Mentionsy Mentionsy
Myszmasz
Myszmasz

Adaptacja „Zemsty Sithów” Matthew Stovera | Kosmiczni Kowboje

23.01.2026 ·1 godz 9 min · 1 rozdział · 1 sponsor

Adaptacja „Zemsty Sithów” autorstwa Matthew Stovera jest książką, która według wielu fanów naprawia to, co nie wyszło w filmowym pierwowzorze. Krzysiek i Kamil postanowili sprawdzić po latach, czy jest to prawda, czy też pierwszy przypadek w historii, kiedy fani Gwiezdnych Wojen się pomylili.--⭐ WSPIERAJ NASZE PODCASTY NA PATRONITE ⭐https://www.podsluchane.pl/patron💬 Dołącz do naszego Discorda: https://www.podsluchane.pl/discord🎧 Sprawdź inne nasze programy: https://www.podsluchane.pl⏯️ Słuchaj na Spotify: https://www.podsluchane.pl/spotify👍 Polub fanpage naszej sieci: facebook.com/podsluchanepl- Napisz do nas na [email protected]#podsluchane #podcast #starwars #revengeofthesith #adaptation

I to, że jeszcze, mówię, tak jak mówisz, spoilery wymyślono 10 lat temu, owszem, jakby kiedyś nie było aż takiego, ale mimo wszystko mam wrażenie, że Lucas wobec Gwiezdnych Wojen miał trochę bardziej podejście, że... Wobec oryginalnej trylogii, jakby tak, nie mówimy na planie, że Vader jest ojcem, tylko na planie mówimy Obi-Wan, dogramy to później i tak dalej, i tak dalej. Przy prequelach mam wrażenie, że już, nie wiem, nie zależało mu aż tak istnieje bardzo duża szansa, tak. Przepraszam, a ja teraz sprawdzam coś innego. Co takiego? No właśnie, daty premier, daty premier, bo mi się pewna rzecz... A nie, czekaj.

Coś dają. Nie mówię, że 100% sukcesu, ale jest tutaj taki zabieg formalny, co jakiś czas przerywamy bieżącą narrację, żeby cofnąć trochę kamerę i mamy mikro rozdzialik, który zawsze zaczyna się od zdania to jest X, czyli to jest Anakin Skywalker, to jest Obi-Wan Kenobi, to jest Anakin i Obi-Wan, to jest Padme Amidala, albo czasem to jest... Oto jakie to uczucie być anakilnym Skywokerem w tej chwili. To jest taki niemal jak Guy Ritchie czy coś takiego, że robimy stopklatkę na postać, w której główny narrator historii nam opowiada na zasadzie, że kim jest ta postać i mówi nam o niej parę słów, tylko że w dużo bardziej patetyczny sposób.

Czasem można mieć wrażenie, że to jest wybieg, żeby powiedzieć coś, czego tak naprawdę nie ma, bo na przykład jak jest właśnie rozdzialik Anakin i Obi-Wan i mamy stronę o tym, jakimi są najfajniejszymi kumplami i tak dalej. Ale na przykład w książce Stovera Jest to, bardziej można to poczuć, ponieważ siedzimy w głowach jednego i drugiego, niż w filmie. Gdzie jakby prequele mają wiele wad i jedną z nich jest to, że Lucas zamiast pokazać przyjaźni Anakina i Obi-Wana, oddziela ich w drugim i trzecim filmie. Oba te filmy spełdzają w większości osobne, jakby nie widzimy ich relacji, niemal w ogóle. Więc tutaj w książce przynajmniej wiemy, co o sobie myślą.

Zaciąłem się. Zaciąłem się, kropka. Przepraszam, chciałem się cofnąć już jakiś czas temu. Kiedy ta maksymalistyczna narracja dla mnie działa? Działa dla mnie w finale, gdy Palpatine wchodzi do akcji jako mistrz mrocznych sitów i tak dalej, bo narracja nie opisuje go w walkach jako, że tam i Palpatine się zakręcił, zrobił młynka mieczem. parady, obrót i piruets i co tam jeszcze Wiedźmin robi, tylko cień. Cień się zerwał, cień zaatakował, cień uderzył. To jest turbo maksymalistyczne, ale kurczę, to jest fajne. I właściwie to wolę ten opis od oglądania tego, jak Jan Magdiarmid robi piruety na ekranie.

