Mentionsy Mentionsy
Oskarżam
Oskarżam

Śmierć malarza [OSKARŻAM - odcinek 33]

21.02.2025 ·29 min 14 s · 6 rozdziałów

Każdą wizytę zapowiadało się u niego telefonicznie. Kiedy gość był przed blokiem, Zdzisław Beksiński sprawdzał jego dane osobowe przez telefon, a tożsamość w kamerze. Tego wieczora wpuścił do domu 19-letniego Roberta K. Znał jego ojca.Posłuchajcie tekstu Heleny Kowalik, uznanej reporterki sądowej i autorki kilkunastu książek kryminalnych!Czyta Mariusz Bonaszewski.⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Wszystkie odcinki "Oskarżam. Cyklu kryminalnego Gazeta.pl>>>

0:00 · Podstawy sprawy 3

Gazeta.pl przedstawia. Cykl kryminalny OSKARŻAM. Helena Kowalik. Śmierć malarza. Czyta Mariusz Bonaszewski. Każdą wizytę zapowiadało się u niego telefonicznie. Kiedy gość był przed blokiem Beksiński sprawdzał jego dane osobowe przez telefon, a tożsamość w kamerze. Tego wieczora wpuścił do domu 19-letniego Roberta K. Znał jego ojca. Z samochodu rozlega się bardzo głośna muzyka. Prowadzi 19-letni Robert K. Pasażer młodszy o 3 lata Łukasz K. Patrzy na kierowcę z podziwem.

Są kuzynami, imponuje mu. W Wołominie mieszkają po sąsiedzku. W ten zimowy wieczór, 21 lutego 2005 roku, wracający od babci Łukasz był już o krok od swego domu, gdy zatrąbił na niego Robert. Jadę do Magdy, chcesz się przejechać? Usłyszał zaproszenie szesnastolatek. Natychmiast wsiadł do auta. Samochód pruje główną szosą w kierunku Warszawy. Robert mówi, że ma do załatwienia pewną sprawę. Magda, jego dziewczyna musi poczekać. Godzina 21.30. Krzysztof, ojciec Roberta, akurat jest w łazience, gdy w przedpokoju dwukrotnie odzywa się dzwonek jego komórki. Po kąpieli zagląda do telefonu. Ma dwa nieodebrane połączenia od Zdzisława Beksińskiego.

Krzysztof od 10 lat jest niezawodną złotą rączką dla owdowiałego malarza. Dokładnie zna rytm dnia artysty. Musiało się zdarzyć coś nadzwyczajnego, że o tej porze malarz sięgnął po telefon. Krzysztof oddzwania, ale nikt nie odbiera. Zaniepokojony telefonuje do szwagra malarza. Umawiają się, że mimo późnej pory ciemności i mrozu na dworze spotkają się pod blokiem Beksińskiego. Krzysztof musi przedtem wywołać na komórkę Roberta, któremu pożyczył samochód na krótką przejażdżkę. Syn posłusznie odstawia auto i obiecuje, że przed północą pójdzie na stację kolejową po matkę, która wraca z pracy pod miejskim pociągiem. 17 dźgnięć nożem.

5:12 · Zabójstwo i śledztwo 3

Płacząc żewnymi łzami złożył kondolencję w związku ze śmiercią syna, rychło w czas, i poprosił, aby drogi mistrz kupił od niego obraz za 5 tysięcy złotych. Po targach stanęło, że za lanszaft dostanie 1000 złotych, a z racji bliskiej wigilii dodatkowo 50 złotych na taksówkę. Nie wiem kto zabił. Przesłuchiwani są wszyscy mieszkańcy na klatce, gdzie doszło do morderstwa. Sąsiadka Beksińskiego przypomina sobie, że tragicznego wieczoru widziała na schodach chłopaka w niebieskiej kurtce, który zakrywał przed nią twarz. Nie był mieszkańcem tego bloku. Niebieską kurtkę ma Robert, syn Krzysztofa.

Chłopak twierdzi, że tego dnia od południa do późnego wieczoru gościł u swej dziewczyny. Byłeś kiedykolwiek w mieszkaniu tego malarza? Pyta przesłuchujący. Robert przyznaje niechętnie, że czasem pomagał matce w sprzątaniu. Śledczy wiedzą od szwagra zamordowanego o niezadowoleniu Beksińskiego z tych wizyt, bo odkąd pojawił się pomocnik sprzątaczki, z mieszkania ginęły drobne pieniądze, które zwykle leżały w koszyczku. Ostatecznie problem rozwiązano w ten sposób, że Krzysztof, który nie wiedział, że malarz podejrzewa okradzież jego syna, zamontował w ścianie sejf. Była dziewczyna, dziewiętnastolatka, zaprzecza słowom podejrzanego. Nie widziałam go od dawna. Zerwaliśmy ze sobą kilka miesięcy temu.

