"Profesor" od narkotyków. Jak Ryszard Jakubczyk stał się polskim Walterem Whitem
Podcast kryminalny Radia ZET "Materiał dowodowy". Zaprasza Mateusz Kapera
Dzień dobry. Dzisiejszy odcinek Materiału Dowodowego to nie lada gratka dla fanów serialu Breaking Bad i postaci Waltera White'a. Za chwilę wraz z zaproszonym gościem porozmawiam o polskim Walterze White'cie, czyli Ryszardzie J., chemiku z Kielc, który postanowił, że będzie produkował narkotyki dla grup przestępczych. W studiu Radia ZET jest doktor nauk chemicznych Waldemar Krawczyk, jeden z największych ekspertów od analizy narkotyków, były szef Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji, biegły sądowy, między innymi właśnie w sprawie Ryszarda J., oskarżonego o produkcję narkotyków. Dzień dobry, panie doktorze. Dzień dobry. Jak to się stało, że Polska w latach 90. stała się liderem w produkcji amfetaminy na skalę światową?
No to Chińczycy jeszcze tam krok w tył zrobili. I przysłali inne substancje, z których łatwo to się robi. Tak więc taka zabawa trochę w kotka i myszkę, jak to często bywa. Jakby pan ocenił postać Ryszarda J., o której już zapowiedziałem, że będziemy rozmawiać. Czy to była, czy to jest postać w takim polskim przestępczym świecie narkotykowym wyjątkowa? Wyjątkowo może dlatego, że bardzo tak medialnie jest o nim. Ale to mogę po kolei powiedzieć, dlaczego tak się odbywało i jak on zyskiwał popularność też. Ale jest to chemik, który zaczynał pracę na uczelni, tak samo zresztą jak ja.
Chyba największy egzamin w życiu z chemii organicznej przeszedł. W tamtym okresie było mnóstwo pytań takich czysto chemicznych, żeby udowodnić na podstawie mechanizmów reakcji tą jego tezę. Sąd jakoś to znosił, nie wiem, ale chyba nic z tego nie rozumiał. Ale według pana to świadczyło o jakichś faktycznie nadzwyczajnych zdolnościach, talencie chemicznym Ryszarda J., czy takim trochę jakimś cwaniactwie? Ja uważam, że to cwaniactwo i trochę takie, no może tak się nie powinno mówić, ale takie celebryctwo w sądzie. Że on chciał pokazać, że on tam jest najlepszym chemikiem na sali i to, co on mówi, to wszyscy mają w to wierzyć.
Jakby ta sama baza się zanieczyszcza dodatkowo tymi składnikami do produkcji tabletek, więc jest to duży problem. Jak to się stało, że w ogóle Ryszard J został złapany przez polskie organy ścigania? Ja uważam, że to, że za pierwszym razem został złapany i tak łatwo namierzone to jego laboratorium, to była jego taka buta chyba i nieostrożność. Tak chyba bardziej się czuł chemikiem chyba niż przestępcą. I myślę, że chętnie się chwalił tymi swoimi produktami. Oczywiście tutaj na pewno to było na podstawie pracy operacyjnej, ale tych metod minęło dużo.
Tak, bo tam był w ogóle wątek, że on pracował dla największych gangsterów. Miał tam powiązania z nimi na pewno i kontakty, ale to już było widać. Tacy ludzie interesują policję. Natomiast jeśli chodzi o ukrycie tego laboratorium, to go nie ukrył, bo po prostu w domu matki swojej produkował. Nawet w tym roku zeszłym CBŚP chwaliło się, że zlikwidowało ponad bodajże 50 laboratoriów narkotykowych nielegalnych. Jak się zmieniają te laboratoria? Jak pan porówna właśnie to laboratorium z początku lat dwutysięcznych, w bliżynie to laboratorium Ryszarda J., do tych, które na przykład dzisiaj śledczy odkrywają?
Dzięki tym właśnie szerokim definicjom. Był pan też biegłym, chyba tak to można powiedzieć, w Wielkiej Brytanii podczas procesu przeciwko właśnie Ryszardowi J., który później jakby jechał z Polski, on trafił do Anglii i tam otworzył też laboratorium narkotykowe, został złapany. I był też proces, jak to wygląda w Polsce. Jak by Pan to porównał, te warunki ścigania, osądzania osób zaangażowanych w przestępczość narkotykową tam, a w Polsce? No to wygląda zupełnie inaczej, przynajmniej już na etapie procesu, bo proces w Anglii jest kontradyktoryjny, więc jest strona obrony, strona oskarżenia i nawet właśnie przy tym procesie Jakubczyka to ja najwięcej to dyskutowałem z chemikiem, który był biegłym powołanym przez obronę.
Tak jeszcze na moment wracając do tej kokainy, bo tak przecież wielu celebrytów nawet tak za bardzo nie ukrywa tego, że tam sobie lubi tą właśnie kreskę wciągnąć. I oni najpierw mówią o tym, albo przynajmniej sugerują, jeśli nie mówią wprost, ale za chwilę mówią o ochronie środowiska. No jakby oni tego w ogóle nie łączą. A co, bo wspomniał Pan, że też te zanieczyszczenia są takim argumentem za tym, żeby nie brać tych narkotyków, to co w takiej amfetaminie, powiedzmy, czy w innym narkotyku, który ma to nawet czystać, powiedzmy, tak jak w przypadku profesora Ryszarda J. 80 prawie że procent, co tam się może znajdować? Jakie może mieć to konsekwencje, to przyjęcie tych substancji?
Trzeba pamiętać o tym, że w takich narkotykach na ulicy są na ogół trzy rodzaje substancji. Pierwsza to jest ta substancja aktywna, bo bez tego nie byłoby działania narkotykowego. Druga to są różnego rodzaju rozcieńczalniki, które są ważne dla dealerów, bo oni sobie w ten sposób wagę zwiększają i powiększają zyski. Ale trzecia, ta niebezpieczna właśnie dla zdrowia, to są te zanieczyszczenia, które powstają w trakcie produkcji. I między innymi właśnie ta amfetamina, którą produkował Ryszard J., jak o nim mówimy, chociaż jest powszechnie znany, więc chyba myślę, że można używać nazwiska, w Anglii, to on używał takiej metody, gdzie używał soli rtęci do produkcji.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.