Kolejna rzecz, która jest w pojedynku z Duku. Anakin i Obi-Wan nie pamiętam, który tam mówi do Duku na zasadzie, że wiemy, że ty współpracujesz z Sidiousem i wiemy, że on jest na Coruscant i prawdopodobnie już w tym momencie jest... został aresztowany przez Jedi, a Dooku mówi, o, czyżby. Miał bardzo dużą ochotę mrugnąć do Palpatina, ale oczywiście nie mógł tego zrobić. I on takie, nie, Dooku nie miał tej ochoty. Absolutnie nie. Tak, więc ponieważ siedzimy w głowach postaci, więc dowiadujemy się o nich mnóstwa rzeczy, na przykład z książki dowiemy się, że przynajmniej w tej wersji Duku był turborasistą, ale to spektakularnym turborasistą, na zasadzie, że absolutnie nic w filmie o tym nie świadczy, w żadnym z dwóch filmów.

Nie ma tutaj From My Point of View The Jedi Are Evil z finału walki z Obi-Wanem, to też jest wycięte. Na ich miejsce Stover dorzuca dużo swoich bardzo złych zdań, głównie w narracji. A ponieważ to jest narracja, to wiem, że to są jego złe pomysły. Są tutaj też złe pomysły, których nie ma w filmie, ale chyba to są oryginalne lukasizmy, jak Yoda i Obi-Wan wkradający się z powrotem do świątyni Jedi już po upadku. Ja wiem, na pewno w scenariuszu jest scena, gdy klony w szatach Jedi są rozstawieni dookoła świątyni, żeby łapać na wypadek, gdyby jakiś Jedi się napatoczył, żeby go z ukrycia zabić. To jest w scenariuszu.

Nie wiem, czy w scenariuszu jest Obi-Wan udający pliaka i mówiący tymże klonom, hej, patrzcie, mam tu dziecko Jedi, gdzie moja nagroda, a dzieckiem Jedi jest zawinięty w bety Yoda. Nie wiem, czy to jest w scenariuszu, ale albo Lukas, albo Stouffer wymyślił Baby Jodę 20 lat wcześniej. Ale tak, jeszcze w kontekście stylu są takie typowe jeszcze Star Warsizmy, że jesteśmy w świecie Gwiezdnych Wojen, więc wszystko musi być gwiezdnowojenne. I czasami to są rzeczy, które jakby mają sens w świecie, że jakby są rzeczami w świecie, więc próbujemy je wykorzystać, nawet jeśli to sprawia, że zdanie brzmi absurdalnie.

Ja nigdy nie lubiłem form walki mieczem świetlnym, ponieważ to jest jakaś bzdura dopisana na zasadzie, że a, oczywiście, jak widzimy w filmie, Obi-Wan walczy tym i tym, podczas gdy koordynator na planie coś zrobił. I to nie jest styl walki, to jest po prostu do tej sceny ułożone taką choreografię. Ale okej, dobra, to mogę przeżyć. Ale to się nakłada na jakieś takie... Ludzie nie są robotami. Co z tego, że Anakin nagle uderza innym stylem, a styl duku nie generuje odpowiedniej siły? nie może użyć innego ruchu? Przepraszam, walczy tym... Co to znaczy? To nic nie znaczy, to jest jakaś bzdura. Tak, to jest takie bardzo... Na zasadzie ktoś przeczytał podręcznik do RPGa albo grał w zbyt dużo gier i to jest po prostu jakby taki ma wbudowany... Stopka o autorze na końcu informuje mnie, że Mafius Tower jest mistrzem kilku różnych stylów walki.

Może oni to sobie mówią w dojo. Twoje Wing Tsun nie pokona mojego Jeet Kune Do, bo nie generuje, nie wiem, grawitacji. Nie wiem. Po prostu czyta się jak jakiś straszny bełkot. Tak, ale też z drugiej strony mamy to, że za każdym razem, kiedy wprowadzamy jakieś porównanie, które istniałoby w naszym świecie, to ono nie może być dokładnie takie, jak w naszym świecie. Ono musi być Star Warsowe. I to do tego stopnia, do tego absurdalnego, że to jest że Dooku myśli w pewnym momencie, że w tym momencie jego mistrz jednym genialnym ciosem skieruje zakon Jedi przeciwko sobie, niczym etrański uroboros pożerający własny ogon. Chcesz napisać uroboros, ale to jest dokładnie to samo, co ludzie mówiący, że czemu Han Solo mówi o piekle, że zobaczymy się w piekle, a nie ma w Star Warsach piekła, albo trzeba je dopisać.