Dwa dni później Robert oświadcza prokuratorowi. Oszukałem pana. Nie byłem u Moniki. Ojcu powiedziałem, że jestem umówiony z koleżanką, ale tak naprawdę jeździłem bez celu po Wołominie. W dwie godziny zrobiłem 62 kilometry. Około godziny 21.00 ojciec zatelefonował, że jest mu potrzebny samochód. Mam wracać. Nie planowałem wyjazdu do Warszawy. Nie wiem kto zabił. Na zajutrz Robert K. przyznaje się do zabójstwa. Opowiada jak do tego doszło. Zeznaniom nie towarzyszą żadne emocje. Chłopak mówi tak, jakby opowiadał kumplowi film. Po przyjeździe do Warszawy przez 2,5 godziny chodzimy koło bloku tego pana.

11:42 · Wizyty i podejrzenia 5

Nie możemy się zdecydować. W końcu Łukasz pyta, co, tchórzysz? I ja zadzwoniłem do pana Beksińskiego z domofonu. Na pytanie, kto tam, Robert K. przedstawił się, że jest synem Krzysztofa i ma pilną sprawę. Jeszcze chwila wahania nachodzonego artysty i wejściowe drzwi są otwarte. Ten pan, zeznaje przesłuchiwany, zapytał mnie od progu czego chce. Jest już noc. Pożyczenia pieniędzy, dużej sumy, odpowiedziałem. Wtedy on z gniewem, co ty sobie szczeniaku wyobrażasz? Twój ojciec wie o tym? Zaraz się z nim skontaktuję. I nie czekając na odpowiedź, wystukał w komórce numer telefonu do mego ojca.

Nie mogłem do tego dopuścić. Rzuciłem się na niego z nożem w ręku, opowiadał dziewiętnastolatek. Przesłuchiwany ujawnia, że do Zdzisława Beksińskiego przyjechał z szesnastoletnim Łukaszem K., który został na parterze bloku. Po zamordowaniu mężczyzny nie wiedział, że to słynna artysta, nie słyszał o jego obrazach. Przywołał kuzyna SMS-em. Kazał mu chwycić ofiarę za nogi, aby przenieść ciało na balkon. Łukasz początkowo wzbraniał się przed dotknięciem zakrwawionych zwłok. Potem pod dyktando Roberta, który nazwał go mięczakiem i ciotą, wytarł mopem zakrwawioną podłogę. Z mieszkania wzięliśmy dwa aparaty fotograficzne i kilkadziesiąt płyt CD.

Po powrocie do Wołomina zakopałem ten sprzęt w śniegu na podwórku domu Łukasza. Kuzyn pożyczył mi swoją czystą kurtkę, bo moja była zakrwawiona, opowiada Robert K. Wyciągnijcie mnie stąd. Zamknięty w schronisku dla nieletnich 19-latek wyjaśniał w liście do matki, na co potrzebne mu były pieniądze. Mamo, teraz bardzo żałuję tego, że wam nie powiedziałem. Wtedy na pewno nie doszłoby do tego, co się stało. Gdy w drugiej klasie nie zdałem poprawki z polskiego, zawalił mi się świat. Wiedziałem, że zawiodłem wasze oczekiwania i wtedy siadła mi psychika, ale przeniosłem się do drugiego liceum i poznałem nowe osoby.

W aktach znajduje się opinia psychologa o podejrzanym. Wyłania się z niej obraz zamkniętego w sobie nastolatka, który o popełnionym morderstwie wypowiada się oschle. Wyszło jak wyszło. Po 9 miesiącach aresztu Robert K. pisze do prokuratorki prowadzącej śledztwo prośbę o zwolnienie go do domu. Jest pani kobietą, może matką, nie wiem. Ale na pewno wie pani, jak taka rozłąka między dzieckiem a rodzicami wpływa niekorzystnie na człowieka. Gdyby chciała się pani ze mną spotkać i porozmawiać, to jestem do pani dyspozycji. I niech się pani nad tym zastanowi, o co proszę. Prośba nie zostaje uwzględniona. W schronisku dla nieletnich przebywa też Łukasz K.

Podczas dwóch pierwszych przesłuchań chłopak milczy, potem decyduje się mówić. Kiedy Robert powiedział mi, że jedzie kropnąć Beksińskiego, myślałem, że się zgrywa. Nie wiedziałem, że chodzi o słynnego malarza. Wsiadłem do samochodu, bo w domu nic się nie działo, a z Robertem było wesoło. W drodze do Warszawy grała głośna muzyka, on się wygłupiał. Powiedział mi, że ma w kurtce nóż, ale specjalnie mnie to nie zdziwiło, różne rzeczy trzyma się w samochodzie. Łukasz K., zapytany o jego reakcję, gdy w mieszkaniu Zdzisława Beksińskiego zobaczył na podłodze zakrwawione ciało Denata wyjaśnia, że robił wszystko pod dyktando starszego kuzyna. Robert go straszył. Jeśli tajemnica zabójstwa się wyda, rodzice wyprą się takiego syna.

