Są pokolenia, szukające znaku [Poetycki piątek]
Więcej OFF Czarka znajdziesz w aplikacji TOK FM - https://audycje.tokfm.pl/premium/promo/offczareks O Italii jako wielowymiarowej przestrzeni spotkań historii, wiary i współczesnych wyzwań społecznych w tomie "Pretekst włoski" (wydawnictwo Austeria), rozmawiamy z autorem, ks. prof. Alfredem Wierzbickim, etykiem, filozofem i poetą z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie
Dzień dobry. Dzień dobry i dzisiaj nie trzeba pościć, bo jest oktawa Wielkanocy. Cudownie! Tak, wyjątkowy piątek, świąteczny. Czy jakoś należy się najadać szczególnie, czy niekoniecznie trzeba? Nigdy nie należy się za dużo objadać. Te posty to jeszcze obowiązują, czy to jakoś już zostało zniesione zasadniczo? Obowiązują, ale czy są przestrzegane to inne zagadnienia, ale chyba nie o postach dzisiaj będziemy mówić. Nie o postach, ale o poezji, o fantastycznej poezji księdza profesora Alfreda Wierzbickiego.
Na przykład takiej, która ukazała się w wyborze zatytułowanym Pretekst. Włoski, który to wybór wierszy ukazał się nakładem wydawnictwa Austeria i myślę, że pierwsza rzecz, która bije z tego zbioru, to jest jakaś niesamowita miłość, może chyba tak bym powiedział, do Włoch, do Italii. Miło słyszeć, że jest tam trochę miłości, nawet może więcej niż trochę, dlatego że ja się zżyłem z Italią w ciągu ostatnich czterech dekad, prawie pięciu dekad, odkąd podróżuję, a nawet dłużej przebywałem we Włoszech.
Mam przyjaciół i jakoś te Włochy się wpisały też w moją biografię. Poza tym sobie tak pomyślałem, że to jest chyba ta najpiękniejsza część mojej europejskiej ojczyzny, dlatego że mam kilka krajów w Europie, niekoniecznie w Unii Europejskiej. Pięć lat spędziłem w Szwajcarii. Pewnie ułożyłby się tom wierszy też szwajcarskich, ale te wiersze włoskie, no one trochę przypadkowo się wyłoniły, jak wydawca pisze za moją sugestią, jak półwysep z kontynentu moich kilkunastu tomików.
I rzeczywiście ta przygoda i emocjonalna, i intelektualna, i ludzka, i boska z Italią uznałem, że trzeba dać temu wyraz i stąd ten tom. I od którego zaczynamy? Wiersza. Tak jest. I czy to ja mam przeczytać? A możemy na zmianę albo... Ale zacznijmy od księdza profesora. A to może od pierwszego wiersza. Dobrze, proszę bardzo. Czyli Etruskowie. Kim byli i skąd przybyli, właściwie nie wiadomo. O ich życiu najwięcej opowiadają nekropolie.
Wspoczywali na kamieniu, ogień buzował w palenisku. Naczynia wypełnione oliwą i winem. Małżonkowie obejmują się czule. Miłość i dzieci. Łoża i groby. Resztki chleba i ości ryby. Tylko przemądrzali przewodnicy. Mówią, że byli archaiczni. No właśnie. Ci przewodnicy Pana tak zastanowili. No są tacy. Nie, bo to jest w ogóle taki przepiękny, odwieczny, takie spojrzenie wstecz, w tę dawną wstecz, gdzie wydaje nam się, że jesteśmy jakoś wyjątkowo inni od tych, co byli przed nami, bo mądrzejsi, bo pełniejsi, bo bardziej, nie wiem, rozwinięci, cywilizowani, ale przecież... No z tym ostatnim to można by dyskutować, czyli cywilizowani.
Tak nam się zdaje i tak chcielibyśmy w to wierzyć, prawda? Tak nam się zdaje, no Rzym stworzył coś tak wspaniałego jak Republikę i wszyscy, no ja jestem filozofem polityki także, więc trochę się na tym znam. Ale mało zdajemy sobie sprawy, jak wielkim dramatem było przejście od republiki do monarchii. I jak się pojawił Cezar, no to Cyceron bronił republiki. Są wspaniałe pisma jego na ten temat. Dzisiaj tak sobie myślę, że jednak... To widmo, imperium ciągle wraca. Nawet jest takie imperium na świecie, które dzisiaj się dorobiło, żeby to swojego Juliusza Cezara, ten jeszcze miał trochę mądrości, ale dorobiło się kogoś takiego jak Caligula.
I stąd jak ktoś mówi, że cywilizacyjnie jest jakiś progres, no to to jest to złudzenie oświeceniowe. Natomiast co daje to zastanawianie się, a nawet jakieś takie powiedziałbym wręcz archeologiczne grzebanie w ziemi? Możliwość jakiegoś uświadomienia sobie pewnych rzeczy stałych w sprawach ludzkich, w doświadczeniu ludzkim no i spojrzenie na nie w mikroskali jakiegoś domostwa, tak jak w tym wierszu łoża i groby. A ja...