Kamil, w tej książce jest zdanie w finale. Narracja mówi o którymś walczącym, że był czy byli niczym demony z koreliańskiego piekła. Bo nie mogły być po prostu z piekła. Muszą być z koreliańskiego piekła, bo skoro Han Solo był korelianinem, to tylko tam jest piekło. Ja rozumiem, że... Znaczy, nie rozumiem. Jakby wkurza mnie to też, że jakby jak porównujesz kogoś do róży, to jesteśmy w Star Warsach, nie chcesz porównywać do róży, tylko do jakiegoś tam właśnie ten eczańskiego słońcokwiatu. Spoko, jakby poniekąd rozumiem, nie lubię tego, ale rozumiem. Ale po prostu... Robisz uroboros i dorzucasz do tego przymiotnik z nazwą jakiegoś kraju, czy planety, czy kultury.

Więc ja czytam te książki od roku pańskiego dziewięćdziesiątego piątego. Ja jestem przyzwyczajony do tego, jak one są napisane. Jestem przyzwyczajony do, że tak powiem, średniej tego, jak one są napisane. Stower wychodzi ponad średnio. no dobra, ale porzućmy styl, skupmy się może na decyzjach podjętych przez autora, bo one są Znaczy tak, zalety, bo ta książka ma zalety. Jak mówiłem, relacja Anakina i Obi-Wana dla mnie działa tutaj bardziej. Dostajemy tutaj, moim zdaniem, bardzo potrzebne sceny Duku i Palpatina, zanim Obi-Wan i Anakin znajdują Palpatina, więc kiedy Duku i Palpatin rozmawiają otwarcie, a przynajmniej Duku rozmawia otwarcie, nie wiedząc, że Palpatin za moment go zdrazi i wyda, więc dowiadujemy się, czemu ten atak miał służyć i co właściwie miało się wydarzyć

a niekoniecznie rozwijamy jego wewnętrzną część. Elementem tego, który też mam wrażenie, że trochę lepiej działa w książce niż działał w filmie, jest jego rozwijający się brak zaufania do Jedi i do Obi-Wana, który jakby mam wrażenie, że w filmie jest... Jest tak naprawdę w jednej scenie, że oni proszą go, żeby on szpiegował Palpatina. On się trochę wzdraga i to jest wszystko, co z tego wątku jest, a tak naprawdę nie mamy na przykład pokazane, że on przestaje też ufać Obi-Wanowi przez to, że jakby jako Obi-Wan w tym odgrywa rolę, w tym przekonywaniu go do tego, żeby on to zrobił dla rady

Po prostu siedzimy w nich dużo częściej i jakby mamy wiele sposobów. To nie jest tak, że dowiadujemy się czegoś nowego, po prostu mamy w wielu różnych sytuacjach, wracamy do tego, że a na kim się boi? Albo komuś nie ufa. I czasami się boi o Padmę, czasami przestaje ufać Padmę, bo zaczyna się zastanawiać, że Padmę jest po stronie tych senatorów, którzy są przeciwko Palpatinowi, a Palpatin jest moim przyjacielem, kimś, kto pomoże mi uratować Padmę. W związku z czym po prostu siedzimy w tym dużo więcej i to... To nie jest tak, że to rozwija tę postać, ale też sprawia, że masz mniejsze po prostu poczucie, że to się bierze znikąd.

Tak właściwie jakby do momentu, w którym tak naprawdę Obi-Wan rozmawia z Padme i jakby mówi mu, że Anakin pomordował dzieci, to ja nawet nie byłem pewien, czy książka tego nie zmienia, czy że na etapie scenariusza to wyglądało inaczej, bo tam jest cały czas mowa o tym, że on wchodzi tam z klonami i klony mordują dzieci. I nie ma nic powiedzianej na temat Anakina. Jest bardzo wyraźnie napisane, że kiedy on już zamordował mistrza miecza Cina Draliga, czytane od tyłu to jest choreograf, który układał walki do Zemstysytów, Nick Dralig, Nick Gillard, przepraszam, to potem schodzi na bok, żeby klony mogły rozstrzelać dzieci.

