UJAWNIAMY nowe fakty dot. obserwacji psychiatrycznej MIESZKA R.
Podcast kryminalny Radia ZET "Materiał dowodowy". Zaprasza Mateusz Kapera
Jak usłyszałem od moich informatorów, śledczy rozważali przeprowadzenie badania w Klinice Psychiatrii Sądowej przy Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. To jeden z najnowocześniejszych obiektów tego typu w Polsce. Kliniką kieruje uznany psychiatra sądowy prof. Janusz Hajcman. W tej właśnie placówce badał on m.in. Kajetana Poznańskiego. Dlaczego jednak Mieszko R. wylądował aż na Podkarpaciu? Powody mają być dwa. Śledczy wybrali ośrodek oddalone od Warszawy, aby uniknąć wzmożonego zainteresowania mediów. Nie chcieli również przeprowadzać obserwacji na północy kraju, bo Mieszko R. pochodzi z Gdyni. Jego ojciec jest prawnikiem w jednej z gdyńskich kancelarii, a matka, dr Prawa, wykładowczynią na jednej z pomorskich uczelni.
Jak twierdzą moi informatorzy, wybór szpitala w Jarosławiu jest dosyć kontrowersyjnym pomysłem, bo ta placówka nie cieszy się najlepszą opinią pod kątem jakości przeprowadzania badań. O wiele lepszym wyborem mógłby okazać się Regionalny Ośrodek Psychiatrii Sądowej w Starogardzie Gdańskim lub Oddział Psychiatrii Sądowej Szpitala Psychiatrycznego im. Józefa Bawińskiego w Łodzi, w którym obowiązki zastępcy dyrektora ds. lecznictwa pełni konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii prof. Piotr Kałecki. Ale tu znów pojawiły się wcześniejsze problemy. Ośrodek w Starogardzie Gdańskim miał odpaść ze względu na bliskość do rodziny prawników Mieszka R. Z kolei szpital w Łodzi miał nie spełniać wystarczających norm bezpieczeństwa. Mieszko R. jest uznawany za niezwykle niebezpiecznego pacjenta.
Abstrahując już od zbrodni o jaką jest podejrzewany, Mieszko R. tuż po zatrzymaniu podczas zakładania kaptana bezpieczeństwa ugryzł policjanta w nogę. Szpital w Jarosławiu ma być przygotowany pod kątem bezpieczeństwa na pobyt Mieszka R. Na terenie placówki znajdują się dwa oddziały psychiatrii sądowej, jeden o podstawowym, a drugi o wzmocnionym zabezpieczeniu. Prokuratura przy wyborze placówki dla Mieszka R. była też ograniczona przez dostępność miejsc na oddziałach psychiatrii sądowej w Polsce. Śledczy najpierw typują kilka ośrodków, a następnie wysyłają do nich pisma z pytaniem, czy dana placówka jest w stanie przyjąć pacjenta na obserwację. Nie może być to oczywiście zwykły szpital z oddziałami psychiatrii. Śledczy muszą posiłkować się rozporządzeniem ministra zdrowia, w którym znajduje się wykaz ośrodków przeznaczonych do wykonywania środków zabezpieczających w warunkach wzmocnionego zabezpieczenia.
Takich placówek w Polsce jest 20, ale tylko 3 z nich zapewniają maksymalny stopień zabezpieczenia. Wcześniej Mieszko R. był jednorazowo badany ambulatoryjnie na oddziale psychiatrycznym szpitala więziennego w areszcie śledczym w Radomiu. Ze wstępnej opinii biegłych psychiatrów wynikało, że podejrzany wymaga dłuższej obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Do sądu trafił wniosek w tej sprawie, który poparli obrońcy Mieszka R. Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do tego wniosku i wydał również decyzję o przedłużeniu aresztu tymczasowego dla podejrzanego o kolejne 6 miesięcy do 1 lutego 2026 roku. Obrońcy wnioskowali o 4 miesiące. Obserwacja psychiatryczna Mieszka R. na oddziale psychiatrii sądowej szpitala w Jarosławiu rozpoczęła się 1 września i powinna potrwać miesiąc, ale zgodnie z przepisami Kodeksu Postępowania Karnego biegli mogą wnosić o wydłużenie badania maksymalnie o kolejne 4 tygodnie.
