Mentionsy Mentionsy
Protokół Zbrodni
Protokół Zbrodni

Skradziona cześć Wisienki (1890)

15.01.2026 ·15 min 42 s

Największa polska aktorka XIX wieku znaleziona martwa w ramionach rosyjskiego oficera. On mówi o wielkiej miłości i wspólnym samobójstwie, ale ślady na ciele sugerują brutalną egzekucję. Czy Wisienka była kochanką, czy niebezpiecznym szpiegiem?

Absolutnie nic. Dzisiaj właśnie zagłębimy się w kulisy tej zbrodni. Naszym przewodnikiem będzie reportaż historyczno-kryminalny Stanisława Milewskiego, Skradziona cześć Wisienki. Świetna książka. Autor w niesamowity sposób analizuje te wszystkie manipulacje, fałszarstwa, no i kłamstwa, które otaczały proces Bartyniewa. A wszystko to dzieje się w bardzo specyficznym miejscu i czasie, prawda? W Warszawie, poddanej brutalnej rusyfikacji. I to tło jest, wydaje mi się, kluczowe. Rusyfikacja, czyli proces narzucania rosyjskiej kultury i języka, oznaczała, że carskie władze miały pełną kontrolę nad aparatem sprawiedliwości. A to jest ważne, bo nasza dzisiejsza misja to jest, powiedzmy, próba zrozumienia, co naprawdę wydarzyło się w tej garsonierze przy ulicy Nowogrodzkiej.

Barteniew mówił prawdę. Zabił ją. No dobrze. Mamy więc ofiarę w tej niezwykłej scenerii. Kim w ogóle była ta kobieta? Maria Wisnowska. Bo z tego, co czytałam w materiałach, to nie była po prostu kolejna aktorka. Budziła, no, skrajne emocje. To jest słowo klucz. Skrajne. Krytycy pisali, że nie była klasyczną pięknością, opisywaną ją jako, cytuję, raczej drobną blondynkę, dość okrągłą, o wspaniałych niebieskich oczach. Ale jej siłą było coś innego. Coś, co dzisiaj nazwalibyśmy magnetyzmem, takim niesamowitym seksapilem. Milewski pisze, że jej urok jednocześnie fascynował i odpychał. Idealnie oddaje to łaciąska formuła odi et amo, nienawidzę i kocham.

A według autora reportażu... To był po prostu finał jej najlepszej, ostatniej roli. Stworzyła sobie idealne alibi na wieczność. Dokładnie tak. Ale wiesz, nawet jeśli przyjmiemy tę wersję, że była reżyserką własnej śmierci, to pojawiają się kolejne pęknięcia w tej historii. Choćby jej pogrzeb. Był cichy, skromny, bez udziału księdza. Pochowano ją niemal jak samobójczynię. To kompletnie nie pasuje do wizji wielkiej teatralnej śmierci, która miała jej zapewnić sławę. To prawda. I to prowadzi nas do jeszcze głębszych pytań, które stawia Milewski, a które sąd kompletnie zignorował. Na przykład? Czy Wisnowska była uzależniona od morfiny? A były jakieś przesłonki? Miała typowe objawy. W ostatnim okresie życia z trudem opanowywała role, miała problemy z pamięcią, halucynacje, była niezwykle drażliwa.

A w jej rzeczach, także w tej garsonierze, znaleziono słoiczki z opium. Uzależnienie mogłoby tłumaczyć jej obsesję śmierci i tę chwiejność nastrojów. Ale to nie koniec. Autor idzie o krok dalej i wprowadza wątek, który brzmi jak z powieści sensacyjnej. Szpiegostwo? Dokładnie. I to nie jest rzucone bezpodstawnie. Wisnowska często podróżowała do Paryża, do Turcji, w miejsca, gdzie agendy miał polski wywiad niepodległościowy. Aha, przed śmiercią intensywnie uczyła się angielskiego, planując wyjazd do Londynu. Milewski stawia hipotezę, co jeśli ta cała miłosna afera była tylko przykrywką? Przykrywką do czego? Do działalności wywiadowczej?

Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.