#18 Odgrzewając cold case
W malowniczym Chiavari dochodzi do zabójstwa sekretarki w niewielkim biurze księgowym. Śledczy szybko znajdują się w martwym punkcie, ciężko nawet ustalić potencjalny motyw zabójstwa, ślady kryminalistyczne okazują się mało znaczące. Sprawa staje się niewyjaśnioną (ang. "cold case") i trafia na półkę oraz do kanonu włoskich historii kryminalnych. Czy po kolejnym odkurzeniu akt i zbadaniu ich świeżym spojrzeniem można taki cold case odgrzać i wpaść na interesujący trop? Bibliografia: Igor Patruno, Giacomo Galanti - "Il delitto di Chiavari. La strana morte di Nada Cella" Roberta Bruzzone, Margherita Di Biagio, Emiliano Boschetti, Roberta Gentileschi, Laura Genovesi - "A pista fredda. Il delitto di Nada Cella" Inspiracje muzyczne: Nada - Senza Un Perché: https://www.youtube.com/watch?v=_LETPYGCpQ8&ab_channel=NadaOfficial Nada - Amore disperato: https://www.youtube.com/watch?v=isZIpAaFErk&ab_channel=DiamondofMusic%28DiamantedellaMusica%29%E2%99%AA użyty motyw muzyczny: “Tangos de lo zingaro” – Mascarimirì (2020) Produced by Arra Produzioni Mediterranee dotyczy (tagi): Chiavari, Liguria, Nada Cella, cold case, Marco Soracco, Marisa Bacchioni, Luciana Signorini, Annalucia Cecere, Antonella Delfino Pesce
Doszło tam do jakiejś słynnej na cały kraj zbrodni. W przypadku Chiavari tym dokładnym miejscem zbrodni jest biuro rachunkowe mieszczące się przy Villa Marsala nr 14. Do zbrodni doszło 6 maja 1996 roku, a ofiara nazywała się Nada Cella. Był to poniedziałek. Około godziny 9.15 na komisariacie policji w Chiavari dzwoni telefon. Dzwoniący przedstawia się jako Marco Soracco i rozemocjonowanym głosem prosi operatora o wysłanie karetki, ponieważ, cytuję, znalazł swoją sekretarkę leżącą w jeziorze krwi.
Karetka jest na miejscu już po 5 minutach, ratownicy wchodzą na górę, dziewczyna żyje, ale jest wciąż w agonii, a ratownicy tak naprawdę nie są na to przygotowani, bo informacje od dzwojącego były cokolwiek nieprecyzyjne. Niespełna 25-letnia Nada Cella faktycznie leży w kałuży krwi, drży na całym ciele, na ustach bulgocze, ma oczy szeroko otwarte i traci duże ilości krwi. Nada o 9.30 trafia do szpitala w sąsiedniej Lawanii, jednak jej stan jest już bardzo poważny. Liczne rany głowy, pacjentka nieprzytomna, wiotkość wszystkich czterech kończyn, brak reakcji na bodźce bólowe, tak zanotują lekarze. Celem udzielenia pomocy Nadzie obcinają włosy, rozcinają ubranie. Dziewczyna zostaje zaintubowana.
Lekarze muszą jednak przyznać, że ten szpital nie jest w stanie jej uratować. Po tym wstępnym ustabilizowaniu Nada zostaje natychmiast przewieziona do szpitala w Genui, gdzie dociera około 11.30. Podczas podróży sytuacja, która już była zła, znacznie się pogorszyła. Kiedy Nada przybywa do szpitala już praktycznie nie daje znaków życia. Tomografia czaszki ujawnia potężny krwotok śródczaszkowy, rozległy obrzęk mózgu, pęknięcia czaszki, wewnątrz których odnotowano obecność małych metalicznych ciał obcych. Neurochirurg podejmuje dwie decyzje. Po pierwsze, nie interweniować chirurgicznie, bo stan Nady na to już nie pozwala. A po drugie, zlecić konsultację medyczno-prawną. Ponieważ mimo, że słowo atak, zabójstwo ani razu nie padły, to jednak te rany nie przekonują go, że mógł to być wypadek.