Tak. Ja się cieszę, że Pan przywołał ten wiersz, bo jak on napisałem, zanim jeszcze fizycznie postawiłem nogę na ziemi włoskiej, no ale wtedy byłem zaledwie studentem, czy już studentem i fascynowałem się świętym Franciszkiem. Ale także lutrem, bo teraz sobie uświadamiam, że to jest w ogóle chyba ważne w moim rozwoju intelektualnym, że byłem jakoś wrażliwy na te reformatorskie nurty w Kościele. No ale tu w tym wierszu wpisałem całą historię odnawiania się i człowieczeństwa i chrześcijaństwa.
Tak, tak i zresztą to jest to doskonały, świetny przekład, który naprawdę daje się czytać. Oczywiście trudno jest przebrnąć przez całą boską komedię. Ja kilka razy w życiu się przymierzałem do przeczytania w całości, aż wreszcie udało mi się. Trochę dlatego, że mnie Jarek Mikołajewski do tej roboty zapędził, bo poprosił mnie o konsultację. No Jarek wie jak podejść księdza. No udało mu się tak. To może jeszcze jeden krótki, tym razem ksiądz profesor przed informacjami. Krótki, dobrze.
Sam się otworzył, więc pewnie prosi o przeczytanie. Lungo tevere. Tyber jak w strofie Horacego jasny. Są pokolenia szukające znaku. Są takie, które niczego nie szukają. Idę przed siebie wzdłuż brzegu ze smugą wspomnień tak wielu przyjazdów. Na platanach zeschłe liście i pąki jak wnętrze człowieka, co nie jest młody i nie jest stary. Wiecznie zdziwiony nurtem, który przezeń przepływa. Lungo Tevere i to jest wiersz dedykowany Elżbiecie Wolickiej. Tak, nieżyjącej już profesor filozofii, filozofii sztuki.
Byłem z nią zaprzyjaźniony, a Elżbieta chętnie czytała moje wiersze i nawet kiedyś się uśmiechnęła, nie prosząc, ale jakoś wspomniała, że różnym osobom dedykowałem. Elżbieto, mam wiersz dla ciebie. Pretekst włoski. Wybór wierszy. Wydawnictwo Austeria. Autorem jest ksiądz profesor Alfred Wierzbicki, który opowiada, czyta, śmiejszy, tumanii przestrasza. Tak, no pretekst włoski, dobry do wszystkiego. Tak, także trochę jeszcze porośmieszamy, no i może jakieś też czary nam się uda, bo przecież poezja zaczarowuje rzeczywistość.
No właśnie. Tak. To co robimy dalej? Czytamy? Czytamy dalej. Ja się wsłuchuję w głos księdza profesora, albowiem ksiądz profesor jako autor, natchniony, wie, którędy tam przepływa Poetycki Duch Święty. To nie jest takie proste z tym natchnieniem, Paul Valéry, zdaje się, powiedział, że jeden, pierwszy wers jest natchniony, a resztę to mozolna praca. Istotnie tak jest. Ileż wariantów właściwie każdy wiersz ma.
Nie wiem, czy pan zauważył, bo ja ułożyłem ten tomik. Nie wiedziałem, jak go ułożyć. Pomyślałem najlepiej tak, jak się wiersze pisały, czyli jak czas je przynosił, bo to są różne warstwy mojego żywota. I ułożyłem według zasady chronologicznej, co zaznaczyłem datami, ale są wiersze, które mają dwie daty. No właśnie, zastanawiałem się. A no właśnie dlatego, że jak już przygotowywałem do druku, gdy już wiedziałem, że zrobię z tego książkę, to niektóre wiersze pisałem, niektóre na nowo, a są takie, które wręcz od nowa pisałem, bo czy to stylistyka moja dawna wydała mi się, no...
Na purpurowych policzkach uśmiech, lśniąca spirala melodii. Wyswobodzeni jak latawce, w rzece odwróceni Bach i Bernini. Milczenie, no no no, trzeba pomilczeć trochę. Poezja też do tego skłania. Dlatego, że ja też oczami wyobraźni, właśnie nawet nie wyobraźni, bo też i prawdziwymi, że tak się wyrażę, biegłem dalej, dlatego, że to wspólne miejsce od razu mi się połączyło z kolejnym wierszem w tym zbiorze, bez tułu, ale jednak właśnie blisko tego. Popołudnie w Rzymie, od placu do placu, co za przestrzeń odrywa się i zrasta.
Słońce rzuca się jak smok, ale nie szukam cienia. Ruchome schody, we śnie na jawie, na dworcach, na ulicach. Postawić gdzieś bose nogi na kamiennym progu, jak biedacy u Karawadzia. Tak i co przyciągnęło pana uwagę do tego wiersza? To ta bliskość Berniniego i Bacha I ten zamek anioła, który przecież jest niesamowity i ma w sobie masę fascynujących opowieści sensacyjnych i świętych.