Po tym czasie poznamy odpowiedź na pytanie, czy 22-latek był poczytalny w momencie popełniania brutalnej zbrodni. Po zapoznaniu się z opinią biegłych prokuratura podejmie decyzję co do dalszych losów śledztwa. Jeżeli lekarze uznają, że Mieszko R. był niepoczytalny, to prokuratura zawnioskuje do sądu o umorzenie postępowania. Wówczas student prawa nie odpowie karnie za swój czyn, a będzie leczony w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Jeśli chcecie więcej dowiedzieć się o przeprowadzaniu obserwacji sądowo-psychiatrycznych, to gorąco zachęcam do wysłuchania odcinka podcastu Materiał Dowodowy, w którym rozmawiam z uznanym psychiatrą sądowym. Dr Jerzy Pobocha badał wielu morderców, w tym Kajetana Poznańskiego. Rozmowę bez problemu znajdziecie na naszych kanałach na YouTube czy Spotify.
W sierpniu obserwowałem również z bliska proces sądowy w sprawie zabójstwa sprzed wielu lat. Przed Sądem Okręgowym w Warszawie stanął dziś 48-letni Michał Z. Prokuratura oskarżyła go o zabójstwo 28-letniego Pawła W. na terenie jednego z zakładów budowlanych. Tragedia wydarzyła się w nocy z 1 na 2 października 1998 roku w Warszawie przy ulicy Kłobuckiej. Pod koniec lat 90. sprawę jednak umorzono, bo nie udało się odnaleźć sprawcy zabójstwa. Śledztwo nie należało do najłatwiejszych, bo nie było świadków zdarzenia ani motywu sprawcy. Nie za wiele wiadomo było również o ofierze. Dopiero po wielu latach do sprawy powrócili policjanci z Wydziału Przestępstw Niewykrytych tzw.
Archiwum X Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji. Przeanalizowali zgromadzony materiał dowodowy, a zabezpieczone na miejscu zdarzenia ślady i dowody rzeczowe przesłali do Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Stołecznej Policji. Dzięki rozwojowi badań genetycznych udało się przeprowadzić dokładniejsze ekspertyzy. Na podstawie ich wyników powiązano pozostawione przez sprawcę ślady DNA z Michałem Z., ówczesnym mieszkańcem powiatu wyszkowskiego i pracownikiem sąsiedniej firmy. W marcu 2024 roku w Warszawie funkcjonariusze zatrzymali dziś już 48-letniego Michała Z. W momencie zdarzenia miał 22 lata. Mężczyzna w prokuraturze usłyszał zarzut zabójstwa i został aresztowany.
Jak ustaliła prokuratura, Michał Z. pracował w firmie wykonującej konserwację oświetlenia ulicznego i parkowego. Zakład mieścił się tuż obok firmy budowlanej, w której pracował Piotr W., ofiara zabójstwa. Według prokuratury Michał Z. był pracownikiem sezonowym. Nocował w kontenerach pracowniczych na terenie firmy. Piotra W. miał poznać w jednym z okolicznych barów. Następnie obaj mieli wspólnie spożywać alkohol. W pewnym momencie doszło do sprzeczki między mężczyznami, w której śmierć poniósł Piotr W. Na miejscu zbrodni ujawniono niewielki ślad krwi sprawcy i niedopałek papierosa. Badania przeprowadzone w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym pozwoliły na wyizolowanie profilu genetycznego, który należy do Michała Z. Wcześniej mężczyzna nie był w ogóle łączony z tą sprawą.
Kilka miesięcy temu rozpoczął się proces przeciwko Michałowi Z. Na sierpniowej rozprawie przysłuchiwałem się zeznaniom świadków, którzy znali oskarżonego oraz pokrzywdzonego lub przebywali nieopodal miejsca zbrodni. Po treści tych zeznań mogę stwierdzić, że proces nie będzie łatwy, bo powołani przez sąd świadkowie nie pamiętają zbyt wielu szczegółów, co nie dziwi, bo do zabójstwa doszło prawie 27 lat temu. Sąd musiał posiłkować się zeznaniami, które świadkowie złożyli w śledztwie prowadzonym w 1998 roku. Z ówczesnych zeznań Michała G. wynikało, że w nocy z 1 na 2 października około 3 nad ranem, gdy pełnił wartę na wojskowym posterunku przy ulicy Kłobuckiej 3, usłyszał krzyki dobiegające z sąsiednich magazynów.
