Donald Trump grozi Władimirowi Putinowi | 31.05.25
W tym tygodniu w podcaście "O tym się mówi" wracamy do kolejnych gróźb Donalda Trumpa skierowanych do Władimira Putina. Będzie także o przyszłości pojazdów elektrycznych, o tym, co nam grozi ze strony sztucznej inteligencji oraz o unijnych zmianach w przepisach dla kierowców. Zaprasza Piotr Salak.
Zaczynajmy. Najgorętsze tematy tygodnia. O tym się mówi w Radiu RMF24. W niedzielę Rosja przeprowadziła jeden z najsilniejszych zmasowanych ataków dronowych na Ukrainę. Tym samym Władimir Putin po raz kolejny udowodnił, że nic sobie nie robi z inicjatyw pokojowych Donalda Trumpa. Prezydent USA nazwał te działania prezydenta Rosji igraniem z ogniem i podkreślił, że gdyby nie on... O tym z Wojciechem Koziołem z portalu Defense24.pl rozmawiał Bogdan Zalewski. Dlaczego Pana zdaniem Rosja przypuściła taki zmasowany atak?
Można na to patrzeć z kilku perspektyw. Pierwszą z pewnością jest to, że jednak Rosja też czuje, że obecnie panuje na froncie pewien impas. To znaczy żadna z obu stron nie jest w stanie w sposób zadowalający przepchnąć swojej linii frontu. Więc takie ataki są najbardziej skuteczne z dwóch przyczyn. Po pierwsze, jeśli chodzi o drony, no to jest to zaleta pod względem kosztu, a określonych zysków. Są tańsze po prostu niż inne źródła uzbrojenia. Zdecydowanie tak. Skala to jest ogromna. Mówimy o dronach, których cena waha od kilkuset do maksymalnie tysiąca, dwóch tysięcy dolarów w zależności od tego skąd pochodzą i jakie ładunki zawierają. A pomiędzy pociskami, które kosztują po kilkadziesiąt tysięcy.
Więc tutaj dla Rosji koszt-efekt jest bardzo opłacalny pod tym względem. A druga sprawa to po prostu wywieranie też presji i na Kijów i na Zachód, by pokazać, że jednak te wszelkie rokowania do niczego nie będą prowadzić. Zawieszenie broni dalej będzie raczej stało pod znakiem zapytania. No bo jednak Rosji nie zależy ani na zakończeniu wojny, ani na jakichś rozmowach pokojowych. Jej cel jest cały czas ten sam, czyli doprowadzenie do załamania wszelkiego wsparcia, do załamania morale ukraińskiego. No i do spacyfikowania całej Ukrainy. Czyli tak podsumujmy ten wątek. Są dwa cele. Jeden to jest taki czysto strategiczny, militarny, przełamanie tego impasu, prawda? A drugi to jest taka presja psychologiczna, dyplomatyczna. Dokładnie tak. A Pana zdaniem, ja może zacytuję tutaj Donalda Trumpa, skoro mówimy o dyplomacji, przejdźmy do kolejnego etapu.
Zawsze miałem bardzo dobre stosunki z Władimirem Putinem, z Rosji, ale coś mu się stało, zupełnie zwariował, tak stwierdził w swoim stylu Trump, amerykański przywódca. Doszedł do takiego wniosku, w wyniku czego? Po pierwsze miałbym nadzieję, gdyby ten wniosek rzeczywiście był trwały, bo jednak potrzebujemy tutaj, znaczy nie tylko my w Europie, ale tak samo sama Ukraina silnego wsparcia amerykańskiego w obecnej chwili. Przydałoby się jednak, by ten kurs amerykański dalej obejmował Europę. No ale właśnie, co to mogło sprawić? No z tej wypowiedzi Trumpa, której udzielił bodajże wczoraj, no to tutaj się w słowach prezydenta amerykańskiego przebijało takie przeświadczenie, że jak do tego mogło dojść, skoro my jednocześnie, mówił o sobie i Władimirze Putinie, rozmawiamy przez telefon, co się wydarzyło kilka dni temu.
A jednocześnie Putin wysyła rakiety, które zabijają ludzi i atakują ukraińskie miasta. Ja mam wrażenie, że po prostu też część amerykańskiego establishmentu żyła jednak w takim przeświadczeniu i pewnie żyje nadal w sporej części, że Rosja nie jest jakby tym głównym aktorem, który chce prowadzić tę wojnę, że jednak strona ukraińska też ma w tym pewien interes. Tym bardziej, że Trump krytykuje równocześnie prezydenta Zyłańskiego. Dokładnie tak. A widzimy po ostatnich czy to rozmowach w Stambule, czy po atakach, że jednak to strona ukraińska cały czas pokazuje, czy to poprzez wysyłanie jednak wyższych rangom urzędników na rozmowy dotyczące pokoju i rozejmu, czy poprzez w ogóle cały czas swoją narrację, że to ona jednak jest państwem, które chciałoby doprowadzić do jakiejś formy zawieszenia broni.
No a Rosja jednak bez skrupułów i bez jakichś tam hamulców cały czas przeje jednak do tego, by te wojny kontynuować. Panie Wojciechu, ja bym chciał, żeby pan... Właśnie, a propos oceny Trumpa. Ja bym chciał, żeby pan tak dokładnie, precyzyjnie, konkretnie zinterpretował te słowa. Czy to jest jakiś znak, że Trump przyznaje się do porażki swojej dotychczasowej polityki wobec Rosji? Miałbym nadzieję, że tak, bo jeśli patrzymy na to wszystko, co się działo od początku roku, to jednak ten stosunek Trumpa do Rosji zaczął się powoli zmieniać. Mieliśmy mowę o jednak jakichś przyjacielskich stosunkach, że się zna z Putinem, że stara się go zrozumieć. Po tym mieliśmy ten taki moment kryzysowy pomiędzy Ukrainą a Stanami Zjednoczonymi, gdzie widzieliśmy tę awanturę w Białym Domu.
Mieliśmy również takie domniemania, że może dojść do jakiejś formy partnerstwa rosyjsko-amerykańskiego przeciwko Chinom, tak zwanego odwróconego Nixona. Więc te głosy jakiejś kooperacji się pojawiały. Natomiast od tych kilku tygodni widzimy, że pojawiają się jednak też groźby w stosunku do Rosji o kolejnych sankcjach, które gdzieś tam majaczą, że raz mogą się pojawić, raz nie. Czyli odwrócony Nixon nie zadziałał, prawda? Nie udało się wbić tego klina pomiędzy Moskwą i Pekinem. Zdecydowanie nie. Tutaj nie tylko wynika to z zacietrzewienia Rosji na punkcie tej polityki neoimperialnej, ale również z wpływów chińskich. Pamiętajmy, że jednak Chiny mają ogromny wpływ na rosyjską gospodarkę i też pod wieloma względami Moskwa za każdym razem, kiedy podejmuje jakąś decyzję międzynarodową, musi patrzeć za swoje plecy i za wielki mur do Pekinu.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.