A jednocześnie ten Rzym, który jawi się takim właśnie miejscem dla trochę bezimiennych, anonimowych, zwyczajnych Właśnie to słońce, sen, jawa, ulice, bose stopy, upał, place, czyli ten Rzym znanych i bogatych, geniuszy i nieznanych i niekoniecznie bogatych. No tak. Mam też taki wiersz wprawdzie nie z Rzymu. Napisany był chyba w Sassari na Sardynii. Ja tam miałem zaszczyt być tzw.
visiting professor i to jest małe miasteczko. Chodziłem sobie po nim przez dwa tygodnie. A właśnie, chronologia mi podpowie, bo to jest około 2000 roku. W każdym razie... Nie tak łatwo znaleźć, więc będę Państwa zabawiał jeszcze opowieścią. A nie, to późniejszy wiersz. Tak, późniejszy wiersz. Już go prawie mam.
Jest, jest, 2011, czyli to był mój kolejny pobyt. Są pokolenia, szukające znaku Poetycki piątek. Names mentioned, Czarek, TOK FM, Austeria, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, Lublin. Ale stykałem się też we włoskich parafiach jeszcze bodajże w latach dziewięćdziesiątych, którzy przyjmowali Albańczyków i byłem wtedy pełen podziwu właśnie dla tej gościnności włoskiej.
Koniec lat osiemdziesiątych, początek dziewięćdziesiątych to byli Albańczycy, wcześniej Polacy, Czechosłowacy. Tak. Rumunie, Bułgarzy, Rosjanie, Litwini, Łotysze, Estończycy. To była taka, powiedziałbym, kolejna wiosna ludów, tylko że taka migrancka, kiedy rozpadł się Związek Radziecki, jeszcze przed rozpadem Związku Radzieckiego. Tak jest i to są lata, w których ja często bywałem w Rzymie, przełom lat 80. i 90. I też nawet w jednym z ośrodków muszę odprawiałem, bo mnie poproszono dla Polaków. A w którym?
W latinie? W latinie, tak. To niedaleko zresztą od Rzymu. Przeczytam wiersz bez tytułu. Księżyc nad Sasari zniża się do głów uchodźców z Afryki. Siedzą na chodniku i łamią pizzę. Księżyc sylabizuje w ich oczach zapis nie dający się odczytać, jak pismo najdawniejszych mieszkańców Sardynii. Taki trochę biblijny obraz łamania pizzy, jak rozumiem, nawiązanie do... Tak, no do łamania chleba, tak, do wspólnoty, do komunii, tak.
Dokładnie to zauważyłem, no ja przechodziłem... Oczywiście wiersze mogą być skonstruowane, ale w moich wierszach zawsze, mimo że staram się nie być reportażystą, są jakieś elementy reportażu. Zresztą to, co nas najbardziej porusza, to to, co faktycznie widzimy, z czym się spotykamy. I byłem wtedy pod wrażeniem grupki może dwudziestoosobowej na jakimś takim skwerze gdzieś na uboczu. Zresztą przypominam sobie, że podobne zjawisko widziałem także W Syrakuzach, i to nie tak dawno, tam jest taki skwer dość zaniedbany chyba, Foro Italico, i tam spotkałem też podobną grupę uchodźców.
Być może gdzieś w pobliżu jest jakiś ośrodek i oni niedaleko od tego ośrodka wychodzą, no, przewietrzyć się, tak bym powiedział, bo chyba po nic innego. To Foro Italico to chyba jest nad samym, nad samą zatoką, nad samym morzem. No w środku miasta, w stronę Ortidzi, tuż przed Ortidzią, tak. Tam niewielu turystów zachodzi, no ale ja kilka razy miałem okazję być w Syrakuzach i kiedyś właśnie zwróciłem uwagę, że a, tu się gromadzą właśnie uchodźcy. Tak, to ciekawe. Uchodźcy są zawsze tylko gdzieś tam państwa, z których pochodzą, są jakimś znakiem czasów, są jakimś takim oznaczeniem tych zmian, które się na świecie dzieją w danym miejscu bardziej niż w innym.
Tak. Co na zakończenie? Na zakończenie? Długi czy krótki? Średni. Jak średni, to już mam. Mianowicie, czas nam leci, ale... Średni wiersz, średni co dodano, średni co... A, może jedna z takich impresji sycylijskich. To są sny właściwie. Kościół, cerkiew, gdzieś w Rosji, gdzieś na Sycylii, kobieta w czerni z siwymi rozpuszczonymi włosami żegna się i oddaje pokłony.
Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Więcej OFF Czarka znajdziesz w aplikacji TOK FM - https://audycje.tokfm.pl/premium/promo/offczareks
O Italii jako wielowymiarowej przestrzeni spotkań historii, wiary i współczesnych wyzwań społecznych w tomie "Pretekst włoski" (wydawnictwo Austeria), rozmawiamy z autorem, ks. prof. Alfredem Wierzbickim, etykiem, filozofem i poetą z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie