko 800 kobiet. Dlaczego dla kobiet? Dlatego, że nie ma takich placówek w ogóle w Polsce, ja już nie mówię o Warszawie, tylko w ogóle w Polsce, gdzie te kobiety mogą się schronić. Jak wiadomo, kobiety są narażone na różne niebezpieczeństwa związane z ich płcią, zarówno z wykorzystaniem seksualnym, jak i przemocą. Jest im dużo trudniej przetrwać na ulicy, dlatego to miejsce jest zamknięte dla mężczyzn. Z tego faktu, żeby one czuły się bezpiecznie, żeby wiedziały, że nie będą tutaj narażone na żadne dziwne rozmowy, sytuacje i że mogą tutaj po prostu w takim siostrzeńcym klimacie cały dzień spędzić.
Kobiety też mniej wytrzymują, szybciej umierają, mają te organizmy jednak słabsze i nie są w stanie aż tyle lat wytrzymać w kryzysie bezdomności, dochodzi do chorób i niestety umierają. I wiem, że też w fundacji duży nacisk kładziecie na stan psychiczny waszych podopiecznych. To jest to, od czego zaczynacie w ogóle pracę z taką osobą? Takie wydobycie jej właśnie z tego kryzysu? To jest bardzo trudne, bo nie możesz kogoś namówić od razu na psychologa i to jest raczej niewykonalne, chyba że przychodzi osoba, która już jest w takim stanie, że sama błaga o tą rozmowę z psychologiem, to też się zdarza.
Wspierać fundacje takie jak nasze, ale nie tylko, bo tych fundacji trochę jest. Wspierać, znaleźć sobie organizację, która nam pasuje, bo ja sobie zdaję sprawę, że my możemy nie wszystkim pasować, taki jest świat, nie jesteśmy zupą pomidorową. Znaleźć sobie taką organizację i ją wspierać regularnie, nawet małą kwotą. I po prostu być otwartym na to, żeby na przykład w dzielnicy pod tytułem Żoliborz pojawiła się jednak noclegownia. Że jak mieszkamy na Mokotowie, to też żebyśmy w jakichś głosowaniach obywatelskich nie omijali tego tematu i pozwolili sobie na to, żeby taka jednostka pomocowa była. Bo tworzą się getta i umówmy się, że te wszystkie noclegownie są gdzieś daleko poza granicami fajnych dzielnic.
I albo jesteśmy w XXI wieku i jako świadomi ludzie godzimy się na to, że obok nas też mieszkają ludzie w gorszej sytuacji i w każdej dzielnicy powinna być taka jednostka. I to nie jest tak, że miasto jej nie chce zrobić, bo miasto chce robić te jednostki pomocowe. To my mieszkańcy lepszych dzielnic nie zgadzamy się na to, aby obok nas, w sąsiedztwie, była taka jednostka. A budowanie 30 km od Warszawy, 20, mija się z celem pomocowym, bo te osoby po prostu zostaną wywiezione poza widok nasz społeczny, tak? Nam będzie lepiej, znikną z ulic, ale ich sytuacja się nie zmieni. One muszą być w mieście, żeby miały dostęp do lekarzy, do specjalistów, do fundacji, do osób, które chcą zmienić i potrafią ich sytuację.
No właśnie, co postrzegacie jako sukces w waszej fundacji? Jaka zmiana musi nastąpić, żebyście czuli satysfakcję? Bo podejrzewam, że to nie jest znalezienie mieszkania, tylko czasem takie drobne rzeczy. Wiara w siebie, odzyskanie własnej godności, stawiania granic. Tego, że na coś ta osoba przestaje się godzić. Przestaje być workiem z ziemniakami, które ktoś przestawia z miejsca na miejsce. Tylko zaczyna wierzyć w siebie i widzieć, że jest człowiekiem i ma prawa. Ja wtedy widzę, że ten ktoś dostał wsparcie od nas i czuje się bezpiecznie.