17:12 · Zabójca i jego motyw 5

Każda kolejna rozprawa napisze do sądu jego wychowawczyni budzi u tego ucznia strach i przerażenie. Dochodzi do procesu. Co rozprawa, to oskarżony Robert K. podaje inną wersję zabójstwa. Najpierw twierdzi, że jego kuzyn wiedział o planowanym zamordowaniu artysty. Kiedy się zorientował, że obciążając Łukasza wiedzą o zbrodni, tym samym wskazuje na siebie jako co najmniej uczestnika zabójstwa, zmienia wyjaśnienia i przekonuje, że do tragedii doszło na skutek agresywnego zachowania Beksińskiego. Innym razem informuję sąd. Nie wiem dlaczego wziąłem nóż. Chyba żeby zaimponować Łukaszowi. Kolejna wersja. Jeszcze przed wyjazdem z Wołomina była taka rozmowa z Łukaszem, że coś zrobimy, ale nie mówiliśmy dosłownie co.

Tylko Łukasz kazał mi wziąć nóż. Nie dopytywałem dlaczego. Nim wjechałem na to piętro, przez półtorej godziny chodziliśmy koło bloku, bo ja nie mogłem się zdecydować. Kuzyn mnie ponaglał. Wchodził mi na ambicje śmiejąc się szyderczo. Wiedziałem, że stchórzysz. Również ojciec Roberta, wezwany do sądu jako świadek, usiłuje obciążyć młodszego z oskarżonych. Wiem od syna, że gdyby tam nie było Łukasza, to by nie było sprawy. Przerażające, że życie człowieka stanowiło dla oskarżonych równowartość kilku drobiazgów, podsumowuje mowy oskarżycielską prokurator. Dla Roberta K. za zabójstwo z premedytacją żąda 25 lat więzienia.

Dla Łukasza 5. Uważa go za winnego pomocnictwa psychicznego. Obrońca Roberta żądanie kary 25 lat ocenia jako rażąco surowe ze względu na wiek, dobrą opinię i skruchę oskarżonego. Nie ma dowodów, że planował zabójstwo, przekonuje sąd. Adwokat Łukasza prosi o uniewinnienie swego klienta. Główna wina nastolatka polega na tym, że sparaliżowany strachem nie zawiadomił policji o zbrodni, której był świadkiem. Zdaniem obrońcy, jeśli już musi być kara dla szesnastolatka, to niech będzie z paragrafu o zacieraniu śladów przestępstwa. W ostatnim słowie Robert K. przeprasza. Wie, że nie uniknie więzienia, ale chciałby jak najszybciej wyjść na wolność i pomagać innym.

Zwłaszcza rodzicom, którzy przez niego cierpią. Tym słowom towarzyszy rozpaczliwy płacz rodziny oskarżonych. Wyrok w pierwszej instancji brzmi 25 lat więzienia dla Roberta, 5 lat dla Łukasza, który do uprawomocnienia się wyroku pozostanie na wolności. Nastolatek załamuje się, przestaje chodzić do szkoły. Trzeba wielu pedagogicznych zabiegów, aby ponownie usiadł w ławce. To się nie trzyma kupy. Obydwaj obrońcy składają apelację. W sprawie Roberta Sąd Wyższej Instancji orzeka, że sam młody wiek sprawcy nie jest okolicznością, która nakazywałaby wymierzyć łagodniejszą karę.

Co do Łukasza, proces wraca do ponownego rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Sąd bierze pod uwagę argumenty adwokatki, że wyrok skazujący w pierwszej instancji w znacznej mierze oparty jest na jednym dowodzie, wyjaśnieniach Roberta, a te składane pod koniec procesu są zasadniczo odmienne od zaprotokołowanych w postępowaniu przygotowawczym. Również udział Łukasza w przestępstwie jest różnie przedstawiany przez zabójcę Beksińskiego. Na rozprawie twierdzi, że wziął nóż, aby zaimponować kuzynowi. Wcześniej dawał śledczym do zrozumienia, że z opinią tego mamin-synka nigdy się nie liczył. Co do rozmowy kuzynów przed wyjazdem do Warszawy, to według jednych wyjaśnień Roberta K., chłopcy zaplanowali zabójstwo.

