Mentionsy Mentionsy
Notatnik Dzielnicowego
Notatnik Dzielnicowego

43. Maria

09.01.2023 ·1 godz 5 min

Sprawa zabójstwa Zenaidy Borejko - Chodkiewiczowej. Kraków Źródła: 1. Wanda Falkowska „Kariera i morfina” w „W imieniu prawa” Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1961 2. Maria Osiadacz „Wielka mistyfikacja” w „W kręgu zbrodni”, Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa 1990

Wiosną 1951 r. Wydział Zdrowia Urzędu Miasta Katowice zakwestionował jako fałszywe pięć recept na morfinę wystawionych na nazwisko Marii Kicińskiej przez doktora Izydora Marzymskiego oraz profesora C. Kierownika Kliniki Otolaryngologii w Zabrzu, przełożonego Teofilii Marii z okresu jej pracy tam. Recepty te zostały dostarczone milicji wraz z zawiadomieniem o prawdopodobnym przestępstwie ich sauszowania. Wszczęte śledztwo dość szybko zaprowadziło funkcjonariuszy do Zabrza, gdzie wciąż ordynowali obaj lekarze podpisani na zakwestionowanych receptach. W Zabrzu i to tylko w jednej aptece odkryto kolejne 26 recept wystawionych przez lekarzy, którzy nie mieli pojęcia o tym, że je wystawili.

Nigdy nikomu nie powiedziała, dlaczego właśnie tam. Tamtejsi lekarze nigdy nie kwestionowali jej morfinizmu. Teofila Maria zaś wypowiadała się o ośrodku i jego personelu wyłącznie pozytywnie, twierdząc, że kościańska kuracja bardzo jej pomaga. Wracała do fałszowania recept na morfinę. W trakcie swoich podróży w Poznaniu Teofila Maria poznała księdza Stanisława R. W rok po zawarciu tej znajomości urodziła dziecko, chłopca, którego tym razem nie porzuciła, a ksiądz Stanisław był żywo zainteresowany jego losem i starał się otaczać go opieką. Nie miał jednak pojęcia, że dzieci to kolejna zagadka w zagadkowym życiu Teofilii Marii. W akcie oskarżenia

Bo taki dokument został w końcu przeciwko niej złożony. Wśród jej personaliów podano także, że była matką dwójka. Tymczasem ona sama wyjaśniała, że dzieci urodziła pięcioro, z których troje pozostało przy życiu. Pamiętajmy jednak, że w latach powojennych śmiertelność noworodków była znacznie wyższa niż dzisiaj. Po długiej wymianie oficjalnych pism z różnymi jednostkami szpitalnymi w całym kraju ustalono, że w rzeczywistości Teofila Maria przebyła cztery porody. Po czwartym zaś, rozwiązanym poprzez cesarskie cięcie, podwiązano jej jejowody. Dwójkę swoich żyjących dzieci faktycznie porzuciła, pozostawiając ich wychowanie na głowach innych, natomiast podróżujący z nią w okresie aresztowania chłopiec, którego nazywała Stasiem i okazywała mu dużo czułości, nie był dzieckiem ani jej, ani tym bardziej księdza R. z Poznania.

Miała wtedy zamiar znaleźć w Krakowie pracę i w tym celu zgłosiła się do wydziału zdrowia, ale nie znalazła żadnej odpowiedniej dla siebie propozycji. Na pewno nie mówiła, że jest na kursie medycznym. Być może została źle zrozumiana. Gościła przy ulicy Barskiej do 19 stycznia, kiedy to wieczornym pociągiem wyjechała do swojej mieszkającej we Wrocławiu siostry, Jadwigi D., i spędziwszy u niej dwa dni, 22 stycznia rano przyjechała do Poznania do księdza Stanisława R., któremu właśnie zdjęto gips po złamaniu nogi i potrzebował pomocy w pierwszych dniach rehabilitacji. Przy okazji tamtego pobytu w Krakowie zdobyła też kilka recept na morfinę, przedstawiając znajomemu lekarzowi sfałszowaną kartę informacyjną ze szpitala, opisującą pacjentkę w agonalnym stadium raka krtani.

Już po chwili jednak wiarygodność ich zeznań mocno ucierpiała, ponieważ każde z nich podało inną datę pierwszej wizyty szwagierki w 1957 roku. Jadwiga utrzymywała, że jej siostra przyjechała w lutym lub w marcu, jej mąż natomiast, że w lecie i do tego wyjeżdżając zostawiła u nich na kilka dni swojego synka. Ksiądz R. co prawda potwierdził, że Teofila Maria odwiedziła go już po wyborach i po zdjęciu gipsu, nie mógł sobie jednak przypomnieć dokładnej daty. Ona sama z kolei nie pamiętała, czy wówczas zatrzymała się w Poznaniu w hotelu czy u znajomych. Co prawda dyrekcja hoteli miejskich potwierdziła, że niejaka Krystyna Andrzejewska przebywała w hotelu staromiejskim w dniach 27-29 stycznia, ale nie pasowało to do wskazanej przez przesłuchiwaną daty opuszczenia Wrocławia, czyli 22 stycznia.

Bliższych szczegółów nie udało się uzyskać, ponieważ Teofila Maria zasłaniała się niepamięcią. Logicznie rzecz biorąc mogła, przesłuchiwana po zatrzymaniu we wrześniu, Nie pamiętać, co robiła w konkretnych dniach stycznia ponad pół roku wcześniej. Ksiądz R. co prawda potwierdził, że Teofila Maria zjawiła się u niego 20 lub 21 stycznia, ale dość szybko wyszło na jaw, że kiedy przebywała już po zabójstwie na kuracji odwykowej, wysłała do niego list zawierający m.in. następujący fragment. W Poznaniu prawdopodobnie widzieliśmy się około 19 do 21 stycznia. Spotkaliśmy się tam, gdzie ostatnio byłam w futerku białym i spodniach. Po pierwszych przesłuchaniach Teofilę Marię skierowano na obserwację sądowo-psychiatryczną.

Ksiądz Stanisław R. z Poznania przypomniał sobie w końcu, że gips ze złamanej nogi zdjęto mu wcześniej niż 20 stycznia, bo do wyborów pokuśtykał już bez niego. Pośrednio więc jego zeznania potwierdziły wyjaśnienia Teofilii Marii, która twierdziła, że odwiedziła go, aby pomóc w rehabilitacji 21 stycznia. Jednak rozgłos, jaki prasa nadała wątkowi jego rzekomego ojcostwa najmłodszego synka Teofilii Marii, Jeszcze zanim okazało się, że chłopczyk wcale nie jest jej dzieckiem, sprawił, że prawdopodobnie było to ostatnie spotkanie tych osób. Sądowi udało się także zgromadzić dokumenty potwierdzające, że w latach 1952-1956 Teofila Maria kilkukrotnie zgłaszała się dobrowolnie na leczenie psychiatryczne.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.