O godzinie 14.10 lekarze nieuchronnie stwierdzają zgon. Nada umiera sama. Rodzice zdołali przybyć do Genui dopiero przed godziną 15 i tam zostali poinformowani, zresztą przez ich kuzyna karabiniera, że Nada zmarła. W tym czasie na Via Marsala są już policjanci. Rozmawiają z osobą, która powiadomiła ich telefonicznie o sytuacji. Marco Soracco. Marco ma 34 lata i jest z zawodu komercjalistą, czyli osobą zajmującą się sprawami księgowo-podatkowymi. Ma swoje biuro rachunkowe w lokalu nr 5 przy Via Marsala 14, a sam mieszka piętro wyżej razem z matką Marizą Bacchioni.
Również i ona jest obecna na miejscu, podobnie jak jej siostra Fausta. Soracco i jego matka mówią, że jak każdego ranka matka przygotowała synowi śniadanie i pościeliła łóżko, podczas gdy on ubierał się do pracy. Zjedli śniadanie i ta codzienna chrzątanina trwała do około godziny dziewiątej dziesięć. Wtedy pani Bakionis spojrzała na zegarek i zdała sobie sprawę, że jej syn jest spóźniony, ponieważ biuro powinno być otwarte o godzinie dziewiątej. Marko mówi, że odparł na to, nie przejmuj się, Nada i tak już tam będzie. Nada Cella jest jego sekretarką od kilku lat, w zasadzie taką prawą ręką, skrupulatna i punktualna. Po tych słowach bierze kurtkę, kilka gazet i dokumentów, które musi zabrać do biura i wychodzi z mieszkania schodząc piętro niżej.
Mówi, że otworzył drzwi kluczem. We Włoszech prawie zawsze zamki są na zatrzask, więc niezależnie od tego, czy ktoś jest już w środku, otwiera się je przekręcając klucz. Marko widzi, że Nada w istocie już jest w środku, ponieważ żaluzje są podniesione. W przedsionku natomiast pali się światło. To dość nietypowe, bo włącza się zazwyczaj tylko kiedy przychodzi jakiś klient, a nikogo się nie spodziewał. Sorakko najpierw idzie do swojego biura, znajdującego się po prawej stronie od wejścia. Wtem słyszy, że w sąsiednim pokoju zaczyna dzwonić telefon. Czeka, jednak Nada nie odbiera. W końcu Sorakko podnosi słuchawkę, ale dzwoniący już się rozłączył. Potem Sorakko jak twierdził udał się do pokoju Nady, a gdy zbliżał się do jego drzwi usłyszał jak to później opisze dziwny oddech.
Takie płytkie, szybkie oddechy. Oddechy jak się okazuje ciała w agonii. Dziewczyna leżała na podłodze, ma wznak w kałuży krwi i jej głowa dotykała ściany pokoju. Dziewczyna była bosa, jej buty leżały pod szafką komputerową, na podłodze leżały również jej okulary. Z kolei jej torebka stała pod biurkiem tak jak zawsze. Sorakku mówi, że jego pierwsza myśl to był jakiś wypadek albo atak padaczki. Nie znał jednak numeru na pogotowie ani nie mógł go znaleźć, więc zadzwonił na 113, a więc na policję. Zaraz potem dzwoni do matki, również z tą samą informacją, że Nada leży w jeziorze krwi. Następnie wraca do jej pokoju i czeka na przyjazd pomocy. Co było dalej z Nadą już wiemy, natomiast warto podkreślić, że policja przyjeżdża na miejsce znacznie później niż pogotowie.
Prawdopodobnie około godziny później. I choć oni jeszcze nie wiedzą, że przyjechali na miejsce zbrodni, my opisując to, co tam zastali, możemy je już tak nazywać. W niewielkim biurze, w którym oprócz właściciela pracowała tylko Nada oraz okazjonalnie praktykantka o imieniu Paula, która nie miała swojego kompletu kluczy, przychodziła tam okazjonalnie, wszystko wydawało się w najlepszym porządku. To znaczy nie było śladów, żeby ktoś się czegoś szukał. Oprócz najbliższego otoczenia zwłok nie było śladów walki. Marco Soracco mówi też, że nic nie zginęło, nic nie zostało ukradzione. Natomiast z miejscem zbrodni jest pewien problem.
