Potęga smaku (Z. Herbert)
Dowiedz się więcej — dokmiń do końca — dołącz do nas! Zapraszamy do społeczności, szczegóły tutaj, wystarczy pierwszy próg: https://patronite.pl/Stankiewicz #autoreklama
Również dlatego warto czytać, warto poznawać I nie warto się zamykać, więc stąd też ten cykl sobotni. Zacznę go niestandardowo, czyli nie od książki jako takiej, ale od wiersza, kontynuując cykl herbertowski. Wiersz Zbigniewa Herberta, Potęga smaku, ale wystarczy z nadwiązką, jeszcze jutro będziemy to kontynuować, wystarczy na podcast zdecydowanie. Bardzo wiersz filozoficzny, bardzo taki aksjologiczny. Jak się zdaje jego przesłaniem, to co Herbert chce powiedzieć, to że w naszych wyborach etycznych, życiowych, również takich praktycznych, dużo większą rolę w wyborze, dużo większym czynnikiem kierowniczym powinna być sprawa smaku, czyli estetyka.
Nie w znaczeniu, żeby się otaczać ładnymi przedmiotami. Herbert mówi, że powinniśmy dać więcej w życiu przestrzeni dla estetyki, ale nie w znaczeniu, czy nie tylko w znaczeniu tym trywialnym, żeby się otaczać ładnymi rzeczami. Tylko w tym sensie, że piękno i brzydota, mówi Herbert, mogą być bardzo konstruktywnymi kryteriami do wyboru, do działania. W szczególności brzydota rzeczy, spraw, tematów, języków, sposobów opisu może zdradzać i często zdradza, że te rzeczy są w jakiś sposób nietrafione, błędne, szkodliwe czy Zmysł piękna, nauki o pięknie, zmysłu estetycznego nie należy zaniedbywać. Nie tylko z powodów zasadniczych, ale dlatego też, że to jest bardzo praktyczne kryterium.
My jesteśmy przyzwyczajeni do tego, żeby Uważać zarządzanie, algorytmy, praktykę, ewentualnie etykę, że to jest takie życiowe i to jakoś tam decyduje, a estetyka, smak, piękno, to są jakieś takie subiektywne tematy dla pięknoduchów, jesteśmy przyzwyczajeni myśleć. I tutaj Herbert wchodzi na białym koniu i mówi, czy wjeżdża, no i mówi, że to jest błąd, bo właśnie wrażliwość estetyczna i też wiedza z zakresu estetyki, to wyczulenie na estetykę, Może być bardzo fajnym motorem, motywacją i takim kryterium do działania, czy kryterium do rozstrzygania, w którą stronę należy iść, a w którą stronę nie należy iść. Chciałoby się powiedzieć, że Herbert się przeciwstawia takiej deestetyzacji naszych dzisiejszych czasów.
Deestetyzacji w sensie odejścia od piękna. Nie tylko w znaczeniu dosłownym, że piękna brakuje i że nie ma ładnych rzeczy, że jest brzydko, chociaż no nie wątpię, że jak wiersz powstawał w latach 70. w Polsce, no to było brzydko dookoła. Natomiast w tym znaczeniu przede wszystkim ta deestetyzacja, której się Herbert przeciwstawia, zachodzi. Że właśnie te kategorie piękne i brzydoty zostały trochę relegowane na Akademię Sztuk Pięknych, do jakichś estetycznych pięknoduchów, do grafików. To jest uważane za takie mniej ważne, że wartości estetyczne są mniej ważne niż etyczne, polityczne, ekonomiczne. Właśnie Herbert mówił, że to jest błąd, że to trzeba przywrócić, nie tylko z zasadniczych powodów, ale też z powodów praktycznych, bo to może ładnie pomagać w życiu.
A schodząc jeszcze głębiej, to rezonuje tutaj taka chęć powrotu trochę do tego ideału greckiego, dobra i piękna, tego starogreckiego, starożytnego ideału, Gdzie to dobro i piękno się zlewały ze sobą, nawet nie musiały zlewać, bo były jednym i tym samym. Tutaj na pewno słychać pogląd Henryka Elzenberga na to właśnie, że dobro i piękno to jest jedno i to samo. Elzenberg był mistrzem i nauczycielem Herberta, więc to się wszystko zgadza. No i o tym jest ten wiersz, tak? To jest taka tęsknota za tym starożytnym, starogreckim ideałem kalokagati, czyli właśnie kalokagatia to jest to dobro i piękno, które są zlane w jedno. I Herbert podkreśla, mówi, apeluje, żebyśmy o tym pięknowym, tym estetycznym wymiarze no dzisiaj nie zapominali tak łatwo, że trzeba by go przywrócić i żebyśmy budowali świat.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.