Mariusz B. dokonał wyboru [OSKARŻAM - odcinek 27]
Mariusz B. zachowywał się typowo dla sprawcy seryjnych zabójstw: przyznał się tylko raz i szybko odwołał. Sąd nie miał wątpliwości: to on zabił męża i córkę swojej kochanki, tancerza oraz księdza. Dostał dożywocie. Czterech ciał ofiar nigdy nie znaleziono. Posłuchajcie tekstu Heleny Kowalik, uznanej reporterki sądowej i autorki kilkunastu książek kryminalnych! Czyta Mariusz Bonaszewski. Wszystkie odcinki "Oskarżam. Cyklu kryminalnego Gazeta.pl>>>
Zapewniała, że zaraz będą wracać do Warszawy. Już nie są tam, gdzie byli przedtem. Powtarzała to zagadkowo brzmiące zdanie powoli, jakby usiłowała zapanować nad drżeniem głosu, co się nie udało. Chwilę później ponownie puściła mu sygnał i kiedy się odezwał, wyszeptała, wierzysz w to, że jakby byli obok, to bym z tobą rozmawiała? Kiedy zapytał, gdzie są, nie chciała podać adresu. Od tego momentu jego kontakt z Olą i Zbigniewem D. się urwał. 15 kwietnia Krzysztof I. złożył na policji zawiadomienie o zaginięciu D. i jego córki. To samo zrobił chłopak Oli, Piotr. Kiedy 6 kwietnia jej ojciec skrzyknął znajomych na spotkanie, dziewczyna wysłała mu zagadkowego smsa.
Nie mogę ci wszystkiego mówić, ale miej oczy otwarte. Spotkamy się u Krzyśka. Następnego dnia napisała, nawet nie wiesz jednej trzeciej, jak wielka jest presja. Ale 10 kwietnia, kiedy Mariusz B. zaprosił ją z ojcem na dzielną, Piotr dostał od swojej dziewczyny taką wiadomość, najdroższy, wszystko jest okej. Nad ranem, zeznał przesłuchiwany Piotr, obudził mnie hałas. Ktoś rzucał patykami w szybę. W komórce wyświetliło się 18 nieodebranych połączeń, wszystkie od Oli. Ostatni. Będę za 10 minut. Błagam, obudź się. Wyjrzałem przez okno. Ona stała pod drzwiami. Położyli się spać.
Ola była przerażona. Z płaczem skarżyła się, że Mariusz kazał jej na zajutrz przyjechać na dzielną. Nie miała odwagi odmówić. Umówiła się z Piotrem, że jeśli napisze mu SMS o treści dobrze, to będzie znaczyło, że jest problem, a super, że jest bardzo źle. Ostatni raz widział ją, gdy dzwoniła na domofon mieszkania matki i Mariusza B. O godzinie 16.59 otrzymał SMS-a. Kochanie moje, wszystko w porządku. Przedłużyło się trochę. Jak załatwimy, to przyjadę. To nie był jej styl. Zdziwił się, że nie użyła ich szyfru. O 22.41 przyszła kolejna wiadomość. Spotkajmy się u Krzysia, godzina 23.
Jeden z obserwowanych bankomatów znajduje się przy ulicy Wolskiej, tuż obok bloku, w którym mieszka Mariusz B. Ale nazwisko tego mężczyzny nic śledczym nie mówi. Tymczasem tropów łączących obie sprawy przybywa. Kamera monitorująca urządzenia bankowe zarejestrowała podjeżdżający samochód Renault koloru srebrnego. Taki, jakim poruszał się B, gdy pracował w firmie Xerox. Ustalono też, że telefon do wysyłania wiadomości w imieniu Henryka S. został kupiony 9 marca 2007 roku w komisie przez Krzysztofa Ż. Pornografia na plebanii. Mija kolejny rok. 8 grudnia 2008 roku proboszcz parafii na warszawskiej Woli zawiadamia policję, że zaginął wikary Piotr Esz.
Kilka dni temu po rozmowie z kimś przez komórkę nagle wsiadł do swojego samochodu Honda Accord i bez słowa wyjechał z plebanii. Siostrzenica zaginionego była świadkiem telefonicznej rozmowy. Z kontekstu wynikało, że nalegająca na spotkanie osoba widzi księdza przez okno. Upłynęły już dwie doby, a wikary nie odbiera telefonu, chociaż zwykle ma przy sobie dwie komórki. Tym razem jedną zostawił na plebanii. Rewizja w mieszkaniu zaginionego duchownego przynosi zaskakujące rezultaty. Zabezpieczono pornograficzne zdjęcia, a oględziny telefonu komórkowego dostarczyły dowodów na homoseksualny charakter licznych znajomości księdza. Do akt sprawy trafiły drastyczne zeznania ofiar seksualnego molestowania przez Piotra Esz.