Zostało ono poważnie skontaminowane, czyli zmienione przed przyjazdem techników kryminalistycznych. Raz, że udzielając pomocy będącej w agonii Nadzie, przesunięto biurko i krzesło obrotowe. Ale to można zrozumieć i nie w tym rzecz. Problem jest inny. Przypomnę, że dla służb ta sprawa rozpoczęła się jako zgłoszenie wypadku. Soracco nie powiedział, że jego asystentka została zaatakowana, tylko że leży w kałuży krwi. I generalnie zarówno u niego, oczywiście o ile mu wierzyć, jak i u innych przybyłych na miejsce, czyli jego matki, jego ciotki, panowało przekonanie, że Nada uszkodziła się jakoś sama. Fakt faktem, że trudno było określić jej obrażenia na początku, bo po prostu była cała we krwi.
To, powiedzmy, nieporozumienie nie było brzemienne w skutkach dla losu Nady. To znaczy, jej obrażenia były tak rozległe, że ona i tak by zmarła. Natomiast spowodowało, że policja, jak wspomniałem, przyszła na miejsce znacznie później i teren nie od razu został zabezpieczony. A zanim to się stało, doszło do rzeczy dość niesłychanej. Otóż miejsce zbrodni zostało częściowo posprzątane przez nikogo innego jak panią Marizę Bacchioni, czyli matkę Marcos Oracco, która zmyła większość śladów krwi w przedsionku biura w korytarzu na klatce schodowej, a kiedy przybyli w końcu policjanci, kończyła już mycie schodów na tejże klatce i szła do kuchni płukać szmatkę, aby zacząć myć wnętrze biura. Towarzyszyli jej przy tym jej syn oraz siostra Fausta.
Na szczęście prawdopodobnie nie dotykała ona samego pokoju Nady, czyli tam, gdzie śladów powinno być najwięcej. Tym niemniej, kto wie, ile śladów zostało w ten sposób zatartych. Ze względu na zachowanie Soracco i jego rodziny oraz na fakt, że rzecz jasna właściciel biura naturalnie był pierwszym może nie tyle podejrzanym co osobą do sprawdzenia, to już tego samego dnia Przeprowadzono przeszukanie zarówno w mieszkaniu sorakko jego matki, jak i w sąsiadującym z nim mieszkaniu jego ciotki. Przeszukanie jednak nic zgodnego uwagi nie przyniosło. Co natomiast znaleziono w biurze? Rzecz jasna krew. Dużo krwi, przede wszystkim na podłodze w pokoju Nady, tam gdzie leżała. Ponadto rozbryzgi na ścianach, szczególnie na dole ściany przy podłodze, tam gdzie Nada leżąc miała głowę.
Część rozbryzgów wskazywała, że ta krew w momencie, kiedy sprawca atakował Nadę narzędziem zbrodni, czymkolwiek ono było, krew skapywała z tego narzędzia i rozbryzgiwała się na ściany w trakcie kolejnych ciosów. Na tej podstawie ustalono, że napastnik atakował od strony wejścia do pokoju, czyli odcinając Nadzie drogę ucieczki. Jeśli chodzi o ustalenia, do kogo należała krew, to na niewiele one się zdały, była to generalnie krew Nady. Ponadto w przypadku kilku próbek nie ustalono, czyja to może być krew, ponieważ po prostu próbki się do tego nie nadawały. Dalej, znaleziono włosy, w tym zapewne te należące do ofiary, leżące na podłodze w tej kałuży krwi. Ale także w zlewie, na ubraniach. Z tych wszystkich włosów tylko 5 nadawało się do analizy DNA.
