Mentionsy Mentionsy
MysteryTV - Jakub Rutka
MysteryTV - Jakub Rutka

Wzgórze wisielca - CreepyPasta

04.09.2025 ·21 min 14 s

Lektor: Jakub Rutka☛ Instagram: https://www.instagram.com/jakubrutka☛ TikTok: https://www.tiktok.com/@jakub_rutkaAutor: IndefinitesilenceContent is available under CC BY-SAŹródło: https://creepypasta.fandom.com/wiki/Hanging_Man_HillTłumaczenie: Aleksandra RutkaODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU: https://www.facebook.com/groups/1224303840974662/☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected] Obserwuj i słuchaj również na:☛ SPOTIFY: https://spoti.fi/3hy4JFx☛ APPLE PODCASTS: https://apple.co/39dnRph

Wreszcie dotarłem do małej, ślepej uliczki, która zdawała się prowadzić lekko pod górkę. Na warandzie przed jednym z domów siedział pulchny chłopak w okularach, wyglądający na 10-11 lat. Na oko w moim wieku. Na horyzoncie nie widziałem nikogo innego, więc zdecydowałem się zagadać. Powiedział, że ma na imię Terry. Lubił bawić się na dworze, czego ja nie znosiłem, ale obaj uwielbialiśmy gry wideo. Dzięki temu szybko znaleźliśmy wspólny język. Niestety. Była jedna taka rzecz, którą zdradził mi dopiero po kilku następnych tygodniach wspólnego szwendania się po osiedlu.

Jeździliśmy po osiedlu. Do tego czasu Terry kazał mi wreszcie stać się prawdziwym facetem i nauczyć się jeździć na rowerze. Pamiętam, że zatrzymał się przejeżdżając obok domu, który nazwaliśmy narkohatą, bo jego mieszkańcy regularnie ćpali do nieprzytomności. który wpatrywał się w wąską ścieżkę za budynkiem, która w oddali wznosiła się coraz wyżej, prowadząc pod górkę. Zazwyczaj to on był przewodnikiem, jeśli chodziło o odkrywanie nowych miejsc na osiedlu, więc bez słowa ruszyłem za nim. Wjazd na wzgórze był dość stromy, a na dodatek po drodze pełno piachu i kamieni, które łatwo mogły ściągnąć na dół każdego nieostrożnego śmiałka.

Myślałem, że Terry zaprowadzi mnie na jakiś przerażający cmentarz, ale w gasnącym świetle późnego popołudnia te falujące wzgórza wyglądały całkiem urokliwie. Spodziewałem się, że spróbuje mnie jakoś spektakularnie nastraszyć, ale zamiast tego odwrócił się w moją stronę z najpoważniejszą i najbardziej ponurą miną, jaką kiedykolwiek u niego widziałem. Jesteśmy. Wzgórze Wisielca. Wzgórze... Wisielca? To ma być kolejna z tych twoich historyjek, tak?

Płynął tam również mały strumień, nie szerszy niż półtora metra, który znikał dalej w nieprzeniknionej leśnej gęstwinie. Co prawda nikt na nim nie wisiał, ale sam słup wyglądał jakoś bardziej złowieszczo niż pozostałe. Roy Terence. Kto? Nie byłoby wzgórza wisielca bez wisielca, co nie? Terry zjechał z pierwszego wzniesienia na swoim jaskrawo-pomarańczowym rowerze. Próbowałem za nim nadążyć, ale tandetny sprzęt z Walmartu sprawdzał się raczej kiepsko. Gałęzie pobliskich krzaków cały czas zahaczały o mój zwisający łańcuch.

W pewnym momencie poczułem mocne szarpnięcie. Już po chwili znalazłem się w powietrzu, przelatując nad kierownicą. Wylądowałem na kolanach, słysząc ciche chlupnięcie, gdy nogi uderzyły o powierzchnię wody. Dobrze, że strumień miał co najwyżej kilka centymetrów głębokości. Już miałem wołać Tarego, żeby mi pomógł. ale szybko zorientowałem się, że stał obok mnie. Zatrzymał się na dole, tuż przed tym jak wpadłem do strumienia i z mocno zadartą głową wpatrywał się w stojący przed nami masywny słup telefoniczny. Ej, pomożesz? Terry odwrócił na moment głowę. Wyciągnął rękę i jednym ruchem postawił mnie na nogi.

No, ale chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... że mamy tu zostać i na niego czekać? No, pomijając wszystkie inne powody, by tego nie robić, może pójdę w klasek? Jest późno, mama robi obiad, a ja muszę wracać do domu. Dobra, to powiedz mamie, że nocujesz u mnie, a ja uprzedzę babcie, że śpię u ciebie. Spotkajmy się tu o siódmej. O Jezu. Wbrew zdrowemu rozsądkowi uznałem, że właściwie to mogę przyjść. Co mi szkodzi? Oczywiście, że Terry kłamie. Przynajmniej uspokoi się na dobre, widząc, że jednak zmyślił całą tę legendę.

Zamierzamy tu siedzieć przez całą noc? Przecież nie wiemy, kiedy ten wisielec miałby się pojawić, prawda? Co? No, to powiedziałem, poczekam całą noc, jeśli będzie trzeba. Spoko. Burknąłem, siadając przy ognisku i wyciągając swoje przekąski. Mniej więcej trzy godziny później zaczęły grać pierwsze świerszcze, a ostatnie promienie słońca zgasły gdzieś za horyzontem. Trochę się już irytowałem. Zaczęło doskwierać mi zmęczenie. Terry był w pełni przytomny. Siedział spokojnie i wygrzebywał z torby kolejne pianki.

Znów wpatrywał się w szczyt wysokiego słupa. Terry? Słuchaj stary, ja już padam. Jeśli w ciągu godziny nie zobaczę jakiegoś spalonego trupa, to się stąd zwijam, okej? Mhm, okej. Wymamrotał z trudem. Zlepek pianek wypychał mu cały policzek. Przesunąłem się do ognia i zacząłem odpływać. Byłem już na granicy snu, gdy nagle przez wzgórza i las poniósł się głośny dźwięk. Jakby coś się odrywało lub łamało.

Natychmiast wstałem. Miałem rozmazany wzrok. Jeszcze przysypiałem, lecz mimo to zdołałem rozpoznać sylwetkę Tarego. Stał z szeroko otwartymi oczami, gapiąc się w górę na słup. Gdyby tylko księżyc był trochę wyżej, może i wyraźnie zobaczyłbym to, co wydawało mi się, że widziałem. Ale jego cienki sierp zdążył schować się już za drzewami. W mgnieniu oka Terry skoczył przed siebie i już po sekundzie, z torbą, pianek w ręku, zawzięcie pedałował pod górę. Widząc to, od razu rzuciłem się do swojego roweru. Pędziłem jak szalony, gdy w najmniej odpowiednim momencie, po raz kolejny, spadł mi ten cholerny łańcuch.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.