Mówię, bo fizycznie w normalnym świecie nie ma tutaj moralnej różnicy. Mam wrażenie, że w takim po prostu, co nam próbuje powiedzieć o postaci, potrafi być. Kiedy Padme przylatuje na Mustafar... W książce? On w filmie poddusza ją mocą, a potem ją zostawia. A potem droid rozkłada rączki i mówi, nie wiemy czemu umiera. Jakby ja zawsze z filmu miałem wrażenie, no ona umiera, bo on ją zabił, ale droid mówi, no nie, fizycznie wszystko z nią w porządku, okej. W książce jest bardzo wyraźnie opisane, jak on ją ściska mocą, jakby Obi-Wan przypada do niej, co jej zrobiłeś i tak dalej. Jeszcze bardziej wyraźnie napisane, że to Anakin zadaje jej

Co by tam jeszcze? Aha, jest... Nie wiem, czy to jest... Nie wiem, czy to jest ciekawe, ale jest to ciekawe dla mnie osobiście i nie wiem, czemu tak się dzieje. Kiedy Anakin i Obi-Wan walczą z Dooku, to to jest... Jakby przeczytamy o każdym młynku, każdym ataku, a teraz fala wściekłych ataków, a, ale odpycha go mocą i on spada, ale się podnosi, ale i kontratakuje. Szczegółowo uderzenie po uderzeniu, wymiana o wymianie. Kiedy jesteśmy w finale, ja jakby spodziewałem się, ok, dobra, to teraz przez 50 stron będę czytał, jak Yoda i Obi-Wan walczą ze swoimi przeciwnikami, tak? Nie. I nie wiem, czy Stoverowi się już nie chciało, bo powiedział, napisałem 450 stron w walcie, ale nagle te dwa finałowe pojedynki to jest i bili się, i tłukli się, i przeszli przez trzy lokacje.

Nie ma chyba jeszcze Wojen Klonów jako serii powieści, bo gdyby były, to byłyby tu jakieś nawiązania, a jakby nie wyłapałem ich. Ale są już Wojny Klonów Tartakowskiego, więc Asadż Ventres zostaje tu wspomniana, no bo tam zadebiutowała i to wtedy było kanoniczne. Nie powiesz w jaki sposób zostaje wspomniana? O Boże, musisz mi przypomnieć. To jest Obi-Wan mówi, nie pamiętam czy to Obi-Wan czy... Chyba Obi-Wan mówi, że do duku... Znaczy nie, on nie mówi, on to sobie myśli, ale że myślał, że The Dark Side will be hot po tym jak spotkał Asajj Ventress. To Anakin musi to o sobie myśleć. Obi-Wan jej nie spotkał.

Nie pamiętałem, kto spotkał Asajj Ventressa. Nie w oryginalnej kreskówce, bo potem w komputerowych Wojnach Klonów to głównie Obi-Wan ją spotyka. Oryginalna kreskówka swoją drogą jest tak jakby... Komputerowa kreskówka Filoniego wciąż traktuje oryginalną Tartakowskiego jako swój własny prequel, w sensie Filonii nie wprowadza Asadż-Wentres na nowo, ona już została wprowadzona przez Tartakowskiego. Filonii nie wyjaśnia Skouta na kilma bliznę, Asadż-Wentres zadała mu tę ranę u Tartakowskiego. Jest to wszystko śmieszne. Co poza tym? Z takich rzeczy, które sobie zaznaczyłem i zapisałem, to jest po prostu jedna scena, w której Rada Jedi idzie zabić Palpatina.

Jest cała rozmowa o tym, w którym Obi-Wan mówi, że gdyby to miał zakończyć wojnę tydzień wcześniej, to, mówi to Jodzie, to zabiłbym cię mistrzu Yoda. I ty zrobiłbyś to mnie. A Yoda odpowiada coś w rodzaju jak każdy, jak powinien Jedi każdy, czy coś takiego. I to jest jakby, co to za kult śmierci, jakby nawet w prequelach, gdzie jakby Lucas nie cofa się przed pokazywaniem Jedi jako jakby bardzo sztywnej struktury i tak dalej, jakby tego nie ma w tych filmach. Tak i wiesz, i w momencie, kiedy Anakin upada, jakby Yoda natychmiast jest na zasadzie, okej, idziemy zabić Anakina, znaczy ty idziesz zabić Anakina, ja idę zabić Palpatina.

Jakby to jest, to jest nasz cały plan. I to wiesz, od razu na zasadzie Obi-Wan ma wątpliwości na zasadzie, nie, to jest mój brat, że jakby nie wiem, czy jestem w stanie go zabić na zasadzie, a Yoda mu na to odpowiada, nie, Anakin nie żyje, został tylko Darth Vader. Idź i go zabij. Jakby... Co autentycznie jakby ta gotowość do tego, jak szybko na zasadzie, że nawet nie są... Mam wrażenie, że jestem przestrzegany do tego, że Jedi jakby... powinni przynajmniej na przykład zastanawiać się nad tym, że ok, czy jedna śmierć jest warta, czy zadanie śmierci jest warte tego, żeby właśnie skrócić wojnę, w której giną miliony. Jakby jest to moralne pytanie, na które oni ewidentnie znaleźli odpowiedź i są bardzo pewni tej odpowiedzi.

