Mentionsy Mentionsy
Notatnik Dzielnicowego
Notatnik Dzielnicowego

43. Maria

09.01.2023 ·1 godz 5 min

Sprawa zabójstwa Zenaidy Borejko - Chodkiewiczowej. Kraków Źródła: 1. Wanda Falkowska „Kariera i morfina” w „W imieniu prawa” Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1961 2. Maria Osiadacz „Wielka mistyfikacja” w „W kręgu zbrodni”, Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa 1990

Dzieci już dawno pogodziły się ze śmiercią ojca, ale ona nie dawała się przekonać. Skoro nic nie wskazywało na rabunkowy motyw morderstwa, postanowiono sprawdzić trop związany z osobą pana Chodkiewicza. Na próżno. Faktycznie ostatnia informacja o nim pochodziła z obozu koncentracyjnego. Po wojnie nikt już nic o małżonku pani Zenaidy nie słyszał. Przesłuchano wszystkich mieszkańców kamienicy przy Barskiej 30, jednak nie mieli oni zbyt wiele do powiedzenia o ostatnich dniach pani Chodkiewiczowej. Sublokator i konkubent dozorczyni Wiktor C. zeznał, że 18 stycznia w piątek weszła do jego mieszkania nieznana mu kobieta i poprosiła, aby doręczył pani Zenaidzie kartkę, którą mu wręczyła.

Kartka była zwinięta i Wiktor C. nie rozwinął jej, nie wiedział więc, co zawierała. Kiedy zapukał do drzwi mieszkania nr 1, nie zastał jego lokatorki, przekazał więc karteczkę dozorczyni prosząc, aby oddała ją następnego dnia. W sobotę, 19 stycznia, około 8 rano, dozorczyni zapukała do pani Zenaidy. Tym razem ją zastała, wyraźnie jeszcze zaspaną, kartkę przekazała i o jej treść nie dopytywała się. Wiktor C. opisał przekazującą karkę jako blondynkę średniego wzrostu w wieku pomiędzy 30 a 40 lat. Ubrana była w jasny gabardynowy płaszcz o krycie dość ekstrawaganckie i rzucające się w oczy. Ponownie tę samą kobietę zobaczył już w sobotę, 19 stycznia, około 16.30.

W towarzystwie dwóch innych osób, kobiety i mężczyzny, na których Wiktor C. nie zwrócił uwagi, otworzyła sobie posiadanym kluczem drzwi do mieszkania nr 1 i cała trójka weszła do środka. Zarówno dozorczyni, jak i jej przyjacielowi znany był rytm dnia pani Chodkiewiczowej. Zwykle szyła do późnej nocy, co później odsypiała mniej więcej do południa, a następnie wyjeżdżała lub wychodziła do miasta, gdzie załatwiała różne sprawy i po powrocie znów siadała do pracy. Około 16.30 na ogół więc nie było jej w domu, co blondynce w jasnym płaszczu nie wydawało się przeszkadzać. Tego samego 19 stycznia, około 19, pani Zenaida odwiedziła Zofię P., która haftowała dla niej kołnierzyki do bluzek.

Prowadzący tamto śledztwo milicjanci z Komendy Wojewódzkiej w Katowicach zapamiętali ją jako średniego wzrostu blondynkę, nałogową palaczkę. Opis ten zgadzał się z ogólnym rysopisem kobiety przekazującej dla Zenaidy kartkę Wiktorowi C, a potem otwierającej jej drzwi własnym kluczem, natomiast nałóg nikotynowy z zabezpieczonymi w mieszkaniu nr 1 niedopołkami papierosów marki Giewund. Ściągnięto z Katowic akta sprawy marzymskiej i sprawdzono, czy znajdują się w nich odciski palców oskarżonej. Były. Jak możecie się domyślać, były identyczne z jednym z odcisków zabezpieczonych na filiżance w mieszkaniu pani Chodkiewiczowej. Za lekarką używającą nazwiska Marzymska wydano więc list gończy i nakaz aresztowania.