To wtedy mogło dojść do zabójstwa Pawła W., który pracował w firmie budowlanej. Z racji braku pieniędzy często nocował w barakach pracowniczych na terenie zakładu. Nad ranem kierowca dowożący towar do firmy budowlanej ujawnił zwłoki Piotra W. Ciało 28-latka leżało w kałuży krwi. Przyczyną śmierci mężczyzny były rozległe obrażenia głowy, które powstały po wielokrotnych, silnych uderzeniach zadanych ciężkim i twardym narzędziem. Sekcja zwłok wykazała również, że mężczyzna miał około 3 promili alkoholu we krwi. W warszawskim sądzie zeznawał również kolega z pracy zamordowanego Piotra W., Krzysztof M. Mężczyzna ujawnił, że Piotr pracował w firmie przez około 3 miesiące i mieszkał w szatni baraku na terenie firmy.
Nie mógł za wiele powiedzieć o Piotrze, bo nie był jego przyjacielem. Jedynie czasami spożywał z nim alkohol. Zeznał, że wołali na Piotra poeta, bo pisał wiersze. Na rozprawie pojawiła się także była partnerka oskarżonego. Opowiedziała o trudnym związku z Michałem Z., który narodził się już po zabójstwie Piotra W. Zdradziła, że Michał miał problemy z alkoholem, co przyczyniło się do zakończenia związku. Zaprzeczyła jednak, aby były partner był wobec niej agresywny. Dziwiło ją jednak, że gdy był zatrzymywany przez policję za alkohol, to podawał dane swojego brata, jak gdyby się czegoś bał. Uznałam wtedy, że musi mieć coś za uszami, powiedziała przed sądem 47-letnia kobieta.
Michał Z. odpowie przed warszawskim sądem za zabójstwo Piotra W. Grozi mu nawet dożywocie. Prokurator zapewnia, że materiał dowodowy jest wystarczająco jednoznaczny, aby udowodnić winę oskarżonego. O tym, czy Michał Z. jest winny zabójstwa, zdecyduje jednak sąd. Wkrótce szerzej opowiem w podcaście o tej bardzo ciekawej i tajemniczej sprawie. Na koniec o dwóch atakach nożowników, do których doszło tego samego dnia, ale w innych miejscach w Polsce. W Chorzowie 47-letni mężczyzna zaatakował 52-letniego Ukraińca. Do ataku doszło w piątek około godziny 14.15 w pobliżu ronda przy ulicy Siemianowickiej.
Mimo reanimacji obcokrajowiec niestety nie przeżył ataku. Z relacji świadków wynika, że 47-latek, który często przesiadywał pod miejscowym sklepem, wbiegł do środka, zabrał z lady nóż i zaatakował przechodzącego niedaleko obywatela Ukrainy. O szczegółach opowie reporter Radia ZET Daniel Wrzos. Nożownik był pod wpływem alkoholu przekazała policja. Wiadomo, że był bezdomnym i pochodzi z Chorzowa. Napastnik został zatrzymany przez świadków jeszcze przed przyjazdem policjantów. Mężczyzna w średnim wieku, który został ugodzony nożem był reanimowany przez kilka minut na miejscu zdarzenia, ale nie udało się go uratować. Prokuratura postawiła zarzut zabójstwa nożownikowi z Chorzowa. Grozi mu do w żywocie. Mężczyzna nie przyznał się do popełnienia zarzuconego mu czynu i nie składał wyjaśnień.
Kolejnego dnia policjanci ustalili tożsamość napastnika. Po kilku dniach policja przesłuchała poszkodowanego taksówkarza. Śledczy wykluczyli motyw rasistowski oraz porachunki przestępcze. Kierujący nie znał pasażera, który wsiadł, który zamówił kurs. W czasie jazdy pasażer chciał zmienić miejsce docelowe. Nie jest to możliwe w kursach na aplikacje. Kierowca wyraził tutaj sprzeciw. W pewnym momencie zostały mu zadane ciosy nożem. Przekazała rzeczniczka małopolskiej policji Katarzyna Cisło. Tego samego dnia około godziny 19.20 wędkarz odnalazł unoszące się ciało na jednym z krakowskich stawów. Po wstępnych oględzinach na podstawie rysopisu oraz ubioru policja stwierdziła, że jest to ciało sprawcy usiłowania zabójstwa taksowkarza.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.