22:02 · Zbrodnie i próby uniknięcia śledztwa 5

Podczas innego przesłuchania oskarżony oświadczył, nic nie mówiłem kuzynowi, że wejdę do Beksińskiego i użyję wobec niego przemocy. Na kolejnych rozprawach Robert K. stwierdza. Chodziliśmy półtorej godziny koło bloku i zastanawialiśmy się jak zdobyć pieniądze. Ustaliliśmy, że w razie czego nie będziemy na siebie kapować. Jak wynika z analiz billingu, ich rozmów przez komórkę, do takiego spaceru na dworze w ogóle nie doszło. Są także sprzeczności co do noża. W czasie śledztwa Robert K. twierdzi, że włożył go do kieszeni kurtki. W kolejnych wyjaśnieniach, że to Łukasz podrzucił mu narzędzie zbrodni. Mecenas Elżbieta Orzeska, obrończyni Łukasza, nie zgadza się też z wnioskami sądu, że brak jest podstaw do oskarżenia Roberta o celowe obciążenie kuzyna.

Na ponownym procesie Łukasza K. w warszawskim sądzie okręgowym jego kuzyn występuje jako świadek, choć w kajdankach. Z o wiele większym zdecydowaniem niż w czasie śledztwa zrzuca winę na kuzyna. Wziąłem z domu nóż, bo Łukasz mi kazał. Jakby go tam nie było, nie wszedłbym do cudzego mieszkania. Świadek ma też nową wersję samego morderstwa. Pan Beksiński przewrócił się na krześle, gdy szamotaliśmy się, bo on chciał zadzwonić do mojego ojca. W pewnej chwili poleciał do tyłu, a ja z nim. Nóż wbił mu się w ciało. To policja kazała mi powiedzieć, że uderzyłem po skosie. Kiedy zaprzeczyłem, bili mnie i założyli na głowę foliowy worek.

Obrończyni Łukasza przekazuje sądowi nową opinię biegłych psychologów. Wynika z niej, że w międzyczasie stan psychiczny nastolatka bardzo się pogorszył. Aby chłopiec mógł funkcjonować w społeczności niezbędne jest zastosowanie wzmożonej terapii. 12 grudnia 2007 roku Sąd Okręgowy w Warszawie zmienia wymiar kary dla młodszego oskarżonego na łagodniejszy. Cztery lata pozbawienia wolności. Sąd uznaje, że chłopcy uzgodnili między sobą wyjaśnienia co do celu zabójstwa. Nie może być więc mowy o uniewinnieniu tego młodszego. 15 października 2008 roku Sąd Najwyższy odrzuca kasację wyroku skazującego Roberta K. jako oczywiście bezzasadną.

Bez łaski. Po latach wróciliśmy do sprawy zabójstwa Zdzisława Beksińskiego, przejrzeliśmy sądowe akta. Dotarliśmy do niepublikowanych wcześniej materiałów. Ustaliliśmy, że po ponad 10 latach odskazania, w grudniu 2015 roku, rodzice Roberta K. napisali prośbę o ułaskawienie do prezydenta RP Andrzeja Dudy. W swoim piśmie nie powoływali się na kodeks karny, prawdopodobnie z braku pieniędzy na adwokata. Napisali z serca, że mija już 10 lat życia ich syna za kratami. Zdają sobie sprawę, że jest on mordercą niewinnego człowieka, na którego pomoc zawsze mogli liczyć. Przekonywali prezydenta.

Obserwując postawę i zachowanie syna podczas naszych widzeń w więzieniu, a także z uwagi na pozytywne opinie wychowawcy, pragniemy mu pomóc. Robert jako dziecko nie stwarzał problemów wychowawczych. W więzieniu nie związał się z żadną grupą przestępczą. Za kratami nigdy nie otrzymał nagany. Chodzi do szkoły, obecnie jest w trzeciej klasie liceum ogólnokształcącego. Na widzeniu powiedział nam, że chciałby oddać jedną nerkę dla ratowania czyjegoś życia jako zadośćuczynienie za zabójstwo Zdzisława Beksińskiego. W dalszej części prośby rodzice skazanego piszą, że swego czasu zaciągnęli kredyt na remont mieszkania. Spłacają go z coraz większym trudem, bo Krzysztof choruje.

26:52 · Proces i wyroki 1

Sąd Okręgowy zajął się sprawą kilka miesięcy później. Nie poparł prośby rodziców kierowanej do prezydenta RP. Stwierdził, że poprawne zachowanie w zakładzie karnym, prawidłowo przebiegający proces resocjalizacji, nie stwarzają podstaw do ułaskawienia. Sama chęć rodziców, ich wiara, że syn po powrocie będzie pomagał w gospodarstwie, poprowadzi z ojcem warsztat, nie stanowią przesłanki przemawiającej za pozytywnym zaopiniowaniem wniesionej prośby. Wniosek rodziców Roberta K. o ułaskawienie syna został pozostawiony bez dalszego biegu i nie trafił na biurko prezydenta.

Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.