Trudne słowo "kompromis". Rola negocjatora podczas protestów
Blokady dróg, udręka kierowców, desperacja protestujących. Społeczne konflikty bywają ciche, ale głęboko dzielące – szczególnie wtedy, gdy obie strony czują się niesłuchane. Czy zdawaliście sobie sprawę, że nawet w takich sytuacjach potrzebni są policyjni negocjatorzy? Odcinek pokazuje dwie różne, lecz równie napięte sprawy. Pierwsza to blokady organizowane przez rolników – starcie emocji, interesów i braku dialogu. Druga – kulisy trudnych "sierpniowych" rozmów pod zakładami Hortexu w Skierniewicach, gdzie, mimo pozornego impasu, Balcerowi udało się doprowadzić do porozumienia między zwaśnionymi stronami.
Jeśli dyrektor do nas nie wyjdzie, to zablokujemy też drogę. To dopiero będzie afera na cały kraj, boże wtedy nas usłyszycie. Dyrektor! Dyrektor! Dyrektor! Centrum tych wydarzeń miało miejsce w Skierniewicach, przed Zakładem Hortexu. Ale zanim przejdziemy do naszych negocjatorów działań, to chcę nakreślić Państwu pewien kontekst tych wydarzeń. Otóż rok wcześniej miał miejsce jakiś pogodowy kataklizm, w wyniku którego nie było zbioru jabłek. Hortex podjął wówczas decyzję, że kupi koncentrat soku jabłkowego z Chin. Kupili tego koncentratu ogromne ilości. Dość powiedzieć, że wystarczyło go na kolejne lata.
Natomiast w 2008 roku jabłka obrodziły znakomicie, ale wówczas nikt od sadowników jabłek kupować nie chciał. Mówimy o tych jabłkach przemysłowych. Na przetwory i soki właśnie, bo magazyny Hortexu były zawalone wspomnianymi przeze mnie chińskimi koncentratami soku jabłkowego. Kupować nie chciał, to może niewłaściwe określenie. Owszem, chcieli, ale za jakieś kilka groszy. Na pewno nie za kwotę, jaką żądali sadownicy. I na tym polegał konflikt. Ani jedna, ani druga strona nie chciała ustąpić i doszło do eskalacji w postaci okupowania przetwórni w Skierniewicach, a także kilku podobnych zakładów w innych województwach.
Musieliśmy się spotkać z władzami miasta i dyrekcją Hortexu. Początek należał do komendanta. Panie prezydencie, czy pan sobie zdaje sprawę, co pan właśnie zrobił? Zakaz manifestacji? Bez konsultacji? Bez podstawy prawnej? To przekroczenie uprawnień. Proszę mnie nie pouczać jak uczniaka. Ja tu jestem gospodarzem. Nie pozwolę, żeby hołota z jabłkami robiła wiec pod moim oknem. To nie hołota, to obywatele. A ja mam obowiązek zapewnić im bezpieczeństwo. Nie będę łamał konstytucji, bo panu coś nie pasuje politycznie.
Jeśli ich nie wysłuchamy, sytuacja eskaluje. I wtedy to nie będą jabłka pod oknami, tylko kamienie. Pani wojewodo, panie prezydencie, może czas zejść z barykad? Bo jak się wszyscy okopiemy, to nic nie ruszy. Ani jabłka, ani rozmowa. Co pan proponuje, komendancie? Jedno spotkanie. Pan prezydent, przedstawiciel horteksu i delegacja protestujących. Lepiej rozmawiać teraz, niż gasić pożary później. Jedno spotkanie, ale jeśli rzucą jabłkiem, wychodzę. Słuchałem tej słownej potyczki bez zdziwienia. Tokują, prężą muskuły, nic dobrego z tego nie będzie. Ale komendant mnie zaskoczył.
Na koniec powtórzył prawie dosłownie to, o czym rozmawialiśmy po drodze. O ludziach mówił, żeby ich wysłuchać, żeby rozmawiać. To naprawdę byłem pod wrażeniem. Rozejrzałem się po sali. Szukałem wśród tych prawie 40 zgromadzonych osób przedstawicieli protestujących. Były władze, urzędnicy, dyrekcja horteksu, dziennikarze. Dostrzegłem przy końcu stołu małą grupkę. Wyglądali na rolników. Włączyłem się do rozmowy i zapytałem, czy to oni są przedstawicielami sadowników. Nie, nie, my tu przywieźliśmy Brukselkę i nie możemy wjechać na teren, bo sadownicy blokują nam wjazd. Ale jak wy sobie nie umiecie poradzić z tą grupką ludzi, to my zaraz wrócimy do swoich domów, weźmiemy widły i rozniesiemy ich w drobny mak.
Co będzie jutro? Co będzie pojutrze? Przecież w taki sposób tego konfliktu nie rozwiążemy. Tylko go oddalimy. Przecież my nie będziemy stali pod bramą, by nie dopuścić do kolejnych konfliktów. Dzisiaj jest ich 350 osób. Jutro będzie półtora tysiąca sadowników z całej Polski. Moje i komendanta argumenty jakoś dotarły. Także na sali rozległy się pojedyncze głosy, żeby porozmawiać z protestującymi. Tylko, żeby to zrobić, musieliśmy podjechać do Hortexu. Tam, gdzie stali protestujący. I tam rozpocząć prawdziwe mediacje ze wszystkimi stronami.