Wiosną 1951 r. Wydział Zdrowia Urzędu Miasta Katowice zakwestionował jako fałszywe pięć recept na morfinę wystawionych na nazwisko Marii Kicińskiej przez doktora Izydora Marzymskiego oraz profesora C. Kierownika Kliniki Otolaryngologii w Zabrzu, przełożonego Teofilii Marii z okresu jej pracy tam. Recepty te zostały dostarczone milicji wraz z zawiadomieniem o prawdopodobnym przestępstwie ich sauszowania. Wszczęte śledztwo dość szybko zaprowadziło funkcjonariuszy do Zabrza, gdzie wciąż ordynowali obaj lekarze podpisani na zakwestionowanych receptach. W Zabrzu i to tylko w jednej aptece odkryto kolejne 26 recept wystawionych przez lekarzy, którzy nie mieli pojęcia o tym, że je wystawili.

Tak więc, jeśli zgodnie z wynikami badań medyczno-sądowych śmierć pani Zenaidy nastąpiła pomiędzy wieczorem 19 stycznia A porankiem 22 stycznia pasowało to w pełni do wyjaśnień złożonych przez Teofilę Marię odnośnie jej wyjazdu z Krakowa 19 wieczorem i zgodnych z nimi zeznań świadka Wiktora C., sublokatora dozorczyni kamienicy, który widział 19 wieczorem dwie kobiety i mężczyznę wchodzących do mieszkania pani Zenaidy. Oprócz opinii biegli złożyli także dokument, który nazwali rekonstrukcją zbrodni. Stwierdzili w nim między innymi, że bezpośrednio przed atakiem ofiara zajmowała się wykrawaniem bluzki z kuponu nylonowego materiału. Była ubrana domowo, miała włosy częściowo poplecione w warkoczyki, a częściowo zakręcone na papiloty.

Teofila Maria wyjaśniła, że nie mając noclegu w Poznaniu, pojechała do Leszna, gdzie zanocowała wręczając portierowi hotelowemu łapówka. Jako że pokój udostępniono jej nielegalnie, nie odnotowano tego faktu na liście gości. Natomiast ustalono, że 22 stycznia zrealizowała w Lesznie receptę na morfinę, tak więc bez wątpienia w miejscowości tamtego dnia przebywała. Niespodziewanie też na korzyść Teofilii Marii zadziałało zeznanie Wiktora C., Sublokatora i konkubenta dozorczyni z ulicy Barskiej. Pamiętał on, że dwie kobiety, które wraz z jednym mężczyzną weszły do mieszkania nr 1 19 stycznia, ubrane były w płaszcze, z czego jedna z nich była w płaszczu z jasnej gabardyny.

Teofila Maria jasnego płaszcza nie posiadała. Miała cienki popelinowy, brązowy bez podpinki i pelisę. Zimą nosiła zwykle biały kożuszek i, jak wyjaśniła, właśnie w tym kożuszku była u pani Zenaidy. Wiktor C. nie rozpoznał w niej żadnej z tych dwóch kobiet, twierdząc, zresztą moim zdaniem słusznie, że widział je zbyt krótko i po upływie tylu miesięcy zupełnie nie pamięta już ich wyglądu. Natomiast przed sądem nastąpiła interesująca zmiana w zeznaniach siostry Teofilii Marii i jej męża. Otóż, o ile w postępowaniu przygotowawczym nie mogli się zdecydować, kiedy widzieli Teofilę Marię po raz ostatni i przedstawili wykluczające się wersje jej przyjazdu do Wrocławia, o tyle na sali sądowej zgodnie zeznali, że na pewno była u nich 20 stycznia.

Kim była kobieta w płaszczu z jasnej gabardyny, którą w mieszkaniu pani Zenaidy widział Wiktor C., skoro Teofila Maria takiego płaszcza nie miała? Dlaczego rozścielone łóżko Teofilii Marii i filiżanka po jej kawie nadal były w mieszkaniu pedantycznej pani Chodkiewiczowej 22 stycznia, skoro rzekomo opuściła je trzy dni wcześniej? I czy wobec tego możliwe jest, żeby w mieszkaniu nr 1 przy ulicy Barskiej 30 w tym samym czasie znalazły się dwie jasnowłose, nałogowo palące kobiety związane z medycyną? W wyniku ponownego procesu latem 1960 roku Teofila Maria została uniewinniona i po dwóch latach w areszcie wyszła na wolność.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.