Genetyka na nic się więc zdała. Ale zostały też zabezpieczone stare dobre odciski palców. Jednak niewiele. Często też fragmentaryczne i tak naprawdę całościowo jako dowody były one mało decydujące. Zabezpieczono odciski na walających się po biurku Nady wizytówkach, kopertach, papierach biurowych, także na znalezionym w śmietniku paragonie, na stojaku, na parasole, na obrazach, tak jakby ktoś miał szukać za nimi sejfu, a następnie odciski były porównane z tymi ofiary, a także z osobami, które na co dzień przebywały w biurze, a więc Marko Sorakko, jego matką oraz ciotką, które tam czasami mu pomagały coś sprzątać, oraz Paolo Mazzini, wspomnianą praktykantką. No i generalnie wszystkie odciski, które do czegoś się nadawały, stałano przyporządkować właśnie do którejś z tych pięciu osób.
Znajdował się bowiem wewnątrz kałuży krwi w pokoju Nady Celli. Blisko ściany, a więc tam gdzie można podejrzewać, że jej ciało leżało kiedy zebrali ją ratownicy. Guzik jest mały, metalowy, okrągły, a na środku ma emblemat w postaci pięcioramiennej gwiazdy jakby szeryfa i napisem Great Seal of the State of Oklahoma 1907. Guzik ten nie należy do Nady, ani do ubrań, które miała na sobie feralnego dnia, ani w ogóle do jej innych ubrań. Świadkowie i przeszukania wykluczyły również, że należałoby do Soraco lub kogoś z jego rodziny. Postanowiono więc zrobić rozpoznanie w pasmanteriach w Chiavari i okolicach, również na cotygodniowych straganach.
Niestety na nic one się zdały. Skontaktowano się więc z firmami produkującymi guziki i sprzedającymi je w północnych Włoszech. I to skończyło się kolejnym rozczarowaniem. Otóż ten typ guzika był produkowany bardzo masowo od około 10 lat, a ten wzór z gwiazdą z łaski stanu Oklahoma nie podlega ochronie patentowej. W związku z czym jest reprodukowany przez różne firmy w różnych modelach. Zarówno w odzieży męskiej jak i damskiej, zarówno do koszulek polo jak i swetrów i przeróżnych innych ubrań. Badań DNA nie przeprowadzono uznając, że nie ma na tym guziku wystarczających śladów oprócz krwi należącej rzecz jasna do Nady. Tak oto ten, takie wydawało się obiecujący, wręcz filmowy ślad kryminalistyczny na nic się zdał, został kolejną ślepą uliczką.
Z kolei paragon zwrócił uwagę, ponieważ został znaleziony w koszu na śmieci w biurze, umieszczonym notabene pod zlewem, a więc na wzór polski, a został ustawiony dzień wcześniej, około godziny 20, przez lokalny snack bar o nazwie Entella. Zwracam uwagę, ponieważ ani Soracco, ani rodzina Nady nie wspominali, że którekolwiek z nich jadło dzień wcześniej kolację na mieście. W związku z czym brakowało wytłumaczenia, jak on mógł tam się znaleźć. Czyżby przyniósł go zabójca? Do paragonu jeszcze wrócimy. A co z narzędziem zbrodni? Najpierw sprawdźmy, co napisał lekarz medycyny sądowej w opinii sporządzonej na podstawie oględzin i sekcji zwłok.
Na ciele Nady zidentyfikowano trzy grupy obrażeń. Pierwsze, które zadane zostały tępym narzędziem lub też po prostu pięściami lub kopniakami. Drugie, poważniejsze, zadane narzędziem tępym, które mogło mieć jednak krawędź o niewielkiej wadze, ale zadające duże obrażenia, czyli np. młotek, szpikulec do lodu. Albo Mały Toporek Murarski. I wreszcie trzeci typ obrażeń zadany albo narzędziem o płaskiej powierzchni, albo co bardziej prawdopodobne poprzez uderzanie głową Nady o płaską powierzchnię. Na przykład o podłogę albo o ścianę. Dodam, że posadzka jest z lastryką. We Włoszech, zwłaszcza w biurach, ale nawet w domach rzadko spotyka się miękkie podłogi z drewna czy terakoty.