Śledczym udaje się odnaleźć właściciela aparatu, z którego telefonowano do duchownego. Urządzenie marki Samsung było logowane z numerem, który należał do pewnej kobiety. Jej syn zgubił telefon w lesie, gdy jechał z kanistrem po benzynę. Stacja paliw jest w pobliżu osiedla w Starej Miłośnie, gdzie po zaginięciu męża przeprowadziła się do ich dawnego domu Małgorzata D. Razem z nią Mariusz B. i Krzysztof Ż. Przesłuchiwany kuzyn przypomina sobie, że Marcin znalazł komórkę w pobliżu stacji benzynowej, ale Mariusz B. zaprzeczył, gdy zapytano go, czy znał księdza Piotra Esz. Prawie pół roku po zniknięciu wikarego, jest kwiecień 2009 roku, w Warszawie Przypowsińskiej znaleziono porzucony samochód, własność Piotra Esz.
Badanie osmologiczne wykazało, że siedział w nim Mariusz B. Zapach człowieka utrzymuje się nie dłużej niż 30 dni. Zatem B poruszał się tym samochodem już po zaginięciu Piotra Esz. W warszawskiej prokuraturze zapada decyzja o połączeniu wszystkich trzech śledztw dotyczących zaginięcia Zbigniewa D., jego córki, nauczyciela tańca i wikarego. Ponownie przesłuchany B. przyznaje się nie tylko do znajomości z księdzem, ale też wyjawia, że gdy był nastolatkiem i gorliwym członkiem parafialnej oazy, Piotr Esz wykorzystywał go seksualnie. Jako były student psychologii B. przerwał naukę na trzecim roku. Zdawał sobie sprawę, jakiej doznał krzywdy.
Rozstanie po przyjacielsku. Na zajutrz po zamknięciu w areszcie i całonocnym przesłuchaniu Mariusz B. zeznaje do protokołu. Dusząc swoje ofiary, pozbawiały mnie życia. To ja telefonowałem do wikarego na plebanie z propozycją intymnego spotkania. Chętnie wskażę, gdzie jest ciało księdza, którego przed popełnieniem zabójstwa skrępowałem taśmą, ale we wskazanym miejscu nie znaleziono zwłok. Mariusz B. przyznaje się też do zamordowania nauczyciela tańca. Opowiada jak było. Zaczaił się koło bloku, w którym mieszkał Henryk Esz i gdy ten późnym wieczorem wyszedł z samochodu poprosił go, mężczyźni znali się z widzenia, o pomoc przy rzekomej awarii samochodu Małgorzaty.
SMS do Zbigniewa D. z zaproszeniem na omówienie pilnej sprawy, rzekomo od jego żony, faktycznie był od jej konkubenta. 10 kwietnia Zbigniew D. i Ola przez cały dzień logowali się w Półtusku. Pewnym tropem był też SMS od Oli do Piotra. Ups, jadę z ojcem gdzieś za miasto. Ma być niespodzianka. Kolejne połączenia już późnym wieczorem wskazywały, że dziewczyna poruszała się na trasie Półtusk-Warszawa. O godzinie 4.57 rano 11 kwietnia telefon Oli logował się w pobliżu mieszkania i chłopaka. Prawdopodobnie Mariusz B. podwiózł dziewczynę tam, gdzie prosiła. Zdaniem ekspertów wszystkie SMS-y do Piotra, rzekomo od Oli, pisał Mariusz B. To były najważniejsze tropy.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podpisane SMS-y, porwanie Zbigniewa D. i Olki, próby rozmów z jej ojcem i jej ojcem.
Policjanci przesłuchują Mariusza B., który przyznaje się do zabójstw.
Analiza motywów zabójstw: seksualne zazdrość, finansowe motywacje i zakończenie trójkąta małżeńskiego.
Odsłon procesu sądowego, wyroki i postępowanie apelacyjne.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Mariusz B. zachowywał się typowo dla sprawcy seryjnych zabójstw: przyznał się tylko raz i szybko odwołał. Sąd nie miał wątpliwości: to on zabił męża i córkę swojej kochanki, tancerza oraz księdza. Dostał dożywocie. Czterech ciał ofiar nigdy nie znaleziono.
Posłuchajcie tekstu Heleny Kowalik, uznanej reporterki sądowej i autorki kilkunastu książek kryminalnych!
Czyta Mariusz Bonaszewski. Wszystkie odcinki "Oskarżam. Cyklu kryminalnego Gazeta.pl>>>