I to mnie zawsze denerwuje w jodzie, bo on jest jakby, on ma być pokazywany jako ten głos rozsądku, bo i w filmach tak to wygląda, że kiedy Mace Windu właśnie mówi coś w tym stylu, mówi coś bardzo bezwzględnego, Toyota mówi na zasadzie, nie wiem, dokąd to nas zaprowadzi. Nie ma oczywiście żadnego dobrego rozwiązania na to, ale mimo wszystko mówi i jakby rzuca wątpliwościami i to ma nam pokazać, że jest dużo mądrzejszy od innych. Nie, jakby tutaj w ogóle tego nie ma. Yoda jest tak samo pewny, znaczy on też ma te kwestie, ale ostatecznie jakby, kiedy dochodzi co do czego, to on ma rozwiązanie? Nie. I idziemy to rozwiązanie wdrożyć. Nie ma żadnego tego, wiesz, takiego filozofowania na ten temat i rozważania co, jak, czy przekonywania kogoś do tego rozmowy, jakiegoś, wiesz, sokratejskiego dialogu na zasadzie tego, żeby Obi-Wan zrozumiał, że jego brat już nie istnieje, został tylko Vader.

Nie, na zasadzie to jest dogmat Jedi, że jak Jedi upada, staje się Sithem, a Sithów zabijamy. Znaczy... W ogóle w nowym kanonie mamy jasno powiedziane, że Yoda jest najwyższym mistrzem zakonu od kilkuset lat w tym momencie. To jest jego prywatny folwark. Rada? Nie wejdzie do rady nikt, kogo Yoda tam nie chce. Natomiast o ile to ten kult śmierci na zasadzie zabiłbym cię bez wahania, gdyby to w jakiś sposób miało przybliżyć wobec... To jest dzikie, nie rozumiem tego, nie ogarniam skąd Stover to wziął. Z drugiej strony doceniam inną rzecz, której totalnie nie ma w filmie. Już po finale, kiedy jesteśmy w epilogach, Obi-Wan od razu się rzuca na zasadzie a, Luke i Leia, okej, dobra.

Chociaż w filmie wygląda to tak, jakby Obi-Wan autentycznie musiał go przekonać, więc nie wiem. Jest to niekonsekwentne, ale podoba mi się to, jak to jest ujęte tutaj w książce. Jest jeszcze jedna kwestia, która nie wiem, czy zwróciłeś na nią uwagę. Ponieważ Stower wycina część najgorszych kwestii, wycina również Anakinie. Ja mam plus 5 z przewagi terytorialnej. Jestem powyżej. Nie próbuj Anakinie. I dlatego u niego w książce to jest opisane niemal tak, jakby Obi-Wan okaleczał Anakina przypadkiem. Zwróciłeś na to uwagę? Jest powiedziane, że Anakin wyrzucił miecz przed siebie ze skokiem. A, w ogóle u niego to jest napisane tak, że Obi-Wan markuje atak, żeby tak naprawdę przed nim uciec.

I że potem Anakin to powtarza i mamy to opisane, że... Obi-Wan wzniósł swoje ostrze do gardy przez ręce Anakina, a potem cofnął je do pozycji gotowej przez jego kolano. Tak jakby uciął mu trzy kończyny przypadkiem. To jest... Znowu nie widzę tego w filmie. W filmie jest absolutnie celowość tego ruchu i wszystkiego, co tam się dzieje. Nie wiem. Natomiast, i to jest ważne, siedzimy w głowie Obi-Wana, kiedy on odchodzi od płonącego Anakina. I mamy tutaj, dobicie go byłoby łaską. Nie był teraz w nastroju, nie był w zbyt łaskawym nastroju w tej chwili.

To jest mroczny punkt również dla Obi-Wana w tej wersji. I to mi się podoba. Jest to złagodzone tym, że tuż przed tym mamy powiedziane, że o nie, Palpatine już tutaj leci, jak tutaj zostanę choć chwilę dłużej, to będę miał kłopoty. A jednocześnie właśnie jest ta kwestia... A dobra. A propos rzeczy, które mają zupełnie inny wyźwięk w filmie. Yoda kontra Palpatine. W filmie to jest totalnie remis z drobnym wskazaniem na Palpatina. A tutaj mamy, o nie, I don't have it like that. Tak, tak. Tak i...

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.