To właśnie te obrażenia były najpoważniejsze i ostatecznie spowodowały zgon. Ofiara ma niewiele śladów świadczących o bronieniu się. Zapewne walczyła, ale tylko przed pierwszymi ciosami. To po nich spadły jej okulary oraz sama spadła z krzesła, na którym prawdopodobnie siedziała, kiedy rozpoczął się atak. Spadły jej oba buty zapewne przy próbie kopnięcia napastnika w desperackiej obronie. Jednak po tych kilku ciosach w głowę jakimś narzędziem straciła przytomność i reszta obrażeń zapewne została dokonana, kiedy już była nieprzytomna. Świadczy to bez wątpienia o wyjątkowej determinacji lub wściekłości sprawcy. Co te wszystkie ślady mówią nam o tym, jak wyglądał sam atak? Sprawca albo miał klucze, albo został wpuszczony przez Nadę.
To drugie wskazywałoby, że musiała ona go kojarzyć. Na to, że Nada wpuściła swojego zabójcę, wskazuje choćby to, że zapaliła światło, które zazwyczaj zapalało się, kiedy przyjmowali klientów. Następnie albo razem z zabójcą poszła do swojego pokoju, albo zostawiła go w sieni, aby czekał i wróciła do swoich spraw, do swoich obowiązków. To w jej pokoju, kiedy Nada siedziała przy biurku, zaskoczył ją sprawca. Być może wdali się w jakąś sprzeczkę. W tym momencie otrzymuje pierwszy cios w twarz, potem kolejne. Wśród nich cios w podbródek, który powoduje utratę równowagi. Nada upadając odpycha krzesło, potem wierzga, próbuje kopać napastnika. Dosięgają jednak inne ciosy za pomocą narzędzia.
Atak jest kontynuowany, kiedy Nada już leży. O tym świadczy chociażby niewielka dziura zrobiona w ścianie na wysokości mniej więcej głowy Nady, dokonana jakimś metalowym narzędziem. Potem napastnik albo odłożył narzędzie zbrodni, albo wypadło mu ono z ręki i zaczął wściekle uderzać pięścią w głowę Nady leżącą na podłodze, albo wziął ją za włosy czy też po prostu za głowę i zaczął tą głową tłuc o podłogę i ścianę. Napastnik musiał być przy tym pochylony nad ofiarą. Układ rozbryzgów krwi na przeciwległej ścianie świadczy o tym, że bez wątpienia sprawca musiał się tą krwią zabrudzić, choć raczej nie tak, żeby tą krwią ociekać. A co z tym narzędziem zbrodni?
Mieszkanie Ricardo zostało przeszukane, a cały sprzęt arginistyczny tam znaleziony został skonfiskowany. Wśród uprzęży i liny zgodnych z tym, co opisano w biurze, znaleziono również coś jeszcze, co wzbudziło szczególną uwagę. Był to pomalowany na czarno, żelazny, niewielki czekan do wspinaczki, wyposażony w ostrą krawędź o długości około 7 cm oraz część młotkową po przeciwnej stronie do tej wystającej. Taki układ pasował do tego, co napisali biegli w opinii o ranach, których doznała Nada. Amatorski alpinista Ricardo twierdzi jednak, że akurat tego czekanka nigdy nie pożyczał Marco Soracco.
Hipoteza jest stąd, że w tej plamie krwi, tam gdzie guzik, znaleziono również zszywkę. A do tego Marisa Bacchioni powiedziała, że w biurze brakuje zszywacza. Z tym, że potem z kolei powiedziała, że go jednak znalazła, więc teoreta o zszywaczu również została odłożona na półkę. Kończąc więc temat śladów kryminalistycznych na miejscu zbrodni oraz możliwego scenariusza ataku, przedstawmy wreszcie główną bohaterkę dzisiejszego odcinka, a więc ofiarę. Kim była Nada Cella i jaki ewentualnie motyw mogła mieć osoba, która z taką wściekłością zaatakowała ją w miejscu pracy?