A czy jeżeli jakaś podopieczna fundacji przestaje przychodzić, czy ty się wtedy zastanawiasz co się z nią dzieje? Tak, jak zaczyna nam brakować jakiejś kobiety, która rzeczywiście była z nami z żyta i ten to jest, dlatego też wypełniamy te ankiety. Dzwonimy, pytamy, sprawdzamy gdzie jest. Zazwyczaj okazuje się, że to jest szpital albo że nagle odzyskała kontakt z rodziną i mogła na przykład tam się schronić na jakiś czas. Ale też rzadko się zdarza, żeby te kobiety, które na co dzień korzystają z naszej pomocy, same się nie odezwały, że nie będzie mnie dwa tygodnie, bo coś tam. Raczej nas informują o tym. Wiedzą, że jesteśmy miejscem, które chce wiedzieć, co się u nich dzieje i że są nam bliskie.
No bo na pewno musisz czasem czuć jakąś bezradność czy frustrację, bo to nie jest przecież łatwe. Tak, oczywiście. Oczywiście, ale widzisz, to na przykład z Jagodą tak miałam. Rok chodziłam do dziewczyny w przestrzeni publicznej, tak przynajmniej dwa razy w miesiącu, żeby się z nią spotkać. A to gdzieś tam, gdzie mieszkała, a to gdzieś na przystanku, bo akurat ją spotykałam pod moim domem. Siadałam i z nią rozmawiałam. I czułam taką bezsilność, bo dziewczyna wydawało mi się, że nie jest w stanie mi zaufać i myśli, że ja tak podchodzę, mówię, słuchaj, bo ja mam taką fundację, przyjdź do mnie. I wydawało mi się, że ona nie wierzy mi, że ja rzeczywiście mam tą fundację, tylko że jestem jakąś po prostu oszaloną, co do niej podchodzi. I po roku przyszła, swoje urodziny i została z nami.
Przez rok czułam bezsilność, a ta bezsilność zamieniła się w to, że Jagoda jest zaopiekowana i zmienia twoje życie. Nad tym się właśnie zastanawiałam, bo spotykasz się na pewno z przerażającymi historiami tych kobiet na co dzień. To jest mnóstwo dramatów, ale z drugiej strony też wiem, że Płyje do Was ogrom życzliwości i pomocy od różnych osób, sympatyków Fundacji. Czego jest więcej Twoim zdaniem? Zdecydowanie jest więcej wsparcia. Nawet ostatnio był taki moment, że zrobiliśmy faux pas, ogromne faux pas, bo okazało się, że jedna ze szkół, która nas w ogóle wspiera dość często, bo robi zbiórki jakieś okolicznościowe, gdzieś tam przysyła do nas młodzież, w 2002 odebrała telefony swoim uczniom za złamanie regulaminu.
No chciałabym, żeby ta polityka jakby bardziej stawiała na NGOs-y i wspierała nas, korzystając z naszego wsparcia. I żeby to nie było aż tak bardzo osobne, że my tutaj, oni tam, tu miasto, a tutaj jakaś fundacja. Tylko żeby to jednak działało razem. I jeżeli już w tych fundacjach są ludzie, którzy chcą tak pracować, chcą się temu poświęcić w życiu, a ich nie jest wcale tak dużo, Nie każdy sobie wybiera tak ciężką drogę, to już bym wolała, żebyśmy byli przez miasto szanowani, doceniani i żeby korzystać z naszej wieloletniej pracy i doświadczenia i pomagać nam wdrażać zmiany. Chciałabym mniej polityki, więcej pracy.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Bezdomność kobiet i mężczyzn: fakty i mity. Dla większości z nas zamknięcie drzwi to odruch. Dla osób w kryzysie bezdomności – nieosiągalny przywilej. Dlaczego na ulicach częściej widzimy mężczyzn? Co sprawia, że człowiek traci dach nad głową i czy to prawda, że każdego z nas od bezdomności dzielą tylko trzy raty kredytu?W dzisiejszym odcinku gościmy Magdalenę „Lusię” Żagałkowicz, założycielkę fundacji Serce Miasta. Rozmawiamy o „niewidzialnej” bezdomności kobiet, systemowych pułapkach i o tym, jak realnie wygląda wychodzenie z kryzysu.