Kiedy wydawało mi się, że wszyscy to zrozumieli, odezwał się dyrektor Hortexu. Wie pan co? Ja nie będę z nimi rozmawiał. Ja nie mam oczy. Zatkało mnie. Podstawowym problemem, którego nie chcą zrozumieć protestujący, jest to, że ja, a dokładniej firma, którą zarządzam, nie skupuję jabłek. I zatkało mnie po raz drugi. No tak, dobrze pan słyszy. My nie skupujemy jabłek. Skupujemy Brukselkę, kalafiory, ale jabłek nie. Nas ten protest nie dotyczy. Owszem, inne filie horteksu jabłka skupują i tam także protestują sadownicy, ale my nie mamy nic wspólnego z jabłkami. Ja jestem tylko dyrektorem tego zakładu.
Wszystko stoi. Jeszcze dwa dni takiej blokady i ja mogę zamykać zakład. To będą miliardowe straty. To był kolejny argument za tym, że musimy natychmiast doprowadzić do mediacji. No ale trudno to było zrobić bez najważniejszej strony. Bez protestujących. Musieliśmy wszyscy stawić im czoła. Wybraliśmy grupę. Nie pamiętam dokładnie, ale było to chyba około 12 osób. Z tej czterdziestki, która debatowała w urzędzie miasta i ustaliliśmy, że jedziemy do Horteksu. Zaraz, zaraz, panowie! Wyście sobie wszystko poustalali, a co z nami? Musiałem wytłumaczyć, że także w ich interesie jest to, żebyśmy przede wszystkim zakończyli konflikt z sadownikami.
Ustaliliśmy, że razem z Januszem spotkamy się z protestującymi, a pozostali członkowie naszej nazwijmy to ekipy, czyli komendant, prezydent, dyrektor Hortexu, przygotują jakieś miejsce na negocjacje. Wjechaliśmy na teren zakładu, wyszliśmy z auta, no i idziemy w stronę protestujących. No powiem Państwu, że nie jest to komfortowa sytuacja, kiedy trzeba stanąć przed tłumem, który na moje oko liczył około 300 osób. Podeszliśmy z Januszem, a protestujący otoczyli nas kołem. To znowu wbrew zasadom, bo nie prowadzi się negocjacji z tłumem, a do tego z tak rozemocjonowanym tłumem. I nie było to naszym celem.
My po prostu musieliśmy wyłonić z tej grupy kilku liderów, którzy podjęliby się rozmów z przedstawicielami miasta i Hortexu. A panowie to... Jesteśmy policyjnymi negocjatorami. Ja się nazywam Janusz Jedlina, a to jest Krzysztof Balcer. Jak widzicie, nie przyszliśmy do was z pałkami, tylko z pustymi rękami. Proszę, jacy dobrzy gliniarze! Pomagać nam będą! A czemu my mamy w ogóle z nimi gadać, co? Z policją? My nie chcemy gadać z policją, tylko z dyrektorem! Dawać go tutaj! Dyrektor! Dyrektor! Dyrektor!
Pomogło. Wybrali pięciu spośród siebie i weszliśmy do budynku. Mam przed oczami taki obraz. Długi stół, miał chyba ze 12 metrów, siedzący przy nim przedstawiciele samorządu, kilka osób z horteksu, komendant i szef sztabu, no i my. Ja z Januszem i pięciu protestujących. Jesteśmy w radiu, więc muszą to państwo sobie jakoś wyobrazić. Przy stole po jednej stronie siedzieli dyrektorzy horteksu, przedstawiciele władz miasta i dalej mój komendant i szef sztabu. Liczyłem, że w czasie rozmów ktoś do nas dołączy, więc chciałem widzieć drzwi. Wiedziałem, że cały ciężar musimy wziąć na siebie, więc usiadłem z Januszem po drugiej stronie stołu, naprzeciwko moich przełożonych.
Słyszycie? Kłócili się o treść porozumienia. Rozumiecie? Podświadomie zgodzili się, że to porozumienie będzie. Mijały godziny. Zrobiło się ciemno, a my spieraliśmy się o każde słowo. Wszyscy byli zmęczeni. Stojące na stołach soki jabłkowe horteksu wyglądały jak chichot sytuacyjny. Czekaliśmy na decydentów.
Pierwszy pojawił się pan poseł. Szanowni państwo. Przybywam nie jako polityk, lecz jako obywatel. Jako człowiek, który w dzieciństwie sam rwał jabłka z drzew, a dziś rwie się serce, gdy widzę, jak z polskiego rolnika robi się żebraka. Bo to chodzi o przyszłość polskiej wsi. Wy macie Excela, my mamy tradycję. Polityk prowadził swój występ, atakując dyrekcję Hortexu, władzę miasta i władzę w ogóle. Musiał mieć swoje pięć minut. Trzeba to było wytrzymać.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.