Nada Cella w chwili śmierci miała niecałe 25 lat i mieszkała w Chiavari razem z matką o imieniu Silvana. Jej ojciec Bruno Cella jest z kolei na emeryturze, ale doraba sobie jako stolarz i też prowadzi gospodarstwo rolne w Rezzoaglio. To jest godzinę drogi od Chiavari. Silvana z kolei pracuje jako woźna w szkole w Chiavari. Oboje są małżeństwem od 30 lat i pomimo, że dzieli ich godzina drogi, utrzymują jak najbardziej dobre stosunki Jest to rodzina zintegrowana, kochająca się. Małżeństwo ma dwie córki. Starszą Danielę, urodzoną w roku 1967 i młodszą o 4 lata Nadę. Kilka miesięcy przed urodzeniem drugiej córki festiwal w San Remo wygrywa piosenkarka Nada Malanima, znana bardziej jako po prostu Nada.
Do dziś bardzo rozpoznawalna, zwłaszcza dzięki takim przebojom jak Amore Disperato oraz Sense On Per Que. Ten drugi utwór użyty był zresztą jako soundtrack w serialu Młody Papież. Zbiezność imion nie jest przypadkowa, bowiem właśnie to imię dzięki występom Nady na festiwalu spodobało się państwu Cella, ponieważ nie można go zdrabniać, a to zdrabnianie w przypadku starszej córki ich raziło. Daniela, czyli starsza siostra jest mężatką i nie mieszka już ani z matką, ani z ojcem. O ile relacje pomiędzy ojcem, matką oraz siostrami są generalnie dobre, o tyle rodzina Nady ma kiepskie relacje ze stryjostwem, a to wszystko z powodu nieporozumienia na tle finansowym, spadkowym.
Nada Cella od najmłodszych lat jest opisywana jako osoba bardzo powściągliwa, z pewnością introwertyczna. Jej nauczyciele opisują ją jako osobę nieśmiałą, zamkniętą w sobie, a przy tym pilną. Jedną z tych, które systematycznie się uczą, robią prace domowe, a nawet nie gadają na lekcji. Raczej unika dyskotek i imprez. Weekendy zazwyczaj spędza z rodziną, odwiedzając ojca w Red Soalio. Jeśli chodzi o jej życie uczuciowe, Nada rzadko zwierza się matce czy siostrze, a nawet przyjaciółkom. Wiadomo jednak, że w chwili zabójstwa prawdopodobnie nie miała żadnego chłopaka, a tak naprawdę nie miała go też wcześniej.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W malowniczym Chiavari dochodzi do zabójstwa sekretarki w niewielkim biurze księgowym. Śledczy szybko znajdują się w martwym punkcie, ciężko nawet ustalić potencjalny motyw zabójstwa, ślady kryminalistyczne okazują się mało znaczące. Sprawa staje się niewyjaśnioną (ang. "cold case") i trafia na półkę oraz do kanonu włoskich historii kryminalnych. Czy po kolejnym odkurzeniu akt i zbadaniu ich świeżym spojrzeniem można taki cold case odgrzać i wpaść na interesujący trop?
Bibliografia:
Igor Patruno, Giacomo Galanti - "Il delitto di Chiavari. La strana morte di Nada Cella"
Roberta Bruzzone, Margherita Di Biagio, Emiliano Boschetti, Roberta Gentileschi, Laura Genovesi - "A pista fredda. Il delitto di Nada Cella"
Inspiracje muzyczne:
Nada - Senza Un Perché: https://www.youtube.com/watch?v=_LETPYGCpQ8&ab_channel=NadaOfficial
Nada - Amore disperato: https://www.youtube.com/watch?v=isZIpAaFErk&ab_channel=DiamondofMusic%28DiamantedellaMusica%29%E2%99%AA
użyty motyw muzyczny:
“Tangos de lo zingaro” – Mascarimirì (2020)
Produced by Arra Produzioni Mediterranee
dotyczy (tagi): Chiavari, Liguria, Nada Cella, cold case, Marco Soracco, Marisa Bacchioni, Luciana Signorini, Annalucia Cecere, Antonella Delfino Pesce